Kiedy i dlaczego wizualizacja jest szkodliwa?

wizualizacja

Na szkoleniach, które organizuję zwykle na koniec robimy sesję pytań i odpowiedzi. Zauważyłem, że jedno pytanie pojawia się praktycznie na każdym szkoleniu, a to pytanie to:

„Bartek, a jak Ty się motywujesz do działania?”

Skoro to pytanie pojawia się tak często, to postanowiłem udzielić odpowiedzi publicznie i podzielę się z Tobą strategiami, które stosuję w swojej pracy.

Mam nadzieję, że będą one Ci służyły równie dobrze jak mnie (poznasz je w kolejnym artykule).

Jednak zanim przejdziemy do tego co stosuję, to najpierw kilka słów o tym, czego nie stosuję.

Otóż nie stosuję tak powszechnie propagowanej wizualizacji.

W wielu różnych książkach dotyczących rozwoju osobistego i na różnych szkoleniach wizualizacja jest wręcz uważana za świętość.

Niestety badania naukowe nie potwierdziły skuteczności wizualizacji, a liczne eksperymenty pokazały, że wizualizując sobie to co chcesz osiągnąć nie tylko nie przybliżasz, ale wręcz… oddalasz się od swojego celu.

Wiem, że dla wielu czytelników ta wiadomość może być szokująca, ale w dalszej części artykułu poznasz naprawdę mocne dowody.

„Bartek, ale jak to? Przecież w The Secret mówili inaczej! Nawet Ty sam pisałeś kiedyś, żeby wizualizować swoje cele?”

Wiem i w tym momencie nie mogę zrobić nic innego jak tylko Cię za to przeprosić. Kiedy o tym pisałem czy mówiłem moja wiedza na ten temat nie była na takim poziomie na jakim jest dzisiaj.

Wtedy nie zagłębiałem się w badania, a po prostu wierzyłem na słowo wielu różnym guru.

Podchodziłem do tego na zasadzie: „skoro Jim Rohn, Brian Tracy i Zig Ziglar mówią, że tak jest, to tak jest”.

Nie, nie jest.

Często nawet najbardziej znani mówcy motywacyjni opowiadają takie dyrdymały, że głowa mała.

Najgorsze jest to, że nawet jeśli wiedzą, że coś jest inaczej, że nauka tego nie potwierdza, że to co głoszą nie działa, to nadal to powtarzają. I to mnie delikatnie mówiąc strasznie irytuje.

Doskonale wiedzą, że jak do „siądź w fotelu i wizualizuj” dodadzą „a potem zrób plan, zorganizuj zasoby, zastanów się co może pójść nie tak, i zacznij ciężko pracować”, to już nie będzie to takie cool i sexy.

Osobiście nic nie mam ani do Ziga, ani do Briana czy Jima. W tym co mówią i  piszą można znaleźć sporo przydatnych informacji. Choćby w „Psychologii sprzedaży” Tracy’ego znajdziemy naprawdę mnóstwo wartościowej wiedzy.

Wróćmy jednak do wizualizacji.

Pewnie czytałeś o tym, że jak chcesz sobie kupić wymarzony samochód to powinieneś zrobić to mniej więcej tak:

„Wyobraź sobie jak wsiadasz do tego samochodu, usłysz dźwięk silnika, poczuj te miękkie fotele. A teraz złap za kierownicę. Wyobraź sobie jak jedziesz nim po mieście, jak inni kierowcy patrzą z zazdrością, a ludzie na chodnikach zatrzymują się, wyciągają smartfony, robią Ci zdjęcia itd.”

Wydawałoby się, że to jest skuteczne i powinno się sprawdzać.

Chcesz mieć piękne ciało – wyobrażaj sobie siebie szczupłego z kaloryferem na brzuchu.

Chcesz prowadzić biznes – myśl o tym jak siedzisz w pięknym biurze, a za oknem masz cudowny widok na całe miasto. Patrzysz na monitor i widzisz miliony na swoim koncie.

Chcesz mieć więcej odwagi w rozmowach z kobietami – wyobrażaj sobie, że podchodzisz do kobiety pewny siebie, a ona na widok Twojej twarzy i dźwięk Twojego męskiego głosu robi się mokra.

Czasami trenerzy i mówcy dodają argument, że wizualizację stosuje się z powodzeniem w psychologii sportu, że Adam Małysz i Kamil Stoch setki razy wizualizują swoje skoki.

Wszystko się zgadza, ale jest pewien szczegół, który jest cholernie istotny, ale niestety często pomijany.

Otóż sportowcy rzeczywiście stosują wizualizację, ale w swojej wyobraźni robią to, co trenują godzinami także w rzeczywistości. Widzisz tą drobną różnicę?

Możesz sobie całymi dniami wizualizować, że ubierasz kombinezon skoczka, następnie zakładasz gogle i siadasz na belce. Widzisz te wiwatujące w dole tłumy. Wyobrażasz sobie, że trener macha chorągiewką co dla Ciebie jest sygnałem, że możesz zjeżdżać.

Oczyma wyobraźni widzisz szybko zmieniające się obrazy, a na ciele odczuwasz prędkość zjazdową. Podjeżdżasz do progu, wybijasz się i lecisz…i lecisz…i lądujesz z telemarkiem.

Słyszysz burze oklasków. Podbiegają do Ciebie koledzy z drużyny i zaczynają Cię podrzucać śpiewając „sto lat”.

Całą procedurę możesz powtórzyć nawet tysiąc razy, ale jeżeli taki mentalny trening będzie jedynym treningiem jaki zrobisz przed skokiem, to czy Ci się to podoba czy nie – Twój skok prawdopodobnie skończy się poważnymi obrażeniami, a w najgorszym wypadku nawet śmiercią.

W książce Richarda Wisemana „59 sekund” przytoczone są eksperymenty robione przez Gabriele Oettingen, Thomas’a Wadden’a,oraz Lien Pham i Shelley Taylor z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Wyniki były naprawdę zdumiewające.

Oto przykłady:

1. Kobiety na diecie – zrobiono ankiety wśród kobiet, które brały udział w programie zrzucania wagi. Zadawano im pytania w takim stylu:

„Idziesz do przyjaciół, a oni częstują Cię pizzą. Co robisz?”

Niektóre kobiety odpowiadały: „Zachowałabym się rozsądnie. Nie zjadłabym tej pizzy”.

Natomiast inne odpowiadały szczerze: „Zjadłabym ile tylko się da”

Co ciekawe te kobiety, które mówiły, że wykażą się zdrowym rozsądkiem po roku były…12kg cięższe niż kobiety z drugiej grupy 😀

2. Studenci – jednej grupie studentów zalecono by stosowali wizualizację przed egzaminem. Wyobrażali sobie, że potrafią odpowiedzieć na każde pytanie i dostają dobrą ocenę.

Studentów z tej grupy, jak i z grupy kontrolnej proszono także o to, żeby zapisywali ile czasu każdego dnia poświęcają na naukę.

Efekt?

Studenci z tej grupy, która wizualizowała uczyli się mniej i dostali gorsze oceny niż koledzy z grupy kontrolnej, w której studenci zamiast wizualizować po prostu siedzieli nad książkami 😀

3. Kariera zawodowa – badacze poprosili studentów, aby zanotowali jak często marzą o swojej przyszłej karierze i sukcesach.

Po dwóch latach sprawdzono co robią absolwenci i okazało się, że Ci, którzy fantazjowali najwięcej zarabiali mniej niż ich koledzy z grupy.

Okazuje się, że im więcej fantazjujesz i wizualizujesz, tym mniej jesteś gotowy na to, żeby zmierzyć się z przeszkodami jakie pojawią się na drodze do celu. Bo przecież w wizualizacjach wszystko idzie tak gładko.

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym jak to jest, że Ty czytasz książki o rozwoju osobistym, oglądasz wielkich mówców, raz w miesiącu odpalasz „The Secret”, żeby się zmotywować do pracy i… tak to się już toczy kolejny rok?

Natomiast Twój kolega z podwórka, który z nauką radził sobie średnio, nigdy nie czytał żadnych książek i nie oglądał „The Secret” ma własną firmę i zarabia całkiem przyzwoicie.

Dlaczego tak jest?

Może cała tajemnica kryje się w tym, że on zamiast fantazjować o sukcesie po prostu go budował?

Pytanie: jakie są u Ciebie proporcje między zdobywaniem wiedzy, a realną pracą, która tworzy jakąś większą wartość? Odpowiedz sobie szczerze.

Wielokrotnie na szkoleniach powtarzałem, że najważniejszą rzeczą w rozwoju osobistym jest prędkość implementacji.

Jak czytasz jakąś książkę, to wykorzystuj informacje w niej zawarte jeszcze tego samego dnia. Jeżeli się nie da, to znaczy, że czytasz książkę, która na dany moment nic Ci nie daje.

Ona może być bestsellerem, może być polecana przez wiele osób, ale czy informacje w niej zawarte rozwiązują Twoje aktualne problemy? Jeżeli tak – bierz ją. Jeżeli nie – szukaj innej.

Jak w przyszłym tygodniu masz negocjować ważną sprawę kup książkę o negocjacjach, a nie o tym jak medytować.

Dlatego tak bardzo nie lubię równie często zadawanego pytania: „Jakie książki polecasz?”. Bo co z tego, że ja polecę taką czy taką książkę, jak ona w ogóle nie zbiega się z tym, czego pytający aktualnie rzeczywiście potrzebuje?

Kiedy i dlaczego wizualizacja jest szkodliwa?
4.54 (90.77%) 65 votes