10 pytań, dzięki którym rozwiniesz swój biznes

10-pytan-teneryfa

Witam Cię w drugiej części cyklu poświęconego efektywnemu prowadzeniu dochodowego biznesu. W poprzednim artykule (do którego przejdziesz KLIKAJĄC TUTAJ) poruszyłem kwestie dotyczące odpowiedniego dobrania grupy docelowej pod Twój biznes. Tłumaczę tam, dlaczego prawidłowe sprofilowanie klienta, to najważniejsza rzecz zarówno na etapie planowania, jak i prowadzenia firmy.

Jeśli jeszcze go nie przeczytałeś, zrób to koniecznie teraz. Jestem pewny, że zestaw rad i zabiegów, jakie Ci w nim proponuje, jest w stanie ZNACZNIE zwiększyć Twoje przychody i wyniki.

Podobnie jest zresztą z tym materiałem.

Zadam Ci w nim 10 pytań, na które odpowiedzieć powinni sobie wszyscy przedsiębiorcy: zarówno ci początkujący, jak i ci, którzy mogą pochwalić się trochę większym doświadczeniem.

Bo widzisz – na zadawanie pytań zawsze jest dobry czas. Zwłaszcza na zadawanie takich pytań, które pozwolą Ci lepiej zrozumieć swój biznes. I lepiej zarabiać, rzecz jasna 🙂

Oczywiście musisz pamiętać, że nie mogę dopasować tego materiału do każdej możliwej branży i wiele tego, o czym piszę, może z początku wydać Ci się mocno abstrakcyjne. Z drugiej jednak strony, jestem pewny, że po krótkiej chwili namysłu z powodzeniem odnajdziesz w moich przykładach i metaforach i siebie, i swoją sytuację. Większość spośród rad, jakie dla Ciebie przygotowałem, zdołasz z powodzeniem zaadaptować do swojej działalności.

Oddaję Ci do dyspozycji – jak zwykle – materiał wideo oraz wersję tekstową. Gorąco Cię zachęcam do zapoznania się z pierwszą opcją, bo przygotowanie jej kosztowało mnie ogrom czasu i energii, a efekt moim zdaniem jest świetny 🙂

To jeden z materiałów kręconych na słonecznej Teneryfie, więc jestem przekonany, że odrobina ciepła, które wręcz wylewa się z tego filmu, ogrzeje Cię w tą zimną, polską jesień 😉

Zapraszam do oglądania!

WSKAZÓWKA: chcesz szybciej oglądać video? Kliknij tutaj.

Kliknij tutaj i odbierz bezpłatnego ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty!”

Wersja tekstowa

1. Jaki konkretny problem rozwiązuje Twój produkt?

Na samym początku proponuję zmianę Twojego myślenia – czegokolwiek byś nie sprzedawał (produkt, usługa, nieważne), nie to tak naprawdę jest przedmiotem transakcji. Musisz sobie uświadomić, że zamiast produktu (czy tam usługi), sprzedajesz rozwiązanie konkretnego problemu.

Już wyjaśniam.

Otóż, kiedy kilka lat temu prowadziłem lekcje szybkiego czytania, ludzie w rzeczywistości wcale nie płacili mi za nauczenie ich szybkiego czytania. Paradoks? Wcale nie.

Oni płacili mi za zaoszczędzony dzięki temu czas – już nie musieli zakuwać przez długie godziny do egzaminów. Zamiast tego mogli poświęcić się swoim pasjom i rozrywkom, a na znienawidzony sprawdzian iść na luzie, bez stresu, co wcześniej (zanim przyszli na moje zajęcia) praktycznie im się nie zdarzało.

Oni inwestowali w możliwość lepszego przygotowania się do matury, a więc pośrednio w wybór bardziej ambitnego i być może bardziej przyszłościowego kierunku studiów. Albo w możliwość pogodzenia ze sobą dwóch różnych kierunków, co w dłuższej perspektywie przekłada się na większe szanse na rynku pracy.

Problemem moich klientów był totalny brak czasu na swoje zajęcia, pasje, hobby. Ich kłopotem była obawa o własną przyszłość – o to, jak im pójdzie matura, na jakie studia się dostaną. Brakowało im czasu na oddawanie się temu, co naprawdę ich interesuje. Bardzo często musieli wybierać pomiędzy zajęciami z gitary, a nauką do sprawdzianu.

U mnie – i trochę dzięki mnie! – znaleźli receptę na swoje bolączki 😉

A teraz się zastanów – rozwiązania jakich problemów znajdą u Ciebie, w Twoim produkcie lub usłudze? To jest cholernie istotne!

2. W swoim biznesie jesteś bardziej jak dentysta czy jak wizażystka?

Choć na pierwszy rzut oka to pytanie brzmi absurdalnie, to jednak jest naprawdę ważne. I od razu podpowiem: lepiej być dentystą.

Dentysta naprawia konkretny problem (np. boruje dziurawe zęby) i z wizytą u niego raczej się nie zwleka, gdy na horyzoncie pojawiają się kłopoty (znaczy się: ząb zaczyna boleć).

Wizażystka co najwyżej przypudruje nosek (z całym szacunkiem dla osób, które się tym trudnią – TO CAŁY CZAS METAFORA!), czyli nie zrobi nic więcej poza chwilowym, złudnym poprawieniem stanu faktycznego. Makijaż w końcu ma spełnić swoje zadanie przez jeden wieczór, nie dłużej.

Wydaje mi się też, że wizyta u wizażystki nie jest specjalnie wysoko w hierarchii potrzeb człowieka. Nawet takiego wybierającego się na jakieś przyjęcie: większość kobiet jest w stanie poradzić sobie z wykonaniem makijażu samodzielnie, a raczej nikt w pojedynkę nie zabierze się za kanałowe leczenie swoich zębów.

Zatem: w jakiej roli występujesz Ty i Twój biznes? Jeśli jesteś jak wizażystka, co powinieneś zrobić, by stać się dentystą? Jakie rozwiązania możesz wprowadzić w swoim biznesie, by zamiast lekkiego liftingu zaoferować klientom trwałe rozwiązanie ich problemów?

Do mnie ludzie przychodzą jak do dentysty: uświadamiają sobie, że mają problem z marketingiem, że nie potrafią wyróżnić się na tle konkurencji, że coś w ich firmach nie działa do końca tak, jak powinno. Wtedy proszą mnie o konsultacje, na których dostają konkretne rozwiązania ich problemów.

Oczywiście, tacy ludzie przychodzą często bardzo późno. Czasem za późno. Czekają do ostatniej chwili – ja bym oczywiście wolał, by napisali do mnie znacznie wcześniej, zanim zacznie im się palić grunt pod nogami, bo wtedy mamy znacznie szersze pole manewru. Ale cóż, „dentysta”  nic na to nie poradzi 😀

3. Kto jeszcze rozwiązuje ten sam problem, co Ty? W jaki sposób to robi?

Nie ma sensu wyważać otwartych drzwi i szkoda tracić czasu na próbę wynalezienia koła na nowo… i z tego powodu Twoja konkurencja może się okazać nieocenionym źródłem wiedzy 🙂

Dobrze jest znać swój rynek na wylot. Jeśli wiesz, jakie dokładnie usługi oferuje Twój konkurent, w jakiej cenie jakości, zyskasz pewną stałą, jakiś punkt odniesienia.

Musisz wiedzieć, gdzie Twoja konkurencja się reklamuje, jak się reklamuje, jak zdobywają klientów, co robią, klienci chcieli do nich wracać? Musisz bardzo dokładnie przyjrzeć się takim rzeczom.

Obserwacja działań i poczynań takich osób także da Ci wiele do myślenia – jeśli coś się świetnie u nich sprawdza, może warto zaadaptować to u siebie? Albo jeśli coś nie wypaliło – może u Ciebie będzie tak samo i nie warto w to brnąć? Oczywiście ze wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek i czasem należy w akcie szaleństwa zawierzyć swojej intuicji, ale są to sytuacje marginalne.

W różnych branżach są różne normy i standardy. Nie twierdzę, że powinieneś wszystko bezmyślnie kopiować, bo – parafrazując Einsteina – „kto idzie za kimś, nie dojdzie dalej niż ten ktoś”. Jednak z drugiej strony: gdybyśmy nie korzystali z dorobku innych osób, to każdy z nas spędzałby całe swoje życie na nauce rozpalania ognia, a przed mrozem i deszczem wciąż chronilibyśmy się w jaskini.

Jeśli zaobserwujesz u swojej konkurencji jakieś elementy wspólne, to najpewniej będą to rzeczy, które po prostu na danym rynku działają. Warto to wyciągnąć i zaszczepić u siebie.

Ja, prowadząc biznes internetowy i będąc w tym na pewno w jakiś sposób innowacyjny (o czym piszę także poniżej), również korzystam z przetartych szlaków i sprawdzonych sposobów pozyskiwania klientów. Przecież nie jestem pierwszą osobą, która zbiera swoją listę mailingową – jest to powszechna w tej branży praktyka, więc tak: można powiedzieć, że „skopiowałem” działania całej masy ludzi, którzy wpadli na taki pomysł przede mną. A inni „kopiują” ode mnie 😀

Same szczegóły, jak to robię, wyglądają już zupełnie inaczej niż u konkurencji (ja na przykład oferuję każdej zapisanej osobie swojego ebooka całkowicie za darmo, co stanowi pewien ewenement – apropos, jeśli już jesteśmy przy tym temacie, a rzeczonego ebooka jeszcze nie masz, to klikaj tutaj i nadrabiaj zaległości! 🙂 ) ale rdzeń całej tej procedury jest ten sam u każdego prowadzącego ebiznes.

4. Czym się wyróżniasz na tle konkurencji?

Trzymanie ręki na pulsie, obserwacja konkurencji i umiejętne wdrażanie sprawdzających się u nich rozwiązań to jedno, ale jakiś charakterystyczny dla Ciebie znak rozpoznawczy, pewna unikalność to drugie. Takie mniejsze i większe szczegóły z powodzeniem pozwolą Ci się wyróżnić na tle konkurencji i skuszą potencjalnego klienta do odwiedzenia Ciebie, nie całej reszty.

Wyszliśmy z moim zespołem poza typowy model biznesowy i obecnie łączymy dwa rynki: rynek doradców biznesowych i rynek blogerów. Staram się z obu segmentów wyciągnąć jak najwięcej dobrych i wartościowych rzeczy i połączyć je w taki mix, który przyniesie najwięcej korzyści (zarówno mnie, jak i moim klientom), oraz w którym po prostu będę czuł się dobrze.

Z jednego aspektu mojej działalności korzystasz teraz czytając ten artykuł. Jesteś na mojej stronie internetowej, na moim blogu, gdzie regularnie i całkowicie nieodpłatnie publikuję różnego rodzaju treści, które – mam nadzieję – są cenne i wartościowe dla Ciebie i reszty moich czytelników. Ponadto nagrywam wideo, audio, różnego rodzaju wywiady z przedsiębiorcami czy udostępniam (również całkowicie za darmo!) mojego ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty”.

To wszystko jest częścią mojej działalności blogowej, która jest taką moją trochę bardziej rozbudowaną wizytówką 🙂

Do tego robię olbrzymią ilość rzeczy niewidocznych na pierwszy rzut oka: organizuję szkolenia na żywo, warsztaty (ostatnio jest tego nieco mniej), jeżdżę na konferencje, najróżniejsze eventy (od blogowych po biznesowe), mam również autorskie produkty, oferuję swoje porady innym firmom, piszę strategie marketingowe dla moich klientów, udostępniam swoje studio nagraniowe, realizuję materiały wideo na zlecenie i tak dalej.

Ośmielam się stwierdzić, że w Polsce trudno będzie znaleźć inną osobę, która w taki sposób łączy dwa rynki – różne od siebie, ale mające w końcu wiele wspólnego. W efekcie osiągam po prostu unikalność, wyróżniam się na tle całej reszty.

Czy Ty również możesz pochwalić się czymś takim? Może warto zastanowić się nad czymś podobnym i zaszczepić u siebie jakieś rozwiązania z zewnątrz?

Może dobrym pomysłem okaże się wdrożenie elementów typowych dla branży gastronomicznej w sprzedaży mebli? Więc zastanów się – co robią punkty gastronomiczne? Co robią jakieś knajpki? Co robią firmy zajmujące się cateringiem? I co spośród tego mógłbyś wdrożyć do siebie?

5. Kim jest i jak wygląda Twój idealny klient?

Obszerniej opisałem to zagadnienie w poprzednim artykule. Przypomnę tylko, że powinieneś „znać” swojego idealnego klienta najlepiej, jak się tylko da. Powinieneś uściślić jego wiek, wykształcenie, zainteresowania, miejsce zamieszkania, stan cywilny, wysokość zarobków, upodobania, frustracje, marzenia, lęki, obawy…. WSZYSTKO, co tylko przyjdzie Ci do głowy i co zawęzi grupę, do której chcesz dotrzeć.

Po co? Żeby lepiej skonstruować ofertę przeznaczoną do takiego klienta, jakiego chciałbyś mieć. Powiem więcej – żeby zdobyć dokładnie takiego klienta, jakiego chciałbyś mieć.

Wiedząc, do kogo chcesz dotrzeć, wiesz już tak naprawdę wszystko: gdzie go możesz znaleźć, czym i w jaki sposób go zainteresować, jakim językiem do niego przemówić.

Przykładowo – powiedzmy, że jeśli moim idealnym klientem jest przedsiębiorca prowadzący niewielką firmę, to nie pójdę się ogłaszać z moimi usługami do jakiejś korporacji, gdzie z jednej strony znalazłbym armię ludzi pracujących na etacie, a z drugiej managera zarządzającego tą armią. W takim miejscu raczej nikt moimi usługami nie byłby zainteresowany i zbyt wielu klientów bym tam nie pozyskał – ja to wiem, więc nie tracę czasu i energii na to, by mimo wszystko takich rozwiązań próbuję. Zamiast tego wczuwam się w sytuację mojego wymarzonego klienta i wychodzę mu naprzeciw, co przynosi znacznie lepsze efekty.

Dlatego raz jeszcze: kim jest i jak wygląda Twój idealny klient? MUSISZ to wiedzieć!

6. Jak duży jest Twój rynek?

Nisza na rynku to jedno, a pojemność rynku – to drugie. Rzeczywistość niestety bywa okrutna i dlatego nawet jeśli opracujesz najlepszy na świecie produkt, a z różnych przyczyn niewiele osób będzie nim zainteresowana (bo za drogi w stosunku do możliwości potencjalnych klientów, bo osób mogących z Twojego produktu skorzystać jest po prostu za mało, bo ich liczebność szybko się wyczerpie itd.), sukcesu nie osiągniesz. Innymi słowy – jeśli wycelujesz w zbyt mały rynek, będziesz miał po prostu problemy z rentownością biznesu.

Jak tego uniknąć? Potrzebujesz konkretnych liczb.

Brzmi groźnie, ale nie musisz się obawiać – w dzisiejszych czasach dostęp do takich informacji jest bardzo często łatwy i darmowy. Wystarczy wiedzieć, gdzie szukać.

Kiedy ruszałem razem z Piotrem Ciupakiem z kursami szybkiej i efektywnej nauki online, zastanawialiśmy się, do jakiej dokładnie grupy chcemy uderzyć. Zdecydowaliśmy się zawęzić grono naszych potencjalnych klientów jedynie do tegorocznych maturzystów. Szybki rzut oka na dane dostępne na stronie GUSu (Główny Urząd Statystyczny) wystarczył, by ocenić wielkość takiego rynku na w pełni będzie nas satysfakcjonujący. W jednym, krótkim momencie zyskaliśmy dostęp do dokładnej informacji, ile osób czekają zmagania z egzaminem dojrzałości.

Drugim świetnym narzędziem do zbierania podobnych danych jest… Facebook. A dokładniej – kreator reklam.

Chcąc promować jakiś post, masz możliwość dość szczegółowego ustalenia grupy odbiorców, do jakich ta reklama dotrze. Możesz wybrać ich płeć, wiek, miejsce zamieszkania, status cywilny, określone zwyczaje (czy często podróżują, czy są aktywnymi użytkownikami mediów społecznościowych i tak dalej), język, jakim się posługują, cały szereg zainteresowań i mnóstwo, mnóstwo innych rzeczy. Po wybraniu wszystkich szczegółów, Facebook natychmiast oszacuje liczebność grupy spełniającą Twoje oczekiwania. Wszyscy oni są Twoimi potencjalnymi klientami.

Czy jesteś w stanie utrzymać dzięki takiej liczbie swój biznes na zadowalającym poziomie?

7. Co dokładnie będzie sprzedawane? Jakie korzyści?

Tak jak wspominałem przy okazji pytania numer jeden, Ty nie sprzedajesz produktu czy usługi. Sprzedajesz coś więcej.

Jeśli przemyślałeś sobie poprzednie zagadnienia, wiesz już na pewno, jakie problemy jakich ludzi rozwiązujesz poprzez swój biznes. Teraz pójdź o krok dalej i odpowiedz sobie na pytanie: jakie korzyści mogą od Ciebie kupić?

Bo umówmy się – jeśli ktoś kupuje dom, to wcale nie płaci za zestaw cegieł. On płaci za bezpieczeństwo, prestiż i komfort. Płaci za to, że w pobliżu jest jakiś sklep, przedszkole lub szkoła.

Jeśli ktoś decyduje się na zakup sportowego auta, to nie pozbywa się niemałych pieniędzy z uwagi na cztery kółka i kawałek blachy – płaci za przyjemność jazdy, prędkość, jaką może to auto osiągnąć, jego atrakcyjność, podniesienie własnego statusu społecznego i tak dalej.

Naucz się mówić do swojego klienta JĘZYKIEM KORZYŚCI. Przemyśl, jaki zysk może komuś przynieść zakup Twojego produktu lub usługi i uświadom go o tym. Przy konstruowaniu oferty i podawaniu szczegółów Twojego produktu lub usługi, za każdym razem zadaj sobie pytanie: I CO Z TEGO?

Nie możesz ograniczyć informacji jedynie do tego, że komputer, który sprzedajesz, ma ileśtam gigabajtów ramu. Musisz odpowiedzieć klientowi na niezadane pytanie: I CO Z TEGO, że ten komputer ma tyle a tyle gigabajtów ramu? To z tego, że możesz grać we wszystkie dostępny na rynku gry, a komputer nigdy się nie zawiesi. Ile razy miałeś tak, że przechodziłeś jakiś arcytrudny poziom, walczyłeś z najlepszym w całej grze bossem, a tu JEB!, bluescreen, musisz wszystko resetować? Na tym komputerze taka sytuacja nigdy nie będzie miała miejsca!

Na przykład – kupując dom na strzeżonym osiedlu, kupujesz bezpieczeństwo, czyli możliwość spaceru z psem po zmroku bez obawy o własne życie, bez trzymania ręki na gazie pieprzowym schowanym w Twojej kieszeni. Nie będziesz się zamartwiał o swoje dzieci wracające późno z zajęć. Zostawiając wieczorem samochód pod klatką nie będziesz się zastanawiał, czy rano jeszcze go tam zastaniesz w całości.

Twój klient wszystko to wie, ale nie zaszkodzi mu o tym przypomnieć. I pokazać, jak doskonale go rozumiesz.

Jeżeli ktoś kupuje u nas kurs efektywnej nauki, to w rzeczywistości płaci za wolny czas, który będzie miał dzięki nowej umiejętności; płaci za to, że będzie bystrzejszy; płaci za to, że zda maturę bez stresu; płaci za możliwość realizacji swoich pasji bez konieczności wybierania pomiędzy nią, a nauką do sprawdzianu; płaci za możliwość połączenia studiów i pracy; płaci za to, że świetnie sobie poradzi na dwóch kierunkach studiów jednocześnie; płaci za lepszą konkurencyjność na rynku pracy.

Takie rzeczy też muszą być zawarte w Twojej ofercie.

Więc jeszcze raz – jakie korzyści płyną z zakupu Twojego produktu?

8. Co z czasem trzeba poprawić w Twojej firmie?

To pytanie każdy powinien zadawać sobie codziennie, bo zawsze znajdzie coś do poprawy. Zawsze. Nie mam tu na myśli dążenia do perfekcjonizmu graniczącego z nerwicą natręctw, a jedynie świadomość własnych niedoskonałości – ona jest przecież zawsze początkiem stawania się lepszym i lepszym.

W moim przypadku, takimi rzeczami do ciągłej poprawy są na przykład wielkość bazy mailingowej, jakość materiałów wideo i jakość artykułów, częstotliwość ich pojawiania się, może obsługa mailowa… To wszystko są rzeczy, nad którymi ciągle pracuję, bym był z nich coraz bardziej zadowolony.

Jeśli ktoś zajmuje się na przykład dostawą, może warto byłoby popracować nad ceną dostawy albo jej jakością? Lub nad pierwszym wrażeniem po otwarciu paczki? Może warto wprowadzić zwyczaj wykonania telefonu do klienta, który odebrał już nadaną przesyłką i zapytania go, czy wszystko z paczką było w porządku?

Może warto poprawić wygląd swojej strony internetowej? Przemyśleć jeszcze raz jej zawartość?

Myśl nad tym nieustannie, wszystko notuj i miej przez cały czas gdzieś z tyłu głowy. I nie martw się tym, że poprawisz jedną rzecz, a tu znajdzie się dziesięć kolejnych do poprawy! To się nazywa postęp 🙂

9. Gdzie jeszcze Twój klient zostawia swoje pieniądze?

Znowu odwołam się do czasów, kiedy zajmowałem się prowadzeniem zajęć z efektywnej nauki.

Moimi wymarzonymi klientami były wtedy te dzieciaki, które już chodziły na jakieś zajęcia (pogodzenie ich wszystkich było najlepszą motywacją, a poza tym, jeśli rodzic już postanowił przeznaczyć część swoich funduszy na dodatkowe lekcje dla swoich dzieci, z większą swobodą poszerzał ten budżet aniżeli rodzic, które na ten cel nie wydawał do tej pory żadnych pieniędzy), dlatego po prostu… odwiedzałem miejsca, gdzie dzieciaki na te zajęcia już chodziły.

Dogadywałem się na przykład z jakąś szkołą językową i w momencie, kiedy rodzice odbierali swoje dzieci po skończonej lekcji z języka angielskiego, proponowałem krótką, 10-minutową prezentację pokazową, następnie zostawiałem kontakt do siebie… i to wszystko.

Następnego dnia telefony po prostu się urywały. Pozyskiwałem w ten sposób mnóstwo naprawdę wartościowych klientów.

Ty możesz odnieść ten przykład do siebie. Wspomniałem wyżej, że rodzic, który już wysyła swoje pociechy na jakieś dodatkowe zajęcia, znacznie chętniej pośle je na jeszcze jedne, niż ten, który tego nie robi. To uniwersalna zasada: łatwiej pozyskać klienta, który już uczestniczy w danym rynku.

Dlatego pomyśl, gdzie jeszcze Twój klient zostawia pieniądze i wykorzystaj tę wiedzę! Zastanów się: co robi ktoś, kto właśnie zostawił u Ciebie pieniądze? Skąd on do Ciebie przychodzi?

Wyobraźmy sobie, że prowadzisz szkołę nauki jazdy. Postaw się na miejscu kursanta: co zrobi, gdy zda już prawo jazdy? Prawdopodobnie pomyśli o zakupie pierwszego, jakiegoś niedrogiego auta. Dlaczego więc by się nie dogadać z jakimś komisem? Możesz reklamować ich usługi w zamian za procent od sprzedaży poleconym przez Ciebie ludziom albo jakiś stały abonament. Możesz też pójść o krok dalej i będziesz przedstawiał swoim kursantom jakąś korzystną ofertę ubezpieczenia w zamian za różnego rodzaju gratyfikacje od ubezpieczalni?

Ogranicza Cię tylko Twoja własna kreatywność.

10. Czy pobrałeś już ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty”?

Bo jeśli nie – nie będzie lepszej okazji ku temu, by to zrobić! Czeka na Ciebie 175 stron konkretów na temat motywacji, produktywności i skupienia. Oczywiście całkowicie za darmo! Przygotowałem dla Ciebie wersję w mobi, pdf i mp3, więc zarówno możesz czytać moją książkę w domowym zaciszu czy w autobusie, jak i słuchać w trakcie jazdy samochodem lub ćwiczeń na siłowni.

Aby pobrać ebooka kliknij tutaj.

przestań jęczeć

 

Bezpłatne konsultacje

W nagrodę za to, że poświęciłeś swój czas na doczytanie tego artykułu do końca, chciałbym Ci zaproponować całkowicie bezpłatną, godzinną konsultację dotyczącą Twojej firmy.

Pierwszy krok, to wypełnienie ankiety, do której link znajdziesz poniżej. Dzięki Twoim odpowiedziom będę znacznie lepiej przygotowany do naszej rozmowy.

Krok drugi jakim jest depozyt wprowadzam z konieczności. Niestety jak pierwszy raz organizowałem bezpłatne konsultacje, to część osób wypełniła ankietę, umówiła się na konkretny dzień i godzinę i… nie pojawiła się na spotkaniu. Nie było problemu jeżeli ktoś nie mógł pojawić się w odpowiednim terminie i odpowiednio wcześniej pisał do mnie z prośbą o zmianę terminu. Rozumiem, że coś może nam niespodziewanie wyskoczyć, więc zmienialiśmy termin i po kłopocie.

Niestety w momencie gdy nie dostałem żadnej informacji, to była to dla mnie stracona godzina. Nikogo już nie mogłem na szybko wrzucić, przesunąć, ani nic.

Dlatego tym razem na takie przypadki chcę się zabezpieczyć depozytem w wysokości 200zł. Jeżeli konsultacja dojdzie do skutku, to pieniądze będą natychmiast zwrócone. Natomiast jeśli ktoś się umówi i nie pojawi się na konsultacji, i nie powiadomi mnie w żaden sposób co najmniej 24 godziny wcześniej o zmianie planów, to ta stówka zasila mój fundusz wakacyjny 😉

Gdyby takich sytuacji było kilka, to przymknąłbym na to oko, ale w pierwszej turze na 106 zapisanych osób aż 17 nie pojawiło się bez żadnego wyjaśnienia.

Kolejna sprawa: tym razem ze względu na to, że jestem w trakcie innych projektów mogę przyjąć jedynie 15 osób.

Jeśli takie warunki są dla Ciebie do zaakceptowania, to:

1. Wypełnij ankietę, która znajduje się tutaj

2. Aby wpłacić depozyt – kliknij tutaj

Jak zapisze się 15 osób, to linki przestaną być aktywne.

Do zobaczenia na konsultacji i w kolejnych artykułach!

 

10 pytań, dzięki którym rozwiniesz swój biznes
5 (100%) 2 votes