Zostań Panią / Panem Swojego Czasu! – wywiad z Olą Budzyńską cz.1

popiel-budzynska-miniatura-1

Czy każdy może się tak zorganizować, żeby mieć czas dla rodziny, na pracę, biznes i własne hobby? Aleksandra Budzyńska znana jako Pani Swojego Czasu święcie wierzy, że to możliwe, a wręcz konieczne do szczęśliwego i spełnionego życia. 

Ola Budzyńska prowadzi fantastyczny blog PaniSwojegoCzasu.pl od nieco ponad 2 lat, jej fanpage obserwuje ponad 30 000 osób, a na jej szkolenia online zapisuje się tysiące kobiet z Polski i świata. Jak ona to zrobiła? Co nie co tego, jak to wszystko wygląda „od kuchni” Ola zdradza w naszej rozmowie 🙂

Wyszedł nam z tego kawał fajnego materiału, dlatego wywiad podzielony jest na dwie części. W części pierwszej, którą możecie zobaczyć (albo przeczytać!) rozmawiamy między innymi na takie tematy jak:

  • Jak Ola stała się Panią Swojego Czasu?
  • Jakie jest jej podejście do pieniędzy i zarabiania?
  • Jak na zmianę kierunku życiowego zareagowały osoby z najbliższego otoczenia Oli?
  • W jaki sposób Ola buntuje kobiety i zachęca je do naginania zasad, które mają wpojone do głowy?
  • Czy organizacja sama w sobie jest istotna, czy może jest tylko środkiem do osiągnięcia szczęścia?
  • Jak doświadczenie wyniesione z pracy dla korporacji pomogło Oli w własnym biznesie?
  • Jakie trzy rzeczy Ola uważa za absolutne fundamenty, żeby zostać Panią Swojego Czasu?

I wiele, wiele więcej 🙂 Serdecznie zapraszam do oglądania lub czytania.

Kliknij tutaj i odbierz bezpłatnego ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty!”

Wersja tekstowa

Bartek Popiel: Olu! Witam Cię serdecznie!

Ola Budzyńska (PaniSwojegoCzasu.pl): Cześć 🙂

Bartek Popiel: Wreszcie mamy okazję się zobaczyć! Trochę nam zeszło z umawianiem się na tą rozmowę, ale w końcu się udało. Jesteśmy w przepięknej Metaformie – kawiarni, którą nam poleciłaś. Tutaj była również realizowana Twoja sesja zdjęciowa. Dlaczego to miejsce?

Ola Budzyńska: To miejsce jest dla mnie sentymentalne. To tutaj w dużym stopniu rozkręcałam swój biznes. To tutaj spotykałam się z grupą kobiet – każda z nas rozwijała swój biznes, swój projekt. To był taki nasz mały Master Mind.

Przywykłam. Tu jest jasno, tu jest miło, tu jest dużo książek, dobra kawa. Idealne miejsce do tego, by rozmawiać o biznesie.

Bartek Popiel: Skoro jesteśmy przy biznesie, to po prostu muszę zadać Ci TO pytanie.

Jesteś świeżo po kampanii swojego ostatniego kursu na temat organizacji życia. Z tego, co wyczytałem w jednym z ostatnich Twoich artykułów, zapisało się na niego 820 kobiet…

Ola Budzyńska: Już trochę więcej. W tym momencie 839 kobiet uczestniczy w tym kursie.

Bartek Popiel: 839 kobiet! 839 razy 250zł za podstawową wersję i…

Ola Budzyńska: I 349zł wersja rozszerzona polegająca na moim indywidualnym wsparciu.

Bartek Popiel: Przemnażając… daje to przychód w kwocie sześciocyfrowej z dwójką z przodu.

Ola Budzyńska: Z dwójką jeszcze nie, ale blisko 🙂

Bartek Popiel: To super! Fantastyczny wynik!

Ola, niedawno obchodziłaś drugą rocznicę istnienia bloga. Dlaczego w ogóle blogowanie? Skąd ten pomysł? Bo wcześniej Twoja kariera wyglądała trochę inaczej. Opowiesz o tym?

Ola Budzyńska: Pytanie: jak daleko mam się cofnąć w czasie?

Ja karierę zawodową zaczęłam wcześnie. Od zawsze zarabiałam pieniądze. Mój mąż śmieje się, że moją pasją jest zarabianie pieniędzy.

Bartek Popiel: Fajna pasja!

Ola Budzyńska: Przydatna, to na pewno. Ja faktycznie dość wcześnie zostałam… może nie zmuszona, ale postawiona przed sytuacją, gdzie po prostu musiałam zarabiać. Zanim jednak rozwinęłam Panią Swojego Czasu, to pracowałam jako – jak to się ładnie mówi – trenerka umiejętności miękkich. Tak to się nazywa i nikt nie wie, o co chodzi.

Prowadziłam szkolenia dla korporacji. W dużej mierze z efektywności osobistej. Robiłam to przez 10 lat. Wcześniej zajmowałam się mnóstwem innych rzeczy, bo bardzo długo nie wiedziałam, co naprawdę chcę w życiu robić.

Bartek Popiel: Latanie w liniach lotniczych jako stewardessa było wcześniej czy później?

Ola Budzyńska: Wcześniej! Tak, latałam jako stewardessa w arabskich liniach lotniczych, pracowałam w kinie, pracowałam w korporacjach, w hotelu, w firmie consultingowej… Śmieję się, że nie ma rzeczy, której bym nie robiła.

Jak mówiłam – nie do końca wiedziałam, co chcę ze sobą w życiu zrobić, a nie chciałam siedzieć i czekać, aż spłynie na mnie świadomość tego. Po prostu próbowałam, testowałam. Tu byłam pół roku, tam byłam rok i tak mijał czas. Z reguły po jakimś czasie okazywało się, że nie, nie pasuje mi to, nie widzę siebie tutaj do końca życia, więc szukałam następnej drogi, a później jeszcze jednej i jeszcze…

I faktycznie jako trenerka pracowałam najdłużej, bo robiłam to 10 lat. W pewnym momencie zorientowałam się  jednak, że to też nie jest moja droga. Chciałabym zbudować coś swojego. Chciałabym mieć swoją firmę – chociaż firmę już jako tako miałam, bo jako trenerka prowadziłam działalność gospodarczą. Chodziło mi bardziej o to, by firmę rozumieć jako swoją markę.

Bartek Popiel: Swoja firma i swój biznes… to jest różnica.

Ola Budzyńska: Dokładnie! Chciałam mieć markę osobistą zbudowaną własnymi rękami, za którą odpowiadałabym sama. Tego ewidentnie nie miałam jako trenerka, a naprawdę tego chciałam.

Po dłuższych perypetiach nastał pomysł Pani Swojego Czasu. Śmieję się, że to trochę taki paradoks, bo Pani Swojego Czasu nie była planowana! Ja sobie nie zaplanowałam tego!

To do mnie przyszło w dosyć niewygodnych okolicznościach. Po tym, jak zdiagnozowano chorobę u mojego syna [Jaś ma cukrzycę, o czym Ola opowiada na łamach swojego drugiego bloga: http://www.mamacukiereczka.pl/ – dop. red.]. Wtedy doszłam do wniosku, że blogowanie jako część tego biznesu będzie dobrym pomysłem.

Bartek Popiel: To Ci dawało więcej czasu? Czy dzięki temu mogłaś więcej uwagi poświęcić dziecku?

Ola Budzyńska: Gdy zdiagnozowano Jaśka, my uczyliśmy się żyć od nowa. Taka sytuacja po prostu jest nauką życia od nowa, sam przed chwilą słyszałeś, że o określonych porach muszę odebrać telefon, Jasiek musi sobie zmierzyć cukier i takich rzeczy jest dość dużo.

Gdy zobaczyłam, jak wygląda to nasze nowe życia, to doszłam do wniosku, że nie chce już wracać do tego, co miałam.

Dlatego że to, co miałam, gdy pracowałam jako trenerka, to… to może i było fajne życie. Wiesz, wszyscy myślą: „Wow, jakie to fajne tak ciągle jeździć, ciągle poznawać nowe osoby!”. Jasne, jest w tym jakiś urok, ale przez to praktycznie w ogóle nie bywałam w domu.

Wyjeżdżałam w niedzielę po południu, wracałam we wtorek w nocy, dzieci widziały mnie dopiero w środę rano, a w środę po południu znowu się pakowałam i znowu wyjeżdżałam. Doszło nawet do tego, że dzieci zaczęły do mnie mówić per „tato”, bo w ogóle to było dla nich dziwne, że mama jest w domu.

Po dwóch miesiącach tej nauki życia od nowa doszłam do wniosku, że nie chcę już żyć tak, jak do tej pory. Ja chcę to zmienić. Kiedy wpadła mi do głowy – naprawdę wpadła! – taka myśl, że „rany boskie! Ja jestem Panią Swojego Czasu!” To zaraz druga myśl brzmiała: „Boże! Przecież ja mogę uczyć tego inne kobiety!”

Bartek Popiel: Więc to nie odbyło się na zasadzie „zróbmy bloga jako bloga”? To Twoja sytuacja życiowa poniekąd wymusiła na Tobie zmianę tego trybu życia?

Ola Budzyńska: Tak, zdecydowanie. To nie było tak, że chciałam założyć bloga i zastanawiałam się, o czym mógłby on być. Uświadomiłam sobie, że świetnie „ogarniam”, zawsze to świetnie robiłam, teraz mam ewidentnie ustawione priorytety i okej, jak ja mogę tego uczyć? Dopiero w tym momencie dotarło do mnie to, że najlepszym i najprostszym sposobem jest blog, który mogę rozwijać, a że lubię też pisać, to było to dla mnie bardzo oczywiste, że mogę się tym zająć.

To się zaczęło od myśli, że jestem w czymś dobra i dopiero później przeszło to do świadomości, że mogę się tym dzielić poprzez bloga.

Bartek Popiel: Okej, do tematu blogowania jeszcze wróćmy. Cofnijmy się teraz do wyniku, o którym mówiliśmy na początku.

W Polsce pieniądze to temat tabu: zarabiania, mówienie o kwotach i tak dalej. W Stanach natomiast to coś naturalnego i ludzie są za to chwaleni. Jeśli dobrze zarabiasz, jeśli ci się wiedzie, to znaczy, że jesteś w pewnym znaczeniu błogosławiony/błogosławiona. Jesteś dotknięta jakimś talentem, namaszczona, skoro potrafisz to rozpowszechniać i jeśli jeszcze na tym zarabiasz, to już w ogóle super!

U nas jest z tym trochę odwrotnie. Chciałbym natomiast, żebyś się ustosunkowała do zdania: „pieniądze szczęścia nie dają”.

Teraz już się z tym nie spotykam aż tak często, ale był czas, że kiedy publikowałem wyniki swojej kampanii, to były komentarze w stylu: kasa kasą, ale to nie jest najważniejsze, bo najważniejsze są rodzina, miłość itp.

No spoko, ale miłością dziecka nie nakarmię. Nie kupię mu podręczników do szkoły. Nie pojedziemy za to na wakacje. Wiadomo, że miłość jest cholernie ważne… ale jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

Ola Budzyńska: To jest trudne. Bo z jednej strony jasne, że pieniądze same w sobie faktycznie tego szczęścia nie dają. Dla mnie zarabianie pieniędzy po to, by ich mieć więcej i żeby je sobie gdzieś składować tylko po to, by one sobie po prostu były… no nie do końca to czuję. Jednak absolutnie też nie zgadzam się z twierdzeniem, że pieniądze nie są ważne, bo… no po prostu są ważne.

Mnóstwo swoich potrzeb zaspokajamy za pomocą pieniędzy. To mogą być bardzo różne potrzeby, bo mamy ich bardzo wiele. Ja nie mam żadnego problemu z tym, że zarabiam dużo. Ja nie mam problemu z mówieniem o tym, że zarabiam dużo, bo ja tych pieniędzy nie kradnę. Zarabiam je swoją ciężką pracą. Mniej lub bardziej ciężką, bo w końcu staram się, by moja praca nie była niesamowicie ciężka i wykańczająca.

A że uczę kobiety i to kobiety są moją grupą docelową, to ja niesamowicie mocno – powiem kolokwialnie – „cisnę” na to, że pieniądze nie są wstydliwym tematem. A przynajmniej wychodzę z założenia, że powinno się uczyć tego, że nie są wstydliwą sprawą.

Bo to, co wynosimy z domu, to coś innego.

Bartek Popiel: Przeczytałem kiedyś o bardzo fajnym ćwiczeniu: wypisz po jednej stronie wszystkie swoje problemy i zaznacz krzyżykiem, ile spośród nich można rozwiązać za pomocą pieniędzy. Zazwyczaj ludziom wychodzi, że 9 na 10 spośród nich można zażegnać mając odpowiednio wypchany portfel…

Nie mogę pojechać na wakacje? Nie stać mnie na leki? Rehabilitacja? I tak dalej. To wszystko dałoby się rozwiązać za pomocą pieniędzy.

Ja też staram się o tym mówić głośno i tak jak Ty „cisnę” i mówię, że warto to pokazywać, że warto o tym uczyć, bo to też pewnego rodzaju zdolność. Trzeba nauczyć się sprzedaży, marketingu i tak dalej.

Ola, powiedz mi, jak na tą Twoją zmianę zareagowali najbliżsi? Na to, że zostawiłaś korporacje, zostawiłaś pracę jako trenerka i przeszłaś na blogowanie?

Bo wiesz, blogi były postrzegane często jako pamiętniki dla nastolatków!

Ola Budzyńska: Moje najbliższe otoczenie, czyli mój mąż, zareagowało jak na każdą zmianę, którą serwują w naszym domu…. a mianowicie: super!

Mój mąż już naprawdę zdążył się do tego przyzwyczaić, że jego żona wraca i oświadcza mu coś dziwnego.

Był taki czas, że jego-jeszcze-wtedy-nie-żona, czyli ja, przyszła i powiedziała: kochanie, za dwa tygodnie wylatuję do Bahrajnu na rok jako stewardessa linii arabskich.

Ja mu jakieś zmiany serwowałam co rok. Nowa praca: „nie, nic na ten temat nie wiem, ale co tam? Nauczę się. Nie wiem, czy będę zarabiać, ale dlaczego miałabym nie zarabiać?”. Dla mojego męża to nie było nic bardzo dziwnego. To, że ja się nagle zdecydowałam na taką zmianę? Prawie chleb powszedni.

Moi rodzice też prawie przywykli, aczkolwiek… oni jednak pochodzą z pokolenia, gdzie człowiek powinien mieć standardową pracę.

Bartek Popiel: Powinien WYJŚĆ DO PRACY, nie?

Ola Budzyńska: Tak! Wyjść do pracy, robić coś konkretnego, a nie takie jakieś dziwne rzeczy 🙂 Chociaż teraz moja mama jest moją największą fanką. Absolutną i totalną.

Większy problem był tak naprawdę w środowisku zawodowym, w którym wcześniej się obracałam. Byłam wtedy w środowisku szkoleń tych „standardowych” na zasadzie: jedzie się, staje się na sali szkoleniowej, ma się te 12 osób przed sobą i po prostu się je szkoli. I to, według nich, jest okej.

Gdy ja powiedziałam, że chcę mieć inny model i że będę mieć inny model biznesu (nie miałam jeszcze wtedy żadnego gotowego szkolenia, ale wiedziałam, że chcę robić szkolenia online i że będę z tego żyła), to – mówiąc wprost – trochę mnie wyśmiali.

Bartek Popiel: Pokazywali Cię palcem?

Ola Budzyńska: Nie pokazywali. Byli na tyle kulturalni, że nie pokazywali. Dopiero później się dowiedziałam. Pół roku później dowiedziałam się, że w kuluarach uznano ten pomysł za TOTALNIE absurdalny. Mówiono, że to na pewno nie wypali. Że wrócę do tych standardowych szkoleń z „podwiniętym ogonem”.

Bartek Popiel: Powiedziałaś, że serwowałaś tego typu rzeczy mężowi często. Chciałbym nawiązać teraz do Twoich ostatnich wpisów, gdzie napisałaś apel do kobiet. Stwierdziłaś w nich, że robią wszystko.

To przewija się również między wierszami w poprzednich wpisach. Kładziesz olbrzymi nacisk na komunikację. Uważasz, że komunikacja jest problemem?

Kierujesz bloga głównie do kobiet. Czy Twój przekaz wynika z tego, że kobiety z reguły nie chcą bądź nie mogą zawalczyć o swoje i po prostu przyzwyczajają się do sytuacji?

Ola Budzyńska: Długo nie byłam tego świadoma. Wychowujesz się w jakimś środowisku, żyjesz w jakimś środowisku. Ja jestem przyzwyczajona do tego, że poniekąd wybieram sobie jakieś środowisko. Wybieramy sobie przecież znajomych.

I tak ja na przykład wśród swoich znajomych nie mam kobiet, które by nie żyły w partnerskich związkach. Tak jak pisałam: znam jedną kobietę, która robi wszystko. Poza tym, cała reszta to związki typowo partnerskie.

Jednak w momencie, gdy moje kursy stały się masowe (chyba mogę używać tego słowa, skoro obecnie w moim kursie uczestniczy ponad 800 kobiet) to zaczęłam mieć do czynienia z kobietami z każdego miejsca, z każdego systemu i z bardzo różnych związków.

Początkowo wydawało mi się to wręcz nie do pomyślenia, że tak jest, ale… no tak jest. I w tym momencie ja spotykam się z kobietami, które nie mają w swoich związkach tej komunikacji. Nie dlatego, że nie chcą. Dlatego, że tak było od zawsze. Po prostu w takim modelu się wychowały, w takim modelu żyły i w takim modelu żyją dalej.

Gdy dostają ode mnie informację: to porozmawiajcie o tym, to po drugiej stronie jest szok. Bo „jak to porozmawiać? Przecież w małżeństwie rozmawia się o dzieciach, o kasie, o problemach z pieniędzmi i o robocie. Ale że o jakichś potrzebach? O marzeniach?”

To jest uderzające. W wielu związkach w ogóle się o tym nie rozmawia.

Bartek Popiel: Przerażająca sprawa.

Ola Budzyńska: Trochę tak. Ale też dzięki temu mam poczucie misji. Bo teraz głośno o tym mówię, bo to – jeśli mówimy o zarządzaniu czasem i o organizacji – też ma ogromne znaczenie.

Bartek Popiel: W jakim stopniu? Dlaczego?

Ola Budzyńska: Ja kobiety buntuję.

Bartek Popiel: Tego wywiadu nie zobaczy moja żona.

Ola Budzyńska: <śmiech>

Dlatego zajmuję się organizacją czasu dla kobiet, bo ja ewidentnie je buntuję. Czasem się śmieję, gdy pisze do mnie jakaś korporacja, żebym zrobiła dla nich szkolenie.

Odpisuje im pytaniem, czy są świadomi, że ja buntuję kobiety. Przeciwko różnym rzeczom, ale jeśli chodzi o relacje, to ja mówię wprost: nie da się zrobić niczego. To jest oczywiste. Albo coś zmienisz i coś będziesz delegować, albo będziesz miała to, co masz i żadne polecenie Ci nie pomoże.

I co można zmienić? Komu można delegować? No… najbliżej jest do osoby, z którą żyjesz. Z którą jesteś w jednym systemie zwanym rodziną. Moje buntowanie odbywa się właśnie w tym sensie.

Buntuję też, bo pokazuję, że się da inaczej. Pokazuję, że to, że zostałaś wychowana w takim a nie innym modelu, to jeszcze nie oznacza, że już zawsze musisz w takim modelu żyć.

I tu pojawia się taki List Otwarty do Polskich Kobiet na zasadzie „czemu uważasz, że Twoim zadaniem jest zrobienie wszystkiego?”. Jest mnóstwo kobiet, które wcale tak nie uważają. I żyją. I też są szczęśliwe. I mają związki.

Bartek Popiel: Często mają lepsze związki!

Ola Budzyńska: Tak!

Bartek Popiel: Z moich obserwacji wynika, że tam, gdzie faktycznie jest ta rozmowa i gdzie facet nie wstydzi się wyjść z wózkiem, ten związek jest po prostu lepszy. Znam też i takie małżeństwa, gdzie jest sytuacja: „z żoną i z wózkiem jeszcze OK, ale sam tatuś ma prowadzać wózek po osiedlu? Nigdy w życiu”.

Mnie jednak sprawia to olbrzymią frajdą. Uwielbiam spędzać każdą wolną chwilę ze swoją córką. Wiem, że ten czas ulatuje. Widzę to z każdym wręcz tygodniem, jak ona coraz więcej mówi, jest coraz bardziej ruchliwa i wiem, że w pewnym momencie my pójdziemy na drugi plan. „Tato, weź daj spokój, weź mnie zostaw za rogiem, ja sobie dojdę do szkoły, nie rób obciachu”.

Apropos dzieci – czy takiej organizacji wymagasz też od swoich pociech? Czy narzucasz taki styl, jaki wprowadziłaś u siebie? Czy przerzucasz to na swoją rodzinę?

Ola Budzyńska: I tak i nie. Już Ci mówię, co mam na myśli.

Z jednej strony my – jako rodzina w całości, a więc dzieci także – musimy być bardzo zorganizowani. Choroba Jaśka nam to narzuca. Jemy o określonych porach, w związku z tym zawsze musimy wiedzieć, co będziemy robić o 16:30, bo to jest pora podwieczorku i musimy wtedy zjeść. Siłą rzeczy moje dzieci są zorganizowane w ten sposób.

Poza tym, małe dzieci nie mają jeszcze takiego ogarnięcia czasowego. Nie kojarzą, co to znaczy „za 3 godziny”. Moje dzieci – przynajmniej młodszy syn – nie ma pojęcia, co znaczy „za 3 godziny”, ale już wie, co to znaczy „po podwieczorku” albo „po drugim śniadaniu”. Wie, że to wszystko odbywa się w stałym rytmie.

W tym sensie jesteśmy zorganizowani.

Bardzo często jednak powtarzam, że dzieci są dobrze zorganizowane same z siebie. W pewnym momencie tracą tą umiejętność, ponieważ wchodzą do społeczeństwa i uczą się tego, co my im kładziemy do głowy, a niekoniecznie są to dobre rzeczy.

Bartek Popiel: Ale wymagasz, żeby na przykład chłopaki co wieczór układały równiutko co 3cm na półce wszystkie swoje resoraki? 😀

Ola Budzyńska: <śmiech bardzo bardzo>

Nie! 😀

Resoraki wszystkie idą do jednego pudła! Poza tym, ja w ogóle nie jestem fanatyczką porządku, więc nie mam problemu, że dzieci nie mają u siebie w pokoju jakiegoś niesamowitego porządku.

Na pewno mamy swój rytm dnia. Na pewno nie pozwalam na to, żeby w nocy dzieci mi się pałętały po mieszkaniu, bo dzieci mają o określonej porze spać. Też nie dlatego, że taka jest zasada. Dlatego, że ja wieczorem chcę mieć swoje życie i chcę sama z mężem pobyć. W związku z tym dzieci idą spać. Ale to, co jest dla mnie ważne, to to, żeby zauważać w swoich dzieciach ich naturalną organizację.

My myślimy, że dobra organizacja to jest harmonogram, planowanie, checklisty i choćby się paliło i waliło to odhaczasz kolejne punkty „to do” i nieważne, że już ledwo żyjesz, że zasypiasz na stojąco. „Niee, mam checklistę!”.

Takie coś nie ma nic wspólnego z dobrą organizacją. Dobra organizacja opiera się o naszą energię. To podstawa dobrej organizacji: to, czy ja w ogóle mam siłę. To się bierze z tego, czy odpoczywamy, czy się bawimy, czy mamy jako-tako zachowaną równowagę.

U dzieci to jest naturalne. Wstają, gdy są wypoczęte, a kładą się spać, gdy są zmęczone.

Dorośli znowu odwrotnie. W nocy jeszcze cisną, chociaż już padają na twarz. Wstają wcześnie rano, żeby jeszcze tej godzinki urwać.

Więc zachęcam, by obserwować swoje dzieci i uczyć się od nich.

Bartek Popiel: Tak samo jest z jedzeniem, prawda? Dziecko zje tyle, ile potrzebuje. To my później jemy oczami.

Ola Budzyńska: Tak. Tyle tylko, że w tym przypadku wkrada się ta negatywna socjalizacja. I to się dzieje coraz wcześniej. I mamy 3letnich dzieci skarżą się, że nie mogą swoich pociech oderwać od tableta.

No tak, bo jak dziecko poznało tableta w wieku roku, to nic dziwnego, że już nie ma tego naturalnego rytmu. Już wchodzą w wyuczony rytm społeczny.

Jasiek teraz poszedł do szkoły. Jest w drugiej klasie, więc siłą rzeczy też mamy jakiś rytm – wraca ze szkoły, lekcje są do odrobienia, dwa razy w tygodniu chodzi na ścianę wspinaczkową. Oczywiście w związku z tym jest jakaś tam organizacja, ale dla mnie organizacja i zarządzanie sobą w czasie nie są celami samymi w sobie.

Tu nie chodzi o to, żeby być po prostu zorganizowanym. Dla mnie to jest środek do celu. Celem jest to, żebyśmy byli radośni i szczęśliwi. Żebyśmy żyli tak, jak chcemy żyć. Organizacja ma nam w tym pomóc.

Bartek Popiel: Ola, apropos organizacji i tego, że prowadzisz własny biznes.

Demonizuje się często pracę etatową na rzecz zakładania własnej firmy. Mówi się: bądź wolny, niezależny, zostań freelancerem, miej swój biznes itp.

Czy Tobie praca dla korporacji i praca w większych firmach pomogły Ci, kiedy rozpoczynałaś prowadzenie swojej firmy?

Ola Budzyńska: Wiesz co? Bardzo dużo osób – mówię tu o Pani Swojego Czasu – patrzy tylko na ten wycinek dwóch ostatnich lat. Takie osoby pytają mnie wtedy: 2 lata i tyle już jest? Woooow! Ja też bym tak chciała! Jak to zrobiłaś?

Natomiast ja jestem absolutnie przekonana, że nie byłoby Pani Swojego Czasu, gdyby nie było tego wszystkiego, co było wcześniej. Gdyby nie było tych doświadczeń, tych porażek, tych wtop i całego tego bagażu, który ze sobą niosę. Nie mówiąc już o tym, że w tym momencie owszem, buduję trochę Panią Swojego  Czasu w kontrze do takiego standardowego życia i zarabiania.

W kontrze w tym sensie, że szkolenia, które realizuję w ramach Pani Swojego Czasu, są zupełnie inne od tych, które realizowałam dla korporacji.

Bartek Popiel: Ale czy doświadczenie z minionych prac pomaga Ci teraz?

Ola Budzyńska: Tak, jak najbardziej!

Wychodzę z założenia, że z każdej pracy można coś wynieść. Nawet z takiej, która w tym momencie wydaje nam się bezsensowna. Taka, z której nie płynie dużo pieniędzy i czasem może nam się wydawać, że niewiele się uczymy.

Ja jestem jednak przekonana, że stojąc w McDonaldzie i sprzedając frytki można się uczyć. Można się doskonalić w tym, co się robi. I gdy ja pracowałam dla korporacji, to nauczyłam się chociażby tego, jak działają tego typu firmy. Że to są jakieś sytemy. Uczyłam się tego, gdzie można coś zrobić, a gdzie nie można czegoś zrobić. Dowiadywałam się tego bezpośrednio od osób tam pracujących.

Co jest taką procedurą, którą absolutnie nie naruszysz? A co jest tylko Twoim przekonaniem, że nie można tego naruszyć?

W tym momencie niesamowicie pomagają mi te lekcje wyciągnięte z korporacji. Wśród kobiet, które szkolę, są bardzo różne kobiety. Są takie, które mają swój biznes, są takie, które pracują w domach, ale są też takie, które pracują w korporacjach.

I gdy piszą mi: „słuchaj, tego nie da się zrobić!”, to mi się zapala czerwone światło. Oczywiście są rzeczy, których nie da się zrobić, nie przepchniesz tego, choćbyś nie wiem jak wysoko uderzył, ale są takie rzeczy, które są tylko naszym przekonaniem. Nam się wydaje, że czegoś nie da sie zrobić, bo po całej korporacji chodzi taki mit, że to niewykonalne. A jak zaczniesz grzebać i dłubać i drążyć i pytać: „okej, to kto to zrobił i dowiedział się i usłyszał: <<nie, nie wolno. Nie da się. Nie ma zgody na to>>?”, to okazuje się, że nie ma takiej osoby.

Że to tylko przekonanie fruwające pod sufitem, że to niemożliwe. To bardzo często jest gdzieś w nas, w środku.

To mi pomaga nie akceptować tego, kiedy ktoś pisze: „nie da się”.

Jak pisze, że się nie da, to myślę, że warto się zastanowić nad tym, na ile się nie da, a na ile tutaj można coś zmienić, podłubać.

Bartek Popiel: Spotykasz się z jedną ze swoich czytelniczek powiedzmy na kawce, przypadkowo. Kończymy tą rozmowę, pakujemy się i nagle wchodzi jakaś kobieta i mówi: O, Ola! Znam Cię! Czytam! Słuchaj, poznałam Cię 2-3 dni temu i potrzebuję takiego fundamentu. Od czego zacząć bycie Panią Swojego Czasu? Albo Panem Swojego Czasu? 😀

Takie totalne fundamenty. Masz doradzić komuś, kto jest w totalnym chaosie. 3 rzeczy, dzięki którym taka osoba szybko zobaczy przełożenie na rzeczywistość… co byś powiedziała?

Ola Budzyńska: Najgorsze jest to, że zaczyna się od najtrudniejszego i niestety nie da się inaczej. „Jestem zapracowana, mam mało czasu, co ja mam zrobić?” – kiedy słyszę coś takiego, zawsze pytam: a po co ci więcej czasu?

I – paradoksalnie – nie jest to proste pytanie. Bo ludzie myślą: „Jak to po co? Bo się nie wyrabiam! Bo mam dużo do roboty, a potrzebuję zrobić jeszcze więcej!”

Ale pytanie: po co ci więcej czasu? Po co ci być zorganizowaną?

Bartek Popiel: I po co to „więcej”?

Ola Budzyńska: To już w ogóle! Wiadomo, że nie musisz „więcej”, bo to jest droga donikąd! „Więcej” zawsze przecież można.

To jest trudne pytanie, bo to pytanie o cele i o priorytety. Tak jak mówiłam: celem nie jest bycie zorganizowaną. Celem nie jest posiadanie harmonogramu. Celem jest [i teraz tutaj włóż twój cel]. Bo ja nie wiem co jest twoim celem.

Bartek Popiel: Mieć czas na jogę?

Ola Budzyńska: Na przykład, tak. Albo: mieć szczęśliwe życie. To jest bardzo, bardzo ogólny cel, ale jak się go przełoży na praktykę, na taką codzienność…

Bartek Popiel: No właśnie – to może być joga, czas na książkę, na bieganie…

Ola Budzyńska: Tak! Na przykład moim takim celem jest utrzymanie statusu quo, jaki mam teraz. Ja nie mam jakichś przyszłościowych, mitycznych celów, do których dążę. To, co chciałabym mieć, to to, co mam teraz.

Przekładając to na praktykę to są to niesamowicie przyziemne sprawy. Na przykład to, że ja o godzinie piętnastej odbieram dzieci ze szkoły i przedszkola.  Ja to chcę utrzymać.

Bartek Popiel: Czyli nie chcesz, żeby jakaś wynajęta pani to robiła…

Ola Budzyńska: Dokładnie. Ja sama chcę to robić. Mnie to sprawia przyjemność.

Ja nie chcę być zorganizowaną po to, żeby być zorganizowaną i czerpać przyjemność  z tego, że mam harmonogram i odhaczam sobie kolejne punkty. Chcę być zorganizowaną właśnie po to, żebym o piętnastej mogła wyjść z domu i odebrać swoje dzieci. A potem, jak wracam do domu, to żebym nie musiała wracać do pracy i siadać przed komputer, tylko być z dziećmi. I żebym wieczorem nie musiała nadrabiać roboty, tylko tym razem z mężem spędzić trochę czasu.

Bartek Popiel: Czyli pierwszym takim pytaniem, jakie usłyszałaby od Ciebie kobieta chcąca poznać fundamnty bycia zorganizowaną, jest: po co chcesz być bardziej zorganizowana? Po co ci więcej czasu?

Ola Budzyńska: To jest inaczej ujęte pytanie o cele i priorytety. Ogromna ilość kobiet (mówię o kobietach, bo to z nimi się spotykam) nie ma zielonego pojęcia, jaki jest ich cel. Ja tutaj naprawdę nie mówię o celach niesamowicie długoterminowych w stylu: dziesięcioletnia perspektywa zawodowa.

Mogą to być krótkie cele, np.: jak ja się chcę czuć. To są takie pytania, że Jezus Maria… Można w odpowiedzi usłyszeć: „ja od pięciu lat nie myślałam o tym, jak chcę się czuć! W tym momencie jestem tak sfrustrowana i zarobiona, że… nikt mnie o to nie pytał! Ja sama się o to nie pytałam!”

To jest pierwsza sprawa.

Druga sprawa to coś, czego kobiety w ogóle nie kojarzą z tematyką zarządzania sobą w czasie. Bo w tym momencie myślą: „jak ja mam to teraz wszystko zaplanować? Jak to wcisnąć w ten plan, a potem w życie?”

Ja w tym momencie mówię: ale halo halo! Stop! Najpierw się przyjrzymy czemuś, co nazywam nawykami fundamentalnymi. Nawyki fundamentalne to jest to, ile śpimy, co jemy i pijemy i czy się ruszamy.

Bartek Popiel: Dlaczego to jest dla Ciebie aż tak istotne?

Ola Budzyńska: To nie jest DLA MNIE istotne! To jest dla człowieka isotne! Dla istoty ludzkiej.

Kobiety bardzo często mnie pytają: Ola, a jak ja mam sie zmobilizować do działania? Co ja mam zrobić, żeby tak rano usiąść i żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce?

Ja zadaję wtedy pytanie: a ile godzin dzisiaj spałaś?

Słyszę wtedy: ale halo… co to ma do rzeczy?

Ano to ma to do rzeczy, że jak jesteś zmęczona i niewyspana, to choćbyś stanęła na głowie i pomachała nogami, to nie będziesz zmobilizowana, bo nie masz energii! My do działania potrzebujemy podstawy. Podstawą jest energia. Po prostu. Jak my tej energii nie mamy, to jesteśmy wypompowane, jesteśmy zmęczone i co robimy? Wrzucamy w Google: jak się zmobilizować do działania? I w ogóle nam do głowy nie przychodzi, że ten problem płynie z niewyspania!

To też dlatego, że kobiety czasem mówią: ja śpię cztery godziny na dobę i ja nie jestem śpiąca w ciągu dnia.

Okej. Ale dlaczego? Bo myślą, że bycie śpiącym jest wtedy, kiedy pada się na twarz, zasypia się na stojąco. Natomiast bycie zmęczonym to nie jest to, że padasz na twarz, tylko właśnie to, że nie masz siły do działania. Nie masz energii. Nie masz entuzjazmu.

Niektórzy pytają mnie: skąd bierzesz tą energię? Odpowiadam wtedy: to proste. Śpię. Po prostu śpię. Jestem zmęczona – idę spać, a nie dowalam sobie jeszcze bardziej, z czego bierze się później błędne koło.

Bo jak nie masz energii do działania w ciągu dnia, to wydaje ci się, że nadrobisz w ciągu dnia. No i znowu siedzisz wieczorem i to jest takie błędne koło.

Dalej: to jak się odżywiamy. Ja nie chcę się rozwodzić na ten temat, bo to podstawy, ale… to jest paliwo! Z tego jesteśmy zbudowani.

Bartek Popiel: Czyli sen, jedzenie i ruch.

Ola Budzyńska: Naturalna oksytocyna. Czasem mówię, że im więcej energii spalasz, tym więcej tej energii do Ciebie przychodzi. Oczywiście jest pewien limit. Mój mąż, który jest zapalonym, zaawansowanym sportowcem (jeździ np. 8km na rowerze non-stop), to wiadomo – jak wróci po takiej całodziennej jeździe, to już nie będzie miał więcej energii. Ale standardowy, „poranny rozruch” jest jak najbardziej wskazany. Więc to.

I dopiero trzecim elementem, o który pytasz, są plany, harmonogramy i wszystko inne narzędzia służące temu, żeby nasz cel, o którym wcześniej mówiliśmy, przełożyć sobie na konkret.

Mówiłam, że można mieć np. cel: „chcę być szczęśliwy”. Fajny „cel” – w cudzysłowie, bo dopóki jest on na zasadzie „bycia szczęśliwą” i codziennym chodzeniu i rozmyślaniu „chcę być szczęśliwa” to spoko, ale dopóki nie przełożymy tego na konkret, co to oznacza dla ciebie dzisiaj, to to jest tylko i wyłącznie frazes. Pusty slogan.

Jeśli mamy ten cel i przełożymy go na konkretne działania, zrobimy z tego jakiś plan, to wtedy mamy podstawę do działania.

Bartek Popiel: Przy czym to nie muszą być wielkie rzeczy. Moim takim elementem szczęścia w ciągu dnia jest wypicie kawy. Dla mnie to rytuał, to takie małe święto. Nie piję kawy rano, ale przychodzi godzina dziesiąta-jedenasta, jest kawa, ma być spokój, zjem sobie jakiegoś łakocia.

Ja też pracuję w domu, więc schodzę do kuchni, piję kawkę, rozmawiam z żoną, trochę się pobawię z córką i tak dalej. Jest to coś, o co bardzo dbam. Kiedyś sobie tego nie uświadamiałem. Nie miałej tej świadomości, że jak tego zabraknie, to ten dzień jest dla mnie niepełny.

To często małe rzczy. Co to znaczy „być szczęśliwym”? Dla mnie – napić się kawy. Jest wtedy święta zasada: media sio! Nie ma, że laptop, radio, telewizor. Po prostu cisza. Siadamy. Gadamy.

Bardzo też dbam o to, żeby jedząc razem obiad przy stole mieć wyłączony telewizor.

Dla mnie to właśnie momenty szczęścia. Czy Ty też to rozpatrujesz w takim konkteście?

Ola Budzyńska: Tak! Jak najbardziej! Ludzie myślą, że bycie szczęśliwym to jakieś niesamowite coś, a to jest przecież właśnie taka kawa!

Swoją drogą – ja dokładnie o tej samej porze piję pierwszą kawę 😀 Jest więc między nami jakieś pokrewieństwo. Też nie piję kawy rano, tylko na pierwszej „przerwie”.

Jak najbardziej to nie jest coś niesamowicie wielkiego, tylko takie zwyczajne, przyziemne rzeczy. Na przykład to, że o piętnastej mogę iść odebrać dzieci ze szkoły. Można tego nie rozpatrywać w kategorii niby-wielkiego-szczęścia, ale dla mnie to JEST ogromna radość!

I teraz kim jesteś, żeby to podważać? Mnie to daje radość i już.

Bartek Popiel: To jest Twoje szczęście! Dla kogoś innego to już może być udręka, ale dla Ciebie to szczęście.

Ola Budzyńska: Tak. I to jest to, czego ja uczę kobiety. Bo kobiety niesamowicie często porównują swoje cele życiowe. Można wtedy na przykład usłyszeć: „o nie, bo ja mam taki nieznaczny i taki mały cel i mnie w zasadzie sprawia radość to, że spędzam czas w domu. Że nie pracuję, jestem w domu, prowadzę dom, no ale teraz jest tak, że każdy musi mieć swój biznes i to, co robię, jest takie nie bardzo”.

Ale kto ci powiedział, że ty masz mieć inny cel? To jest twoja sprawa!

Kiedy kobiety przychodzą do mnie i ze mną pracują, to ja nigdy nie kwestionuję ich celów! To jest ich! To one o tym decydują! Ja mogę co najwyżej pomagać im w dojściu do tego celu. W życiu przecież nie powiem żadnej kobiecie: „nie, to jest kiepski cel życiowy. Weź sobie wymyśl inny, bo ten jest nie-teges”. Absolutnie nigdy tak nie zrobię. Nasz cel to nasza, indywidualna decyzja.

DRUGA CZĘŚĆ WYWIADU WKRÓTCE.

Zostań Panią / Panem Swojego Czasu! – wywiad z Olą Budzyńską cz.1
5 (100%) 2 votes