KIM JESTEM

Swój przekaz kieruję głównie do młodych przedsiębiorców, którzy są zainteresowani rozwojem osobistym, produktywnością i kreowaniem upragnionego stylu życia.

Uwaga: może się zdarzyć, że w nowszych artykułach kwestionuję coś, co napisałem wcześniej. Z wieloma tezami, które napisałem jakiś czas temu już się nie zgadzam, ale nie usuwam ich z bloga ponieważ dla wielu osób nadal mogą one stanowić cenne źródło informacji.

To blog o rozwoju osobistym, więc nie dziw się, że zmieniam pogląd na niektóre sprawy! Przecież na tym właśnie polega rozwój. Inaczej nadal wierzyłbyś w Świętego Mikołaja oraz w to, że dzieci przynoszą bociany.

Moja historia

Ta historia może brzmieć jak droga “od pucybuta do milionera” z tą różnicą, że nie jestem milionerem.

Jeżeli czytasz moje artykuły i chcesz się dowiedzieć kim jest facet, który to wszystko napisał, to musisz wiedzieć, że nie jestem wielkim guru od motywacji, efektywnej nauki czy ebiznesu. Jestem normalnym facetem, który przeszedł w życiu wiele wzlotów i upadków (ok, upadków było więcej).

Dość wcześnie musiałem dorosnąć i wziąć życie w swoje ręce. Od roku 2007 zacząłem intensywnie nad sobą pracować i ta praca przyniosła efekty. Praca, praca, praca – oto cały sekret. Wiem, brzmi banalnie, ale to szczera prawda.

Wszystko co jest napisane na tym blogu najpierw sam przetestowałem. Ty możesz osiągnąć to samo, albo nawet więcej, ale musisz przestać marudzić, zakasać rękawy i zabrać się do roboty.

Wziąłem całkowitą odpowiedzialność za moje życie i zamiast je przeżywać zacząłem je tworzyć.

Pragnienie zmiany i determinacja doprowadziły do tego, że…

Zacząłem wcześnie wstawać – wstaję codziennie między 5:00, a 5:30. Rano ćwiczę, czytam, uczę się języków i pracuję. Wczesne wstawanie jest jednym z działań, który niesamowicie wpłynęło na moją efektywność.

Pracuję produktywnie – od kiedy podłączyli mi internet stałem się jego ogromnym fanem. Problem w tym, że spędzałem w sieci zbyt wiele czasu. Z kolei za mało czasu poświęcałem na to, co naprawdę ważne. Na to, co przynosi pieniądze i poprawia jakość mojego życia.

Dzięki wskazówkom takich postaci jak: Tim Ferriss, Leo Babauta, David Allen, Eben Pagan i Mark Forster stworzyłem swój własny system i nauczyłem się “oddzielać ziarno od plew”. To szybko zaowocowało.

Prowadzę blog – ten, który właśnie czytasz. Zacząłem pod koniec roku 2008 i ta pasja trwa po dziś dzień. Napisałem mnóstwo artykułów o motywacji, produktywności, efektywnej nauce i przedsiębiorczości.

Uwielbiam blogowanie i chyba jestem od tego uzależniony. Pisanie artykułów i dzielenie się wiedzą bardzo zmieniło moje życie, a z maili jakie odstaję od czytelników wiem, że nie tylko moje. To jest cudowne!

Szkolę – Zaczęło się całkowicie przypadkiem (a może to nie był przypadek?) Zawsze miałem mnóstwo zajęć, więc chciałem jak najszybciej mieć z głowy wszystko, co związane z edukacją szkolną.

Chodziłem na siłownię i trenowałem break dance. To była moja prawdziwa pasja. Moi rodzice kładli duży nacisk na moje wykształcenie.

Pilnowali, żebym się uczył i postawili jasne warunki:

“Możesz chodzić na treningi, na siłownię, jeździć na imprezy, ale masz mieć dobre oceny. Nie masz problemów ze szkołą – masz nasze wsparcie i pozwolenie na inne aktywności”.

Z niczego nie chciałem rezygnować, więc nauczyłem się szybkiego czytania i technik pamięciowych. Na początku sam, a później poszedłem na kurs.

Pewnego dnia pokazałem kilka technik koledze i stwierdził, że powinienem brać za to pieniądze. Pomyślałem: “Czemu nie?” – tak to się zaczęło.

Napisałem dwie książki – 31 września 2011 roku w wydawnictwie Złote Myśli została wydana moja pierwsza książka: “Zrobię To Dzisiaj!”. W ebooku zawarłem najlepsze wskazówki na to, jak przestać odwlekać marzenia na nigdy-nie-nadchodzące “Kiedyś” i zacząć działać.

Po trzech dniach wspiąła się na pierwsze miejsce listy bestsellerów i utrzymywała się na szczycie przez blisko cztery miesiące.

Dostałem setki maili od osób, które tego ebooka kupiły i zaczęły wprowadzać zmiany w swoim życiu. Takie wiadomości były dla mnie największą nagrodą za włożoną w napisanie ebooka pracę.

W 2013 roku wydana została wydana druga moja książka: „Liczy Się efekt!„, która jednocześnie jest pierwszym na świecie 2bookiem.

Schudłem 11 kg – w grudniu 2010 ważyłem 84kg. To był efekt wielu godzin spędzonych za kierownicą oraz przed komputerem. Postanowiłem coś z tym zrobić. Przejście na dietę wydawało mi się głupim pomysłem bo większość diet działa krótkoterminowo, a mnie interesowała permanentna zmiana.

Dlatego zmieniłem nawyki. Zacząłem regularnie ćwiczyć, jeść mniej słodyczy a więcej warzyw i owoców. Po trzech miesiącach doszedłem do wagi 73kg.

Odchudzanie naprawdę jest proste i sprowadza się do dwóch kluczowych zagadnień:

1. Żryj mniej

2. Więcej się ruszaj.

To wszystko.

Poza wymienionymi wyżej rzeczami przez ostatnie dwa lata podwoiłem dochody, nagrałem szkolenia audio i video, zacząłem żyć oszczędnie i gościłem z wykładami na uczelniach, konferencjach i eventach firmowych.

DSC_3709

szkolenie3

sala2

Po przeczytaniu tej listy może myślisz, że jestem szczęściarzem, albo mam jakiś wybitny talent. Cóż, muszę Cię rozczarować. W swoim życiu podjąłem także wiele złych decyzji, a sukcesy nie przyszły od razu.

Zaczynając biznes jeździłem na uczelnię autobusami, a w wolne dni pracowałem po 16 godzin na dobę, żeby zaoszczędzone pieniądze wydać na edukację.

Wszystko po to, żeby zaoferować ludziom jak najlepsze rozwiązania.Włożyłem mnóstwo pracy w to, żeby przestać gonić za marzeniami, a zacząć w nich żyć.

To była krótsza wersja mojej historii.

Jeśli chcesz poznać całość, to usiądź wygodnie i zrelaksuj się. To może trochę potrwać.

 

Dawno, dawno temu…

Czyli od kiedy byłem małym chłopcem miałem wpajane, że aby coś dostać najpierw trzeba dać coś od siebie.

W szkole podstawowej każde wakacje spędzałem u rodziny na wsi. Pomagałem przy zbiorach jabłek, truskawek, pomidorów, papryki i fasolki. W żniwa pomagałem zwozić sprasowane kostki słomy.

Rodzice ciężko pracowali, ale nigdy nam się nie przelewało. Mama zawsze wpajała mnie i siostrze, żeby oszczędzać wodę i prąd. Wtedy jej uwagi były irytujące, ale dzisiaj dziękuje jej za to, że zaszczepiła mi takie podejście.

Nie mogliśmy sobie pozwolić na zbyt wiele rozrywek. Kiedy pytałem rodziców dlaczego nie jedziemy na wakacje słyszałem: “Niestety nie możemy sobie na to pozwolić”.

Takie chwile umacniały moje marzenie o tym, że jak będę duży, to będę dobrze zarabiał. Nie mówimy o miliardach – chciałem, żeby wystarczyło mi na spokojne życie.

Break Dance

Pierwszy raz break dance zobaczyłem na festynie z okazji Dni Mysłowic. Miałem wtedy 11lat i nie mogłem wyjść z podziwu jak widziałem chłopaków wyprawiających istne cuda ze swoim ciałem.

Miesiąc później zapisałem się na Break Dance. Zajęcia prowadził Dariusz Kryla, od którego nauczyłem się, że powtarzalność, eliminowanie błędów i poprawianie techniki, to droga do perfekcji.

Na treningi przychodziło wiele osób. Duża część wykruszała się jak zobaczyli, jak to wszystko wygląda od zaplecza.

Nic nie wychodzi za pierwszym razem idealnie – to proces, za który trzeba zapłacić hektolitrami potu zostawionego na sali treningowej.

Po dwóch latach stworzyliśmy grupę Conflict Zone i przenieśliśmy się z treningami do Miejskiego Centrum Kultury. Dostaliśmy salę za darmo i mogliśmy trenować codziennie. Tak też było.

Jeździliśmy z pokazami po festynach, hipermarketach, restauracjach i imprezach okolicznościowych. Robiliśmy prawdziwe show. Z czasem zaczęto nam płacić za występy. Wtedy pierwszy raz poczułem co to znaczy pracować z pasją. Ludzie płacili nam za to, co i tak kochaliśmy robić za darmo.

06031008

 

Niestety w ostatniej klasie gimnazjum na W-Fie skakaliśmy w dal i skręciłem kolano. Naderwałem więzadło krzyżowe i miałem operację. Musiałem zrezygnować z tańca. Nie potrafiłem się z tym pogodzić bo miesiąc wcześniej wygraliśmy zawody w Leżajsku.

Lekarz stwierdził, że z taką kontuzją będę utykał do końca życia. Nie uwierzyłem mu. Pomyślałem wtedy: “Co on w ogóle pierdoli?”(wiem, takie słownictwo nie przystoi trzynastolatkowi, ale byłem wtedy naprawdę kłębkiem nerwów).

Po powrocie do domu zawiązałem na kostkę kilo soli i prostowałem nogę w kolanie, żeby mięśnie wróciły do dawnej formy. Po dwóch miesiącach nie było śladu po utykaniu. Mogłem znów tańczyć i biegać. Co prawda nie z taką intensywnością jak wcześniej, ale po dziś dzień jest ok.

To doświadczenie nauczyło mnie, że jak człowiek bardzo czegoś chce i jest gotowy na poświęcenie, to może przenosić góry. Ale to wymaga pracy.

Pierwszy eBiznes

W drugiej klasie liceum na dyskotece spotkałem kolegę. Zaczęliśmy rozmawiać o pracy i on powiedział mi o czymś takim jak programy partnerskie. (Dzięki Bartek!)

Powiedział, że jak chcę, to on może mnie wprowadzić w ten biznes. To były czasy gdzie można było zarobić na dzwonkach i tapetach do telefonów Nokia.

Szybko nauczyłem się html’a i po kilku miesiącach byłem w onet.pl (tak, kiedyś ludzie szukali głównie w Onecie ) pierwszy na hasła: “dzwonki do nokii”, “tapety nokia 3210, 3310”, “tapety na nokie” itp.

Dzwonek kosztował ok. 10zł i z każdego sprzedanego dzwonka za moim pośrednictwem dostawałem 3zł. Po kilku miesiącach chodząc do liceum zarabiałem niewiele mniej niż moi rodzice razem.

Najlepsi w tym biznesie zarabiali po kilkanaście tysięcy miesięcznie.

Tak szczerze, to nawet nie wiem na co wydawałem te pieniądze. Na pewno sporo zostawiłem w różnych dyskotekach i klubach. Chyba postanowiłem odbić sobie za ubogie dzieciństwo.

Później przyszło ogromne rozczarowanie. Rynek dzwonków i tapet z miesiąca na miesiąc się kurczył. Wchodziły telefony z aparatami i możliwością wgrywania zdjęć. Nim zdążyłem się zorientować nikt już nie kupował dzwonków ani tapet. To była dla mnie bardzo ciężka lekcja.

Pisanie tekstów

Ludzie z tego biznesu mieli swoje forum i nawiązałem tam naprawdę fajne znajomości. Zamieściłem ogłoszenie o tym, że mogę tworzyć unikalne zaplecze pod pozycjonowanie i pisać teksty na strony internetowe.

Już nie musiałem się przejmować spadkami w wyszukiwarkach itp. Wykonałem swoją robotę i dostawałem za to pieniądze. Czasami musiałem napisać kilkadziesiąt tekstów na ten sam temat. Takie zadnia sprawiły, że stałem się mistrzem parafrazowania. To przydało się później na studiach.

Praca w ochronie

O tym, że pracowałem w ochronie wiedziała garstka znajomych i rodzina. Siedziałem na portierni w dużej niemieckiej firmie handlującej stalą. Pracowaliśmy od 17:00 do 5:00 albo od 22:00 do 8:00.

W naszej kanciapie był telewizor i wygodne fotele. Do naszych zadań należało obejście co dwie godziny firmy i hali produkcyjnej. Za to dostawałem 6zł na godzinę.

Pomyślałem, że szkoda marnować czasu, który tam spędzam i kupiłem sobie laptopa na raty. Tworzyłem na nim mini-stronki dla klientów oraz teksty na strony www. Raty miałem rozłożone na 24 miesiące, ale spłaciłem go po kilku miesięcach.

W ten sposób wykonywałem jedną pracę w drugiej.

Za zarobione pieniądze mogłem sobie opłacić studia, kupić lepsze podzespoły do komputera i wszystko inne co wtedy było mi potrzebne. Generalnie nie prosiłem rodziców o pieniądze od ok. 16 roku życia. Mieszkałem z nimi, ale zapewniali mi jedynie jedzenie i dach nad głową.

Chcieli mi pomagać, dokładać się, ale jak już raz zasmakowałem niezależności, to duma nie pozwalała mi prosić rodziców o pieniądze na cokolwiek.

Efektywna nauka

Pracowałem już trochę w reklamie internetowej i chciałem zgłębiać ten temat. Dlatego jako kierunek studiów wybrałem Sociologię Reklamy i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Śląskim.

Niestety moje marzenia o zdobywaniu eksperckiej wiedzy z zakresu reklamy szybko zostały rozwiane.

Przez trzy lata studiów licencjackich przewinęło się trochę wykładowców i tylko JEDNA osoba pracowała w agencji reklamowej. Cała reszta to fotelowi eksperci, którzy uczyli strategii marketingowych, ale nigdy nie przetestowali tego o czym mówią w praktyce.

Szybko przekonałem się, że aby poznać reklamę i marketing od zaplecza konieczna jest edukacja na własną rękę. Jeździłem na różne szkolenia, czytałem branżową prasę, eksperckie blogi i portale.

Aby skutecznie sobie radzić z przedmiotami typu: “Demografia społeczna”, wróciłem do tematu szybkiego czytania i efektywnej nauki. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że już niebawem będę tego uczył za pieniądze.

Nie ma jednak tego złego, bo poza zdobyciem ciekawych informacji z filozofii i retoryki miały miejsce jeszcze dwa wydarzenia, które zmieniły moje życie:

Po pierwsze: to właśnie na studiach poznałem swoją narzeczoną.

Po drugie: na roku miałem znajomego, który był poważnym biznesmanem. Zawsze przyjeżdżał w garniturze i potrafił doskonale się komunikować. W luźniej rozmowie powiedział mi, że w USA jest niejaki Tony Robbins, który robi fenomenalne szkolenia.

Zacząłem szukać informacji na temat Robbinsa i okazało się, że jego książki są wydane także po polsku. Zdobyłem “Obudź w sobie olbrzyma”. Przeczytałem ją dwukrotnie i… obudziłem olbrzyma.

Po Robbinsie przeczytałem setki (nie przesadzam!) innych książek i ebooków. Wysłuchałem i obejrzałem dziesiątki nagrań audio i video. Chłonąłem wszystko co dotyczyło motywacji, biznesu i innych obszarów rozwoju osobistego.

Czytałem, ale za mało działałem.

Zmiany!

Na samym początku myślałem o tym, żeby uczyć rodziców tego, jak mają uczyć dzieci świadomości medialnej.

Jak do tego doszło?

Posłuchaj….

Byłem świadkiem jak dziecko zaczęło histerycznie wrzeszczeć w markecie, a jego matka totalnie nie wiedziała jak się zachować.

Chciałem robić szkolenia w przedszkolach i dawać rodzicom wiedzę o tym:

– jak reklama wpływa na dzieci

– jak uczyć dzieci gospodarowania pieniędzmi

– jak sobie radzić z dzieckiem na zakupach itp.

Zaproponowałem dyrektorce z pobliskiego przedszkola, że zrobię takie szkolenie za free. Na zebraniu rozdano 90 zaproszeń. Przyszło kilka osób.

Miałem pomysł, ale nie robiłem żadnych badań. Poszedłem na żywioł i…nie wyszło. To mnie nauczyło, że pomysł to nie wszystko. Tak więc w pierwszym podejściu do biznesu szkoleniowego poległem.

Druga szansa

Był ciepły słoneczny dzień. Rozmawiałem z kolegą, który powiedział mi, że ma masę materiału do nauki na zaliczenie. Powiedziałem mu, że mogę go nauczyć kilku prostych technik pamięciowych.

Wtedy zadał mi pytanie, które zmieniło moje życie:

“Bartek, dlaczego Ty nie robisz tego za pieniądze?”

Jeszcze tego samego dnia zacząłem szukać firm, z którymi mógłbym współpracować i przeczesywałem sieć w poszukiwaniu informacji czy jest na coś takiego zapotrzebowanie.

Okazało się, że wiele osób ma problem ze zbyt dużą ilością informacji do przyjęcia. Techniki pamięciowe i szybkie czytanie skutecznie rozwiązują ten problem.

Później były telefony, negocjacje i w styczniu 2009 roku zrobiłem licencję trenerską.

W tym samym czasie ten blog zmienił nieco profil. Zacząłem dzielić się wiedzą z zakresu efektywnej nauki, motywacji i komunikacji. Z miesiąca na miesiąc liczba czytelników rosła co motywowało mnie do dalszej pracy w tym kierunku.

Przełomowy był dla mnie rok 2010. Dostałem duże zlecenie i od marca do końca czerwca prowadziłem szkolenia codziennie po kilka godzin.

Firma

Firmę “Popiel Consulting” założyłem w lutym 2011 roku. Gdybym mógł cofnąć czas bez wahania założyłbym firmę dużo wcześniej. Jednak jak to mówią wszystko ma swoje miejsce i czas. Cały czas się rozwijamy, by dostarczać czytelnikom praktycznych informacji.

W ciągu ostatnich kilku lat udało mi się wokół bloga zbudować niesamowitą społeczność, zorganizować skok spadochronowy z małym gronem czytelników, zdobyć Koronę Maratonów Polskich, ukończyć ultramaraton Kierat (przez wielu oceniany jako najcięższy bieg w Polsce). Przeprowadziłem także serię niesamowitych szkoleń, a w 2014 roku przeprowadziłem się do domu, w którym mam swoje biuro i studio nagraniowe. No i najważniejsze: zostałem ojcem.

kierat9

DSC_3709

szkolenie3

studio

 

Moja historia nadal trwa. Zapraszam Cię do regularnego zaglądania na blog. Jak chcesz mogę Cię powiadamiać o nowych wpisach. Kliknij tutaj i zapisz się na newsletter. Obiecuję wysyłać Ci tylko użyteczne informacje.

Do zobaczenia!

Bartek