Prawo Parkinsona w praktyce

Pierwszy raz z prawem Parkinsona zetknąłem się w książce Tima Ferrissa „4-godzinny tydzień pracy”. Idea od razu mnie zachwyciła, więc zacząłem wdrażać ją w celu podniesienia swojej produktywności. Czy to działa? Oj, jeszcze jak!

Prawo Parkinsona po raz pierwszy opisał Cyril Northcote Parkinson. Jego teoria dotyczyła głównie urzędników oraz pracy przez nich wykonywanej, ale okazało się, że można to prawo przenieść także na inne obszary życia.

Prawo Parkinsona brzmi tak:

„Czas marnowany jest w ilościach proporcjonalnych do całego czasu, jakim w ogóle dysponujemy.”

O co chodzi?

Chodzi o to, mój drogi przyjacielu, że powszechnie utarło się, aby pracować osiem godzin dziennie. Dlaczego akurat osiem, a nie np. sześć? Tego nie wiadomo.

Wiadomo natomiast to, że ludzie często rozwlekają swoje zadania na całe osiem godzin, chociaż gdyby się trochę zmobilizowali, to te same zadania mogliby wykonać w dwie lub trzy godziny.

Jak masz do zagospodarowania osiem godzin, to wypełnisz osiem. Jak będziesz miał dwanaście, to wypełnisz dwanaście. Oczywiście w międzyczasie będziesz surfował po sieci, pił kawę, rozmawiał ze współpracownikami i spędzisz siedemdziesiąt pięć minut na godzinnej przerwie. Przy okazji wyjdziesz zapalić ze dwa, trzy razy i osiem godzin jakoś zleci.

Odkąd wprowadzono system płacenia za godzinę, ludzie rozwlekają swoje zadania jak tylko się da, żeby wyglądało, że są zajęci. Jednak wiele badań potwierdza, że aż POŁOWA czasu pracy nie jest przeznaczona na pracę. Aby więc wykonać pracę w 100% potrzeba dwukrotnie więcej pracowników.

Nie jestem zwolennikiem płacenia wszystkim ludziom pracującym na etacie za godzinę – część powinna pracować na efekt. Jak są sprytniejsi, lepiej zorganizowani i pracują produktywniej, to niech idą do domu nawet i po dwóch godzinach. Albo niech poświęcą resztę czasu na zajęcia dodatkowe, które mogłyby przynieść im dodatkowy zarobek.

Z punktu widzenia pracodawcy interesowałoby mnie jedynie to, czy wykonali swoją robotę i czy wykonali ją solidnie. Ile czasu im to zajęło, to nie jest mój interes.

A jak upchać ośmiogodzinny dzień pracy w czasie znacznie krótszym? Jestem pewien, że część odpowiedzi na to pytanie znajdziesz poniżej.

Bo widzisz, tak się składa, że na temat produktywności, efektywności i tego, jak się skupiać, by być skupionym, napisałem świetnego ebooka, którego chciałbym Ci podarować teraz całkowicie za darmo. Mam nadzieję, że weźmiesz sobie do serca jego tytuł, który brzmi Przestań jęczeń i weź się wreszcie do roboty 🙂

Ebook dostępny jest w formatach pdf, mobi, ePub, a także w wersji audiobooka. Sprawdzi się w każdych warunkach – teraz chłonąć wiedzę ze 175 stron samych konkretów możesz nie tylko w trakcie spokojnej, wieczornej lektury, ale również podczas spaceru, jazdy samochodem czy ćwiczeń na siłowni 🙂

przestań jęczećAby pobrać ebooka, kliknij TUTAJ!

Widzisz – obecne podejście do pracy jest jak gaz: wypełnia całą dostępną przestrzeń. Tymczasem, powinno być jak ciało stałe i zajmować tyle miejsca, ile rzeczywiście potrzeba.

Prawo Parkinsona możesz znać z doświadczenia, jeżeli jeszcze studiujesz. Kiedy profesor każe napisać pracę zaliczeniową i daje na to miesiąc, to robi duży błąd. Dlaczego? Bo 90% grupy i tak weźmie się za zadanie w ostatnie trzy dni. Znasz to? 😀

Zatem mógłby wyznaczyć tydzień i prace oddane przez studentów byłyby tej samej jakości, albo nawet lepsze..

Moja przygoda z Prawem Parkinsona

Kiedy zakładałem firmę, Pani w Urzędzie Miasta powiadomiła mnie, żebym zjawił się za tydzień odebrać wpis do ewidencji gospodarczej.

Trochę mnie to zaskoczyło, bo wiem, że są miasta i urzędy, w których wydaje się ten dokument po piętnastu minutach.

Po sześciu dniach dostaję telefon z urzędu: „Dzień dobry, ja dzwonię z Urzędu Miasta …” Już się ucieszyłem, że dokument będzie do odebrania. Pytam: „Czy dzisiaj mogę przyjść odebrać wpis do ewidencji, bo akurat będę w okolicy?”

I oto co usłyszałem: „Niestety nie. Dzwonie ponieważ nie mogę rozczytać Pana emaila. Na końcu jest gmail.com czy con ?” (autentyk!).

Po czym Pani oświadczyła mi, że moja teczka dopiero na dzień przed ustaloną datą wędruje do pani naczelnik, która musi postawić podpis i pieczątkę.

Zatem na załatwienie tematu urzędnicy dają sobie tydzień, przy czym i tak załatwiają temat w ostatnim dniu..

Jak to wykorzystać w działaniu?

Sprawa nie jest zbyt skomplikowana. Ze wszystkich zadań, jakie masz wykonać, wybierz te, które przynoszą Ci największe zyski. Następnie na ich zrealizowanie wyznacz sobie krótkie terminy, aby zmusić się do działania.

Wiesz, że działasz najlepiej jak masz nóż na gardle – pewnie nieraz to testowałeś. Wolne tempo jest nużące i powoduje wyrabianie złych nawyków.

Uwierz mi, że to co dzisiaj robisz w tydzień, jesteś w stanie wykonać w cztery dni. Ludzie się umówili, że będą pracować czterdzieści godzin tygodniowo, ale jak nie chcesz, to nie musisz wpisywać się w te ramy.

Jeżeli masz własną firmę, to sprawa wygląda nieco inaczej – zwłaszcza jak jesteś początkujący. Kiedy zaczynałem działalność pracowałem nie osiem, ale dwanaście, a czasami nawet szesnaście godzin na dobę.

Jednak jak dzisiaj na to spojrzę, to nie wiem czy rzeczywiście cały ten czas przeznaczałem na właściwą pracę.

Obecnie moja firma jest na etapie rozwoju i dopiero nabiera to wszystko kształtów takich, jakich bym sobie życzył, dlatego zamierzam Prawo Parinsona zaaplikować do takich zadań jak: pisanie artykułów, nagrywanie podcastów i produktów informacyjnych, sprawdzanie poczty, wykonywanie telefonów, gimnastyka, nauka.

Jeżeli i Ty chcesz popracować nad swoją produktywnością, to może któraś z poniższych wskazówek będzie dobrze Ci służyła.

1. Kończ pracę o ustalonej godzinie

Wiem, to cholernie trudne. Nie raz obiecywałem sobie, że zgaszę komputer o 21:00, a przesiadywałem np. do 23:00. Dzisiaj jest z tym znacznie lepiej, ale co jakiś czas zdarza mi się nagiąć tę zasadę..

2. Dodaj dzień wolnego

Zamiast pracować czterdzieści godzin tygodniowo pracuj trzydzieści dwie. Zrób sobie piątek albo poniedziałek dniem wolnym od pracy.

Tylko biorąc dodatkowy dzień wolnego nie spędzaj go na Facebooku! Idź na spacer, zrób sobie wycieczkę rowerową, jedź na basen, poczytaj książkę, zobacz fajny film, spotkaj się ze znajomymi.

Zostanie Ci tylko cztery dni na pracę i jak naprawdę skupisz się na konkretach, to czeka Cię miła niespodzianka. Wiesz co się okaże? Że w cztery dni jesteś w stanie zrobić to, co do tej pory zajmowało Ci pięć lub sześć dni..

3. Narzucaj krótkie terminy

Ustal jasne granice co i do kiedy ma być zrobione. Polecam większe zadania siekać na plasterki i wyznaczać ramy czasowe do małych zadań. Przykładowo na napisanie tego artykułu dałem sobie 90 minut..

4. Zmniejsz wyznaczony czas

Początkowo na napisanie tego artykułu dałem sobie 120 minut, ale żeby bardziej się spiąć obciąłem jeszcze o pół godziny. Bez względu na to czy się wyrobię czy nie, zadanie będzie wykonane szybciej niż gdybym nie określił żadnych ram..

5. Zachęć się do wcześniejszego zakończenia

Nagradzanie za rezultaty jest rzadkim zjawiskiem. Częściej w firmach nagradza się ludzi, po których widać, że dużo pracują. Ok, są zajęci, ale czy efektywni? Czy za ich pracą idą rezultaty?

Za napisanie tego artykułu w 120 minut obiecałem sobie filiżankę pysznej kawy i kawałek ciasta, które upiekła moja żona.

Sam najlepiej wiesz co lubisz, więc wymyśl dla siebie zachętę, która naprawdę zmobilizuje Cię do produktywnej pracy..

6. Kara

Każdy kij ma dwa końce. Dzisiaj wiele się mówi o tym, że karanie jest złe, nie działa, żeby zachęcać marchewką a nie kijem. Co za bzdury!

Jak nie uzyskasz nagrody, to świat się nie zawali, ale jak nie będzie kary, to w życiu się nie nauczysz by dawać z siebie jeszcze więcej. Stać Cię na to, więc przestań szlochać, marudzić, weź się garść i nie chrzań, że „nie wyrobiłeś się z robotą, bo masz zapierdol na Facebooku.”

Jak nie napiszę tego artykułu w 120 minut, to po pierwsze nie będzie kawy i ciastka, a po drugie pozmywam podłogi. Nie lubię i NIE CHCĘ tego robić, więc wolę się sprężyć 🙂

Możesz także dogadać się z rodzeństwem, przyjacielem albo z wybranką swojego serca, że jak się nie wyrobisz z zadaniem, to zapłacisz im 20zł.

Nikt nie lubi się rozstawać ze swoimi pieniędzmi, zwłaszcza gdy nic w zamian za nie dostajemy. Może jak stracisz kilka stów, to zaczniesz do swojej pracy podchodzić z większą powagą..

7. Wyznacz kolejne zadania

Jeżeli nic Cię nie nagli i masz na głowie jedno zadanie, to będzie je wykonywał niemiłosiernie długo. Mało tego – będziesz je przerywał sprawdzaniem poczty, Twittera, Instagrama, Snapchata, przeglądaniem Facebooka, piciem kawy i chodzeniem do toalety częściej, niż to konieczne.

Dlatego na Twojej liście rzeczy, które muszą być wykonane, powinny wisieć kolejne projekty. Jak jesteś osobą, która mówi: Ale po co ten pośpiech, weź wyluzuj, to zobaczysz po co, jak za rok porównamy efekty naszych działań 😉

Na mojej liście spraw, które muszą być ukończone są: kolejne książki, produkty do nagrania, podcasty, pomysły na artykuły, telefony do wykonania i wiele, wiele, wiele innych rzeczy. O niektórych usłyszycie już niebawem, a jeszcze inne ujrzą światło dzienne za rok lub dłużej. Ale w mojej głowie siedzą już teraz.

Tracisz masę czasu na zastanawianiu się, jakie zadanie ma być następne. Osobiście zawsze mam coś w kolejce. To wytwarza pewnego rodzaju ciśnienie, które – nie ma co ukrywać – działa na mnie mobilizująco.

8. Tylko 10 minut

Zacznij trenowanie Prawa Parkinsona od wyznaczania limitu na sprawdzanie poczty albo portali społecznościowych.

Kiedy otwieram maila daje sobie tylko 10 minut na to, żeby skasować reklamy i odpisać na ważne wiadomości. Jak się nie wyrobię za jednym posiedzeniem to dostaję sygnał, że muszę pisać bardziej zwięzłe odpowiedzi. Przy następnym sprawdzaniu muszę działać sprawniej..

Nie przeginaj!

W momencie, gdy udało Ci się zaplanowane zadania wykonać w czasie o połowę krótszym niż zwykle, to NIE znaczy, że masz pracować dwa razy więcej. Jak przytłoczysz się pracą, to prędzej czy później takie działanie się na Tobie zemści.

Wiem, bo kilka lat temu sam spędzałem długie godziny przed komputerem i odbiło się to na moim zdrowiu.

Zarywałem noce i w końcu moje ciało dało mi wyraźny sygnał, że przeciągam strunę. Doprowadziłem do takiego osłabienia organizmu, że przy byle kichnięciu lub dotknięciu nosa leciała mi krew.

To było głupie i bardzo niebezpieczne. Nie powtarzaj moich błędów.

Naucz się odpoczywać. Uczestnicz w dodatkowych zajęciach: sztuki walki, garncarstwo, taniec, cokolwiek. Bądź wśród ludzi, poprawiaj życie towarzyskie i wróć do pracy z naładowanymi akumulatorami.

Do dzieła!!!

PS.  78 minut! Czas na kawę : )

Prawo Parkinsona w praktyce
4.8 (95.07%) 138 votes

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o
Maciej
Gość

Zgodzę się z Tobą w pełni co do jego skuteczności, pomaga mi szczególnie do pisania prac, których nie chce mi się zacząć 🙂 Jest to pewnego rodzaju moja podstawa w działaniu i dzięki temu mam czas na wiele innych czynności 🙂 polecam ;p

damian
Gość

Książka Ferrisa jest moim zdaniem kopalnią wiedzy. Bardzo fajnie piszesz artykuły. Podpowiedziałbyś coś początkującemu?

PS. Czekam na kolejne ebooki, audio, wywiadu(bardzo fajnie wychodzą), wpisy, screencasty:))

Michał
Gość

Świetne porady, jednak podstawowy problem jest jeden. Trzeba wnieść je do własnego dnia roboczego co już nie jest takie proste. Pracuję od 8-9 do późnego wieczoru i wiem, że sporo czasu spędzam na rzeczach na których nie powinienem. No nic, moze rzeczywiście będe płacił dziewczynie za niewykonane zadania 😉 Myślę, że to może pomóc z uwagi na to, że podświadomie jestem chyba sknerą. A ty stosujesz jakieś kary? Bo ta z ciastkami czy zmywaniem podłóg nie jest dla mnie motywująca, trzeba być dla siebie większym ch…. 😉

Witek
Gość

To rozciąganie zadań w czasie widzę u siebie zwłaszcza jeśli chodzi o wstawanie. Jak terminy mnie nie gonią to ciężko mi się rano zebrać. To jest właśnie esencja produktywności. Zrobić coś szybko pomimo, że nigdzie nam się nie śpieszy.

customic
Gość

Bardzo praktyczny i ciekawy artykuł, Bartku. Jak na napisany w 78 minut to nawet na złoty medal 🙂 Powinieneś go natomiast rozesłać również pracodawcom oraz wykładowcom akademickim 😉 Mnie podobają się najbardziej praktyczne wskazówki, które polecasz, część z nich stosuję i faktycznie poprawiają skuteczność.

marcin
Gość

7 rada – jeśli chodzi o mnie to najlepsza z tych wszystkich 🙂

Maja
Gość

Dobry wpis na początek dnia! Pozdrawiam 🙂

Michał Maj
Gość

Dawno nie było u Ciebie tak dobrego artykułu. Może dlatego, że idealnie się wpasowało w moje życie: styczeń i luty był pracowity tak, że nie spałem po nocach a marzec leniwie się, bo zrezygnowałem z paru obowiązków.

Dobra, mam dziś straszny zapierdol na Facebooku ale biorę się do roboty 😀

Patryk
Gość

W sumie prawo to towarzyszy mi od jakiegoś czasu, jednak do tej pory nie znałem jego nazwy 😉 Wydaje mi się, że można to połączyć z zasadą Pareto i wtedy z podwojoną siłą „prawną” poprawiać swoją produktywność 😛

PS Dobra kawa była? 🙂

Piotr
Gość
Fajne podsumowanie. Tyle, że z jedną rzeczą się nie zgodzę. A mianowicie z tym, że „karanie jest złe, nie działa, żeby zachęcać marchewką a nie kijem. Co za bzdury!” i dalej „jak nie będzie kary, to w życiu się nie nauczysz by dawać z siebie jeszcze więcej.” radziłbym najpierw zasięgnąć wiedzy o psychologi wychowania zanim zaczniesz pisać, że jest to bzdura. Kary owszem działają. Ale nieco odmiennie niż na co dzień o nich myślimy i o wiele mniej skutecznie niż nagrody. Po pierwsze to raczej ich nieuchronność ma większy wpływ na siłę takiej motywacji, niż jej wysokość. Wysokość też ma… Czytaj więcej »
LCL
Gość
Obowiązkowo muszę odpowiedzieć w tym temacie, Bartek tu pisze właśnie o mnie.Będę tu operował na swoim przypadku. Bartka „Jak nie uzyskasz nagrody, to świat się nie zawali, ale jak nie będzie kary, to w życiu się nie nauczysz by dawać z siebie jeszcze więcej.”.Myślę, że praktyki tak wychodzi. Mam masę możliwości, czasami skorzystałem, ale b. często nie. Nic się nie dzieje, po prostu nie dostałem nagrody jaką bym otrzymał po wykorzystaniu szansy. Teraz mam system kar i dopiero zaczynam inaczej myśleć, w końcu daję z siebie coś więcej, z tym, że nie mam przy tym jakiś negatywnych emocji czy strachu.… Czytaj więcej »
Piotr
Gość
Cześć LCL, Cieszę się, że udało mi się słonić cię do refleksji i skrystalizowania własnych poglądów. O to mi właśnie chodziło pisząc ten komentarz i zawsze staram się to uzyskać u moich kursantów – doprowadzić ich do samodzielnego myślenia i tworzenia własnych poglądów, popchnąć do działania ale nie ślepego, tylko poprzedzonego odpowiednią dawką refleksji i przemyślenia. Ogólnie z mojej strony podsumowując: system kar i nagród spełnia swoją rolę (ale też pod pewnymi warunkami) w przypadku motywacji typu zewnętrznej, a w przypadku motywacji wew już jest destruktywny. Nie było moim celem negowanie wszystkiego co Bartek napisał, a raczej rozszerzenie o kilka… Czytaj więcej »
Mateusz
Gość
Po mojemu to co napisał Piotr jest trochę zbyt książkowe.Bartek podaje tu raczej empiryczne przykłady co mnie się podoba. Moje zdanie na ten temat jest następujące:Kiedy stosujemy system kar i nagród staramy się oczywiście uniknąć kary i otrzymać nagrodę. Prowadzi do tego że:to nagroda staje się celem a nie planowane zadanie, więc możemy je wykonać jak najszybciej bo ono nie jest wtedy najważniejszeALEtak to wygląda raczej w przypadku gdy nie chcemy wykonywać danego zadania NATOMIASTgdy wiemy, że dane zadanie jest dla nas ważne i chcemy je wykonać ale… (najpewniej nam się nie chce) to kara jest dla nas motywatorem by… Czytaj więcej »
Piotr
Gość
Wszystko jest książkowe jeżeli tego nie wprowadzisz w życie. Ale skądś ta wiedza musiała się wcześniej wziąć. Po to przytoczyłem artykuł, żeby pokazać, że dobrze stosowana odpowiednia wiedza naukowa – a np stosowana psychologia zarządzania w przypadku motywowania pracowników też ma swoje korzenie w wiedzy czysto naukowej. To że w szkołach i na uczelniach podają wiedzę mało stosowaną (jak dla mnie była jednak do zastosowania w wielu życiowych przypadkach, wystarczy tylko wysilić mózgownicę, a jak widziałem 90% moich znajomych się po prostu nie chciało) to nie znaczy, że trzeba odrazu wyrabiać sobie nawyk odrzucania wszystkiego co jest „książkowe”. (rozumiem, że… Czytaj więcej »
Andrzej Tucholski
Gość
Drobna uwaga. „Chodzi o to, mój drogi przyjacielu, że powszechnie utarło się aby pracować osiem godzin dziennie. Dlaczego akurat osiem, a nie np. sześć? Tego nie wiadomo.” Bartku, Twój blog jest na polskiej scenie samorozwoju/amatorskiej psychologii/osiągania codziennej skuteczności jednym z topowych. Byłoby więc o wiele milej, gdybyś unikał takich ładnych i gładkich stwierdzeń wpadających Czytelnikowi w oko i spróbował ugryźć problem z wielu stron. Noblesse oblige. Jest bowiem coś takiego jak zarządzanie naukowe, postacie Fayola, Gantta, Gillbrethów i Forda i wielu innych, praca wiedzowa i niewiedzowa, zaszłości historyczne i najzwyklejsza w świecie tradycja konkretnych branż. Ja wiem, że ideologia New… Czytaj więcej »
Ansrzej Tucholski
Gość

Tknelo mnie dzis w pociagu i skladam natychmiastowa samokrytyke – z jakiegos powodu pomylil mi sie Pareto z Parkinsonem, co czyni ostatnia czesc mojego komentarza absolutnie bezsensowna. Bardzo za nia przepraszam 🙂

Kuba Dzióbak
Gość

Takie wpisy lubię najbardziej! Konkretne odpowiedzi na konkretne zagadnienia.

Jestem także zdania, że odpowiednia organizacja pracy jest niezbędna, pisałem o tym na: http://kubadziobak.pl/organ

Osobiście od jakiegoś czasu stosuję te rady i z czystym sumieniem stwierdzam, że warto nad tym się zastanowić.

P.S. „4-godzinny tydzień pracy” to jedna z pozycji które trzeba przeczytać 😉

Łukasz
Gość
Witam Bartku! Czytam Twojego bloga regularnie od 2009 roku. Muszę przyznać, że wiele rad wykorzystałem w życiu codziennym. Dlatego też polecam znajomym, aby Cię odwiedzili. Podpowiedz mi jedno: co robić, żeby uniknąć przemęczenia umysłu. Jestem dość dziwnym przypadkiem. Dawniej uczyłem się po nocach, przy kawie. Nauka była nieefektywna. Teraz zauważam, ze właśnie do godziny mój umysł jest w stanie pracować przy książkach. W jednym z artykułów pisałeś o przerwach, itp. Niestety ja po każdej z tych przerw nie jestem w stanie wrócić do wcześniejszego stanu – skupienia. Za rok czeka mnie matura z WOSu, materiału coraz więcej. Co powinienem zrobić?… Czytaj więcej »
Leszek Cyfer
Gość
Cześć Bartku! Zastanawiałem się dlaczego ten artykuł wydał mi się taki jakiś ‚frantic’, aż załapałem – dałeś sobie krótki termin i nie posprzątałeś po napisaniu. Osobiście cierpię na syndrom ostatniej chwili i najszybciej działam „za 5 dwunasta” – próbowałem sam sobie wyznaczać krótkie terminy, ale chyba jestem za sprytny dla swojego dobra bo wcale na mnie one nie działają – po prostu doskonale wiem że to podpucha na samego siebie i je olewam 🙁 Jedyny sposób jaki działa na mnie w tej gestii to przesunięcie budzika o kwadrans do przodu – nagle zacząłem chodzić punktualnie do pracy bo dopiero po… Czytaj więcej »
Bartek
Gość

Kurcze nie znałem tego prawa ale u mnie jest dokładnie tak jak piszesz ‚ jeżeli nic Cię nie nagli i masz na głowie jedno zadanie, to będzie je wykonywał niemiłosiernie długo’ sam doświadczyłem tego na własnej skórze dlatego codziennie wieczorem planuję sobie następny dzień i kolejne rzeczy do zrobienia. Faktycznie ‚ciśnienie’ następnego zadania do wykonania przyśpiesza to co nad czym aktualnie pracuję. Pozostaje jeszcze tylko ustalić jasny system nagród 🙂

Mateusz
Gość

Mam nadzieję że kawa smakowała – zasłużyłeś. Świetny artykuł 🙂

Dawid Humienik
Gość

Bartku, zaraz po tym jak przeczytałem, to „znalazłem” w domu paczkę ulubionych pierniczków i paluszków. Zostało mi do obejrzenia 2 ważne video i przepisanie pewnego tekstu. Byłem w połowie oglądania tych video, a dałem sobie 30 min. Nie mogłem się powstrzymać, zjadłem pierniczka przed czasem, ale paluszki trzymałem w ręce aż do końca. Zamiast zrobić to w 30, to udało się w 25 min (co chwila przyspieszałem x1,5 albo x2, żeby już wreszcie zjeść te paluszki) i do tego jeszcze prawie zdążyłem napisać komentarz 😉

Z tymi nagrodami to dobra sprawa, gorzej z uczciwym ustalaniem kary…