Rozdaj – zaproś – SPRZEDAJ | Poranny Inspirator #61

Czy opłaca się rozdawać coś za darmo, albo oferować w bardzo niskiej cenie, żeby pozyskać potencjalnego klienta? Czy jest sens wchodzić w alianse strategiczne z firmami, które docierają do tych samych klientów? Oczywiście, że tak! W dzisiejszym Porannym Inspiratorze będzie o wacie cukrowej, symbiozie pizzy i ksero, oraz o Myszce Miki!!! Zapraszam 😀

Aby być na bieżąco zachęcam do obserwowania kanałów, w których będą pojawiały się informacje o nowych odcinkach.

1. Subskrybuj kanał na YouTube ►http://bit.ly/subujpopiela

2. Polub fanpage ► https://www.facebook.com/liczysiewynik

Żeby dostawać powiadomienia wejdźcie na stronę główną fanpage:https://www.facebook.com/liczysiewynik

Jak najedziecie na przycisk „Lubię to”, to rozwinie wam się menu. I w sekcji „Powiadomienia” przełączcie na „wszystkie włączone”. Dzięki temu algorytm Facebooka nie będzie was pomijał i dostaniecie powiadomienie.

3. Snapchat  ► bartekpopiel

Zapraszam do oglądania i pamiętaj, że kolejny odcinek już jutro o 6:30!

Kliknij tutaj i odbierz bezpłatnego ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty!”

Wersja tekstowa

Dzień dobry! Witam Cię w kolejnym nagraniu z serii Poranny Inspirator!

Dzisiaj zaprezentuję Ci strategię nazywaną „rozdaj, zaproś, sprzedaj”.

W jednym z ostatnich nagrań omawiałem taktykę LOSS LEADER. Pokazałem Ci kilka przykładów, omówiłem, na czym ona dokładnie polega.

Po wypuszczeniu tego materiału kilka osób zapytało mnie, jak dokładnie wykorzystać to w biznesie tradycyjnym. Dzisiaj więc zajmę się przedstawieniem kilku przykładów ekstra 🙂

Swego czasu, kiedy jeszcze studiowałem na Uniwersytecie Śląskim, byłem świadkiem pewnej akcji promocyjnej. Pod uczelnią chodzili panowie z takimi ogromnymi plecakami i rozdawali kawę NESCAFE całkowicie za darmo… Nie powiem, sympatycznie, ale zabrakło mi tam jednej, bardzo ważnej rzeczy. No bo czemu to niby miało służyć w takiej formie?

Tam zabrakło czegoś takiego, jak Call to Action, czyli zawołania do akcji.

Bo nas – beneficjentów tej akcji –  nigdzie nie zaproszono, nie próbowano zebrać naszych danych… Nic, totalnie nic.

Okej, niby fajnie, jeśli chodzi o budowanie świadomości marki podkręcenie sympatii do Nescafe. Może to w jakimś stopniu zadziałało? Nie wiem. Oni pewnie też nie wiedzą. Efekty takiej akcji są niemal niemożliwe do zmierzenia, do zbadania.

Moim zdaniem potencjał tej akcji dało o wiele lepiej wykorzystać.

Gdyby na przykład podczas rozdawania tej kawy dawali ludziom jakiś kupon zapraszający do marketu, to już by było zupełnie inaczej. Dają Ci kawę za darmo i mówią:

Proszę bardzo, tu jest kupon i jeśli chciałbyś kupić kawę, to zapraszamy do tego i tego sklepu, gdzie możesz zakupić nasz produkt 20% taniej.

To wywołuje jakąś konkretną akcję sprzedażową.

Bardzo ważne jest to, aby na koniec każdego komunikatu pojawiało się jakieś zawołanie do akcji.

Okej, przejdźmy do kolejnych przykładów. Co, jeśli ktoś prowadzi na przykład sklep z zabawkami dziecięcymi? Co można zrobić, żeby przyciągnąć więcej rodziców? Co zrobić, żeby przyciągnąć więcej dzieci?

Na początek trzeba ruszyć trochę głową. Spróbuj odpowiedzieć sobie na takie pytania: co dzieci lubią jeść? Gdzie dzieci bywają? Co ich fascynuje? Co sprawia, że oczy zaczynają im błyszczeć?

Wydaje mi się, że czymś takim może być na przykład wata cukrowa. Na allegro wózek do waty cukrowej można kupić już za 1350zł. Taki najprostszy, ale fajnie pomalowany, z kolorową parasolką, którą dzieci pokochają.

Zastrzegam, że nie do końca wiem, jak to wygląda pod kątem badań sanepidowskich i innych wymagań prawnych, ale to wszystko można sobie dość szybko sprawdzić, jeśli kogoś takim rozwiązaniem uda mi się zainteresować.

W każdym razie – jak jest jakiś duży festyn z ogromną ilością dzieciaków, to Ty możesz stanąć tam z watą cukrową jako żywa reklama Twojego sklepu.

Możesz tą watę albo rozdawać za darmo, albo sprzedawać za jakieś śmiesznie małe pieniądze. W tym wszystkim chodzi jedynie o to, by zwabić do siebie potencjalnych klientów.

Gdy ktoś po tą watę przychodzi, od razu dajesz im kupon-ulotkę do swojego sklepu z zabawkami i informujesz rodziców, że gdy przyjdą do Ciebie na zakupy, to za okazaniem tego blankieciku, dostaną 15% zniżkę na wszystkie zakupy.

Musisz pamiętać też o jakimś deadlinie, jakiejś dacie końcowej i poinformuj o niej rodziców dziecka: ale kupon trzeba wykorzystać do końca następnego tygodnia. Coś takiego.

Inną opcją mogłoby być przebranie się za jakąś Myszkę Miki, Psa Pluto, Kaczora Donalda… cokolwiek. Uwielbianych przez dzieci postaci z kreskówek jest całe mnóstwo 🙂

Jesteś takim misiakiem, chodzisz sobie gdzieśtam po tym festynie, dzieciaki robią sobie zdjęcia z Tobą. Całkowicie za darmo oczywiście.

Dziecko robi sobie zdjęcie, a rodziców prosisz o np. adres e-mail, obiecując w zamian wysłanie zdjęcia dziecka. Możesz też wziąć telefon, na „wszelki wypadek” potrzeby kontaktu (np. zły mail, problemy z pocztą, cokolwiek). Możesz też później, w mailu ze zdjęciem pociechy, wysłać kupon do sklepu z zabawkami. Chodzi o to, by przyciągnąć ich do siebie.

Znowu: data ważności plus jakiś tam rabat procentowy.

Te pierwsze produkty na froncie (czy to zdjęcie, czy ta wata cukrowa) mają być jedynie magnesem. To jest bardzo ważna rzecz, żeby zastosować to właśnie w ten sposób. Chodzi tylko o to, żeby sprowokować u tych ludzi potrzebę odwiedzenia Twojego sklepu, dać im do tego konkretny powód.

Bardzo fajnie zrobiła to też jedna z pizzerii we Wrocławiu. Nawiązywali współpracę z punktem ksero przy jednej z uczelni.

Doskonale wiedzieli, że jak studenci się uczą (z kserówek, no bo jakże inaczej?), to lubią sobie zjeść. Widzisz, do czego zmierzam? 🙂

Nie rozdawali co prawda pizzy przy okazji kserowania kolejnych książek, ale zdecydowali się na coś jeszcze bystrzejszego…

Opłacili dużą ilość kserówek z góry. Jeśli ktoś chciał sobie skopiować notatki, to słyszał tylko: nie ma sprawy, nic nie płacisz. Haczyk w tym, że na każdej stronie widniało logo pizzerii, numer telefonu, adres internetowy i kod rabatowy gwarantujący zniżkę.

Później taki student się uczy i myśli „no, zgłodniałem…”, patrzy na notatki i co? Objawienie! Numer do pizzerii wraz z kuponem rabatowym! Hurra! 😀

Idealnie trafione do grupy docelowej. Znali jej potrzeby (w zasadzie to je przewidzieli), które udało im się zaspokoić i w ten sposób zarobić. Trzeba w ten sposób myśleć o swoim biznesie.

Po pierwsze – zastanów się, co Twoja grupa docelowa lubi, co kupuje, gdzie to kupuje, czego potrzebuje. Później możesz im to zasponsorować.

Czasem możesz być w zupełnie innej branży. Naprawdę można robić wręcz kosmiczne rzeczy.

To są rzeczy, które będziesz musiał testować, sprawdzać, poszukiwać najlepszego dla siebie rozwiązania.

Możesz zainspirować się wrocławską pizzerią i dogadać się np. z piekarnią. Zapłacisz z góry za 100 bochenków chleba. Piekarnia o tym informuje i wywiesza na drzwiach taką informację: 100 pierwszych mężczyzn dostaje chleb za darmo (powiedzmy, że prowadzisz jakiś warsztat albo sklep z narzędziami – wtedy Twoją grupą docelową są mężczyźni).

Oni przychodzą i faktycznie ten chleb dostają, a do chleba… jakaś uloteczka z kuponem. W ten sposób można napędzić sobie klientów. Piekarnia ma bardzo szeroką grupą docelową, więc pewnie Ty też jesteś w stanie znaleźć wśród klientów piekarni… swoich klientów. W końcu każdy kupuje chleb.

To się może wydawać dziwne, absurdalne, ale na Zachodzie takie alianse strategiczne są bardzo popularne.

Spróbuj odkryć, gdzie jeszcze robią zakupy Twoi klienci? To naprawdę może być zupełnie inna branża!

Jeżeli chcesz trafić do mężczyzn, to Ciebie interesują konkretni mężczyźni, a skoro robią zakupy w piekarni, to czemu tego nie wykorzystać?

Taki facet dostanie kupon rabatowy, a jak się odpowiednio pomyśli, to może uda się zdobyć numer telefonu? Można później zadzwonić, zapytać, czy chlebek smakował, przypomnieć o kuponie, zaprosić… I część ludzi naprawdę przyjdzie, skusi się na Twoją ofertę, choćby z ciekawości czy… wdzięczności.

Pomyśl więc, co możesz zasponsorować Twoim potencjalnym klientom. Jeśli sam nie masz produktu, który mógłby być na front-endzie, to może uda się dogadać z jakąś inną firmę i wtedy „przejmiesz” (z pożytkiem dla obu stron) część ich klientów.

Na dzisiaj to już wszystko. Mam nadzieję, że podobała Ci się ta wskazówka. Jeżeli tak, to zachęcam Cię do subskrypcji kanału na youtubie, „połapkowania” wideo wersji tego Inspiratora i zostawienia komentarza.

Jeżeli nie posiadasz jeszcze ebooka (lub audiobooka – do wyboru, do koloru) „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty” to natychmiast go sobie pobierz, bo to naprawdę bardzo wartościowy materiał.

Trzymaj się! Pozdrawiam serdecznie! Do zobaczenia jutro o szóstej trzydzieści!

Brakuje Ci motywacji do działania? Chcesz poznać konkretne i sprawdzone wskazówki dotyczące produktywności?

Mnóstwo skutecznych wskazówek dotyczących motywacji, produktywności i skupienia znajdziesz w ebooku: „Przestań jęczeń i weź się wreszcie do roboty”, którego udostępniam całkowicie bezpłatnie. Dostępny jest w formatach pdf, mobi, ePub. Jest także w wersji audiobooka, więc jest to idealne rozwiązanie do samochodu, do słuchania podczas biegania czy spaceru.

v2 - Kopia

Tytuł jest nieco prowokacyjny, ale w środku znajdziesz mnóstwo konkretnej i praktycznej wiedzy.

Ebooka pobrało już ponad 54.000 osób! 

Kliknij Tutaj i Pobierz Ebooka

Rozdaj – zaproś – SPRZEDAJ | Poranny Inspirator #61
5 (100%) 1 vote