5 zasad, dzięki którym zaistniałem

5-zasad

Pod koniec każdego roku, w czasie poświątecznym czy też już przedsylwestrowym, wiele osób robi podsumowania ubiegłych dwunastu miesięcy. Jest to czas wyznaczający pewną symboliczną granicę między tym, co było, a tym, co będzie.

Z minionego roku jedni są niesamowicie zadowoleni, a inni mocno zawiedzeni. Takie życie.

Były lata, kiedy sam odpuszczałem sobie takie podsumowanie. W zasadzie sam nie wiem dlaczego. Może nie było się czym chwalić? Może czytałem podsumowania u innych osób i stwierdzałem, że na ich tle wypadam blado? A może skoro wszyscy robili podsumowania, to postanowiłem, że zrobię coś na przekór i pójdę własną ścieżką? Sam nie wiem. W ostatnim roku coś się jednak zmieniło 😀

Mam świadomość, że napisanie „to był najlepszy rok w moim życiu! W styczniu osiągnąłem to, a w lutym to, a marzec to w ogóle był superultrazajebisty!” zamiast zmotywować może… zdołować.

Sam kiedyś byłem strasznie sfrustrowany patrząc na osiągnięcia innych ludzi. Jeden robił szkolenie u międzynarodowego trenera, drugiego zapraszali do telewizji, trzeci zwiedzał świat niczym Wally, a ja? Ja tymczasem mieszkałem w kawalerce i ledwo wiązałem koniec z końcem.

Kiedy zabierałem się do pisania tego artykułu, to zastanawiałem się czy tytuł nie jest zbyt bufonowaty. Może powinien brzmieć „5 zasad, dzięki którym udało mi się zaistnieć”. To by było takie polskie.

Takie: „oj tam…daj spokój, to nic takiego, poszczęściło mi się”.

Cholera, skąd to się w naszym narodzie bierze?

Dlaczego jak coś osiągamy, to tak ciężko przechodzi przez gardło: „Tak, mam to bo na to zapracowałem, zarywałem noce, uczyłem się i dlatego dzisiaj tak sobie fajnie żyję”.

Tak szczerze gdybym napisał, że mi się udało, to czułbym się z tym obrzydliwie, bo ja wiem ile musiałem wykonać pracy, żeby to wszystko rozkręcić.

Dlatego dzisiaj nie będę się powoływał na żadne badania, statystyki, dowody itd.

Dzisiaj będzie o tym, jakie zasady w ciągu kilku ostatnich lat sprawiły, że całkiem nieźle sobie radzę.

Kliknij tutaj i odbierz bezpłatnego ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty!”

1. Bądź Oddany.

Oddanie jest piekielnie ważne. Kiedy chcesz do czegoś dojść, to nie możesz być tylko zainteresowany danym tematem. Musisz być jej całkowicie oddany (przynajmniej na jakiś czas).

Osoba zainteresowana tylko czyta książkę. Osoba oddana przerabia tą książkę dwadzieścia razy i stosuje w praktyce to, czego się nauczyła.

Osoba zainteresowana marzy o tym, żeby kiedyś mieć swój biznes. Osoba oddana idzie do urzędu i składa wniosek o założenie działalności.

Osoba zainteresowana przegląda blogi, fora i książki np. o odchudzaniu, a osoba oddana kupuje karnet na siłownię i idzie ćwiczyć. Albo kupuje dresy, buty i zaczyna biegać. A jak nawet tego nie ma, albo nie może sobie na to pozwolić, to idzie na spacer w tym co ma.

Z oddaniem niestety jest tak, że aby czemuś się poświęcić, z czegoś innego trzeba zrezygnować.

Swego czasu zajmowałem się prowadzeniem kursów szybkiego czytania i efektywnej nauki. Na początku były to tylko kursy grupowe, a później tylko i wyłącznie praca indywidualna.

Moi podopieczni mieli świetne efekty i w zasadzie nie musiałem wydawać pieniędzy na reklamę, bo za efektami szła bardzo dobra reputacja i Klienci z polecenia.

Naprawdę można było zarobić na tym dobre pieniądze, ale problem polegał na tym, że całymi dniami nie było mnie w domu.

Wyjeżdżałem rano i wracałem późnym wieczorem. Spędzałem dużo czasu w samochodzie, bo Klientów miałem rozsianych po całym Śląsku.

W międzyczasie cały czas prowadziłem blog i tak naprawdę czułem, że to jest właśnie to, co mnie najbardziej kręci. Uwielbiam pisać artykuły i nagrywać video. Uwielbiam się uczyć, sprawdzać w praktyce co działa i później się tym dzielić. To jest po prostu moje powołanie.

Pewnego pięknego dnia stwierdziłem, że kończę z kursami. Żadnych nowych klientów. Kończę pracę z tymi, których obecnie prowadzę i zamykam ten rozdział w swoim życiu.

Naprawdę nie była to łatwa decyzja bo cały czas miałem chętnych, którzy gotowi byli płacić naprawdę duże stawki.

To, że dzisiaj blog należy do ścisłej czołówki w swojej kategorii jest efektem tego, że przez pewien czas nie liczyło się nic więcej.

Czy to jedyny sposób? Moim zdaniem jeżeli chcesz w jakimś temacie zaistnieć to nie możesz robić kilku rzeczy na raz.

Później jak już masz wszystko poukładane, część rzeczy jest zautomatyzowana lub oddelegowana, to pewnie, że możesz coś dołożyć. Jednak na początku bycie skupionym niczym laser na jednym temacie bardzo pomaga. No i szybciej widać efekty.

2. Zdystansuj się i płyń pod prąd.

Sprawa numer dwa to dystans. Pisząc o dystansie nie mam na myśli tego, że masz się zdystansować od swojej rodziny czy znajomych, choć jestem jak najbardziej za tym, żeby świadomie otaczać się ludźmi, którzy w ten czy inny sposób powodują, że nasze życie jest ciekawsze.

W tym punkcie bardziej mam na myśli to, że chcąc zrealizować swoje marzenia trzeba płynąć pod prąd.

Bo przecież można iść do normalnej pracy, wziąć kredyt na trzydzieści lat i dać sobie z tym wszystkim spokój.

Dlatego na początku naprawdę jest ciężko i jeżeli myślisz o własnym biznesie, to przygotuj się, że pierwsze dwa, trzy lata pełne są nerwów, błędów i frustracji.

To nie jest takie łatwe kiedy Twoi znajomi imprezują, a Ty nie, bo pracujesz nad firmą. Nie wyjeżdżasz na wakacje, bo pracujesz nad firmą. Jeździsz przeciętnym autem albo komunikacją miejską, bo pracujesz nad firmą.

Oni wszyscy może i nie zarabiają kokosów, ale już spłacają kredyty hipoteczne, mają duże telewizory, wyjeżdżają na wakacje… a Ty nie.

Bo pracujesz nad firmą.

Utrzymanie tego pod kontrolą wcale nie jest takie łatwe. Bo z jednej strony wiesz, że pracujesz w imię czegoś większego. Dzisiaj rezygnujesz z pewnych rzeczy na rzecz tego, żeby przyszłość była lepsza.

Natomiast z drugiej strony nie masz pewności, czy wyniki rzeczywiście będą zadowalające. Nie wiesz, czy własny biznes będzie drogą do wolności. Może się okazać, że firma zamiast do wolności i szczęścia doprowadzi Cię do ruiny finansowej, zdrowotnej i psychicznej.

Przyznam, że wielokrotnie pojawiały mi się w głowie takie myśli, żeby to wszystko zamknąć w cholerę i iść do normalnej pracy, ale gdzieś w głębi duszy czułem, że jeszcze trochę i pojawią się efekty. Chwała Bogu, że nie odpuściłem 🙂

3. Porażka w biznesie jest jak pot na treningu.

W każdej książce na temat biznesu i w wielu poradnikach z rozwoju osobistego czytałem o tym, że na mojej drodze pojawią się porażki. Niby o tym wiedziałem, ale na początku naprawdę jest to bolesne jak raz za razem lądujesz na deskach.

To mogą być różne rzeczy:

  • źle zainwestowane pieniądze
  • ktoś korzysta z Twoich usług i nie płaci
  • tworzysz blog, piszesz artykuły, ale czytelników jakoś nie widać

i miliony innych sytuacji, które pojawiają się po drodze i potrafią naprawdę skutecznie zniechęcić do jakiegokolwiek działania.

Mam na koncie wiele porażek. Wiele projektów nie wyszło tak jak chciałem. Straciłem dużo czasu, energii i pieniędzy. Dzisiaj nadal pojawiają się problemy, ale chyba skóra już trochę mi stwardniała.

Gdzieś kiedyś przeczytałem ciekawą metaforę odnośnie porażek, która dość mocno zapadła mi w pamięć. Nie przytoczę tego słowo w słowo, ale konkluzja była taka, że jak idziesz na siłownię, albo wychodzisz biegać to wiesz, że się zmęczysz i spocisz.Po prostu jesteś na to przygotowany. Jeżeli się nie spociłeś, to znaczy, że trening był słaby.

Z biznesem i różnego rodzaju porażkami jest bardzo podobnie.

Porażka jest „potem” sukcesu. Jeśli ich nie ponosisz, to efektów też długo nie będzie widać na horyzoncie.

Kliknij tutaj i odbierz bezpłatnego ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty!”

Mnie w poradzeniu sobie z porażkami zawsze bardzo pomagały trzy rzeczy.

Pierwsza to biografie. Jak poczytałem z jakimi problemami musieli się mierzyć ludzie, którzy osiągnęli ogromny sukces, to moje problemy okazywały się błahostką. To zawsze dodawało mi siły.

Druga rzecz, która zawsze mi pomagała, to świadomość, że mam w swoim kręgu znajomych kogoś, kto z takim problemem prawdopodobnie też się borykał.

Wtedy sprawa jest dużo prostsza, bo w razie czego dzwonisz, mówisz co się dzieje, a po drugiej stronie usłyszysz:

A dlaczego nie zrobisz tego tak i tak?”.

Nagle coś, co Ciebie dręczyło od tygodni ktoś rozwiązał w dziesięć sekund 😀

Dlatego wbrew powszechnej opinii ja uważam, że znajomości są cudowne. Wiem, że być może przez Twoją głowę przemknęła teraz myśl: „łatwo Ci powiedzieć, ale ja nie mam znajomości”.

No cóż, ja też ich nie miałem. Nikt się nie urodził z zeszytem pełnym kontaktów pod pachą. To jest coś, co trzeba sobie wypracować, a w dobie internetu jest to naprawdę dużo prostsze.

Trzecia rzecz, która zawsze mi pomaga, to pogodzenie się z tym, że zawsze coś stanie mi na drodze. A to coś z serwerem, a to system do mailingu, a to prąd wysiądzie itd.

Po prostu już się przyzwyczaiłem, że mogę się doskonale przygotować, a mimo to może wydarzyć się coś, na co absolutnie nie mam wpływu.

Dlatego schemat działania wygląda mniej więcej w taki sposób:

a) tworzenie planu – spisuję sobie jakie kroki muszę wykonać, co będzie mi potrzebne, co mam, czego nie mam, kto może mi pomóc, gdzie trzeba zadzwonić, na co trzeba uważać itd. Krótko mówiąc tworzę najlepszy plan jaki na dany moment potrafię przygotować.

b) realizacja – jak plan jest gotowy i ułożony, to działamy.

c) podsumowanie – po każdym projekcie robię podsumowanie. Co było dobrze? O czym zapomniałem? Czego trzeba robić więcej? Czego trzeba robić mniej? Z czego całkowicie zrezygnować? Co wdrożyć?

d) aktualizacja – zaktualizowanie planu i ponowne działanie 🙂

Po prostu porażka występuje u mnie jako element szerszego planu. Nie wszystko muszę wiedzieć, nie wszystko muszę potrafić, nie ma wszystkim muszę się znać i najszybciej widzę postępy jak braki weryfikowane są w prawdziwym życiu, a nie na papierze.

Dlatego realizując jakiś projekt nie spinaj się, że są jakieś turbulencje. Zapisz sobie wszystko, popraw i działaj ponownie.

4. Trampolina wybija tych, którzy na nią wskoczą.

W życiu każdego przedsiębiorcy (no może prawie każdego) pojawia się coś, co nazywam trampoliną. To jest wydarzenie lub okazja, która jeśli zostanie dobrze wykorzystana, to istnieje ogromna szansa na to, że Twoja firma znajdzie się na zupełnie innym poziomie.

Taką trampoliną może być poznanie kogoś, kto skieruje Twoje życie na zupełnie inne tory. To może być duże zlecenie lub wyjątkowo udana kampania promocyjna.

Krótko mówiąc – to takie chwile, że jesteś w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu, z odpowiednimi ludźmi i właściwymi zasobami.

Gdyby przenieść to na grunt sportowy, to taką trampoliną będzie bramka, która padnie przy wyniku zero do zera w 90 minucie meczu.

Jednak taką bramkę może strzelić tylko ten zawodnik, który jest na boisku.

Ten który jest aktywny, rozgląda się, szuka okazji i w końcu dostaje swoją szansę. Natomiast takiej szansy nie dostanie zawodnik, który siedzi na ławce rezerwowych.

W rozwoju osobistym i biznesie takimi „zawodnikami grzejącymi ławkę” nazwałbym wszystkich tych, którzy czytają książki, blogi, pojawiają się na różnego rodzaju klubach i szkoleniach, ale generalnie w ich życiu niewiele się zmienia bo nie wdrażają wiedzy w życie, a to jest kluczowe.

Tu należy poruszyć jeszcze jedną kwestię. Z moich obserwacji i wielu przeprowadzonych rozmów wynika, że rzadko kiedy ktoś odnosi sukces za pierwszym podejściem (chyba, że jest to firma otrzymana w spadku po rodzicach i to taka, która jest bardzo dobrze poukładana. Albo nazywa się Bill Gates).

Sam startowałem od zarabiania na programach partnerskich, a konkretniej posiadałem kilkadziesiąt stron, na których można było zamówić na swój telefon dzwonek, tapetę lub logo 😀

Klient płacił 10,98zł a ja z każdego takiego zamówienia miałem ok. 3zł. Nie powiem, swego czasu naprawdę można było na tym nieźle zarobić, ale później pojawiły się nowe telefony i rynek załamywał się z tygodnia na tydzień.

Później chciałem robić szkolenia dla rodziców przedszkolaków, ale tu popełniłem wiele kosztownych błędów i musiałem odpuścić.

Dopiero zajęcie się szkoleniami z zakresu szybkiego czytania i efektywnej nauki, a następnie zajęcie się na poważnie blogowaniem było czymś, co diametralnie zmieniło moje życie nie tylko pod kątek finansowym, ale nade wszystko pod względem odczuwanego szczęścia 🙂

5. „Pewnego dnia” nie działa.

To jest tekst, którym możesz wytłumaczyć wszystko.

„Nie mogę teraz założyć firmy, bo jestem na studiach.”

„Teraz nie warto zabierać się za ten projekt bo jest kryzys.”

„Teraz mam małe dzieci, ale jak je odchowam, to zabiorę się za siebie.”

„W to nie warto wchodzić bo jest duża konkurencja”.

Niestety takie podejście zwyczajnie nie działa. Prawda jest taka, że nie ma właściwego momentu, ani na to, żeby schudnąć, nauczyć się języków, założyć biznes czy blog.

Jeszcze jak mieszkałem w Olkuszu, to przez jakieś siedem miesięcy prawie codziennie jeździłem do Katowic, Sosnowca, albo Gliwic.

Miałem do przejechania od 40 do 80 kilometrów i np. na trasie Olkusz – Katowice osiem razy są światła. Zazwyczaj wyglądało to tak, że na jednych udało mi się załapać na zielone, a na innych musiałem stać.

Jak trafiłem na godziny szczytu, to na niektórych światłach stałem dwa, a nawet trzy razy. Oczywiście najpiękniejsze było to jak na całej trasie trafiłem na tzw. „zieloną falę” i nigdzie nie musiałem się zatrzymywać, ale taka sytuacja miała miejsce może raz w miesiącu.

To mi dało do myślenia, bo widzisz nawet jak musiałem stać na wszystkich światłach to i tak dojechałem do celu. Tylko 15 minut później.

Niestety większość ludzi czeka aż na trasie będą mieli tylko „zielone światła”. Zamiast zacząć jazdę czekasz aż wszystko będzie idealnie poukładane. No to teraz trzymaj się krzesła i przeczytaj powoli:

nigdy nie będzie idealnej sytuacji, żeby zacząć coś zmieniać. NIGDY! Jeżeli masz coś zrobić, to zacznij tu gdzie jesteś i z tym co masz. Zrób najmniejszy możliwy krok.

Przez ostatnie lata kierowałem się tymi zasadami i u mnie doskonale się one sprawdzają. Mam nadzieję, że pomogą także Tobie 🙂 Czy to wystarczy, aby się przebić?

Niestety nie. Po drodze trzeba opanować jeszcze szereg umiejętności, ale to temat na inny artykuł.

Jeśli chcesz, to weź sobie te zasady do serca i zacznij wreszcie realizować swoje marzenia. Twórz takie życie, jakie chcesz.

Już najwyższy czas.

Brakuje Ci motywacji do działania? Chcesz poznać konkretne i sprawdzone wskazówki dotyczące produktywności?

Mnóstwo skutecznych wskazówek dotyczących motywacji, produktywności i skupienia znajdziesz w ebooku: „Przestań jęczeń i weź się wreszcie do roboty”, którego udostępniam całkowicie bezpłatnie. Dostępny jest w formatach pdf, mobi, ePub. Jest także w wersji audiobooka, więc jest to idealne rozwiązanie do samochodu, do słuchania podczas biegania czy spaceru.

v2 - Kopia

Tytuł jest nieco prowokacyjny, ale w środku znajdziesz mnóstwo konkretnej i praktycznej wiedzy.

Ebooka pobrało już ponad 54.000 osób! 

Kliknij Tutaj i Pobierz Ebooka

5 zasad, dzięki którym zaistniałem
4.45 (89.09%) 110 votes