Partner/ka krytykuje zamiast wspierać? Oto co zrobić.

Chcę poruszyć pewien temat, który bardzo mnie dziwi, a o którym dość mało się mówi w kontekście biznesu. Sprawa jest dla mnie o tyle zaskakująca, że u nas nigdy nie było z tym problemu.

Chodzi o wzajemnie wparcie.

W zeszłym roku przeprowadziłem ponad 120 konsultacji. Niecała połowa rozmówców to były osoby, które dopiero zamierzają wejść w biznes.

Część z tych osób ma niesłychanie komfortową sytuację, bo np. mieszkają jeszcze z rodzicami. Nie mają jeszcze rachunków do opłacenia, dzieci czy kredytu na karku itp. Mają zapewniony dach nad głową, mają co jeść. To jest świetny czas na testowanie swoich pomysłów. Bo nawet jak nie wyjdzie, to najwyżej stracą trochę pieniędzy i czasu.

Druga grupa to Ci, którzy już pracują i są w związkach małżeńskich.

I wiecie co często takie osoby mówią lub piszą?

„Chcę przejść z etatu na swoje, ale mój mąż / moja żona w ogóle mnie nie wspiera. Mówi, że przecież mam dobrą pracę, pensja jest na czas, to po co wymyślam, w dupie mi się poprzewracało”

Albo:

„Jak tylko powiedziałem mu / jej o swoim pomyśle, to spotkałam się z drwinami, śmiechem, a później głupimi docinkami i wyszydzaniem przy jakimś rodzinnym spotkaniu.”

I wiecie co? Ja to czytam i robi mi się po prostu smutno. Naprawdę cholernie mi szkoda, że ludzie są w związkach, w których nie ma wsparcia, rozmowy, a są heheszki, podśmiechujki, wyszydzanie i podcinanie skrzydeł już na starcie.

Jak kobieta chce czegoś więcej, ma ambicje, chce zmienić pracę, albo otworzyć biznes, a jej facet zamiast być NAJWIĘKSZYM wsparciem, rozsiada się wygodnie w loży szyderców, to ja życzę jej, ale to tak jej życzę jak tylko życzyć można, żeby:

  • postawiła na swoim;
  • mądrze prowadziła swój biznes;
  • zarabiała taką kasę, żeby mogła nią palić w piecu.

To będzie jej najlepsza zemsta na swoim byłym. Bo jak on nie zrozumie, że jest dupkiem i takim zachowaniem ją krzywdzi, to prędzej czy później na pewno zostanie jej byłym. Albo sam odejdzie, albo ona po prostu kopnie go w dupę, bo dotrze do niej w końcu, że zasługuje na kogoś, kto będzie ją wspierał.

Ale żeby nie było, że to zawsze kobieta jest tą uciskającą, a facet jest po stronie oprawcy.

Wiem, że działa to też w drugą stronę, ale faceci rzadziej poruszają ten temat, bo po prostu się wstydzą, nie chcą wyjść na cieniasów itp.

Tylko, że rozwiązanie jest proste. Trzeba usiąść i porozmawiać. Po prostu. Tylko tyle i aż tyle.

Może na początek warto ten biznes rozkręcać tylko po godzinach, bez rzucania się na głęboką wodę?

Może warto wspólnie porozmawiać o finansach? Może w domu jest dużo zbędnych rzeczy, które można sprzedać? Może da się na czymś jeszcze dorobić? Może warto odpuścić jedne wakacje? Może warto zmniejszyć opłaty za telewizję czy telefony?

Po co to wszystko? A no po to, żeby zbudować solidną poduszkę finansową. Wtedy jak biznes nie wyjdzie, to rodzina może normalnie funkcjonować.

Powyższy akapit z tego co obserwuję dotyczy częściej mężczyzn niż kobiet. W robocie coś mu nie pójdzie, szef go opieprzy, klient odwoła spotkanie i wraca taki do domu, rzuca marynarką i krzyczy: rzucam pracę! Zakładam biznes! Nikt mnie nie będzie tak traktował!

No on jeszcze nie wie, co go czeka na swoim 😀

Nie pomyśli, jak oni będą żyć przez następne pół roku czy rok. Jakoś to będzie! On rzuca pracę! Chyba dlatego nie ma wsparcia ze strony żony, bo ona się boi o te kolejne miesiące. To nie jest tak, że nie rozumie, nie chce go wspierać, ale po prostu się boi. 

Mąż / żona będzie Cię wspierać, ale:

  • Powiedz dokładnie, co Cię gryzie?
  • Jaki masz na to wszystko pomysł?
  • Jaki jest plan działania?
  • Co zamierzasz zrobić, jak nie wyjdzie?
  • Jak zostaną zabezpieczone finanse?
  • Jak będzie finansowane bieżące życie?
  • Co z czasem dla siebie i dla rodziny?

U nas nigdy nie mieliśmy z tym problemu, ale to wynika z tego, że dużo rozmawiamy.

Jak chciałem zacząć szkolenia z szybkiego czytania, to Ola powiedziała tylko: ok, to działaj. Jak mogę pomóc?

Jak postanowiłem, że chcę skończyć z prowadzeniem kursów indywidualnych i więcej energii włożyć w blog, to też usiedliśmy i rozmawialiśmy jak ja to widzę. Prawda jest taka, że jeszcze przez jakiś czas działałem na rynku efektywnej nauki, ale bardzo sporadycznie.

Może o tyle było prościej, że oboje pracowaliśmy i zawsze mieliśmy jakieś oszczędności. Z drugiej strony – jak też wiedziałem, że jak projekty blogowe nie będą dochodowe, to po prostu wrócę do szkoleń, bo w tamtej branży mam bardzo dobrą reputację. Na tyle dobrą, że po dziś dzień zawsze we wrześniu dzwonią ludzie i chcą, żebym przyjechał uczyć ich dzieciaki.

Jak Ola zastanawiała się nad zmianą pracy, to też miała moje pełne wsparcie. Nawet chwilami sama miała wątpliwości czy z tym nie poczekać, bo było to pół roku przed naszym ślubem, który w całości chcieliśmy sfinansować z własnej kieszeni. Ostatecznie ją namówiłem i trafiła do pewnego towarzystwa ubezpieczeniowego, gdzie akurat miałem kurs indywidualny z jednym z dyrektorów 😉

Jednak nie do końca to było to, więc po dwóch miesiącach Ola podjęła pracę jako przedstawiciel w PWN, a potem zaproponowano jej pracę w Wedel.

Nigdy mi do głowy nie przyszło, żeby powiedzieć: Ola, daj spokój. Masz dobrą pracę, telefon służbowy, auto służbowe, weź se odpuść. Tysiące ludzi chciałoby taką pracę, a Ty wybrzydzasz?

I teraz tak zupełnie szczerze. Wspierałem ją bo:

Skoro mamy być razem ze sobą do grobowej deski, to my dla siebie musimy być najważniejsi. Kropka. Nawet jak pojawiło się dziecko, to ono nie może być na pierwszym miejscu ani dla matki, ani dla ojca.

Kontrowersyjne?

Nie, to logiczne. Dzieci będą z nami przez 20-25 lat. Potem pójdą na swoje, a my znów zostaniemy sami. Nie da się mieć dobrego związku jak jedno czy drugie będzie przez 20, albo więcej lat spychane na drugi plan.

Później mamy takie małżeństwa, że dzieci z gniazda wyfrunęły, a rodzice niby są razem, ale jednak osobno. W zasadzie tylko mieszkają razem.

Dlatego właśnie trzeba sobie pomagać, wspierać się, dodawać otuchy. Nawet jak jest ciężko.

Dlaczego jeszcze wspierałem Olę jak chciała zmienić pracę? To proste: to było też w moim interesie. Po prostu wiedziałem, że prędzej czy później ja też będę chciał (albo musiał) coś zmienić i będzie znacznie lepiej znaleźć się po jednej stronie barykady razem z Olą.

Gdybym ja jej nie kibicował, to wiem, że później mogłaby negować moje projekty. Nawet nie dlatego, że coś z nimi nie tak. Dlatego, że kobiety są pamiętliwe i „dla zasady” w takich sytuacjach będą chciały wyrównać rachunek.  No nie jest tak? 😀 

Możecie powiedzieć, że to bardzo wyrachowane podejście, ale czy takiego wczucia się w sytuację drugiego człowieka nie nazywamy empatią? 😉 

Jakby tego nie nazywać, to prawda jest taka, że to działa i…

jeśli oczekujesz od drugiej strony wsparcia, najpierw bądź wspierającym. Jeśli chcesz coś zmienić, to podejdź do sprawy poważnie: zabezpiecz finanse, zrób plan, ucz się, zrób plan B. Mając to wszystko usiądźcie razem do rozmowy. Aż takie to skomplikowane?

Brakuje Ci motywacji do działania? Chcesz poznać konkretne i sprawdzone wskazówki dotyczące produktywności?

Mnóstwo skutecznych wskazówek dotyczących motywacji, produktywv2 - Kopianości i skupienia znajdziesz w ebooku: „Przestań jęczeń i weź się wreszcie do roboty”, którego udostępniam całkowicie bezpłatnie. Dostępny jest w formatach pdf, mobi, ePub. Jest także w wersji audiobooka, więc jest to idealne rozwiązanie do samochodu, do słuchania podczas biegania czy spaceru.

Tytuł jest nieco prowokacyjny, ale w środku znajdziesz mnóstwo konkretnej i praktycznej wiedzy.

Ebooka pobrało już ponad 54.000 osób! 

Kliknij Tutaj i Pobierz Ebooka

Partner/ka krytykuje zamiast wspierać? Oto co zrobić.
4.85 (96.92%) 26 votes