Zarabianie w internecie: 33 inspirujące przykłady z polskiego podwórka

zarabianie w internecie

“Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa.
Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
W tym pomieszczeniu łączymy teorię z praktyką.
Nic nie działa i nikt nie wie dlaczego”

….powiedział na jednym ze swoich wykładów profesor Jan Miodek, który może się pochwalić równie wybitną znajomością języka polskiego, co… imponującym poczuciem humoru 😉

Chciałbym, żebyśmy postawili sobie cel odmienny od sytuacji opisanej przez profesora Miodka. Chciałbym, żebyśmy potrafili zbudować system, który działa, generuje świetne przychody, a jego właściciel doskonale wie, jakie mechanizmy sprawdzają się najlepiej, a które wymagają odpowiedniego “naoliwienia”. Do tego potrzebna była nam “teoria”, którą poznaliśmy w poprzednim artykule.

Bo jeśli przeczytałeś poprzednie teksty, to śmiało możemy przyjąć, że pod kątem teorii wiesz już jak wygląda zarabianie w internecie. I to lepiej, niż zdecydowana większość świeżo upieczonych przedsiębiorców.

Przyjmij moje gratulacje! To jednak nie koniec. My przecież dopiero zaczynamy naszą przygodę.

Przyszedł czas zebrać w całość sprawdzone modele zarabiania w internecie.

Sprawdźmy więc, gdzie tkwi sekret dochodowych biznesów i zastanówmy się, jak powtórzyć ich sukces!

Pamiętaj też, że poniższe przykłady mają stanowić dla Ciebie przede wszystkim inspirację. To, o czym piszę, w żaden sposób nie powinno zamykać Ci oczu na nowe rozwiązania. Nie musisz również decydować się tylko na jeden model. Często to hybrydy różnych rozwiązań okazują się tak długo poszukiwanym “świętym Graalem”!

Analizując poniższe przykłady miej cały czas z tyłu głowy odpowiedzi na pytania, które zadaliśmy sobie w poprzednim tekście. Zastanów się, jak dany model wpisuje się lub może się wpisywać w to, co robisz i czego potrzebujesz.

Pamiętaj też, że o wszystkich opisywanych poniżej modelach powstają opasłe tomiszcza książek i wielogodzinne szkolenia. Istnieją ludzie, którzy poświęcają całą karierę jednemu, wybranemu typowi e-biznesu. 

Mam więc świadomość, że w tak skróconej formie nie da się całkowicie wyczerpać prezentowanych tematów i… nawet nie próbuję tego robić.

Moim celem jest…

…zagwarantować Ci  taki poziom wiedzy, który pozwoli Ci się zorientować w dostępnych możliwościach.

Jestem więc w tej chwili jak mapa świata, na której sprawdzasz w jakich krajach czeka Cię wizyta, gdy chcesz dostać się do Tadżykistanu lub gdy potrzebujesz wiedzieć, co jest stolicą Azerbejdżanu.

Na takiej mapie może być jednak trudno sprawdzić, jak dotrzeć na lotnisko w Radomiu (o ile ktoś miałby chcieć dostać się na lotnisko w Radomiu) – do tego potrzebujesz bardziej szczegółowego planu. Ale i na to mam rozwiązanie! Zapisz się na mój newsletter poniżej. Obiecuję, że będziesz jedną z pierwszych osób, która dowie się, kiedy ten “bardziej szczegółowy plan” zostanie opublikowany na blogu! A będzie ich jeszcze dużo!

Chcesz nalepszych informacji ze świata biznesu online? Kliknij tutaj >>>
Chcesz skorzystać z mojego doświadczenia i być na bieżąco ze światem biznesu online? Kliknij w link poniżej i dołącz do naszej społeczności! Dodatkowo dostaniesz całkowicie za darmo ebooka “Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty!”
Tytuł jest nieco prowokacyjny, ale w środku znajdziesz mnóstwo konkretnej i praktycznej wiedzy. Ebooka pobrało już ponad 75.000 osób! Dostępny jest w formatach: pdf, mobi, ePub i audiobooka! Aby pobrać ebooka i otrzymywać ode mnie najświeższe biznesowe informacje kliknij w okładkę.
przestań jęczeć

„Ok Bartku, wszystko jasne jak słońce. Zapisuję się, biorę ebooka i rozumiem, że mogę się wypisać w każdej chwili.”

Zarabianie w internecie w praktyce

Spójrz na przykład na Martę Idczak, która profil swojej działalności określa jako social media storytelling. Trudno więc jednoznacznie określić to, co robi, na zasadzie: copywriter, grafik… Marta łączy w swojej działalności różne usługi, które stanowią jej znak rozpoznawczy.

Poza tym Marta nie zdecydowała się na jeden model monetyzacji swojej aktywności w Internecie.

Stworzyła świetnie działającą (chciałoby się rzec: kosmiczną!) hybrydę kilku sposobów monetyzacji swojej internetowej aktywności. 

Z jednej strony oferuje swoim klientom świetnej jakości kursy online, a z drugiej – prowadzi aktywną sprzedaż swoich usług (audyty, konsultacje). 

W przypadku Marty wszystko spina się w jedną, cudowną całość!

Podobnie jest z Magdaleną Komstą, która odpowiada za projekt Wymagające.pl. Magda kieruje swoje przesłanie do świeżo upieczonych rodziców. Oferuje im swoją wiedzę w postaci kursów online (produkty cyfrowe), prowadzi warsztaty oraz terapie (usługi), w dodatku oferuje zaprzyjaźnionym reklamodawcom dostęp do swojej społeczności, polecając produkty zgodne z jej linią etyczną (model reklamowy/influencer marketing) oraz prowadzi własna grupę na facebooku (model społecznościowy), co napędza ruch na wszystkie wcześniej wspomniane aktywności sprzedażowe. 

Niesamowite!

Sposoby na zarabianie w internecie

I tak też powoli zbliżamy się do próby usystematyzowania wszystkich powyższych informacji na temat zarabiania w internecie. Oczywiście jestem świadomy, że to nadal wierzchołek góry lodowej.

Wiem, że często to powtarzam, ale i często jest tak, że w krótkim (no dobra, nie takim krótkim…) artykule staram się zagregować wiedzę z kilkunastu książek, podcastów, wystąpień na TEDzie i niezliczonych materiałów dodatkowych, a wszystko to okraszone jest doświadczeniem moim, i setek znanych mi przedsiębiorców.

I choć sam mógłbym każdy z rozdziałów w tym materiale rozciągnąć do rozmiarów obszernego ebooka, chcę w tym miejscu podać Ci kwintesencję najistotniejszych elementów. Wierzę, że zebrana tutaj wiedza okaże się dla Ciebie cenną inspiracją, która popchnie Cię do założenia dochodowego biznesu online (bo w to, że warto, chyba już nie wątpisz?) lub to rozwoju Twojej firmy, jeśli już ją prowadzisz.

Zależy mi na przekazaniu Ci, w jaki sposób osiągnąć zdolność kompleksowego myślenia o wszystkich elementach Twojej firmy w taki sposób, by stworzyć efektywną organizację, której istnienie dostarcza swoim klientom wiele, wiele wartości.

Dlatego zachęcam Cię do usystematyzowania wszystkich informacji o modelach biznesów internetowych – posłuży Ci do tego poniższa lista. Miej jednak świadomość, że ona absolutnie nie wyczerpuje tematu. Ba! Stanowi zaledwie wstęp do niego! 🙂

Zostań freelancerem, zarabiaj na usługach

Kilka ładnych lat temu rekordy popularności biło pewne stwierdzenie, które po dziś dzień urzeka mnie swoją prostotą. Chodzi o „Olej studia – zostań ninja!” 

Dziś mógłbym pokusić się o małą parafrazę: zamiast ninja, możesz zostać… freelancerem! Który z ninją ma w zasadzie sporo wspólnego.

Chodzi własnymi ścieżkami, nie należy do  ogromnej armii – stanowi sam o sobie – i jest ekspertem w tym, co robi. A w dodatku im skuteczniejszy, tym dłużej utrzyma się w zawodzie… i przy życiu 😉 

A tak poważnie. Zarabianie w internecie na usługach to jeden z najczęściej spotykanych modeli prowadzenia e-biznesu. By zacząć, potrzebujesz dwóch rzeczy: umiejętności oraz kogoś, kto będzie w stanie za nią zapłacić.

Tego typu działalność jest bez wątpienia dla wielu osób pierwszym krokiem na ścieżce przedsiębiorczości. Zwłaszcza, że realizowaniem poszczególnych projektów z powodzeniem możesz zajmować się po godzinach “normalnej pracy”.

Kto robi to dobrze?

Wiele osób w ten sposób buduje swoją bazę klientów, co daje im niesamowity komfort, gdy decydują się poświęcić dotychczasową karierę na rzecz własnej działalności.

Zwłaszcza, że nic nie stoi na przeszkodzie, by później tę działalność rozwijać już nie tylko w oparciu o własne moce przerobowe. Odsyłam Cię do krótkiego materiału na temat koncepcji CIL (Czas Innych Ludzi). Bo przecież zaczynając jako “samotny wilk” z czasem możesz zacząć budować własną „watahę”, czyż nie?

Na przykład Artur Jabłoński, który niespełna kilka lat temu podbijał rynek usług z zakresu reklamy PPC (pay per click – tak określa się mechanizm reklam obecny na Facebooku czy w Google), a obecnie stoi na czele agencji digitalk, która zrzesza 20 ekspertów i specjalistów. Wow!

Z drugiej strony, piękno modelu opierającego się o zarabianie w internecie na usługach polega również na tym, że wcale nie musisz budować stałego zespołu. 

Możesz zapraszać do współpracy innych freelancerów wtedy, gdy brakuje Ci mocy przerobowych w obliczu nawarstwionych projektów i nieubłaganie zbliżających się terminów. Bez konieczności brania na siebie odpowiedzialności za pracownika na etacie, który jest od Ciebie (w pewnym sensie) całkowicie uzależniony.

Ale wróćmy do początku. Jakie umiejętności są najczęściej wykorzystywane w biznesie opartym o sprzedaż usług?

Poniżej podaję kilka najczęściej wykonywanych przez freelancerów usług. Nie musisz jednak się do nich ograniczać! Ponownie zachęcam do zastanowienia się nad tym, co czyni Cię fioletową krową

Twój unikalny zestaw cech i umiejętności może być najlepszym gwarantem sukcesu!

Copywriting i content writing, tworzenie transkrypcji, montowanie wideo

Content marketing to jedna z najskuteczniejszych strategii pozyskiwania nowych klientów, więc nie dziwi, że korzysta z niej ogrom firm. I to nie tylko takich, które opierają się o zarabianie w internecie, efektywny content marketing potrzebuje wciąż nowego paliwa… i to dlatego nie zapowiada się na to, by w najbliższym czasie zapotrzebowanie na profesjonalne blogposty, e-booki, raporty, transkrypcje czy wideo spadło. Wprost przeciwnie. Wszystkie badania wskazują na trend szybujący w górę.

Nikogo więc chyba nie zdziwi, że wszystkie usługi związane z tworzeniem materiałów, stanowią obecnie jedną z najpopularniejszych specjalizacji wśród freelancerów.

Tłumaczenia

Polskie firmy – nawet te małe – coraz śmielej patrzą na zagraniczne rynki, dlatego tłumaczenia wydają się być kolejnym obszarem, w którym nie zapowiada się w najbliższym czasie na stagnację. Stworzony content trzeba przecież przetłumaczyć na języki krajów, w których planujemy rozpocząć naszą ekspansję, prawda?

Całe strony internetowe, pojedyncze artykuły, e-booki, raporty, treść reklam… to wszystko tylko czeka na odbiorców w innym kraju, innym języku. Jeśli więc świetnie znasz jakiś język – i wierz mi, wcale nie musi być to angielski – ta opcja stoi dla Ciebie otworem!

Doskonałym przykładem jest Żaneta Barska, autorka bloga PowiedzToPoGrecku.pl.

Zaczynała od tłumaczeń, a teraz prowadzi jeden z najpopularniejszych w Polsce blogów o Grecji. Oferuje również własne produkty. 

Budowa i konserwacja stron internetowych na zamówienie

Według portalu InternetLiveStats w Internecie jest 1,721,412,041 stron internetowych (stan na chwilę pisania tych słów). A najlepsze w tym wszystkim jest to, że… w każdej sekundzie powstają nowe!

Profesjonalna prezentacja online to dzisiaj rzecz ważniejsza od czystych butów na spotkaniu 😉 Dlatego wiele firm nie boi się zainwestować w stworzenie pięknej i dobrze zoptymalizowanej strony internetowej specjalistom.

Fakt jednak jest taki, że tworzenie stron w oparciu o gotowe silniki i przy wykorzystaniu gotowych szablonów, to nie jest jakiś straszny “rocket science”. Oczywiście – wymaga to szeregu umiejętności, jednak z całą pewnością nie leży poza Twoim zasięgiem. A patrząc na ilości zleceń związanych z tworzeniem stron internetowych – można z tego żyć.

Specjalistami  od WordPressa, na którym stoi ogromna ilość stron internetowych są Maciej Kuchnik, oraz tytanka internetu Kasia Aleszczyk (Kasia poza usługami ma w swojej ofercie również produkty cyfrowe – kolejny perfekcyjny przykład dywersyfikacji źródeł dochodu)

Wirtualny asystent

Mam wrażenie, że usługi wirtualnych asystentów nie przyjęły się w Polsce tak, jak miało to miejsce w Stanach Zjednoczonych. Popularyzowana m.in. przez Tima Ferrisa w popularnej książce “4-godzinny tydzień pracy” koncepcja polega na delegowaniu codziennych, drobnych prac online – płacenie rachunków, odpowiadanie na maila, umawianie spotkań, szybki research… a w niektórych przypadkach znacznie więcej!.

Choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w polskich realiach korzystanie z usług wirtualnych asystentów nie jest tak popularne, jak np. w Stanach Zjednoczonych, to wcale nie znaczy, że ten trend nie ulegnie zmianie. Zwłaszcza, że już teraz nietrudno o przykłady osób, które działają w tym modelu i świetnie sobie radzą! Spójrz na przykład na Annę Czarnotę, czy Annę Kot , które spełniają się jako wirtualne asystentki.

Korepetycje online

Jesteś dobry z matematyki lub języków obcych? A może widzisz siebie jako nauczyciela metod efektywnej nauki i szybkiego czytania? Dlaczego by nie dawać korepetycji… ale online? 🙂

Zobacz, jak w życie wprowadzają to szkoły językowe online, np. Talkersi, Tutlo, eLingwista i… pójdź ich śladami!

Usługi developerskie (programistyczne)

Nie bez powodu tworzy się zespoły programistów… ale z drugiej strony, w branży IT zapotrzebowanie na “samotnych wilków” również nie spada. W dodatku, zapotrzebowanie to obecnie drastycznie przekracza liczbę osób, które na dane ogłoszenie są w stanie odpowiedzieć! Wiesz, co to oznacza? 

Niebotycznie. Wysokie. Stawki!

Programiści są obecnie świetnie opłacani i nie zapowiada się na to, by w najbliższym czasie ta sytuacja miała ulec zmianie. Dlatego jeśli zastanawiasz się dopiero nad wyborem drogi dla siebie, rozważ tę opcję. Ogrom darmowych materiałów dostępnych online (oraz mnóstwo ciężkiej pracy, rzecz jasna) zrobi z Ciebie w przeciągu kilku miesięcy osobę, która bez problemu utrzyma się ze zleceń.

Jeśli potrzebujesz więcej inspiracji, zerknij na portale dla freelancerów. To miejsce, gdzie możesz nie tylko spróbować swoich sił w szukaniu pierwszych zleceń, od których zaczniesz zarabianie w internecie. Serwisy tego typu stanowią świetną metodę “badania rynku”. I gdybym chciał tutaj wymienić wszystkie zestawy umiejętności, których się tam poszukuje, to cały tekst musiałbym poświęcić chyba tylko temu.

Dlatego jeśli powyższe przykłady nie zadowalają Cię w pełni, bo na przykład nie znalazłeś w nich obszaru dla siebie, to gorąco polecam przeprowadzić samodzielne poszukiwania. Skorzystaj z odnośników poniżej, by szybko i łatwo przekonasz się, na jakiego rodzaju usługi jest w tej chwili największe zapotrzebowanie 😉

Polskie:

Zagraniczne:

Sprzedawaj produkty cyfrowe, zarabiaj na wiedzy

Mówi się, że wiedza to “ropa” XXI wieku. I słusznie! Tak jak na ropie swoje imperium budował Rockefeller, tak dziś dzięki wiedzy może się bogacić praktycznie każdy!

Tym, którzy swoją edukację planują zakończyć w chwili opuszczenia murów uniwersytetu trudno jest wróżyć sukces. Jestem święcie przekonany (a przekonanie to biorę nie tylko z mojego “widzi-mi-się”), że w tej chwili trzeba się uczyć całe życie. 

Postępująca automatyzacja doprowadza do wymazania coraz większej ilości obecnych stanowisk pracy.

Nie jestem fatalistą i nie uważam, że pracy dla ludzi niedługo zabraknie. Nie. Myślę, że po prostu pojawią się nowe stanowiska. To zjawisko możemy zaobserwować już teraz. Bo czy 20 lat temu ktoś słyszał o pracy jako Social Media Ninja, Specjalista Usług Chmurowych, Specjalista SEO, Operator Dronów…?

Jednak nauka jest potrzebna nie tylko po to, by dbać o jakość swojego życia zawodowego – to się tyczy również sfery prywatnej i osobistej. Nauka jest nieodłącznym elementem rozwoju, a zawsze możemy przecież znaleźć obszar, który tego rozwoju może wymagać.

Dlatego z radością obserwuję, jak szybko rośnie branża produktów cyfrowych. Kursy online, książki i e-booki to typowe przykłady łatwo skalowalnych produktów cyfrowych, które umożliwiają zarabianie w internecie. Można je z sukcesem sprzedawać w kampaniach generujących nawet sześciocyfrowecyfrowe zyski!

Nie wierzysz? 😉 To zerknij na przykład na case study dot. sprzedaży jednego z moich kursów. Oczywiście nie zrobiłem takich wyników od zera. To kilka ładnych lat pracy, dostarczania dobrych treści i budowania zaufania. 

O zaletach sprzedaży produktu, który:

  • nie potrzebuje powierzchni magazynowej;
  • może być dystrybuowany przy wykorzystaniu tradycyjnych usług pocztowych i kurierskich;
  • nie może zostać “zniszczony” przez klienta, a następnie oddany do sklepu;

pisałem naprawdę dużo we wszystkich wcześniejszych artykułach. Dlatego tutaj pozwolę sobie na zrobienie wyłącznie szybkiego podsumowania.

Dla mnie argument numer jeden w tym temacie brzmi “skalowalność”. 

Ta cecha mojej działalności w Internecie pozwala mi znacząco zwiększać obroty i zyski firmy bez konieczności zatrudniania dodatkowych ludzi, co jest dla mnie obciążeniem zarówno finansowym, jak i mentalnym.

Po prostu na pewnym etapie zdecydowałem, że moja wizja wymarzonej firmy – mojej utopii – opiera się na małym, zwinnym i sprawdzonym zespole. Nie jest moim marzeniem budowa korporacji, która miałaby przetrwać kilka pokoleń. Ja najlepiej czuję się w kameralnym towarzystwie, przy współpracy z zewnętrznymi firmami – ekspertami w tym, czym się zajmują. To znacznie ułatwia mi zarabianie w internecie.

Zalety skalowalności

Skalowalność produktów cyfrowych umożliwia mi więc to wszystko, a przy tym nie narzuca ograniczeń w postaci “sufitu” maksymalnych zarobków (jak ma to miejsce, gdy wymieniamy nasz czas na pieniądze, gdy zarabiamy jako freelancerzy).

Poza tym – produkty cyfrowe to nie tylko kursy i ebooki. Produkty cyfrowe to także zdjęcia i wideo w bankach zdjęć, autorska muzyka, pluginy do wordpressa i innych silników stron internetowych (Wix.com, Webflow), szablony stron internetowych… i tak dalej.

Jeśli więc niekoniecznie odnajdujesz się w roli nauczyciela, pisanie Cię męczy a występowanie przed kamerą śmiertelnie stresuje, a za to świetnie odnajdujesz się swoim analitycznym umysłem w realiach niezliczonych linijek kodu – to może być droga dla Ciebie.

Zamiast swoje developerskie umiejętności wykorzystywać przy wymianie czasu na pieniądze (co nie zawsze jest dobrym pomysłem, jak już mam nadzieję wiesz :)), możesz spróbować swoich sił w tworzeniu i sprzedaży tego rodzaju produktów. Albo możesz połączyć jedno i drugie, bo dlaczego nie? 🙂 

Zarabianie w internecie – kto robi to dobrze?

Polecam prześwietlić takie osoby jak: 

  • Maciej Aniserowicz – autor legendarnej kampanii, która wygenerowała ponad 6 milionów złotych 
  • Michał Szafrański – autor takich książek jak „Finansowy Ninja”, oraz „Zaufanie, czyli waluta przyszłości” 
  • Ola Gościniak – autorka wspaniałych kursów online oraz ebooków
  • Ola Budzyńska – autorka kursów online, ebooków, planerów i artykułów biurowych, które mogą się przydać przy organizacji życia 
  • Mirek Burnejko – vloger, autor kilkunastu kursów online 
  • Anna Wydra Nazimek – autorka ebooków skierowanych do branży beauty  
  • Paweł Kępa – bloger, przedsiębiorca i autor kursów skierowanych do przedsiębiorców  
  • Michał Kula – Michał prowadzi blog, kanał na YouTube, na których tysiące ludzi obserwuje jego fotograficzne wyczyny. Sprzedaje presety i kursy online. 
  • Natalia Lis – pomaga początkującym fotografom rozwinąć skrzydła za pomocą swoich kursów online  

Zostań Influencerem, zarabiaj na zasięgach!

Dawniej, by zarabiać na reklamach, trzeba było być co najmniej lokalną gazetą. Wydawać określony nakład (im większy, tym lepszy), prowadzić zespół redakcyjny… Długo by wymieniać, a każda kolejna pozycja na tej liście kryłaby za sobą jedno dość przykre w skutkach słowo: koszty, koszty, koszty.

To samo tyczyłoby się zwiększania skali takiego przedsięwzięcia. A zwiększenie skali byłoby konieczne, jeśli za reklamy chciałbyś brać więcej, więcej i więcej.

Słowem: nie było prosto zarabiać na reklamach. A później przyszedł Internet. I nagle okazało się, że taką gazetą (albo radiem albo telewizją) może być każdy. Wystarczy strona internetowa postawiona za parę groszy. Albo kanał na YouTubie, na który można wrzucać filmiki nagrane telefonem komórkowym.

I praktycznie z dnia na dzień osoby, które w taki sposób zaczęły wyrażać swoje myśli, praktycznie zdetronizowały monopolistyczne do tej pory największe media. Zaczęły wywierać wpływ na społeczeństwo, a to umożliwiły im zarabianie w internecie.

Nagle ludzie zaczęli znacznie chętniej przysłuchiwać się słowom niezależnym ekspertom piszącym blogi, niż tym, którzy wypowiadali się w Internecie. Odkryli, że wolą poszukać rozrywki na YouTubie, niż w jakimś sztywnym talk-show w telewizji.

I tak narodził się influencer marketing. 

Tradycyjny model reklamowy ubrany w nowe realia ustanowione przez Internet. Obecnie najlepiej odnajduje się w branżach związanych z modą czy szeroko pojętym stylem życia. Reklamując ubrania, perfumy i inne kosmetyki czy usługi konkretnych firm podróżniczych wykorzystują odwieczny mechanizm, który objawia się u ich odbiorców poczuciem “ja też tak chcę!”.

Zaletą influencer marketingu jest na pewno skalowalność działań. To znaczy: post na bloga piszesz raz. Film nagrywasz raz. Nie zamieniasz w bezpośredni sposób swojego czasu na pieniądze.

Idąc dalej, w influencer marketingu masz niemal nieograniczoną możliwość wzrostu. Wysokość faktury wystawianej reklamodawcy zależy przede wszystkim od rozmiaru Twojego audytorium (choć nie zawsze i nie tylko), a ta rosnąć może (w teorii) w nieskończoność. Ergo – w nieskończoność może rosnąć również Twój wpływ na konto bankowe.

I w końcu – im więcej osób Cię zna i ceni, tym łatwiej będzie Ci wykorzystać swoje zasięgi oraz zbudowany autorytet przy innych opcjach monetyzacji swoich działań. 

Popularne wśród youtuberów jest np.: pisanie książek, a więc sprzedaż własnych produktów – zerknij na wydawnictwo Altenberg prowadzone przez Radka Kotarskiego znanego z kanału Polimaty; jego wydawnictwo wyspecjalizowało się we współpracy z innymi influencerami, np. Arleną Witt czy Joanną Glogazą. Ale o plusach i minusach własnych produktów już rozmawialiśmy, wróćmy więc do samego influencer marketingu i na ile umożliwia zarabianie w internecie.

Bo tutaj minusem jest na pewno… 

zależność. 

Polegając tylko i wyłącznie na łasce bądź niełasce reklamodawców może się okazać, że pewnego dnia Twoje stawki zaczną spadać… a w końcu wpływy na Twoje konto ustaną zupełnie.

Jako influencer zależny jesteś też od kaprysów Twojej społeczności. Teoretycznie może się to stać również w każdym innym modelu, ale w influencer marketingu jest to chyba najbardziej widoczne. Przypomnij sobie dzieje Cezika czy Niekrytego Krytyka. Kiedyś znani i oglądani przez wszystkich, zgarniali najlepsze współprace. Dziś… różnie to u nich bywa.

Minus i to największy: dzisiaj marka wybiera Ciebie, a jutro… znajdzie sobie kogoś innego. 

Dlatego moim zdaniem influencer marketing nie jest najlepszą strategią, jeśli chodzi o monetyzację swoich działań, a tym samym zarabianie w internecie. O ile uważam, że faktycznie budowa swojej społeczności to coś, w co powinniśmy inwestować czas i pieniądze od początku, jeśli myślimy o skalowaniu biznesu, tak poleganie na reklamach cudzych produktów… nie jest tym, co uważam za strategię idealną. 

Jest to model świetny na start, testy, albo tak jak u mnie afiliacja jest uzupełnieniem oferty.  

Załóż sklep internetowy i zarabiaj na produktach fizycznych!

Oto chyba jeden z najwcześniejszych modeli pozwalających na zarabianie w internecie. E-commerce to przykład przeniesienia realiów offline do Sieci. W ogólnych założeniach można powiedzieć, że główną innowacją w tym obszarze jest zmiana kanału komunikacji ze sklepem – pozostała mechanika się nie zmienia. Ale to, standardowo, tylko wierzchołek góry lodowej.

Ja nie jestem oddanym fanem sprzedaży produktów fizycznych. Uważam, że wiąże się to z szeregiem mniej lub bardziej przykrych konsekwencji, których skutecznie unikam ograniczając swoją ofertę do kursów online. 

Jednak to wcale nie dyskwalifikuje standardowych sklepów e-commerce. Wprost przeciwnie. To zwiększa mój szacunek do osób, które tak dobrze odnajdują się w prowadzeniu “sprzedaży wysyłkowej”, jak niegdyś określano e-commerce 😉

Plusy sklepu internetowego

Z plusów takiej działalności na pewno warto wymienić brak ograniczeń jeśli chodzi o obsługiwane przez Ciebie terytorium. Prowadząc sklep tylko i wyłącznie offline musisz liczyć się z tym, że prawdopodobnie nikt z drugiego końca Polski (albo Europy. Albo świata) nie przyjedzie do Ciebie na szybkie zakupy. W e-sklepie to już żaden problem.

Tutaj liczyć się będzie nie to, gdzie masz magazyn, a to, na której pozycji w Googlu aktualnie jesteś.

Sklep online jest również otwarty 24h na dobę, 7 dni w tygodniu (chyba, że jesteś Wojtkiem Cejrowskim i “zamykasz” swój sklep online na całą niedzielę “żeby dzień święty święcić”). 

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby klienci składali u Ciebie hurtowe zamówienia w środku nocy. Wszystko zostanie obsłużone automatycznie, a wysyłkę przygotujesz rano, co nie odbije się negatywnie na czasie doręczenia.

A co, gdy masz już sklep stacjonarny?

Pamiętasz, kiedy na początku tego cyklu wspominałem, że teraz praktycznie nie da się nie prowadzić biznesu online, jeśli już masz jakąś firmę? No właśnie.

Jeżeli już teraz zarządzasz sklepem, w którym przyjmujesz klientów w swojej siedzibie “offline”, to model, w którym otwierasz sklep online wydaje się naturalnym przedłużeniem Twojej działalności. Ty już masz produkt – nie musisz się więc troszczyć o opracowanie i optymalizację procesów logistyki, dostawy. A to często okazuje się największym wyzwaniem dla nowych przedsiębiorstw.

Pamiętaj jednak, że wbrew pozornym podobieństwom działalności online i offline, e-commerce operuje zazwyczaj w zupełnie innych realiach i wymaga nieco innego podejścia.

Przeglądanie produktów na stronie internetowej wygląda zupełnie inaczej niż buszowanie po półkach sklepowych. 

Proces zakupowy wygląda inaczej – klientowi łatwiej kliknąć “krzyżyk” w przeglądarce, niż wyjść ze sklepu. Klientowi łatwiej jest porzucić koszyk w sklepie internetowym, niż odejść od kasy.

Dlatego dobrze jest podglądać dobre praktyki świetnie prosperujących sklepów e-commerce… i testować je u siebie!

Przykłady sklepów

Wśród moich kursantów mógłbym wymienić mnóstwo e-przedsiębiorców, którzy zarabianie w internecie opierają o produkty fizyczne. Możesz się przyjrzeć części z nich:

  • Anna Zaprzelska i jej LemonCraft – świetny przykład dochodowej niszy (Scrapbooking – nie wiesz co to jest? Ano, coś, na czym można robić przyzwoite pieniądze! :D) i perfekcyjnie zaprojektowanego sklepu;
  • Mateusz Juja i jego sklepy: Pomadziarz i Najlepszy Barber – zauważ, że Mateusz stosuje strategię pozornej polaryzacji rynku. Sprzedaje podobny asortyment pod dwiema różnymi markami, które swoje przesłanie kieruje do różnych grup docelowych; w ten sposób zgarnia większy udział rynku… przy tym samym procesie logistyki i obsługi klienta 🙂
  • Agnieszka Niedziałek i jej NIESAMOWITY sklep NaPiekneWłosy.pl – perfekcyjna strona internetowa i świetna strategia, która pozwala Agnieszce sprzedawać niewyobrażalne wręcz ilości towarów!

Ciekawymi przykładami są sytuacje, w których “internetowe osobistości”, np. blogerzy, vlogerzy, podcasterzy, szukając sposobów dywersyfikacji źródeł swoich dochodów, decydują się na ten model.

Część z nich prowadzi równolegle sprzedaż produktów cyfrowych. O kilkorgu takich osobach wspomniałem już wcześniej – np. Magda Komsta. W jej przypadku, wszystkie obszary działalności oraz zakres tematyczny produktów, kręci się jednak wokół podobnej tematyki.

Ale czy sklep i blog muszą być jednotematyczne?

Trochę inaczej ma się sprawa z Joanną Glogazą. Asia prowadzi bardzo popularnego bloga czytanego przez tysiące dziewczyn i kobiet, które zainspirowane wpisami autorki usiłują optymalizować swoje życie. Asia pisze też książki, o czym wspominałem przy okazji podrozdziału o influencer marketingu.

Ale to nie wszystko! Bo Asia prowadzi też sklep online. Pod marką lunaby.com kryje się niesamowite miejsce z pięknymi i zmysłowymi piżamami, koszulami nocnymi i szlafrokami. Ktoś mógłby zapytać: jak łączy się jedno z drugim? Jak czytamy na stronie sklepu: “Lunaby powstało z potrzeby posiadania pięknych i wygodnych piżam – szukałyśmy takich same, odbierałyśmy też podobne sygnały od znajomych i czytelniczek bloga Joanny.”

Czyli znowu sprawdza się powiedzenie: znaj swojego klienta (i czytelnika!). Blogowa działalność Asi pozwoliła jej zaprojektować ofertę skrojoną na potrzeby swojej społeczności. I choć pozornie może się wydawać, że blog i sklep to dwie różne rzeczywistości, w istocie jest inaczej.

Asia potrafi świetnie wykorzystać swój atut w postaci zmysłu marketingowego, bez którego jej blog nie odniósłby tak dużego sukcesu. Znalazła perfekcyjną niszę, w której bez obaw może konkurować ze znacznie większymi firmami – wygrywa dzięki wiernym czytelniczkom, które darzą ją zasłużonym zaufaniem.

Kolejnym ciekawym przykładem jest działalność Agnieszki Skupieńskiej. Agnieszka prowadzi bloga dla freelancerów oraz sklep z… akcesoriami do drinków. Jej blog to miejsce dystrybucji produktów cyfrowych (kursów, ebooków), w sklepie z kolei możemy kupić najbardziej wymyślne zestawy barmańskie. 

Jak ma się jedno do drugiego?

Pozornie nijak. Zupełnie inne produkty, inna grupa docelowa. Ale w efekcie oba projekty stanowią całość świetnie przemyślanej strategii opartej o zarabianie w internecie.

Zacznijmy od sklepu z produktami fizycznymi. Jak zapewne możesz się domyślić, wybrana przez Agnieszkę branża to dość specyficzna nisza. Znalezienie jej i przetestowanie wymagało od niej szeregu umiejętności… zdobytych przy okazji pracy jako freelancer. A sklep dał to, czego usługi freelancerskie nie mogły dać: skalowalności.

Dlatego postanowiła pogodzić jedno z drugim. Otwierając sklep wykorzystała swoje wcześniejsze doświadczenia w dodatku w taki sposób, by prowadzenie sklepu online mogło jej dostarczać nowych materiałów i przykładów niezbędnych przy pracy nad produktami w jej działalności w obrębie bloga ToSieOplaca.pl. Przyznasz, że całość jest niezwykle pomysłowa? I, co najważniejsze, świetnie się sprawdza!

Dropshipping – zarabianie w internecie na produktach fizycznych zupełnie tak, jak na cyfrowych!

A oto model, który w swoich założeniach łączy zalety handlu produktami cyfrowymi z posiadaniem w asortymencie produktów fizycznych.

Jak już ustaliliśmy – zapotrzebowanie na określone produkty fizyczne prawdopodobnie nigdy nie zniknie. Ludzie raczej zawsze (a już prawie na pewno w najbliższej przyszłości) będą potrzebować ubrań, kosmetyków, sprzętu elektronicznego – to rzeczy, które nie będzie łatwo zastąpić ich cyfrowymi odpowiednikami. Bo co wyprze majtki i skarpetki? Kursu online, choćby był to najwybitniejszy kurs w danej dziedzinie, nie założymy na siebie wychodząc na ulicę.

 W jaki sposób jakiś produkt cyfrowy miałby zastąpić rower czy samochód? Tak długo, jak długo nie uda się komuś wypuścić e-booka na temat teleportacji, środków transportu raczej nic nie ruszy!

Dlatego nie ulega wątpliwości, że popyt na pewne dobra fizyczne nie zniknie. Oczywiście – to wszystko będzie się bardzo różnie kształtowało na przestrzeni czasu. W końcu musimy uwzględnić (trudne do przewidzenia) mody, zmiany preferencji naszych klientów, różnego rodzaju potencjalne kryzysy….

Tymczasem fizyczne produkty mają to do siebie, że nie da się ich tak po prostu “skopiować”, jak ma to miejsce w przypadku e-booków. One wymagają powierzchni magazynowej, wysyłki i całej obsługi okołosprzedażowej.

A gdyby tak dało się tego uniknąć? 🙂

I tutaj do gry wchodzi model zwany “dropshippingiem”. Jest to układ, w którym sprzedajesz produkty fizyczne znajdujące się gdzie indziej. Nie martwisz się więc o powierzchnię magazynową, nie martwisz się wysyłaniem paczek – za wszystko to odpowiedzialny jest Twój partner.

Ba! W zasadzie nie musisz nawet “z góry” kupować produktów, które masz w swojej ofercie. Możesz to zrobić dopiero wtedy, gdy pieniądze za niego znajdą się na Twoim koncie!

Czyli: zakładasz sklep internetowy z sukniami ślubnymi. Robisz rewelacyjny marketing, dbasz o SEO, optymalizujesz kampanie reklamowe na Facebooku i w obrębie Google Ads. Na Twój sklep trafia przyszła panna młoda, znajduje suknię swoich marzeń i klika “kup teraz”.

Ty tymczasem siedzisz w swoim biurze, w którym nie ma ani jednej sukni ślubnej. Ale jakoś niespecjalnie Cię to martwi… co więcej – wiesz, że Twoja klientka otrzyma zamówiony produkt w oczekiwanym czasie. 

A co w tym wszystkim najlepsze? 

Że nie będziesz już musiał w tej sprawie choćby kiwnąć palcem. W końcu wszystkim zajmie się Twój partner – producent lub hurtownia, którzy już otrzymali informację o złożonym zamówieniu i którzy za momencik rozpoczną pakowanie produktu.

Pewnie pomyślisz: “co to za przykład? Przecież sukni się nie kupuje przez internet!” 

Nie chcę być uszczypliwy, ale… może za Twoich czasów się nie kupowało 😀 

Dzisiaj dziewczyny są przyzwyczajone do zakupów online, wiedzą, że w razie czego mogą zwrócić itp. Nie wierzysz? To wpisz w Googla “suknie ślubne” lub (jeszcze lepiej!) “wedding dress” i przekonaj się, ile e-sklepów zajmuje się sprzedażą tego asortymentu. A przecież, gdyby nikt nie kupował, to i sprzedawców byłoby jakby… mniej.

Prawo popytu i podaży coś Ci mówi, prawda? 😉 

Oczywiście nadal będzie to pewnego rodzaju nisza – nie wątpię, że większość panien młodych woli przymierzyć suknię ślubną przed jej zakupem. Jednak, jak to mawiają, “na niszy niejeden dochodowy e-biznes został już zbudowany!” (no dobra, ja tak mówię, ale doskonale wiem, co mówię ;)).

Jednak pamiętaj – to wcale nie muszą być suknie ślubne. W zależności od przyjętej strategii i Twoich możliwości (czyli, w tym przypadku, znajomości ;)), jeśli chodzi o dostęp do oferowanego towaru, możesz sięgać po asortyment skrajnie różny. 

Czołowi dostawcy, którzy swój model biznesowy opierają o dostarczanie produktów partnerskim firmom, jak np. Printful, Wholesale2B, Oberlo, wśród swoich bestsellerów mają przede wszystkim odzież (którą łatwo można odpowiednio zmodyfikować, by pasowała do Twojej marki – to może być Twój wyróżnik na rynku), akcesoria, drobną elektronikę.

Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, byś negocjował z producentami danego asortymentu własną umowę i to na niego przerzucił ciężar obsługi okołosprzedażowej. W ten sposób zaczynało wiele e-sklepów, które obecnie notują sukces za sukcesem 😉

Dropshipping – wady i zalety

W każdym razie, wracając do przykładu – tak właśnie działa dropshipping w czystej postaci i w idealnym świecie. W praktyce nie zawsze jest równie kolorowo – w końcu jeśli nie kontrolujesz procesu, to nie masz bezpośredniego wpływu na jego jakość. Trudno jest Ci również dbać o najróżniejsze szczególiki, jakie w e-commerce budują doświadczenie klienta. Nie dorzucisz do paczki własnoręcznie napisanego liściku, nie będziesz miał okazji wysłać do klienta fotki z jego zapakowaną paczką.

W dodatku, trzeba to powiedzieć jasno – zarobisz na jednym produkcie mniej, niż gdyby wysyłka szła z Twojego magazynu. Przynajmniej w prostym przeliczeniu, bo tutaj należałoby uwzględnić jeszcze wolumen transakcji, koszty magazynowe i tak dalej. Nie jest to najprostsza i najbardziej oczywista matematyka.

Niemniej, dalej uważam, że dropshipping jest znacznie lepszą opcją dla produktów fizycznych, zwłaszcza, jeśli dopiero zaczynasz. Argument o braku konieczności wydawania ogromnych pieniędzy na zatowarowanie się na początek jest dla mnie absolutnie wystarczający, by polecać ten model wszystkim wkraczającym w świat e-commerce.

Zwłaszcza, że przecież świat nie jest czarno-biały! Rozwijając interes i zwiększając liczbę pozycji w ofercie możesz przecież przeplatać między sobą różne sposoby realizacji zamówień. Część zamówień możesz dostarczać z pomocą typowego dropshippingu, bez konieczności inwestowania w produkt. A pozostałą część asortymentu możesz kupić z góry, jeśli masz ku temu możliwości, a cena uzyskana przy zamówieniu hurtowym stanowi dla Ciebie okazję. 

Model “3PL”

W takiej sytuacji w grę może też wchodzić model znany pod skrótem “3PL”, czyli “3rd Party Logistics” – kupujesz produkty, ale obsługę i realizację procesu sprzedażowego i wysyłkowego zlecasz oddzielnej firmie (najlepiej tej samej, która zajmuje się Twoim dropshippingiem, żeby paczki wychodziły z tego samego magazynu). Zarabianie w internecie ma wiele opcji.

Dokładnie ten model wykorzystują przy okazji sprzedaży swoich fizycznych produktów chociażby wspomnieni w pierwszym artykule z tej serii Michał Szafrański czy Kamila Rowińska, którzy sprzedają TONY swoich książek, jednak konieczność ręcznej obsługi wszystkich zamówień nie spędza im snu z powiek – właśnie dzięki zleceniu całego procesu zaprzyjaźnionym firmom.

Marketing Afiliacyjny – zarabiaj na polecaniu

Znam wielu ludzi, którzy swoją przygodę z biznesem zaczynali w marketingu afiliacyjnym – czy nawet w dość specyficznej jego formie, niecieszącym się zbyt dobrą sławą marketingu wielopoziomowym (MLM).

Może to, co teraz napiszę, to niezbyt popularna opinia, ale uważam, że przy odpowiednim podejściu, świadomy udział w programach MLM może stanowić świetną szkołę i zapewnić zestaw umiejętności nieocenionych wręcz przy prowadzeniu własnego biznesu.

Techniki sprzedaży, negocjacji – to wszystko jest elementem szkolenia, które przechodzisz przystępując do dobrych sieci MLM. Zarabianie w internecie też właśnie na sprzedaży się opiera. Świetnie to wszystko opisuje np. Konrad Gandera z PierwszyMilionPrzed30, który swoją aktywność w biznesach MLM przeniósł do sieci (przy okazji wypuszczając również produkty cyfrowe – Konrad więc znowu jest przykładem osoby realizującej model hybrydowy).

 Jednak żebyśmy się dobrze zrozumieli – marketing afiliacyjny, czyli model “zarabiaj na polecaniu” to nie tylko MLM.

Makreting Afiliacyjny ma wiele twarzy

W swoim ostatnim ebooku “Potęga Rekomendacji” (który dołączam bezpłatnie do książki “Firma, czyli Ty” Paula Jarvisa) sporo uwagi poświęcam programom partnerskim.

Opisywane tam mechanizmy dotyczą jednak tej drugiej strony barykady. Znajdziesz więc tam argumenty przemawiające za tym, że warto do swojej firmy wdrożyć afiliację – zwłaszcza, że są to argumenty, dzięki którym program afiliacyjny znalazł się również w strategii sprzedaży Amazona, DropBoxa, Ubera – to moim zdaniem świadczy o skuteczności tego narzędzia. Oraz jej uniwersalności, bo ta technika jest przecież wdrażana z sukcesami przez znacznie mniejsze firmy.

Z naszego polskiego podwórka mógłbym wymienić np. Fakturownię, OpiekunBloga, BeTimes czy mBank. Każda z tych firm z powodzeniem korzysta ze wsparcia partnerów przy sprzedaży swoich usług i produktów.

Z drugiej strony ja nie mam absolutnie żadnych problemów, by stać się czyimś partnerem w marketingu poleceń. Oczywiście jest kilka nienegocjowalnych warunków. Wśród nich najważniejszy jest ten, że muszę być absolutnie i w 100% przekonany o wartości produktu. A jeśli tak jest, to dlaczego miałbym nie podzielić się nim ze swoją społecznością? W dodatku z korzyścią dla wszystkich?

Oto przykład z mojego podwórka

Promowana przeze mnie książka Paula Jarvisa “Firma, czyli Ty” również jest przykładem mojego udziału w programie afiliacyjnym.

Po pierwsze – jest to rewelacyjny materiał.

Po drugie – ta książka okazała się pretekstem do stworzenia mojego własnego ebooka na temat marketingu poleceń w małej firmie, który dołączam do oferty jako gratis, z korzyścią dla mojej społeczności.

I po trzecie – marketing afiliacyjny pozwala mi skupić się na optymalizacji procesu marketingu i tworzeniu samej kampanii, zamiast na czasochłonnej kreacji nowego produktu. To z kolei pozwala mi dywersyfikować źródła dochodu, nie opierając się tylko i wyłącznie na własnych produktach.

W taki sam sposób wspierałem Kamilę Rowińską przy okazji jej kampanii kursów online. Dzięki temu, że miałem przyjemność być obecny przy procesie ich tworzenia, miałem pewność co do jakości kryjącej się w tych produktach, mogłem więc ręczyć za nie swoim nazwiskiem bez najmniejszych obaw.

To wszystko pozwala mi uważać marketing afiliacyjny za cudowny model, który z powodzeniem można wykorzystywać

  • albo na początku swojej działalności, gdy z różnych przyczyn nie chcesz lub nie możesz zainwestować czasu i pieniędzy w tworzenie własnych produktów…
  • lub jako kanał dodatkowych przychodów, który pozwoli Ci finansować koszty związane z budowaniem własnej społeczności opartej o blog, podcast, kanał na YT…
  • albo później, gdy chcesz dywersyfikować źródła przychodu, by nie opierać ich tylko i wyłącznie o własne produkty (których tworzenie jest czasochłonne)

Uruchom SaaS lub aplikację mobilną i zarabiaj na subskrypcjach!

SaaS, czyli Software as a Service (oprogramowanie jako usługa) oraz podobne w działaniu i sposobie monetyzacji aplikacje mobilne dedykowane wyłącznie środowiskom smartfonowym, to rynek niesamowitego wzrostu i jeszcze bardziej niesamowitych przemian.

wykres przedstawiający jak wygląda zarabianie w internecie w modelu SaaS - wartość rynku światowego wg. statista.com

wartość rynku SaaS w miliardach dolarów; źródło: statista.com 

Okej, trzeba przyznać, że jest to rynek bazujący w olbrzymiej mierze na finansowaniu zewnętrznym, a wiele firm, których wycena jest uwzględniona na tym wykresie, wykazuje nieprzyzwoitą kapitałochłonność w pierwszych miesiącach pracy. Taka sytuacja nie do końca jest tym, na czym nam zależy, prawda? Nam przecież chodzi o zarabianie w internecie – nie wydawanie 😉

Pamiętaj omawianą w pierwszym artykule zasadę “zrób to szybko, zrób to tanio, zrób to teraz”?

Sytuacja, w której zamknąłbyś się na rok w piwnicy z zespołem developerów kosztujących Cię majątek byłaby przecież odwróceniem tej rady… a mimo to niezliczone firmy nadal tak robią z nadzieją na przyszłe zyski, które może nadejdą. A może nie. To się często okazuje dopiero po zmarnotrawionym roku i wpompowanych w biznes milionach (oczywiście od zewnętrznego inwestora, jakżeby inaczej?).

Jak rozgryźć SaaS, gdy nie masz milionów na start

Na szczęście nie każdy SaaS potrzebuje paru milionów na start. Ale zanim przejdziemy do konkretnych przypadków, krótki rys historyczny i kilka argumentów przemawiających za tym, że warto rozważyć wdrożenie kilku elementów również z tego modelu w swoim biznesie!

Pierwsze firmy, które zarabiały na oprogramowaniu pokroju systemów operacyjnych lub specjalistycznych programów (które również idealnie wpisują się w definicję produktów cyfrowych) opierały swoją działalność na sprzedaży tzw. “wersji pudełkowych”. Czyli: płacisz raz określoną kwotę i proszę bardzo, oto płytka, zainstaluj sobie i pracuj. Tak robił Microsoft, tak robiło Adobe… tak robili wszyscy.

Jakiś czas temu jednak ktoś wziął do ręki kalkulator i odkrył, że w zasadzie znacznie bardziej korzystne dla firmy jest kilkadziesiąt mniejszych przelewów rozłożonych w czasie… od jednego, dużego przelewu.

To był moment, w którym produkty zamieniły się w usługę.

Bo teraz, by stać się klientem wspomnianego Microsoftu czy Adobe, nie kupuje się gotowych programów. Teraz opłaca się subskrypcję, która gwarantuje do niego dostęp. Przestajesz płacić – dostęp ten zostaje utracony. 

Totalna zmiana optyki, która jest odzwierciedleniem zmian naszych konsumenckich nawyków. Zauważ, że powoli wszystko staje się usługą – wielu z nas nie czuje już potrzeby posiadania auta, bo wystarcza im usługa przemieszczenia się z miejsca na miejsce (Uber).

Myślę, że z czasem podobny los spotka także np. nasze ubrania (po co je kupować, skoro można je wypożyczać, a ich noszenie traktować jako usługę?) czy meble (naprawdę musisz je mieć na stałe, na własność? Czy nie przyjemniej byłoby od czasu do czasu zmienić wystrój mieszkania?). To są skrajne przypadki, ale istnieją również firmy, które takie wizje próbują wcielić w życie. Na razie z różnym powodzeniem, ale dajmy temu trendowi jeszcze rok czy dwa, a wtedy… wtedy wspomnicie moje słowa 🙂

A tymczasem skupmy się na tym, co jest teraz. 

Realia modelu SaaS

Bo teraz realia są takie, że Twój SaaS wcale nie musi być skomplikowanym systemem. Spójrz np. na narzędzie BeTimes.pl stworzone przez Łukasza Dominikowskiego, uczestnika z jednego z moich szkoleń. 

BeTimes.pl to w istocie bardzo prosty (ale jakże genialny w swojej prostocie!) mechanizm na zarabianie w internecie, który pomaga tworzyć strony internetowe pod tzw. One Time Offer (Co to takiego? Więcej opowiadałem o tym w nagraniu „Case study: zarobił 11 milionów w 90 minut”).

Łukasz za swój SaaS pobiera niewielkie opłaty abonamentowe. Podobnie działa także PolisaWchmurze.pl – SaaS dla agentów ubezpieczeniowych stworzony przez Bogusza Pękalskiego.

I właśnie! Oto słowo klucz! Abonament! To dlatego wielkie koncerny – jak chociażby wspomniane Adobe czy Microsoft – zmieniły swoją optykę przechodząc z produktów w usługi cyfrowe.

Abonament oznacza bowiem rekurencyjność. A rekurencyjność to stabilne, powtarzalne dochody, które umożliwiają zrównoważony rozwój przedsiębiorstwa, są znacznie mniej podatne na wahania rynkowe.

W dodatku dobrze zaprojektowane aplikacje i SaaSy mogą dążyć do pasywności. To znaczy: jeśli produkt jest skończony i w zasadzie nie potrzebuje dalszego rozwoju, a jego dochodowość jest na wystarczającym poziomie przy jednoczesnej automatyzacji wszystkich procesów związanych z obsługą płatności i tak dalej… to może się okazać, że przy tak dojrzałym projekcie w zasadzie nie potrzebujesz wiele się napracować 🙂

Czy SaaS jest dla każdego?

Nie oznacza to jednak, że ten model jest dla każdego. SaaS trzeba stworzyć. I tutaj masz dwie opcję:

  • możesz napisać aplikację samodzielnie lub…
  • możesz zlecić jej napisanie developerowi-freelancerowi lub software house’owi.

Powiem tak: oba przypadki mogą okazać się koszto- i czasochłonne. Jeśli do tej pory nie miałeś do czynienia z programowaniem, to założenie, że w miesiąc lub dwa stworzysz gotowy produkt… hm, nie, żebym w Ciebie nie wierzył, ale w takiej sytuacji zastanowiłbym się, czy Ty nie wierzysz w siebie zbyt mocno 😉

W drugiej sytuacji mamy już do czynienia z konkretnymi kosztami, których wysokość zależy od stopnia skomplikowania projektu oraz Twoich umiejętności negocjacyjnych. Niemniej jednak, jeśli nie masz doświadczenia w zarządzaniu projektami IT, byłbym na Twoim miejscu ostrożny również na tym etapie. Znam wielu takich, którzy zbytni optymizm i brak świadomości zagrożeń czyhających na wszystkich w świecie technologii przypłacili niemałym debetem na koncie 😉

Pewnym rozwiązaniem może być znalezienie osoby technicznej, która weźmie na swoje barki realizację projektu od strony kodowania w czasie, gdy Ty będziesz rozwijał marketing i sprzedaż. Pamiętaj: zrób to szybko, zrób to tanio, zrób to teraz.

Zarabianie w internecie – wybierz model dla siebie

I tak oto zbliżamy się do kresu naszej dzisiejszej wędrówki po meandrach modeli biznesowych w internecie.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu wcześniejszego artykułu wisi już nad Twoim biurkiem piękna tablica z dumnie naszkicowanym “business model canvas”. A to, co tam rozpisałeś, skrywa w sobie taktykę zapewniającą Ci wygraną we wszystkich nadchodzących bitwach z rynkiem 😉 

Dla pewności i zabicia w sobie ostatnich obiekcji, albo w sytuacji, gdy pomysłów jest jakby… zbyt wiele, więc trzeba nieco zawęzić pole działania, przygotowałem dla Ciebie ostatnią w tym artykule listę pytań (za dużo pytań? pytań nigdy nie jest za dużo! ;)). 

Odpowiedzi, których tutaj udzielisz, powinny zostawić Cię z jasną decyzją dotyczącą tego, czy i w którym kierunku powinieneś zwrócić swoje wysiłki, jeśli chodzi o Twoje zarabianie w internecie. 

Jest to też okazja do nieco bardziej ogólnej refleksji – wydaje mi się jednak, że podsumowanie zarówno tego artykułu, jak i całej serii na temat modelu biznesowego w Internecie, to dobry moment na przepracowanie kilku kwestii, zwłaszcza, jeśli dopiero wkraczasz na ścieżkę przedsiębiorczości.

1. Dlaczego chcesz się zdecydować (lub dlaczego już się zdecydowałeś) na biznes online?

Idziemy za radą Simona Sineka, autora przywoływanej już dzisiaj książki “Zaczynaj od dlaczego” i nasz krótki test zaczynamy od poszukania swoich prawdziwych pobudek. To one w dużej mierze mogą definiować nasze kroki na ścieżce przedsiębiorczości.

Czy chodzi Ci o większą niezależność? O brak szefa nad sobą? O lepsze zarobki? A może chcesz sprawiać, by świat był choć odrobinę lepszym miejscem? A może wszystko naraz?

2. Jak oceniasz swoją skłonność do ryzyka? 

Nie byłbym sobą, gdybym nie zadał tego pytania. Wiem, że możesz odebrać te słowa jak ględzenie starego dziadka, ale uważam za swoją odpowiedzialność upewnić się, że rozumiesz ryzyko, które Cię czeka i że jesteś na nie gotowy.

Bo pomimo tego, że biznes online (co do zasady) odznacza się zmniejszonym ryzykiem (bo mniejszy kapitał, bo mniejsza bariera wejścia, bo bardziej zaawansowane techniki racjonalizacji tego ryzyka), to wcale jeszcze nie znaczy, że tego ryzyka nie ma w ogóle.

Dlatego też uważam, że wszyscy przedsiębiorcy powinni charakteryzować się nieco dalej posuniętą, niż ma to miejsce w przypadku nieprzedsiębiorców, granicą dopuszczalnego ryzyka. 

Bo może się okazać, że wszystkie poczynione inwestycje szlag trafi. Może się okazać, że czas poświęcony na badanie rynku lub tworzenie produktu pójdzie na marne. Może się okazać, że presja finansowa będzie dla Ciebie zbyt silna i w efekcie podejmiesz kilka panicznych kroków, które zrujnują Twój powstający biznes.

Co zrobić, gdy ryzyko Cię przytłacza?

To się zdarzało, to się zdarza i to się będzie zdarzać. I czasem warto schować pychę i dumę do kieszeni i dopuścić do siebie świadomość, że podobne niepowodzenie może być również Twoim udziałem. To normalne. Porażka jest wpisana w życiorys prawie każdego przedsiębiorcy. I nie chodzi tu o jakąś martyrologię czy pełne ekstazy samobiczowanie. Powtarzam – upadek jest normalną rzeczą.

Pytanie tylko – jak szybko się po nim podniesiesz? I czy w ogóle?

Jeśli nie umiesz na to odpowiedzieć (albo odpowiadasz ze zbyt dużą pewnością siebie – to również niebezpieczny objaw), bo w końcu “tyle się znamy, ile nas sprawdzono” jak pisała Szymborska, to tym bardziej powinieneś wziąć sobie do serca zasadę “zrób to szybko, zrób to tanio, zrób to teraz”. I na biznesie, który mógłby realizować te zasady, powinieneś się skupić. Przynajmniej na początek, dopóki nie zweryfikujesz wszystkich swoich założeń.

Zarabianie w internecie to biznes jak każdy inny. Ma być przede wszystkim wspaniałą przygodą, a nie Drogą Krzyżową, która wykończy Cię nim dotrzesz do celu. 

3. Czym się interesujesz (lub mógłbyś zainteresować)?

Bardzo nie lubię stwierdzenia “rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednej godziny w swoim życiu”. Uważam, że to wierutna bzdura, jeszcze bardziej niebezpieczna od wizji e-przedsiębiorcy pracującego na najpiękniejszych plażach świata nie więcej niż 4 godziny tygodniowo.

O ile jestem w stanie uwierzyć, że taki Tim Ferris, gdyby chciał, to faktycznie mógłby urzeczywistnić opisywany przez siebie model (choć prawdę mówiąc to on, gdyby chciał, to chyba już w ogóle nie musiałby pracować ;)), tak trudno jest mi podać przykład osoby, która próbując spieniężyć swoją pasję nie miałaby jej na pewnym etapie dość.

Bo wiecie – to, że ktoś lubi biegać (jak ja!) i to popycha go do otworzenia sklepu z akcesoriami do biegania (to już nie ja), to wcale nie oznacza, że będzie zarabiał na bieganiu. 

Dostrzegasz tę różnicę, prawda? 

W prowadzonym przez siebie sklepie będzie zarabiał na dbaniu o sprzedaż, optymalizacji i automatyzacji procesów, dbaniu o kwestie księgowe i formalne, pilnowaniu obsługi klienta… i wielu innych rzeczach, poza wesołym truchtaniem po parku czy lesie.

Dlatego ja uważam, że pasja powinna zostać pasją. I dobrze jest, jeśli zostawiamy ją przed progiem biura. A na poparcie moich słów mógłbym podać dziesiątki, jeśli nie setki przykładów znanych mi przedsiębiorców, którzy próbując spieniężyć swoją pasję, bezpowrotnie ją stracili. Bo po prostu w pewnym momencie mieli jej dość.

Z drugiej strony, wcale nie namawiam do kierunku przeciwnego. Bo jasnym jest, że Twój pomysł na zarabianie w internecie powinien opierać się o to, co lubisz i czym się interesujesz (lub mógłbyś się interesować). Dlatego ja prowadzę bloga o biznesie, marketingu i efektywności osobistej, a nie o malowaniu na szkle czy hodowli żuków gnojarzy.

Nie żebym miał coś do jednej czy drugiej aktywności – po prostu nigdy się nimi nie zajmowałem i w moich oczach nie są zbyt… wciągające. 

Wieczorem, przy ciepłej herbatce albo chłodnej wodzie z cytrynką (w zależności od pory roku) wolę sięgnąć po lekturę dotyczącą chociażby modelu biznesowego, niż po kompendium hodowli insektów (chociaż gdybym czasem sięgał i po takie pozycje, to pewnie znacznie wcześniej bym się dowiedział, że żuki gnojarze w trakcie swoich codziennych wędrówek nawigują na podstawie światła Drogi Mlecznej – czaicie to?).

4. Jakim budżetem dysponujesz na start?

Rozmawialiśmy o różnych biznesach. Część z nich może nie wymagać absolutnie żadnych nakładów finansowych, przy części pewna inwestycja na start może sporo ułatwić, a przy niektórych – mimo wszystko – pewna inwestycja może się okazać konieczna.

Poza tym – nie zapomnij uwzględnić potrzebnej poduszki finansowej, która pozwoli Ci przeżyć kilka miesięcy bez stałego dopływu gotówki na wypadek, jeśli coś pójdzie nie tak.

5. Możesz pochwalić się umiejętnością (lub zestawem umiejętności), dzięki którym z łatwością mógłbyś wymieniać swój czas na pieniądze?

Niezmiennie uważam, że freelancerka jest dobrą opcją na start. Może też przynieść najszybsze rezultaty w postaci stałych dopływów gotówki. Dlatego gorąco polecam rozważyć tę drogę, przynajmniej jako część realizowanej strategii na zarabianie w internecie (np. zarabiasz na pisaniu tekstów, ale równolegle do tego pracujesz nad własnymi produktami lub rozwijasz sklep online). Jednak, by taką wizję urzeczywistnić, potrzebujesz czegoś, co już teraz pozwoli Ci zamienić czas na pieniądze. Masz to coś? 🙂

6. W jakiej formie komunikacji czujesz się najpewniej? Pisanie, mówienie, występowanie przed kamerą?

To pytanie powinno pomóc Ci podjąć decyzję na temat możliwych form, jakie przybiorą Twoje produkty cyfrowe… o ile taka aktywność w ogóle Cię interesuje 😉

7. Czy z łatwością odnajdujesz się w świecie technologii?

Internet to świat technologii. Czasem trzeba coś “przeklikać”, zmienić parę linijek w kodzie, pobawić się Excelem, nauczyć się nowego narzędzia, zautomatyzować jakiś proces… Lista jest długa.

Obecnie nie trzeba do większości tych rzeczy posiadać wyspecjalizowanej wiedzy programistycznej, ale nie można też bać się komputera. I tempo nauki też się liczy.

Oczywiście teoretycznie można wszystko zlecać, ale… no właśnie – to się trochę wiąże z pytaniem o Twój budżet 🙂 Bo pamiętaj – zawsze coś inwestujesz. Albo czas, albo pieniądze. To pytanie w zasadzie tylko do Ciebie: jaką walutą wolisz obracać na początku swojej działalności? 

Kiedy otwierałem swój biznes, byłem pełen obaw. I skłamałbym, gdybym powiedział, że dzisiaj jest inaczej.

To, co na pewno uległo zmianie, to moje podejście do wyzwań, które rzuca mi los… i świadomość, że jestem na nie przygotowany.

A to nie przyszło do mnie samo z siebie. To wynik wielu godzin, które poświęciłem na pracę nad firmą. Na opracowywanie własnego modelu, na planowanie i układanie taktyk i strategii, które następnie testowałem w praktyce. Większość z nich była błędna – ale każdy ten błąd, wykryty na odpowiednio wczesnym etapie, stanowił cenną lekcję.

Kiedy zakładasz biznes, nie dysponujesz niczym więcej, jak tylko tylko paroma hipotezami. I nieważne, ile masz pieniędzy i jakim doświadczeniem możesz się pochwalić. Dopóki nie zdobędziesz pierwszych klientów, którzy pozwolą Twojej firmie trwać, najwspanialsze nawet hipotezy pozostaną w sferze marzeń i fantazji.

Z drugiej strony, jeśli tych hipotez zabraknie, pozbawisz się najcenniejszego punktu odniesienia. Bo skąd będziesz wiedział, czy realizowane przez Ciebie zadania i osiągane rezultaty są tym, na czym Ci zależało?

Znajdź złoty środek

Dlatego tak ważne jest to, by złapać odpowiedni złoty środek między dwoma podejściami.

Z jednej strony nie możesz żałować czasu na pracę koncepcyjną: na rozpracowywanie własnego modelu biznesowego, optymalizację, dostosowywanie do zmieniającego się otoczenia.

Z drugiej strony nie możesz pozwolić, by praca nad firmą stała się dla Ciebie wymówką do porzucenia pracy… w firmie. Zwłaszcza, jeśli dopiero zaczynasz i jeśli nie możesz sobie pozwolić na zespół, który mógłby realizować oczekiwania Twoich klientów. Pod warunkiem, że w ogóle zdążyłeś już ich pozyskać. A tego właśnie życzę Ci na koniec tej serii artykułów, które całkiem przypadkiem rozrosły się do wielkości porządnego e-booka. A ja dalej mam ochotę dopisać do nich co najmniej drugie tyle.

Dlatego mam prośbę: napisz proszę w komentarzu, na jaki temat chciałbyś przeczytać rozwinięcie zawartej w tym materiale wiedzy. Zawierzam los tematyki przyszłych materiałów w Twoje ręce!

Kolejny krok, to przejście od słów do czynów. Zacznij tu gdzie jesteś i z tym co masz. Zobaczysz gdzie Cię to zaprowadzi. Może zaczniesz zarabianie w internecie jako freelancer? Może następnym krokiem będzie dzielenie się wiedzą za pomocą szkoleń, książek, kursów online? A może z czasem będziesz chciał zamienić to z jakiegoś powodu w duże i prężne przedsiębiorstwo?

Tego ani ja, ani Ty nie wiemy.

Jednak, żeby zacząć lub rozwinąć biznes w rozsądny sposób sięgnij po “Firma, czyli Ty”. (akcja trwa do 6.12 do 23:59)

Chciałbym Ci zarekomendować książkę „Firma czyli Ty” autorstwa Paula Jarvisa. Bez wątpienia jest to jedna z najlepszych książek jakie przeczytałem w tym roku. Książka ta wspaniale tłumaczy jak być małą firmą, która robi wielkie rzeczy.

Pozostań mały, twórz produkty skalowalne, nie buduj wielkich struktur, pracuj z profesjonalistami zatrudnionymi kontraktowo, pracuj w skupieniu, dbaj o klientów, których już masz, pilnuj jakości, bądź przyzwoitym człowiekiem.

Taki sposób działania jest mi bardzo bliski, ale nie ukrywam, ze nie raz i nie dwa w mojej głowie pojawiały się myśli, że może jednak moja filozofia jest zła? Szkodliwa? Niebezpieczna?

Z drugiej strony prowadzenie właśnie takiej firmy daje mi bardzo dobrą sytuację finansową, mam czas dla rodziny, na własną edukację i zadbanie o własne zdrowie.

Po przeczytaniu tej książki poczułem pewnego „rozgrzeszenie”.

Co ciekawe książka pokazuje i udowadnia (są przytoczone liczne badania i statystyki), że wielkie firmy są równie często, a nawet częściej niż te małe, narażone na brak płynności finansowej, rosnące koszty, problemy kadrowe, destabilizację rynkową i wrogie przejęcia. W dużego łatwiej trafić ?

Książkę możecie zakupić na tej stronie i jeśli miałbym zasugerować, który pakiet wybrać, to polecam Druk + ebook.

To się po prostu opłaca, bo ebooka zostawiasz u siebie, a książkę możesz komuś sprezentować pod choinkę (a święta tuż, tuż!).

Przynajmniej prezent dla jednej osoby będziesz miał z głowy, a książka to zawsze dobry prezent.

Ale to nie wszystko! Mam dla Ciebie bombowy prezent!

W książce „Firma czyli Ty” jest nacisk na to, żebyśmy byli coraz lepsi w swoim fachu, bo to gwarantuje lojalność klientów, oraz to, że będą nas polecać dalej.

Z mojej perspektywy wątek tego, jak mieć więcej klientów z polecenia został w zasadzie tylko zasygnalizowany na zasadzie: „rób świetną robotę, a będą Cię polecać”. To trochę za mało.

Z drugiej strony nie dziwię się autorowi, bo to jest temat na zupełnie osobą książkę. Dlatego postanowiłem, że przygotuję dla was rozwinięcie tego wątku.

Kup książkę Firma czyli TY i zobacz jak stworzyć model biznesowy w małej firmie

Od początku swojego działania w dużej mierze pozyskuję klientów w oparciu o rekomendacje. To baza, na której opiera się mój model biznesowy.

Ebook, który przygotowałem wypełniony jest po brzegi:

  • badaniami pokazującymi jaka jest siła rekomendacji,
  • konkretnymi wskazówkami (jestem przekonany, że część możesz natychmiast zastosować w swojej firmie)
  • licznymi przykładami małych firm, dla których rekomendacja to nie prezent, ale świadomie zaplanowany proces

Jestem przekonany, że te wskazówki przyczynią się do większej ilości klientów  z polecenia w Twojej firmie, niezależnie od branży w jakiej działasz (no chyba, że bierzesz udział w przetargach).

Dostaniesz tego ebooka w prezencie do książki „Firma czyli Ty” jeśli zdecydujesz się na jeden z tych pakietów:

Druk + ebook

Druk + ebook + audiobook

PS. Podobało się? W takim razie Panie i Panowie: zostawcie proszę jakiś ślad po sobie w komentarzach tutaj na blogu. To dla mnie bardzo ważne, żeby znać was, wasze wyzwania,  wasze problemy i bolączki, ale także marzenia i aspiracje jeszcze lepiej. Dzięki temu mogą pojawiać się tutaj materiały, które są pomocne. A my chcemy być pomocni! 😀

Z góry dziękuję! 🙂

23
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
11 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
Bartek PopielDariusz ŁukasikMateuszJustiMichał Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Serwer.io
Gość

Bartek, świetny artykuł! Bardzo na czasie i treściwy! Podlinkujemy!

Bartek Popiel
Admin

Serdecznie dziękuję!

Anka
Gość
Anka

Fajny wpis. Choć pewnie największe pieniądze zarabiają ci co się tym nie chwalą. Wszak pieniądz lubi ciszę. I nawet nie wiemy kto dzierga tam więcej niż wymienieni.

Bartek Popiel
Admin

Ale to nie znaczy, że nie warto brać przykładów z tych co też potrafią dużo zarobić 😉

Adix
Gość
Adix

Kasia Aleszczyk jako ekspertka od WP? Może i tak ale od strony administracji a nie developmentu 🙂

Bartek Popiel
Admin

Na podstawie tych informacji z tej strony: https://kasiaaleszczyk.pl/tworzenie-stron-na-wordpressie/ wyciągam wniosek, że nie tylko od strony administracji. Jest tam mowa o konfiguracji, pisaniu wtyczek, poprawie motywów itp.

Adix
Gość
Adix

Ale to Pani Aleszczyk pisze te wtyczki i motywy, czy ktoś z jej “teamu”? Bo tam jest liczba mnoga WY 🙂 Obstawiam to drugie.

Łukasz Dominikowski
Gość
Łukasz Dominikowski

Mam wrażenie, że znam ich wszystkich 🙂

Dawid
Gość

Niezły artykuł. Sam jestem na takim etapie, że za bardzo nie wiem jak ruszyć dalej. Prawie rok tworzę bloga, którego zamierzam przekształcić w jeden z najbardziej poczytniejszych w swojej branży. Chyba najgorsze co może nas spotkać w takim momencie, to brak wizji samego siebie za x lat.

Bartek Popiel
Admin

Dlatego warto czerpać inspiracje od ludzi, którzy zajmują się podobnymi rzeczami z naszej branży. Może pomoże Tobie ruszyć dalej.

Ela
Gość

Hej Bartku, jak zwykle świetny, pełen wartościowy treści materiał 🙂 Ale nie zgodzę się z tym, że zawód Wirtualnej Asystentki nie przyjął się w Polsce tak jak w Stanach. Bo… dopiero się przyjmuje 😉 Teraz dopiero zaczyna się ta branża rozkręcać na polskim rynku. Jestem WA od ponad 2,5 roku i widzę coraz większe zainteresowanie zarówno ze strony przedsiębiorców, którzy szukają wsparcia, jak i ze strony osób, które chcą WA zostać. Popyt na wiedzę jest na tyle duży, że powoli zaczynam wprowadzać na rynek płatne produkty dla początkujących WA. Więc myślę, że do zainteresowania na poziomie, jaki jest w USA,… Czytaj więcej »

Szymon
Gość

Świetny materiał do przetrawienia i kilka zapisanych wskazówek do wdrożenia. Dzięki Bartek 🙂

Bartek Popiel
Admin

Proszę. Mam nadzieję, że się przydadzą. 😉

Diana
Gość
Diana

Dzięki Bartek za artykuł – kilka kwestii mi się rozjaśniło i utwierdziło mnie, że jestem w dobrym miejscu ze swoim biznesem. Ale chcę spróbować czegoś innego – poeksperymentować w kwestii pisania artykułów, e-booka i własnej książki.
Obawiam się jednak, że jestem zbyt słaba w pisaniu dobrych tekstów, więc mnie osobiście najbardziej interesuje temat związany z pisaniem super tekstów lub odnośnik do stron, gdzie można się tego lepiej nauczyć.

Bartek Popiel
Admin

Najważniejsze to po prostu zacząć pisać. Nic nie zastąpi praktyki. Jest wiele publikacji uczących dobrego pisania. Wystarczy, że w wyszukiwarce wystukasz frazę “jak pisać teksty książka”. Na blogu też wiele razy poruszam ten temat. Choćby w tym wpisie https://liczysiewynik.pl/artykul-filarowy-dlaczego-warto-je-miec-na-blogu/

Michał
Gość
Michał

Mega artykuł, moim zdaniem najlepszy z serii?.
Chciałbym poczytać w jaki sposób lokalizowac największe problemy klientów, za rozwiązanie których będą gotowi zapłacić z uśmiechem na twarzy.
Czy jest jakiś uniwersalny zestaw narzędzi?

Bartek Popiel
Admin

Uniwersalnych narzędzi nie ma (po za może stworzeniem profilu klienta – ale chyba nie o to Ci chodzi. Jeśli jednak, to zapoznaj się z tym artykułem https://liczysiewynik.pl/idealny-klient-robimy-profil/ ). Sposobami, które my używamy to m.in. wysyłanie ankiet do klientów z bezpośrednim zapytaniem o określenie ich największych problemów. Przede wszystkim jednak – przy okazji większych artykułów – prosimy ludzi o komentarz. Za jego napisanie wysyłamy do komentujących bonusy, jak np. “kalkulator produktywności”, dodatkowe videa i inne materiały dające natychmiastowy efekt. (jeśli tylko zostaną zastosowane). Wtedy my dostajemy wartościowy komentarz, z którego możemy wysnuć konkretne wnioski, a ludzie dostają od nas coś co… Czytaj więcej »

Justi
Gość
Justi

Boże jakie głupoty i wcale nie że mam coś do autora i wartości merytorycznej artykułu,ale nie potwierdzam efektywności pracy przez sieć. Tylko chodzi mi o to,że każdy absolutnie każdy kto wypróbował np. freelancing na tak baznadziejnych stronach jak freelanceria,czy oferteo, czy useme co po polsku wręcz znaczy wykorzystaj mnie, itd.,które wręcz od ciebie wyciągają pieniądze, a zarobić może dają na gumę do żucia raz na ruski rok,a ogłoszenia z olx już całkiem mają głęboko, albo pracę etatową online np. jako telemarketer,obsługa klienta itp. która też może dać najwyżej na waciki ,albo oszukać i wcale nie zapłacić, albo korepetycje, które udają,że… Czytaj więcej »

Bartek Popiel
Admin

Pamiętaj jednak, że te wszystkie “seksowne blogerki” i “lubiani blogerzy” nie byli od razu seksowni i lubiani. Zaczynali od zera.

Mateusz
Gość
Mateusz

Cześć, ostatnio dużo zajmuję się rozkminianiem biznesu online. Prosiłbym o rozwinięcie tematów sprzedaży produktów cyfrowych i zarabianiu na swojej wiedzy i SaaS. To pierwsze jako właśnie początek do budowania własnego biznesu. Natomiast to drugie jak to można robić dobrze lub chociaż poprawnie od strony biznesowej. Z góry dziękuje i pozdrawiam

Bartek Popiel
Admin

Jest wiele wskazówek w różnych artykułach na Liczy się Wynik, które możesz zastosować. Jeśli chcesz dzielić się wiedzą to zadbaj o blog/kanał na youtube, na których będziesz publikować treści Jak promować blog? Cz.1 czy Co zrobiłem, że nie pisałem nic na blogu przez pół roku, a zarabiałem pięciocyfrowe kwoty? Warto przestudiować różnego rodzaju case study (i tak jak w wypadku tego artykułu) wybierać najlepsze dla siebie rozwiązania CASE STUDY: Zarobił 11 milionów w 90 minut! Poszukaj tego co Cię interesuje.

Dariusz Łukasik
Gość

Genialny artykuł. Kopalnia wiedzy biznesowej. Wielkie dzięki. Edukuj nas dalej! Jesteś świetnym wykładowcą. Dziękuję

Bartek Popiel
Admin

Dziękuję za uznanie.