Czy warto działać w biznesie MLM?

czy warto działać w mlm

Bardzo często jestem pytany o to, co sądzę o biznesie MLM. Jednak co bym nie sądził będzie to tylko i wyłącznie moje zdanie, więc tym artykule postaram się wskazać plusy i minusy biznesu opartego właśnie o ten model. Natomiast decyzję o przystępowaniu do tego rodzaju biznesu (lub nie przystępowaniu) zostawiam wam.

Postanowiłem napisać ten artykuł ponieważ uważam, że w tej branży jak w żadnej innej jest mnóstwo obietnic i koloryzowania. Często osoby, które robią prezentacje pokazują tylko jedną stronę medalu, a później się dziwią, że tak wiele osób im się wykrusza.

Co jakiś czas ktoś mnie pyta o pierwszy akapit w zakładce kontakt . Swego czasu nie było dnia, żeby ktoś nie pisał do mnie z super wyjątkową, niesamowitą, jedyną i niepowtarzalną propozycją współpracy.

Najczęściej były to osoby, które ledwo co same się zapisały i nachalnie spamowały kogo tylko się da. Szkoda, że nikt im nie powiedział, że takie działanie jest z góry skazane na porażkę.

Miałem tego serdecznie dość i wstawienie tych kilku linijek tekstu rozwiązało problem.

Momentami aż mi było żal tych ludzi, że ktoś ich w ten biznes wprowadził i zamiast mądrej, i profesjonalnej edukacji ograniczył się jedynie do komunikatu: „pisz wszędzie gdzie się da, mów każdemu kogo spotkasz, a w końcu ktoś się przyłączy”.

Tak też można, ale to właśnie przez takie działania MLM w Polsce jest postrzegany tak a nie inaczej.

Zdarzały się także przypadki, że jak grzecznie odpisywałem, że nie jestem zainteresowany, to dostawałem odpowiedź w stylu: „Człowieku nie wiesz co tracisz! Za dwa lata ja będę jeździł Mercedesem, które firma nam daje, a Ty nie. Chciałem dać Ci szansę, ale jak nie to nie”.

Bywały też bardzo manipulacyjne zagrywki retoryczne na przykład: „Wiesz, jak mi przedstawiono ten biznes, to pomyślałem sobie, że byłbym idiotą gdybym się nie zdecydował”. Próby wywierania nacisku w taki sposób są dla mnie totalnie niezrozumiałe.

Właśnie przez takie wiadomości jeszcze nie zdecydowałem się na promowanie i aktywne działanie żadnego MLMu.

Przykre jest to, że osoby, które robią ten biznes naprawdę profesjonalnie, uczciwie i rzetelnie mają przez takich źle wyedukowanych fanatyków znacznie utrudnione zadanie. Muszą tłumaczyć,przepraszać, prostować i sprzątać po tych, którzy swoimi działaniami szkodzą całej branży.

Plusy network marketingu

Absolutnie nie uważam, że MLM to samo zło. Jest kilka rzeczy, które w mojej opinii są naprawdę ciekawe.

Niski koszt wejścia – start w tym biznesie jest bardzo prosty. Kupujesz starter i możesz działać. Ceny w różnych firmach wahają się od kilkudziesięciu do kilku tysięcy złotych. Nie musisz rejestrować firmy, kupować maszyn, wynajmować i urządzać lokalu. Otworzenie salonu fryzjerskiego czy zwykłego sklepu spożywczego jest znacznie kosztowniejsze.

Zatem nawet jeśli uznasz, że to jednak nie Twoja bajka to nie zostajesz ze sprzętem i nie daj Boże kredytem na karku.

Elastyczne godziny pracy – w MLMie sam sobie jesteś szefem. Chcesz pracujesz, nie chcesz – nie pracujesz. Możesz umawiać spotkania w godzinach porannych lub popołudniowych. To co robisz, kiedy robisz, i z kim robisz, to tylko i wyłącznie Twoja sprawa.

Niestety moim zdaniem jest bardzo mało osób na tyle zdyscyplinowanych, żeby wyznaczyć sobie konkretne godziny pracy. Niby chcą tej wolności finansowej, tych wycieczek i luksusowych samochodów, ale przez to, że nikt ich nie kontroluje potrafią tygodniami działać na poziomie znacznie poniżej swoich możliwości.

Dodatkowe źródło zarobku – ten punkt wynika z poprzedniego. Jako, że nikt nie narzuca Ci sztywnych godzin pracy, to możesz network marketingiem zająć się przed pracą lub po jej zakończeniu. Dla osób, które pracują na etacie, ale nie są zbytnio zadowolone ze swoich zarobków MLM może być dodatkowym źródłem dochodu.

Pieniądze zarobione w ten sposób mogą być przeznaczone na opłacanie rachunków, spłatę kredytów, edukację dzieci czy wymarzone wakacje.

Wsparcie od liderów – liderom zależy (a przynajmniej powinno), żeby osoby w ich strukturze osiągały coraz lepsze wyniki z prostego powodu – im więcej zarobią ludzie w ich strukturze, tym więcej zarobią liderzy.

Szkolenia – przystępując do network marketingu bardzo często można brać udział w naprawdę niezłych szkoleniach dotyczących sprzedaży, zarządzania sobą w czasie, marketingu czy komunikacji interpersonalnej, za niewielkie pieniądze.

Nie jest żadną tajemnicą, że trenerzy są gotowi zejść z ceny w momencie gdy ktoś oferuje, że zorganizuje na szkolenie grupę np. dziesięciu osób.

Twardnieje skóra – działając w MLMie wielokrotnie usłyszysz „nie”. Wiele osób odbiera to bardzo osobiście tymczasem działa tu nic innego jak prawo wielkich liczb.

Kiedy będziesz miał sklep z garniturami w galerii handlowej, to też 99% odwiedzających przejdzie koło Twojego sklepu zupełnie obojętnie. Oni przyszli kupić buty, kurtkę albo są z kimś umówieni na kawę.

Do Twojego sklepu wejdą Ci, którzy szukają garnituru.

Tu działa podobna zasada. Oczywiście możesz zwiększyć swoją efektywność poprawiając umiejętność budowania relacji, marketingu, personal brandingu i sprzedaży, ale to się nie stanie z dnia na dzień. Problem w tym, że mało kto jest na tyle cierpliwy, zdeterminowany i posiada coś co ja nazywam „umysłem przedsiębiorcy”.

Osobiście znam człowieka, który fundamenty pod wystartowanie w biznesie MLM budował kilka miesięcy. Tak – kilka miesięcy rzetelnej pracy. Rozmowy, spotkania, praca nad własną marką itd. Kiedy ruszył pełną parą, to na starcie jego grupa liczyła ok. 50 osób i w pierwszym miesiącu działania osiągnęli obrót na poziomie 200 tysięcy złotych.

O sukcesie tej osoby zadecydował czynnik, o którym jeszcze wspomnę później.

Umiejętności komunikacyjne – na własne oczy mogłem obserwować jak osoby skryte, ciche i nieśmiałe dzięki licznym spotkaniom i szkoleniom stawały się otwarte, pewne siebie, i jak wcześniej wyjście na środek i powiedzeniu kilku zdań do grupy było dla nich przerażające, tak później potrafili wygłosić naprawdę znakomite przemówienia.

Nikt nie patrzy na Twoje wykształcenie – jeżeli masz wyższe wykształcenie, to super, ale jego brak nie przeszkadza w tym, żeby działać w network marketingu. W zasadzie jeżeli czujesz, że to coś, w czym możesz się sprawdzić, to nikogo nie obchodzi czy masz skończone studia czy jedynie podstawówkę.

To może być także sensowne rozwiązanie dla osób, które skończyły studia, ale po ich zakończeniu okazało się, że totalnie nie widzą się w zawodzie, do którego przygotowywały się pięć (lub więcej) lat.

Pewien mój znajomy stwierdził, że ktoś wysoko postawiony w branży MLM maczał palce w tym, żeby tak ogromna rzesza ludzi skończyła „marketing i zarządzanie” 😀

Nikt nie skreśla Cię z powodu wieku – obecnie bardzo dużo mówi się o aktywizacji osób 50+, ale z tego co mi wiadomo rządowy program aktywizacji osób po pięćdziesiątce okazał się totalnie nietrafiony.

Na jednym z moich szkoleń rozmawialiśmy o możliwościach dzisiejszego świata (cyfryzacja, niskie koszty transmisji danych, outsourcing, automatyzacja itd.) i jedna z uczestniczek powiedziała, że jej firma została przejęta przez większego gracza i część załogi (w tym ona) została zwolniona.

Przez kilka miesięcy próbowała znaleźć pracę, ale bez powodzenia. W końcu ktoś zaoferował jej współpracę w MLM i z tego co wiem dzisiaj zarabia tyle, ile w poprzedniej firmie zarabiał jej szef.

Przeszłość to przeszłość – do pracy w niektórych zawodach potrzebne jest zaświadczenie o niekaralności. Niestety ludzie są tylko ludźmi i czasami ktoś zbłądzi popadając w konflikt z prawem.

Network marketing może być rozwiązaniem dla osób, które w przeszłości popełniły błąd na tyle poważny, że konsekwencją był wyrok.

Dostajesz gotowe know-how – z tym oczywiście bywa różnie bo wszystko zależy od tego, kto Cię do tego biznesu wprowadzi. Czasami ludzie męczą swoich znajomych, wpisują ich pod siebie, a po kilku tygodniach sami wypadają z gry. To moim zdaniem trochę nie fair.

Poza tym jak później spojrzeć takiej osobie w oczy? Najpierw pokażesz zdjęcia samochodów, wille z basenem, rajskie wyspy, zapraszasz do współpracy, obiecujesz, że będziecie milionerami, a później bierzesz nogi za pas? Przypuszczam, że przez takie zachowanie zaufanie może być bardzo mocno nadszarpnięte.

Dobrze poukładana firma działająca w sektorze network marketingu nie działa po omacku, a stara się jak najwięcej rzeczy usystematyzować i stworzyć konkretne procedury.

Powinno to moim zdaniem działać na nieco podobnych zasadach jak w restauracjach McDonalds. Wszyscy pracownicy są uczeni jak przywitać klienta, jak zrobić cross-selling,up-selling, co powiedzieć na do widzenia.

Wykupując licencję McDonalds godzisz się na ich procedury. Ludzie mają mówić tak jak jest w procedurach. Mają przyjmować towar tak jak jest w procedurach. Mają smażyć kotlety tak jak jest w procedurach. Wtedy to wszystko ma sens.

Dla wielu osób taki sposób działania jest nie do pomyślenia bo one są takie mądre, takie kreatywne, takie twórcze i… biedne. Mają problem z tym, żeby schować dumę do kieszeni. Przecież po to szły do MLMu, żeby samemu sobie szefować, a nie słuchać bardziej doświadczonych od siebie.

Nie wypłacasz pensji z góry – w network marketingu wszyscy działają na prowizji. Dla Ciebie jest to o tyle dobre, że budując strukturę nie wypłacasz ludziom pensji z własnej kieszeni. Robi to firma, z którą współpracujesz i pieniądze wypłacane są za efekty.

Minusy network marketingu

To nie jest Twój biznes – osoby rekrutujące ludzi do MLMu bardzo często mówią, że to będzie tak, jakbyś miał swój własny biznes, ale odpadają koszty zatrudnienia, wynajmu lokalu itd.

Otóż błąd.

To NIGDY nie będzie Twój biznes. Twoje nazwisko nie figuruje w zarządzie firmy, więc jesteś bardziej przedstawicielem handlowym działającym na prowizji niż właścicielem biznesu.

Grupa może zniknąć – to, że Twoja grupa istnieje pięć, dziesięć czy piętnaście lat nie ma znaczenia. Firmy powstają i upadają. Jedna zła decyzja, pojawienie się konkurencji, nasycenie rynku, problemy z dostawą, błędy w obsłudze klienta, brak innowacyjności i z miesiąca na miesiąc obroty spadają.

Wyobraź sobie, że Twoja struktura liczy kilka tysięcy osób i nagle na rynku pojawia się silna konkurencja. Ni stąd, ni zowąd osoba, która jest nad Tobą jawnie ogłasza, że przechodzi do konkurencyjnej firmy bo tam mają lepszy plan wynagrodzeń.

Połowa Twojej struktury podąża za nim i to co budowałeś przez kilka lat może się radykalnie skurczyć dosłownie z dnia na dzień. Chyba, że Ty też zdecydujesz się na zmianę barw.

Niemniej Twoja własna firma też nie jest odporna na wszelkie zawirowania rynku.

Nie masz wpływu na ceny – ceny wielu produktów oferowanych w systemie MLM są mocno, ale to mocno zawyżone. Oczywiście dorabia się do tego jakąś ideologię, że dany krem / baton / kawa / dżem / sok zawiera kosmiczny pył, który wygładza skórę, czyści organizm z toksyn, wzmacnia kości, leczy raka, dodaje energii, wydłuża życie i tak działa, żeby pała miesiąc stała.

Prosty przykład: płyn do mycia naczyń nie kosztuje 5zł, ale 17zł bo się lepiej pieni i starczy na dłużej. Tylko prosta matematyka, odrobina zdrowego rozsądku i logiki każą na to spojrzeć w ten sposób:

Zwykłym płynem za 5zł umyjemy 100 talerzy.

Turbo-płynem z MLMu za 17zł umyjemy 130 talerzy.

Tylko, że kupując 3 płyny po 5 złotych umyjemy 300 talerzy, czyli ponad dwukrotnie więcej i jeszcze zostanie nam w kieszeni 2zł 😀

Zatem jeśli cena jest zawyżona i produkty porównywalnej jakości można kupić w hipermarkecie o połowę taniej, to moim zdaniem lepiej podkreślać inne korzyści np. to, że nie trzeba będzie stać w kolejkach i tracić czasu na zakupach, bo kurier dostarczy nam produkty pod drzwi.

Nie masz wpływu na jakość – w Polsce bardzo prężnie działa firma, która przez długi czas szczyciła się tym, że ich perfumy są odpowiednikami znanych marek. Do mnie ten argument w żaden sposób nie przemawiał na korzyść tej firmy, a wręcz przeciwnie.

Pamiętam rozmowę z jednym człowiekiem, który tam działał i wyglądało to mniej więcej tak:

On: Ta firma robi odpowiedniki zapachowe znanych marek.(wyjmuje tabelę z odpowiednikami i zaczyna tłumaczyć). Pod tym numerem jest Hugo Boss, pod tym Lacoste itd.

Ja: Krótko mówiąc robicie podróbki?

On: Nie, nie, absolutnie.

Ja: A jak nazwałbyś bluzę, która ma trzy paski i napis „adidos”?

On: No… podróbką.

Ja: Nie możesz po prostu pokazać jakie macie zapachy bez wspominania o tym, że są to odpowiedniki? Przecież to z miejsca wrzuca waszą firmę jako tę, która jest tańsza i gorsza. Nigdy w życiu w ten sposób nie będziecie mogli konkurować na równi z największymi graczami.

On: No nie wiem. Tak mi kazali mówić. W sumie to masz rację.

Z ciekawości kupiłem wtedy flakonik czegoś, co miało być odpowiednikiem Lacoste. To nie był przypadek bo oryginalny Lacoste miałem w domu i po prostu chciałem porównać.

Niestety odpowiednik wypadał blado pod każdym względem. Zapach był słabszy i ulatniał się znacznie szybciej.

Tak wiem, pewnie można użyć argumentu, którego ja użyłem wyżej, a mianowicie, że za cenę oryginalnego Lacoste można kupić 5 buteleczek odpowiednika. Niby tak, ale tu różnica jakości jest ogromna, a przy płynie wręcz znikoma.

Zły PR – niestety na pewnym poziomie firma przestaje mieć kontrolę nad tym, co wyrabiają i w jaki sposób promują się jej dystrybutorzy. Przykre jest to, że osoby piastujące najwyższe stopnie w danej firmie jakoś nie palą się do tego, żeby reagować na tego typu wyskoki i komunikować profesjonalny spójny wizerunek.

Wszyscy pamiętają to nagranie:

Dla jasności: ja do Piotra naprawdę nic nie mam. Życzę chłopakowi jak najlepiej, ale czy widzieliście, żeby np. ktoś w ten sposób reklamował Frugo albo Tymbarka?

Gdyby ktoś zrobił takie nagranie używając produktu rozprowadzanego tradycyjnymi kanałami dystrybucji, to mógłby się narazić na pozew sądowy, ponieważ w ten sposób narażone zostaje dobre imię marki. Wystarczy sobie przypomnieć jak zareagował Sokołów kiedy Piotr Ogiński na swoim vlogu skrytykował ich tatar.

W internecie zawrzało, ludzie namawiali do bojkotu ich produktów, ale z tego co wiem ta cała wrzawa w żaden sposób nie wpłynęła na finanse Sokołowa.

Na pokazywaniu takich przykładów, które moim zdaniem są szkodliwe nie tylko dla tej konkretnej firmy, ale wręcz dla całej branży można by spędzić kilka dni.

Jeżeli liderzy będą dawać pełną swobodę swoim dystrybutorom na robienie marketingu, to niestety muszą mieć świadomość, że tym samym rzucają kłody pod nogi tym, którzy rzeczywiście chcą ten biznes potraktować poważnie.

Na przykład firma FM jest Polską firmą i ubolewam nad tym, że zamiast tworzyć międzynarodowy brand, z którego moglibyśmy być dumni pozwala na choćby takie kwiatki:

(edycja: już dostałem informację od znajomego, że dział prawny walczy jak może z tego typu praktykami, ale okazuje się, że nagranie takiego materiału mieści się w granicach prawa i firma ma nieco uwiązane ręce)

A później jest zdziwienie, że ludzie szydzą z osób, które z tą firmą współpracują. Powstają na ich temat memy i prześmiewcze fanpage jak choćby ten.

Wielka szkoda, że na którymś etapie budowa marki wymknęła się spod kontroli.

Wydatki – nie do końca prawdą jest to, że ten biznes nie wiąże się z większymi nakładami finansowymi. Praktycznie na każdym kroku liderzy będą mówić, że musisz posiadać w domu produkty danej firmy, no bo bez tego nie będziesz przekonywujący. Musisz mieć jakiś zapas towaru, musisz mieć kubek z logo firmy, smycze, długopisy itd.

Kiedy to wszystko się zsumuje, to już wychodzą całkiem pokaźne kwoty.

Niektóre firmy wręcz wymagają, żeby osoby działające w jej szeregach robiły regularne zakupy na określone kwoty. Nie ważne, że poprzednia partia jeszcze Ci się nie skończyła.

Nie znam dokładnych statystyk, ale prawdopodobnie działa to tak, że ok. 90% obrotu firmy robią jej pracownicy, a to już nie do końca dobrze wygląda.

Kiedy pracujesz w firmie Lays, która dystrybuuje swoje produkty tradycyjnymi kanałami sprzedaży, a Ty jesteś handlowcem, to nikt Cię nie zmusza, żebyś co miesiąc wydał 200 zł na chipsy.

Zaburzenie relacji z rodziną i przyjaciółmi – dołączasz do marketingu sieciowego, robisz listę osób, którym możesz przedstawić ten biznes i nagle zaczyna się dziać coś bardzo niedobrego.

Nie potrafisz iść na spotkanie ze znajomymi, bo zaraz każdemu nawijasz o swoim biznesie. Dla Ciebie każdy jest potencjalnym parterem, którego można wrzucić w strukturę. Brat, siostra, wujek, ciocia, kuzyn – każdy jest na celowniku.

Po jakimś czasie znajomi przestają zapraszać Cię na imprezy, ogniska, grille bo po prostu mają już dość tego ciągłego nagabywania z Twojej strony. Wiedzą, że jak na jakiejś imprezie pojawisz się Ty i ktoś, kogo jeszcze nie znasz, to na 90% zaczniesz tej osobie nawijać makaron na uszy.

Działając w ten sposób można zniszczyć relacje rodzinne i przyjacielskie, które przez wiele lat wspaniale funkcjonowały.

Jeszcze gorszy jest brak zwykłego zrozumienia, że ktoś może odrzucać taką opcje zarabiania pieniędzy. Jeden woli własny biznes, inny MLM, a jeszcze inny etat. I nikomu nic do tego!

Natomiast osoby związane z MLMem starają się z całych sił zdyskredytować pracę na etacie, a przecież na etacie również można zarobić świetne pieniądze. Mowa rzecz jasna o stanowiskach menadżerskich i wąskich specjalizacjach (zachęcam do zapoznania się choćby z historią Tomasza Czajki).

Nieograniczone możliwości – w wielu prezentacjach pokazuje się to wszystko na zasadzie: Ty namówisz tylko trzy osoby, każda z nich kolejne trzy, one następne itd. Wszystko ładnie, pięknie, ale to tak nie działa. Ludzie się wykruszają, rezygnują i przechodzą do konkurencji. Nawet największe osobistości w tej branży są cały czas aktywne (robią szkolenia, prezentacje, materiały wideo) ponieważ nawet ogromna struktura nie jest czymś stałym i danym raz na zawsze. Zachodzi w niej ciągła rotacja.

Brak ograniczeń terytorialnych – kilka bardzo dużych firm działających w segmencie spożywczym na naszym rynku zatrudnia jedynie stu przedstawicieli handlowych. Każdy z nich ma swój region, o który musi dbać. Nikt nie wchodzi sobie w drogę, nie wyrywa potencjalnego klienta bo wszyscy strzelają do tej samej bramki.

Tak samo restauracje typu fast food nie postawią drugiej placówki w miejscu, przez które przewija się zbyt mało ludzi.

Natomiast w MLMie coś takiego jak „zbyt duże zagęszczenie handlowców na kilometr kwadratowy” nie istnieje. A im więcej osób działa na danym terenie, tym większa konkurencja i mniejszy kawałek tortu dla każdego. Najbardziej zadowolona rzecz jasna będzie osoba posiadająca tych wszystkich małych graczy pod sobą bo oni robią obrót kupując cyklicznie produkty na własne potrzeby.

Moje spostrzeżenia

Znam wielu różnych ludzi, którzy w ten czy inny sposób zetknęli się z MLMem. Jedni pracowali na etacie, teraz działają w MLMie i są zadowoleni z zarobków.

Inni prowadzili własne biznesy z kilkudziesięcioma oddziałami w całej Polsce, ale sprawy związane z biurokracją, kontrolami i zatrzymanie płynności finansowej (np. przez to, że VAT trzeba było zapłacić od razu, a pieniądze od kontrahenta mogły pojawić się dopiero za dwa miesiące) doprowadziły do tego, że firma została zamknięta. Ludzie, którzy to prowadzili w marketingu sieciowym dostrzegli olbrzymią możliwość.

Jeszcze inni działali w MLMie, ale bez większych sukcesów, a czasami wręcz byli na minusie. Natomiast to, czego się nauczyli przez ten czas było świetnym fundamentem pod otwarcie własnego małego biznesu.

Z tego co obserwuję w kręgu swoich znajomych największe sukcesy w marketingu sieciowym odnoszą ludzie, którzy wcześniej prowadzili lub nadal prowadzą także własny biznes.

Takie osoby są odważniejsze, pewniejsze siebie, mają sporo kontaktów i jest im łatwiej docierać do kolejnych osób. Przez to, że prowadzą lub prowadziły działalność są także bardziej wiarygodnym parterem w interesach.

Osoby, które zaczynają totalnie od zera mają dużo trudniej. Ich jedynym kapitałem startowym są znajomi i rodzina i jak tu nie zaskoczy, to często się poddają.

Nie mają jeszcze własnej marki, nie mają wokół siebie skupionej żadnej społeczności. Niewiele osób potrafi myśleć na tyle strategicznie, żeby podejść do tego tak, żeby przez rok pracować normalnie na etacie, ale w międzyczasie przed pracą, po pracy i w weekendy pracować nad zdobywaniem eksperckiej wiedzy i budowaniem mocnego personal brandingu.

Bo skoro ktoś nie jest ani nigdzie i z niczego znany, ani nie miał i nie ma własnego biznesu, ani nie ma jeszcze żadnych osiągnięć w marketingu sieciowym, to w jaki sposób chce przekonać innych, że warto z nim współpracować?

Kwestia czy warto czy nie warto współpracować pozostaje otwarta. MLM przyjmie każdego, ale nie każdy się sprawdzi.

Czy warto działać w biznesie MLM?
4.68 (93.52%) 71 votes