Silna wola? Mam coś lepszego!

Czy wierzysz w swoją silną wolę? Wielu chciałoby od razu odpowiedzieć: „TAK!”, ale… zanim zdążą otworzyć usta, ich pamięć zacznie przywoływać kolejne wspomnienia:

  • nocne buszowanie po lodówce;
  • ten „jeden film na youtubie”, który przeciągnął się na cały wieczór;
  • to „szybkie sprawdzenie facebooka”, które podstępnie wycięło dwie godziny z życiorysu.

Skąd my to znamy? 😉

No a jak jest z Tobą?

Czy bez cienia wątpliwości naprawdę wierzysz w silną wolę?

Chcę Ci wyznać, że ja w swoją nie wierzę. A już na pewno wcale na nią nie liczę.

Bo silna wolna jest jak kot – chodzi swoimi ścieżkami. I mam wrażenie, że te ścieżki nie zawsze pokrywają się z drogą, którą chcę przebyć.

Silna wola raz jest, a za chwilkę sprawia wrażenie, jakby jej nigdy nie było. Znika bez śladu. Trudno ją traktować jak solidnego partnera, na którą zawsze można liczyć, prawda?

Jak więc mogę od niej uzależniać swoje powodzenia w relacjach, w biznesie?

Dlatego ja już dawno postanowiłem działać tak, żebym nigdy nie musiał liczyć na własną silną wolę. Na co dzień wychodzę z założenia, że jej po prostu nie ma. I uważam, że to naprawdę wiele ułatwia.

Gdy ostatnio podzieliłem się tą refleksją z jednym z moich klientów, zderzyłem się ze zwątpieniem.

„Bartek, ale jak w takim razie realizujesz tyle projektów bez silnej woli? Jak Ty to robisz, że tyle się u Ciebie dzieje? Tutaj premiera kursu online, tutaj nowy artykuł, tutaj cały czas nowe posty na Facebooku? Jak to niby robisz bez silnej woli?”

Prawdę mówiąc, odpowiedź jest krótka. I prosta.

Otóż jestem pewny, że w moim przypadku to właśnie ten brak silnej woli jest kluczem do sukcesu.

Bo patrz: gdybym liczył na to, że jutro wstanę pełen energii i motywacji, by z pieśnią na ustach rozpocząć swój poranny rytuał, później żwawym krokiem przemierzyć drogę do biura i pełen niczym niezmąconej koncentracji rozpocząć swój ośmiogodzinny dzień pracy, w trakcie którego zrealizuję wszystkie punkty z mojej ToDo listy….

To skończyłoby się to frustracją i rozczarowaniem, że nic z tego planu się nie udało.

Myślałbym pewnie, że „jestem beznadziejny”, że „niczego nie potrafię dowieźć do końca”, że „nie potrafię realizować planu”.

Dlatego ja zakładam sytuację odwrotną:

  • Że nie będzie mi się chciało wstać rano z łóżka.
  • Że nie będzie mi się chciało ćwiczyć. Że nie będę miał ochoty przejmować się takimi “drobnostkami” jak poranne picie wody.
  • Że nie będzie mi się chciało wyjść z domu do biura.
  • Że po przyjściu do biura ostatnie, o czym będę marzył, to odpalenie komputera, przygotowanie kursu, odpisywanie na wiadomości moich klientów, nagrywanie wideo, robienie map myśli…

To jest oczywiście skrajny przypadek, bo po prostu uwielbiam to, co robię i z reguły naprawdę idę do pracy uśmiechnięty od ucha na samą myśl, że już zaraz robota zacznie mi się palić w rękach!

Ale sam dobrze wiesz, że nawet jeśli kochasz swoją pracę, to zdarzają się dni, kiedy wstanie z łóżka wydaje się nadludzkim wysiłkiem, nic nie idzie po Twojej myśli, a Ty masz ochotę usiąść w kącie, odpalić Netflixa i magicznie sprawić, by ten cholerny dzień się już skończył.

Więc ja sobie wyobrażam, że taki właśnie dzień mnie czeka.

I później zastanawiam się, co muszę zrobić, żeby pomimo wszystkich tych przeszkód zrealizować swój plan i zbliżyć się do osiągnięcia moich celów.

Świadomie stwarzam warunki do tego, by zrobić wszystko, co sobie zaplanowałem.

Nie pozwalam sobie liczyć na przypadek.

Projektuję swoje środowisko tak, by przejść przez określony proces, który doprowadzi mnie tam, gdzie chce. Niezależnie od tego, czy moja silna wola będzie miała ochotę się pojawić, czy akurat tego dnia postanowi mieć mnie gdzieś.

  •  Kiedy wstaję, ubranie do porannej gimnastyki jest przygotowane. Czasem wręcz potykam się o buty do biegania! No i nie muszę przekopywać szuflad w poszukiwaniu skarpet. Wszystko jest pod ręką. Nie ma wyjścia – trzeba iść pobiegać.
  • Woda? Już na mnie czeka. Kilka powolnych łyków, by zwalczyć odwodnienie po nocy i poranny rytuał jest prawie dopełniony. Nie ma czasu na zastanawianie się nad tą kwestią. Jest woda, to piję. Nie mam wyjścia.
  • Pokusa sięgnięcia po fejsbuczka na smartfonie? Zablokowany Internet. Komunikat „jesteś offline” daje mi chwilę na opamiętanie się.
  • Problem z zabraniem się do roboty? Perfekcyjnie zaprojektowane środowisko służące tylko w jednym celu: by pracować.
  • Moja „Świątynia Produktywności”, o której pisałem ostatnio. Każdy element tego miejsca sprzyja pracy – poblokowane odpowiednimi wtyczkami media społecznościowe, konkretny, przygotowany według sprawdzonej metodologii plan i deklaracje wobec współpracowników i klientów – chcę ich dopilnować, by nie wyjść na kogoś, kto rzuca słowa na wiatr.
  •  Chęć sięgnięcia po coś słodkiego? Oj tak, to kiedyś była moja zmora. Rozprawiłem się z nią brutalnie: zlikwidowałem wszystkie słodkości z każdego miejsca, które znajdowało się w moim zasięgu. Pozbyłem się wszystkiego co słodkie zarówno z domu, jak i z biura.

 

Wiem, że ze świadomością, że jakaś pyszna czekolada, drożdżóweczka czy inny placuszek skrył się w którejś z kuchennych szafek… byłoby mi strasznie trudno wytrwać w postanowieniu. Wystarczyłaby chwila, w której moja silna wola zrobiłaby sobie wolne i… rachu ciachu, amciu amciu! Nici z mojego postanowienia.

A tak?

Silna wola może sobie robić, co chce. I ja też mogę robić, co chcę. Tyle, że bez niej.

Nie jest mi do niczego potrzebna. 🙂

To początkowo może wydawać się trudne i wymagające. Ale nie. Uwierz mi, że poleganie na własnej silnej woli wymaga od Ciebie zdecydowanie więcej wysiłku. I wiąże się z częstszymi porażkami. To zresztą sam wiesz.


Post pojawił się w pierwotnej wersji na naszym Fanpage’u: