Dlaczego jesteśmy szczęśliwi? – badania Harvardu

powody-szczescia

Gdybym spotkał Cię dzisiaj na ulicy i zapytał: “Jesteś szczęśliwy? Jesteś szczęśliwa?”, to… jaka byłaby Twoja odpowiedź?

Mam gorącą nadzieję, że bez cienia wątpliwości i chwili zawahania usłyszałbym z Twoich ust: “Tak, oczywiście, jestem!”.

Mam nadzieję, że po tym “tak” nie nastąpiło żadne “ale”.

Mam nadzieję, że w trakcie tej krótkiej chwili, której potrzebowałbyś do namysłu nad moim pytaniem, wspomnienie wszystkiego co robisz i osób, jakie Cię otaczają, byłoby dla Ciebie impulsem do szczerego uśmiechu. Uśmiechu, który natychmiast zakwitłby na Twoich ustach.

To jak?

Jesteś szczęśliwy?

Ja co prawda nie mam w zwyczaju bombardować napotkanych ludzi podobnymi pytaniami (przynajmniej “na żywo”), ale na szczęście współczesna nauka nie ma przed tym żadnych oporów 

Opowiem Ci teraz o pewnym projekcie, który stanowi dla mnie olbrzymią inspirację. Pod wpływem m.in. wyników tych badań propaguję bardzo prostą strategię podejmowania decyzji na temat tego, co powinienem robić, by… być szczęśliwym.

By czuć, że to, co robię, ma sens.

U mnie sprawdza się to od lat i mam nadzieję, że z Tobą będzie podobnie. Zwłaszcza, że wdrożenie w życie tej metody zajmie Ci dosłownie kilka minut!

Ale po kolei.

Zacznijmy od dokonań współczesnej psychiatrii.

The Harvard Study of Adult Development to najdłużej trwające badanie (75 lat!) w historii ludzkości, które jest poświęcone… szczęściu. Tak, temu efemerycznemu “czemuś”, co nie daje się zamknąć w żadnej definicji, czego nie da się zmierzyć żadną miarą, do czego nie została stworzona żadna jednostka.

Te badanie to kilka pokoleń naukowców, 724 osoby zaangażowane w projekt od jego początków. I przede wszystkim wyniki, które mogą zaskoczyć, choć paradoksalnie zbyt odkrywcze nie są.

Jestem pewny, że niejedna babcia, dzieląc się z nami swoją mądrością (którą tak bardzo lubimy puszczać mimo uszu 😉 ), mogła wygłosić opinię bardzo zbieżną z wnioskami, do których doszli współcześni badacze.

Bo wiecie, kto spośród wspomnianych 724 ludzi, którzy zostali poddani badaniu odczuwał najwięcej szczęścia?

Osoby, które dbają o dobre relacje z innymi!

TAAA DAAAAA!!!

Tylko tyle i aż tyle!

Badania wykazały oczywistą korelację między dobrymi relacjami z bliższym i dalszym otoczeniem, a zdrowiem, dobrym samopoczuciem, długością życia.

Nie wiem, czy nie umknęło to Twojej uwadze, ale nie ma tu mowy o czymś takim jak “luksusowy samochód”, “równo przystrzyżony trawnik” czy “tysiące nadgodzin spędzonych w biurze przy śmieciowym jedzeniu i z kiszką poskręcaną ze stresu”. Przypadek? Cóż… nie sądzę.

Jednak wielu z nas przed oczami, przez całe swoje życie, ma tylko jedno: pieniądze. I więcej pieniędzy. I jeszcze więcej. Oczywiście nie mówię, że pieniądze są czymś złym! Znacie mnie na tyle, by wiedzieć, że jestem cholernie daleki od podobnych opinii.

Mamy prawo wieść dostatnie życie, prowadzić świetnie prosperujące biznesy.

Pamiętajmy jednak, że dobre, szczere relacje, udane związki, serdeczne rozmowy z przyjaciółmi… one nie wymagają kilku zer na koncie. One wymagają Twojego zaangażowania. I czasu.

A to, jak go wykorzystasz, zależy tylko od Ciebie.

I teraz przechodzimy do metody, która pomaga mi od wielu lat podejmować właściwe decyzje.

Jeśli nie wiem, co powinienem robić, w jaki projekt zaangażować swój czas i energię, sięgam po “piramidę produktywności”. 5 minut poświęcone na analizę swojej sytuacji z wykorzystaniem bardzo prostego i intuicyjnego narzędzia pozwala mi przekonać się, jakie kolejne kroki podjąć, by na pytanie “czy jesteś szczęśliwy?” móc odpowiedzieć z pełnym przekonaniem: “tak!”.

Żeby była jasność: nie twierdzę, że “piramida produktywności” rozwiąże wszystkie Twoje problemy. Wprost przeciwnie. Jestem pewny, że jeśli nigdy nie zastanawiałeś się na tym, w co angażujesz swoją energię, na co poświęcasz czas… jeśli nigdy nie analizowałeś relacji pomiędzy tym, co robisz a tym, jak się czujesz… to wtedy droga w zastosowaniu tej techniki nie będzie na początku usłana różami. Może uderzyć Cię prosto w twarz. I trochę sponiewierać. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Ale warto.

Bo kiedy już się otrząśniesz, kiedy przeprowadzisz to ćwiczenie z chłodnym umysłem, będziesz wiedział, co robić i jakie kroki podjąć, by za jakiś czas móc z pełnym przekonaniem powiedzieć “jestem szczęśliwy”. Wtedy wspomnienia tego, co robisz na co dzień i czym wypełniasz swój czas będą źródłem Twojej prawdziwej satysfakcji i radości.

Oraz gwarantem tego, że za kilkadziesiąt lat, na bujanym fotelu, Twoją twarz będzie rozjaśniał uśmiech (choćby bezzębny 😉 ).

Tak mówią badania, tak mówi zdrowy rozsądek. My też nie bójmy się tego powiedzieć. Naszym znajomym także (co możemy uczynić w prosty sposób poprzez przycisk “udostępnij” pod poniższym postem, do czego gorąco zachęcam już teraz!). A później wcielajmy to w życie.


Post pojawił się w pierwotnej wersji na naszym Fanpage’u: