Umieram…

śmierć

Noszę się już kilka dni z opublikowaniem tego tekstu. Stało się coś niezwykłego i w zasadzie cały czas zastanawiam się czy chęć podzielenia się tym jest dobrym pomysłem.

Nie ukrywam, jestem jeszcze trochę poddenerwowany i czuję się jak ktoś, kto nigdy nie występował na scenie, a za chwilę ma wyjść na środek i powiedzieć coś do publiczności liczącej 22 tysiące osób.

Drżenie rąk, przyspieszone tętno i takie dziwne ściskanie w gardle. To dziwne bo przecież piszę, a nie mówię.

Przeczytałem mnóstwo książek o rozwoju osobistym, kursy, szkolenia, wystąpienia itd. Na wielu z nich podkreślano, że trzeba korzystać z życia bo tu nie ma próby generalnej. Masz jedną jedyną szansę.

Oczywiście, możemy wysnuwać teorie o życiu po życiu, albo reinkarnacji, ale przemilczmy to, bo wchodzenie w takie tematy zawsze powoduje ideologiczne konflikty, a takich tu nie chcemy.

W każdym razie miesiąc temu dotarło do mnie i to tak naprawdę mocno, że… umieram.

Ty też.

Być może w tej chwili Cię to dziwi, ale taka jest prawda.

Widziałeś jak na filmach osoba, która jest chora np. na raka informuje kogoś o tym, że jej dzień nadchodzi?

Coś w stylu: „Ja umieram. Zostało mi pół roku.”?

Ja też to widziałem. Dziesiątki razy. I nigdy nie zrobiło to na mnie absolutnego wrażenia. Umiera to umiera. Wzruszałem w takich chwilach ramionami i czekałem na kolejne sceny.

Dopiero miesiąc temu, kiedy urodziła się moja córeczka i kiedy po raz pierwszy wziąłem ją na ręce pomyślałem, że ona jest taka maleńka, taka niewinna, taka bezbronna, a jej zegar już tyka.

Dostała na starcie pełny bak i z każdym dniem paliwa zwanego życiem jest odrobinę mniej.

Pomyślałem o sobie. O tym, że za kilka lat będę w połowie swojego życia. O tym co chciałbym zrobić, kogo poznać, gdzie pojechać i co chciałbym po sobie zostawić.

Zrealizowałem wiele swoich marzeń, ale całe mnóstwo jeszcze czeka w kolejce.

Wtedy właśnie dotarło do mnie, że niczym nie różnię się od tych ludzi widzianych na filmach. Dotarło do mnie, że ja też umieram. Że zegar tyka. Paliwo wycieka.

Jeśli ufać statystykom, to pozostało mi 44 lata. Tylko czy aż? I nie wiadomo, co może wydarzyć się do tego czasu. Może będę się kołysał w bujanym fotelu na tarasie pięknego domu i czytał książkę, a może będę przykuty do szpitalnego łóżka. Mogę mieć wylew, zawał albo raka. Któż to wie? Czysta loteria.

Mam na to jakiś wpływ ponieważ ćwiczę i w miarę zdrowo się odżywiam, ale kiedy wsiadam za kółko, to na autostradzie z naprzeciwka raz za razem jadą pociski ważące ponad tonę i pędzące z prędkością ponad 150 km/h.

Wystarczy, że któryś przyśnie, odbierze telefon, obleje się gorącą kawą, którą pięć minut wcześniej kupił na stacji. Chwila nieuwagi i… żegnajcie przyjaciele.

Ta świadomość kazała mi jeszcze raz spojrzeć na swoje marzenia, lęki i relacje. Niektóre z nich jeszcze są poza moim zasięgiem, ale cała reszta wcale nie jest jakaś skomplikowana.

Testuj marzenia

Zawsze mieszkałem w blokach i jednym z moich marzeń jest dom. Tak sobie marzyłem, że kiedyś albo kupię, albo wybuduję dom.

Tylko rodzi się kolejne pytanie: może ja tak chcę tego domu, a co będzie jak moje wyobrażenie będzie zupełnie oderwane od rzeczywistości?

Co jak uznam, że dom, to jednak nie moja bajka?

Co jak mi się odmieni i nagle będę chciał wrócić do miasta? Co jak będę chciał zamieszkać np. w Warszawie czy Nowym Jorku?

Po takiej serii pytań prędzej czy później zawsze nadchodzi odpowiedź. Tak też było i tym razem. Bo przecież, żeby sprawdzić jak się mieszka w domu, to ja go wcale nie muszę kupować, ani budować. Mogę wynająć i to się stanie jeszcze w tym roku. Jak to pięknie nazwali bracia Heath to taka „pocztówka ze stacji docelowej”.

Uważam, że marzenia warto testować.

Chcesz się wybrać do Paryża, ale nie stać Cię na dłuższy pobyt? A po cholerę czekać aż Cię będzie stać na dłuższy pobyt? Może teraz wystarczy krótki?

Wyleć w sobotę rano, zobacz tą wieżę Eiffla, wjedź na nią, zjedz żabie udka i wracaj do Polski. Bez noclegu, bez hotelu itd. Po prostu zasmakuj tego. Taki krótki pobyt spowoduje, że już będziesz wiedział jak to jest być w Paryżu. I albo Ci przejdzie, albo się w nim zakochasz i zrobisz co się da, żeby tam wrócić na dłużej.

Chcesz kiedyś mieć własne Lamborghini? Nie wrzucaj zdjęć na pulpit, nie wizualizuj. Sprawdź czy w Twoim województwie nie ma wypożyczalni, albo czy ktoś nie chce sprzedać Lambo. Ok, za 30 minut jazdy Lamborgini zapłacisz około 1000 zł, ale heloooł! Spełnisz swoje marzenie!

Poza tym hmmm… 1000 zł? Jak jesteś młody, to na roznoszeniu ulotek zarobisz tyle w ciągu miesiąca. Jak trochę starszy i to naprawdę Twoje marzenie, to kwestia zarządzania finansami. Wspomnienia z jazdy pozostaną do końca życia.

Skok spadochronowy trwający zaledwie kilka minut kosztował mnie niewiele mniej i nie żałuję ani złotówki. Ani grosika. Bo było cudownie i tego mi nikt nie zabierze.Co ciekawe – mam lęk wysokości, ale czy to miało mnie zatrzymać?

I tym sposobem przeskakujemy do drugiej kategorii, a mianowicie…

Zmierz się z lękiem

Przez długi czas mieszkałem na ósmym piętrze. Zawsze gdy wychylałem się na balkonie to pojawiał się taki dziwny lęk. Mimo, że nie wychylałem się specjalnie mocno, to ręce zaciskały się na barierce.

Ale to mnie nie powstrzymało ani przed skokiem na bungee, ani przed wyskoczeniem z 4000m. Za każdym razem strasznie się bałem, ale zrobiłem to. Bo nie wyobrażam sobie, że będę miał te 70 lat i zadam sobie pytanie: „dlaczego tego nie zrobiłem?”

Być może Tobie towarzyszą inne lęki. Lęk przed porażką, lęk przed oceną ze strony innych, albo obawiasz się, że jak postawisz na swoim, to rozpętasz konflikt.

Szczerze?

I co z tego?

Zawsze podążałem swoją drogą. Nie zawsze ku zadowoleniu rodziny, co z czasem nauczyło mnie, że czasem lepiej prosić o wybaczenie niż o pozwolenie 😀

Jeżeli chcesz skoczyć na spadochronie, założyć firmę, wyjechać za granicę lub zrobić jakąkolwiek inną rzecz, która budzi obawy u Twoich bliskich to najpierw to zrób, a później o tym mów.

„Mamo, tato skoczyłem wczoraj na spadochronie. Było suuuper! Zobacz wideo :)”.

To lepsze niż powiedzieć: „Chcę skoczyć na spadochronie” i w odpowiedzi usłyszeć: „Oszalałeś? To niebezpiecznie! A co jak to, a jak tamto itd.” To tylko niepotrzebnie nakręca niezdrowe emocje.

Wiem, że masz przed sobą różne rzeczy, których się obawiasz. Też tak mam. Tak, tak – nawet ja muszę się mierzyć z różnymi demonami.

Wiesz co wtedy robię? Skacze w ogień.

Mówię sobie (wybacz nieparlamentarny język): „A jebać to! Co będzie to będzie” i robię krok do przodu. Zazwyczaj ze swoich eksperymentów wychodzę bez szwanku.

Z lękami to jest tak, że za nimi stoi pewne obrzydliwie szkodliwe przekonanie, a brzmi ono: „Nie poradzę sobie z…”.

Może chcesz założyć firmę, ale boisz się, że nie poradzisz sobie z biurokracją. Ale skąd wiesz, że sobie nie poradzisz? I po drugie dlaczego to Ty masz się zajmować papierami? Dzisiaj za naprawdę niewielkie kwoty można to oddelegować specjalistom.

Pomyśl: gdybyś wiedział, że poradzisz sobie ze wszystkim, co Ci się przydarzy, to czego miałbyś się bać?

Poza tym skoro coś jeszcze nie nadeszło, to skąd wiesz, że to jest trudne czy straszne?

Co Ty wróżbita Maciej jesteś? Przecież nie przeżyłeś tego, więc o danej sprawie masz takie pojęcie jak dziewica o seksie. Pomijam takie sprawy jak narkotyki itp. gdzie wcale nie musisz przekonywać się na własnej skórze o ich szkodliwości.

Skoro jesteśmy przy tak sympatycznym temacie jak seks, to pamiętasz swój pierwszy raz i towarzyszący temu dreszczyk emocji? Dzisiaj też się tak boisz jak idziesz ze swoją partnerką do łóżka? Mniemam, że nie.

I tak jest ze wszystkim. Pierwszy wierszyk w przedszkolu, poproszenie koleżanki do tańca, pierwszy dzień w nowej szkole, pierwszy namiętny pocałunek, założenie firmy. Zawsze na początku jest ten irracjonalny strach.

Jednak poradziłeś sobie wtedy i z kolejnymi wyzwaniami też sobie poradzisz.

Oczywiście to nie jest tak, że zawsze wszystko idzie jak po maśle. Czasami jakaś decyzja trochę mnie kosztowała i Ciebie też czeka kilka gorzkich lekcji, ale pieniądze mają tę wspaniałą właściwość, że zawsze można odrobić straty.

Teraz robię to trochę inaczej bo mam wokół siebie grono wspaniałych ludzi i jak borykam się z decyzją, którą oni na pewnym etapie także musieli podjąć, to łapię za telefon, dzwonię i pytam. Skoro jesteśmy przy ludziach, to…

Buduj fantastyczne relacje

Twój czas jest mocno ograniczony. W rzeczywistości masz go mniej niż Ci się wydaje.

Powiedz sobie na głos: „Ja umieram. Zostało mi…. lat życia.” Poważnie, zrób to i sprawdź jakie to wywoła odczucia.

Skoro nasz czas jest ograniczony i pewnego pięknego dnia każdy z nas niczym Chuck Norris kopnie z półobrotu w kalendarz, to warto przejść przez to życie z ludźmi, którzy dostarczą nam wspaniałych przeżyć. Z ludźmi, którzy będą nas wspierać, służyć pomocą i dobrą radą, a relacja z nimi będzie wprost uskrzydlająca (co nie oznacza, że tacy ludzie będą nas tylko głaskać po głowie).

Sam musiałem nad tym dość solidnie popracować bo uważałem, że z niektórymi ludźmi powinienem utrzymać relację, bo tak wypada.

Często to ja byłem jedyną stroną, która inicjowała kontakt. W pewnym momencie przestałem ponieważ jeżeli nie widać zaangażowania z obu stron, to może warto zrobić miejsce dla kogoś, kto chętnie da z siebie nieco więcej?

Kolejnym dość istotnym elementem jest bagaż wnoszony przez drugą stronę do naszej znajomości. Jeżeli ktoś ciągle marudzi, narzeka, krytykuje i nie pozostawia miejsca na polemikę, to pozwalam takim relacjom na dość solidne poluzowanie i polecam robić tak samo.

Bo zwyczajnie szkoda życia i zdrowia na tych, z którymi totalnie jest mi nie po drodze. Rozejdźmy się w pokoju i każdemu będzie się żyło lepiej 🙂

Natomiast jeżeli ktoś:

  •  wnosi do mojego życia dużo dobrej energii
  • jest pozytywnym człowiekiem
  • ma duże doświadczenie i wiedzę, z której ja mogę skorzystać
  • zamiast mówienia o problemach, mówi jak sobie z nimi poradził

to chętnie pozostanę w dobrych kontaktach z taką osobą.

Brakuje Ci motywacji do działania? Chcesz poznać konkretne i sprawdzone wskazówki dotyczące produktywności?

Mnóstwo skutecznych wskazówek dotyczących motywacji, produktywności i skupienia znajdziesz w ebooku: „Przestań jęczeń i weź się wreszcie do roboty”, którego udostępniam całkowicie bezpłatnie. Dostępny jest w formatach pdf, mobi, ePub. Jest także w wersji audiobooka, więc jest to idealne rozwiązanie do samochodu, do słuchania podczas biegania czy spaceru.

v2 - Kopia

Tytuł jest nieco prowokacyjny, ale w środku znajdziesz mnóstwo konkretnej i praktycznej wiedzy.

Ebooka pobrało już ponad 54.000 osób! 

Kliknij Tutaj i Pobierz Ebooka

Umieram…
4.57 (91.48%) 115 votes