Jesteśmy towarem social mediów?

facebook-testy

Panie i Panowie – poniższe informacje dla wielu z was mogą być lekko szokujące. I bardzo dobrze! Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że jesteśmy tylko towarem dla największych portali społecznościowych.

Posłuchajcie tej historii:

Wszystko zaczęło się w okolicach Bożego Narodzenia 2011 roku. To już był czas gdzie w smartfonach na dobre zagościły aparaty fotograficzne, a Facebook ugruntował swoją dominującą pozycję na rynku.

Jednak to właśnie w tym czasie – w okresie między Wigilią a Sylwestrem – na FB została wrzucona rekordowa liczba zdjęć.

Wiadomo:

Święta, prezenty, rodzina, „Na stół wjechały karpie”, „A u was prezenty przynosi Gwiazdka, Mikołaj, czy Gwiazdor?”

Jednocześnie był to też czas, gdzie nasz niebieski hegemon zaczął regulować politykę wrzucanych zdjęć. Mówiąc dosłownie: wszelka golizna, treści obraźliwe, szkalujące kogokolwiek zostały zabronione.

Żeby ułatwić sobie robotę, koło każdego posta mamy menu, w którym możemy zgłosić naruszenie zasad.

I właśnie w tamtym okresie liczba zgłoszeń od użytkowników, że niby ktoś wrzucił zdjęcie naruszające zasady była ogromna. Chcąc rozpatrzyć wszystkie zażalenia z dnia na dzień potrzebne by było kilka tysięcy nowych pracowników. Do tego zajmowaliby się oni TYLKO I WYŁĄCZNIE PRZEGLĄDANIEM ZGŁOSZEŃ!

Nieźle, co?

Jednak już po wstępnych oględzinach okazało się, że 97% ich przypadków dotyczy zdjęć, które nie łamią regulaminu.

Przykładowo zdjęcie, na którym jest cała rodzina ubrana w te śmieszne, świąteczne sweterki zgłaszano jako „Nagość”, albo „Dręczenie”.

Jak to? O co zatem chodzi?

Facebook wysłał do użytkowników ankietę  z pytaniem: „Co z tym zdjęciem jest nie tak?”. Okazało się, że zgłaszający najczęściej sami byli na tych zdjęciach i wrzuciło je np. ich rodzeństwo nie pytając o zgodę 😀

Wtedy inżynierowie firmy zaczęli intensywnie drążyć sprawę.

I TU ZACZYNA SIĘ JAZDA BEZ TRZYMANKI!

Dodano np. pytanie: „Jakie uczucie wywołuje w Tobie to zdjęcie?” . Z opcji odpowiedzi można było wybrać: „żenujące”. Zaznaczało ją 50% zgłaszających.

Po dodaniu krótkiego słowa „to” wskaźnik skoczył do 78%! Tak. Różnica pomiędzy “żenujące”, a “to żenujące” wyniosła 28 punktów procentowych!

Jednak sprawa nadal nie była prosta, bo wrzucone zdjęcia nie łamały regulaminu. Dlatego uwzględniono możliwość, by zgłaszający mógł skontaktować się z autorem zdjęcia i poprosić go o jego usunięcie.

FB pytał: „Chcesz, aby znajomy usunął zdjęcie?”

Jeśli odpowiedziało się „tak” to pojawiało się okienko na wiadomość. Problem w tym, że tylko 20% osób cokolwiek tam wpisało. Wiadomo, jesteśmy leniwi i nam się nie chce.

Dlatego w następnym kroku inżynierowie sami dodali tekst:

„Cześć, nie podoba mi się to zdjęcie. Usuń je”.

I nagle z 20% osób, które cokolwiek napisało do znajomych zrobiło się 50%.  Tylko dlatego bo dostaliśmy gotowiec.

Potem zaczęto testować KAŻDE JEDNO SŁOWO w tym komunikacie i obserwowano wyniki.

Dodanie imienia podniosło wskaźnik o kolejne 7%. Czyli: „Cześć Marek. Nie podoba mi się to zdjęcie. Usuń je”.

Następnie umieszczono słowo „proszę” i komunikat brzmiał tak: „Cześć Marek. Czy mógłbyś, proszę, usunąć to zdjęcie?”. To spowodowało skok o kolejne 4%.

Czy ta zabawa kiedykolwiek się skończyła? Moi Drodzy…Otóż nie.

To trwa po dziś dzień!

Ogromne sztaby ludzi w których są: informatycy, profesorowie i doktorzy psychologii, inżynierowie zachowania, analitycy nieustannie coś testują i sprawdzają.

Testowany jest rozmiar czcionki, rozmiar zdjęć, kolory, rozmieszczenie przycisków, format video, kolejność reakcji (np. przycisk reakcji WOW, w tym momencie u części użytkowników fb może być zamieniony z Ha Ha. Sprawdza się czy ta zmiana wpłynie na ilość klikniętych reakcji WOW, czy też zostanie bez zmian) i wiele, wiele innych rzeczy.

Facebook wie o nas i naszych zachowaniach znacznie więcej niż my sami wiemy o sobie. Wie ile dziennie czasu spędzasz u nich na smartfonie, a ile na komputerze. Kiedy częściej oglądamy video w całości, a kiedy je zatrzymujemy, czy oglądamy live’y, czy ich zapisy.

Te sztaby badaczy wiedzą, czy klikakamy, a może komentujemy. Czy dajemy lajeczki, czy tylko obserwujemy, a nasza aktywność jest znikoma.

Mało tego: potrafią przewidzieć takie detale jak rozwód pary szybciej niż decyzję o rozwodzie podejmie sama para!

Jak to możliwe?

A no na podstawie ilości wrzucanych wspólnie selfie. Jeśli para wrzucała ich dość dużo (np. raz w tygodniu), a potem nagle przestaje, to na podstawie miliardów danych z dużą dokładnością fb potrafi przewidzieć, że w ciągu kilku miesięcy status u któregoś z partnerów zmieni się z „w związku” na „to skomplikowane” 😀

Dla jasności: ja nie jestem wrogiem social mediów. Lubię sobie od czasu do czasu przejrzeć co tam u znajomych. Social media pomagają mi w promocji mojej działalności.

Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że one mają swoją ciemną stronę. Musimy być świadomi tego, jak destrukcyjny mają one wpływ na nasze skupienie i koncentrację.

I możemy się zarzekać, że „od jutra to twarda dyscyplina”. Jednak prawda jest brutalna: przy takiej ilości badań jakie są wykonywane, przy takiej ilości danych jakie przetwarzają portale społecznościowe nie mamy z tą ogromną machiną szans. Trzeba podjąć zupełnie inne kroki, bo poleganie na naszej silnej woli, to zdecydowanie za mało.

Statystyki pokazują czarno na białym, że już dzisiaj ze smartfonów korzystamy średnio 2 godziny i 51 minut każdego dnia. Jasne: część z nas załatwia ważne sprawy, ale większość tego czasu jest trwoniona na kompletne bzdury.

Po co to wszystko?

A no po to, żebyśmy bywali tutaj częściej. Bo jak jesteśmy częściej to:

  1. za każdym razem wiadomo o nas i naszych preferencjach jeszcze więcej
  2. im więcej o nas wiadomo, tym bardziej dopasowane reklamy można nam pokazywać
  3. jak spędzimy tam nie 5 minut, a 40, to po prostu można pokazać nam tych reklam więcej 😀

Mówiąc wprost: JESTEŚMY TOWAREM. Przehandlowaliśmy nasze dane i naszą prywatność. To jak wiele osób w ostatnim czasie korzystało z aplikacji FaceApp, która nas postarzała pokazało jak na dłoni jak łatwo i bezrefleksyjnie dajemy dostęp do swoich zdjęć, kontaktów, filmów.

Social media są świetną platformą wymiany informacji, kontaktów, zdobywania wiedzy, promocji. Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że po przekroczeniu pewnych granic niszczą one naszą koncentrację, skupienie i dyscyplinę.

Jesteśmy rozkojarzeni, przytłoczeni i zmęczeni. Gdy patrzymy na listę wykonanych ważnych zadań, to wygląda to kiepsko.

Mamy gorsze wyniki w biznesie i karierze zawodowej niż moglibyśmy mieć. To z kolei wywołuje w nas frustrację i poczucie winy.

I jak nam tak smutno i źle, to chcemy się pocieszyć oglądając… ładne zdjęcia na Insta.

I koło się zamyka.

Już nie wspomnę o tym, jak ciągłe przesiadywanie w telefonie wpływa na relacje rodzinne.

Właśnie o tym nagraliśmy ostatnio bardzo mocny materiał. Bałem się go trochę opublikować, bo jest nieco osobisty, ale uznałem, że sprawa jest naprawdę poważna i warto dołożyć swój kamyczek, aby coś zmienić.

Patrząc po komentarzach na blogu widzę, że warto było zaryzykować. To nagranie (jest też wersja tekstowa) niektórym zafundowało nie tyle chwilę refleksji, co wręcz totalne trzęsienie ziemi.

Jeśli jeszcze nie widzieliście tego materiału, to zapraszam. Link poniżej:
⬇⬇⬇
http://bit.ly/CoSieNaprawdeLiczy

* Historia o eksperymentach FB z 2011 roku została opisana znacznie szerzej i z większymi szczegółami w książce Miłosza Brzezińskiego „Wy wszyscy moi ja”, której lekturę bardzo polecam

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o