Jak zostać finansowym ninja? Wywiad z Michałem Szafrańskim cz.1

Jakie są cztery kroki do osiągnięcia stabilności finansowej? Jak wyliczyć ile pieniędzy będziemy potrzebować na życie po przejściu na emeryturę? Jak zaoszczędzić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych kupując mieszkanie? O tym wszystkim w swojej książce „Finansowy Ninja” pisze Michał Szafrański – autor najpopularniejszego w Polsce bloga finansowego JakOszczedzacPieniadze.pl

Z Michałem spotkałem się w Istebnej, do której od 10 lat w okresie wakacyjnym wyjeżdża naładować baterie. Na rozmowę umawialiśmy się dobre pół roku, ale w końcu się udało 😀

Cała rozmowa ma około 80 minut, dlatego będzie ukazywać się w częściach.

W części pierwszej, którą możecie zobaczyć (albo przeczytać!) rozmawiamy między innymi na takie tematy jak:

  • Skąd u Michała wzięła się potrzeba kontrolowania własnych finansów?
  • Od czego zacząć pracę nad finansami osobistymi? Jakie są absolutne fundamenty zarządzania pieniędzmi?
  • Dla kogo jest, a dla kogo nie jest książka „Finansowy Ninja” i przez jaki proces przeprowadza ona czytelnika?
  • Jak mądrze korzystać z promocji bankowych i co robić w momencie, gdy bank po pozyskaniu klienta zaczyna sobie „odbijać” koszty jego pozyskania na sprytnie ukrytych kosztach?

I wiele, wiele więcej! Serdecznie zapraszam do wysłuchania rozmowy, bo zarówno w tej, jak i kolejnych częściach są rzeczy, o których nigdzie indziej nie usłyszycie 😉

Ponadto dla osób, które zdecydują się na inwestycję w książkę Michała mamy super niespodziankę! Szczegóły znajdziecie w ramce pod nagraniem.

Wykonanie i montaż: http://MaciejSobol.pl

Kliknij tutaj, aby przejść do drugiej części

NIESPODZIANKA!

Moi Drodzy,

Miałem przyjemność zapoznać się z książką „Finansowy Ninja” i z ręką na sercu mówię wam, że dawno nie czytałem czegoś tak dobrego. Książka jest obszerna, ale jak sobie policzyłem, to zastosowanie (choćby częściowe) wskazówek w niej zawartych może wam w życiu zaoszczędzić od kilkudziesięciu do nawet kilkuset tysięcy złotych. Zatem zwrot z inwestycji jest gigantyczny.

Michał przygotował ofertę w trzech wersjach. W wersji pierwszej jest sama książka, w wersji drugiej i trzeciej dokłada m.in. ebooki, streszczenie w formie komiksowej, oraz kurs „Budżet domowy w tydzień”.

Jeżeli zdecydujecie się na opcję drugą lub trzecią, to dostaniecie także ode mnie dwa prezenty:

Prezent 1: Nagranie ze szkolenia „Extreme Productivity„. Ponad 8 godzin wiedzy na temat produktywności i efektywności osobistej. To na tym szkoleniu poznałem się z Michałem osobiście 🙂

Prezent 2: Zapis z wykładu: „Jak za pomocą bloga zbudować biznes skazany na sukces?”. Wykład o tym jak podejść strategicznie do blogowania? Co zrobić, żeby zawsze mieć pomysły na nowe wpisy? Jaka jest różnica między tym, czego czytelnicy chcą, a tym, czego potrzebują i jak im to dostarczyć?

To nagranie jeszcze nigdzie nie było publikowane, ani nie jest dostępne w sprzedaży.

Co trzeba zrobić, żeby dostać prezenty?

1. Wchodzisz na stronę: finansowyninja.pl 

2. Klikasz „zamów”

3. Wybierasz wersję „PAKIET” za 99,90zł lub „PAKIET + KURS” za 199,90zł.

4. Klikasz: „Dodaj komentarz do zamówienia”

5. W polu na notatki podajesz hasło: LICZYSIEWYNIK

6. Odbierasz maila i możesz oglądać moje materiały, bo na książkę jeszcze trochę trzeba poczekać 😉

To wszystko 🙂 Wiadomość z linkami i hasłami do bonusów powinna przyjść automatycznie.

WAŻNE!

Jeżeli ktoś z was już kupił pakiety kwalifikujące się do promocji (czyli te za 99,90 zł lub za 199,90 zł), to napiszcie na sklep@jakoszczedzacpieniadze.pl podając numer zamówienia (odszukaj proszę) i załoga Michała dośle bonusy.

Wersja tekstowa rozmowy

Bartek Popiel: Wreszcie się widzimy!

Michał Szafrański: Cześć Bartek!

B.P: Zgadujemy się na tą rozmowę dobre pół roku.

M.Sz: No… Jak nie więcej.

B.P: Jak nie więcej!

Gdzieś tam październik, listopad 2015 były pierwsze wzmianki… Mam na myśli wzmianki o książce…

M.Sz: Książka miała być w październiku.

B.P.: Właśnie! Książka!

M.Sz: …pod koniec października 2015 roku. I to już był kolejny termin.

B.P: Pierwsze wzmianki pojawiły się w podcastach w 2014 roku. Zapowiadałeś w nich książkę. Co się stało, że nie pojawiła się w terminie?

M.Sz: Wiesz co… to jest tak, że ja się po prostu mocno przeliczyłem.

Ja jestem typem pracoholika-zadaniowca, to znaczy – wiesz – wyznaczam sobie jakieś tam cele i uważam, że muszę je zrealizować. Później się okazuje, że wchodzi taki moment, kiedy zderzasz się z tą ścianą, z tą rzeczywistością i widzisz, że wena twórcza (czyli to, co jest ci potrzebne do napisania książki) nie będzie trwała wiecznie. To nie jest taki stan, który jest non stop.

Ja się mocno przeliczyłem z pisaniem książki. Pierwotnie miała się ukazać w maju 2015 roku, później się miała ukazać pod koniec października… W końcu ukazuje się dopiero teraz, czyli w połowie 2016 roku.

B.P: Książka jest kapitalna.

M.Sz: Dzięki 🙂

B.P: Miałem okazję przeczytać ją jako jedna z pierwszych osób. I przeprowadzamy ten wywiad w momencie, kiedy książka nie jest jeszcze…

M.Sz: publicznie dostępna

B.P: Jest w przedsprzedaży, ale to naprawdę, naprawdę potężna kobyła.

Wiesz co? Czytając twojego bloga zastanawia mnie jedna sprawa. Bo podkreślasz, ze nie masz wykształcenia w kierunku finansów.

M.Sz: Mhm.

B.P:…ale patrząc na Twojego bloga i czytając książkę… powiedz mi, skąd u Ciebie wzięła się w ogóle fascynacja finansami osobistymi?

M.Sz: To się rodziło stopniowo. Nie można powiedzieć, że to jest jakaś fascynacja. Po prostu jestem takim człowiekiem, który lubi mieć wszystko pod kontrolą. Lubi mieć wszystko uporządkowane. W momencie, kiedy nie panowałem nad finansami: nie wiedziałem ile tych pieniędzy jest, ile wydaję, ile zarabiam… to czułem się niepewnie. A miałem dosyć wysoką potrzebę bezpieczeństwa.

I ta potrzeba bezpieczeństwa wzmogła się dokładnie 20 lat temu, kiedy żeniłem się z Gabi. To było 20 lat temu, w 1996 roku. Od tego momentu, no może rok wcześniej, zacząłem prowadzić budżet domowy.

Zacząłem spisywać wydatki w dosyć systematyczny sposób. Przygotowywaliśmy się do ślubu, więc trzeba było zaoszczędzić trochę pieniędzy. Chcieliśmy po prostu wiedzieć, że one są w naszej kieszeni i tak dalej. To był jeden z takich istotnych momentów, kiedy rzeczywiście poważniej podszedłem do pieniędzy. Na zasadzie, że patrzę na każdą złotówkę.

Można powiedzieć, że stopniowo, w miarę upływu czasu… największą moją potrzebą stawało się zapewnienie bezpieczeństwa mojej rodzinie. Bo o ile ja sądzę, że sobie w życiu zawsze poradzę i zawsze miałem podejście, że nawet jeśli coś się tam strasznego przytrafi, to jakoś sobie obronną ręką wyjdę… to mam jednak taką obawę „okej, co się stanie, jeśli na przykład mnie zabraknie? Na ile dobrze zabezpieczę moją rodzinę na taką sytuację?”.

Z tego się wzięło taka próba mądrego zapanowania nad finansami. Czyli: żeby te pieniądze się nie rozchodziły. Bo ja też byłem (nadal jestem) gadżeciarz, dużo pieniędzy wydaję.

B.P: Chcesz mi powiedzieć, że  Michał Szafrański kiedyś szastał pieniędzmi? (śmiech)

M.Sz: Jak widzę, ile sprzętu przywiozłeś, żeby ten film nakręcić, to to jest mój świat! Mnie się oczy świecą!

B.P.: I co, pieniądze wyciekały?

M.Sz: Wyciekały. Jasne, że wyciekały. Każdy chyba ma taki czas w życiu, kiedy zaczyna zarabiać jakieś sensowne pieniądze i mówi „no dobra…”

B.P: No nie zgodzę się, nie każdy ma taki czas.

M.Sz: No dobra, ale każdy ma szansę, żeby taki moment w życiu mieć. Gdzieś zaczyna pracować, zarabiać jakieś pieniądze, albo w pewnym momencie dostaje podwyżkę albo zmieni pracę i zaczyna zarabiać coraz więcej. To się ładnie nazywa: inflacja stylu życia. Im więcej zaczynamy zarabiać, tym więcej wydajemy.

Oczywiście, że to miałem. Ale po latach zadajesz sobie pytanie: „okej, czy jest sens kupowania kolejnych rzeczy? Posiadania kolejnych błyskotek? Czy one mi rzeczywiście dają szczęście?”. I teraz, im bardziej się nad tym zastanawiasz, tym bardziej dochodzisz do wniosku, że skoro tak w zasadzie stać Cię na wszystko, no to kupisz sobie to wtedy, kiedy będziesz chciał. (śmiech) Teraz może nie do końca jest na to odpowiednia chwila.

To jest taki jeden, powiedziałbym, istotny moment w życiu, który miałem.

Teraz kolejnym istotnym momentem było przejście od nadmiernej konsumpcji do panowania nad tymi kosztami. Zastanawianie się, pytanie o sens tego wszystkiego: czy jest sens to wydawać? Czy jest sens wydawać te wszystkie pieniądze, które zarabiam?

Kolejny etap to planowanie przyszłości. Czyli pytasz sam siebie: okej, dobra, pracuję 10 lat, na koncie mam 10 000 zł oszczędności… to ile będę miał za 30 lat? 30 000-40 000 zł? Trochę mało. Ile za to przeżyję? Słabo to wygląda… No okej, to być może trzeba coś zmienić.

Jak do tego podejść, by tych pieniędzy było więcej? Inwestować? Ale w jaki sposób inwestować? Jedna forma inwestowania, druga, trzecia… Parzysz się. Tutaj takie błędy, tutaj takie błędy. Widzisz, że to nie jest wcale takie łatwe.

I odkrywasz, że trzeba to robić w taki wyważony sposób.

I ta potrzeba bezpieczeństwa. To absolutnie kluczowe.

Oczywiście bezpieczniej się czuję, kiedy kwota na koncie jest całkiem spora i bezpieczniej się czuję, jak wiem, że może mnie zabraknąć jutro, a jednocześnie wszyscy wokół mnie, na których mi zależy, jakoś sobie poradzą.

B.P: Zacząłeś prowadzić bloga, ale napisałeś to też w książce – nie wiem czy mogę zdradzać…?

M.Sz: Możesz, śmiało!

B.P: Napisałeś, że przylgnęła do Ciebie łatka gościa, którego określa się jako „jak oszczędzać pieniądze”. Przy czym nie do końca, bo w książce piszesz też, że jeśli ktoś ma trochę inną naturę (na zasadzie „potrafisz zarabiać pieniądze, więc wydatki sobie zautomatyzuj – przychodzą pieniądze tego i tego dnia miesiąca, to porób sobie przelewy, a za resztę… no skoro spisywanie, tabelki, paragony excele i tak dalej nie są Twoją bajką, no to z resztą zrób co chcesz”)

Zresztą to bardzo często też się przewija, jedno zdanie. Nie tylko w książce, wielokrotnie to podkreślałeś także w podcastach. Najlepszą formą oszczędzania jest…

M.Sz: Zarabianie. Zwiększanie przychodów.

B.P: Tak jest. Zwiększanie przychodów.

Michał, pytanie odnośnie bloga. Postawiłeś jakoszczedzacpieniadze.pl. Czy przyświecało Ci gdzieś z tyłu coś takiego, że my – jako nacja, jako Polacy – nie potrafimy sobie radzić z pieniędzmi?

M.Sz: Ja do dzisiaj nie wiem, czy to jest problem wyłącznie Polski czy to jest ogólnoświatowa tendencja, że jakaś część społeczeństwa po prostu sobie z tym nie radzi. Bo nie otrzymała należytej edukacji… bo nie wykształciła prawidłowych nawyków… czasami sama, czasami rodzice o to nie zadbali, czasami wzorce gdzieś tam z boku. Bo tak naprawdę jesteśmy zbyt podatni na tą presję zewnętrzną – i środowiska najbliższego, które stara się, wiesz…

B.P: „Sąsiad ma, to ja też muszę kupić?”

M.Sz: Dokładnie. Jest taki wyścig, żeby wyglądać lepiej na tle innych. Ale też jest bardzo mocna presja wewnętrzna. Mówimy o reklamach, promowaniu pewnego konsumpcyjnego stylu życia. Również o tym, w jaki sposób jesteśmy zachęcani przez np. instytucje finansowe czy ubezpieczycieli.

B.P: „Weź kredyt na wakacje”?

M.Sz: Taaak. „Nie masz pieniędzy? Nie ma problemu, my Ci pożyczymy”. A to, że spłacisz dwa razy więcej, nie ma większego znaczenia… Wiesz, powodów takiej sytuacji jest wiele. Badania wskazują, że rzeczywiście tak jest, że większość Polaków – jeśli mówimy o Polakach – nie ma żadnych oszczędności, bądź nie oszczędza. To jest 60-65%, w zależności od tego, do jakich badań sięgniemy. Ja akurat grupuję wokół siebie takie osoby, które – wiesz, wokół bloga się grupują – które jakoś tymi finansami już potrafią zarządzać, dlatego, że…

W ogóle to jest też tak, że kto czyta Twojego bloga? Takie pytania też się często pojawiają. Czy są to osoby, które nie mają żadnych oszczędności? Nie, wręcz przeciwnie.

To osoby, które się aktywnie interesują tym, jak mogą swoją sytuację finansową poprawić. I już z samego zainteresowania tym tematem po prostu mają więcej w portfelu. I tak to wygląda. Czyli one jakby szukają dodatkowych informacji.

Wiesz, ja bym bardzo chciał, żeby tych osób było jak najwięcej, bo też nie wydaje mi się – mimo wszystko – szczególnie trudne dobre panowanie nad swoimi finansami. To nie jest wiedza magiczna.

B.P: Oczywiście!

M.Sz: To są wszystko podstawy. Elementarne kwestie. Owszem, w książce podane w pewien uporządkowany sposób, ale totalnie podstawowe.

B.P: Okej, pociągnijmy ten temat. Jakie, Twoim zdaniem, są totalne fundamenty? Ogląda nas osoba, która – powiedzmy – jest czytelnikiem mojego bloga. Michał Szafrański? Okej, zna, kojarzy, może gdzieś tam zajrzała, ale jakieś excele, tabelki, słupki…

M.Sz: Czyli taka osoba z finansami „lekko na bakier”?

B.P: Tak, powiedzmy. A teraz… Czy jest coś, co wiesz, że powinna zrobić? Takie wiesz, gdyby ktoś Cię zaczepił na światłach na ulicach albo jedziecie windą…

M.Sz: …i mam 30 sekund? Elevator Pitch?

B.P: No dobra, może nie 30 sekund, ale szybka kawka. I masz powiedzieć o fundamentach.

M.Sz: OK. Są 3-4 powody, które natychmiast mi do głowy przychodzą.

Pierwsza, najważniejsza zasada jest totalnie banalna: nigdy nie wydawaj więcej, niż zarabiasz. Dobrze jest patrzeć na to nie w perspektywie jednomiesięcznej, tylko dwunastomiesięcznej. Wiadomo, że są miesiące lepsze, gorsze, ale żeby suma summarum w ciągu roku nie wydawać więcej, niż zarabiamy.

B.P: Skąd ci ludzie mają o tym wiedzieć?

M.Sz: Rodzice nam przekazują tę wiedzę (albo powinni przekazywać). Czyli tak: nigdy nie wydawaj więcej, niż zarabiasz.

Druga rzecz: żeby nie wydawać więcej niż zarabiasz, trzeba wiedzieć, ile zarabiasz i ile wydajesz. Czyli krótko mówiąc, w jakiś sposób trzeba planować te swoje finanse. I to są znowu dwa elementy. Planowanie i weryfikacja, czy ten plan jest realizowany zgodnie z naszymi założeniami.

B.P: W tym momencie lekko ci się wtrącę. Ja pamiętam, jak moi rodzice całe życie prowadzili – nie mieli excela ani nic takiego – taki prosty zeszycik.

M.Sz: Zeszycik! Z lewej strony przychody, z prawej strony koszty, pod spodem kreska i teraz: zgadza się czy się nie zgadza?

B.P: Taaak! Na dole kreseczka pozioma i wszystko było jasne, nie?

M.Sz: Też tak robiłem! Na początku robiłem dokładnie to samo! Czyli jak rodzice zaczęli mi przekazywać pierwsze kieszonkowe, to mój tata wymagał tego ode mnie. Mówił: następne kieszonkowe dostaniesz, jeśli lewa strona będzie Ci zgadzała z prawą. A prawie nigdy mi się nie zgadzała! Bo zawsze jakoś tak było, że nie wszystko spisałem.

Ale generalnie to już mi dało jakieś solidne podstawy do tego, że w finansach wszystko się musi zgadzać. To nie ma być coś takiego, że przychody są malutkie, a wydatki będą duże i wszystko będzie okej. Nie będzie okej, kiedyś będzie trzeba na to zarobić.

Powiedziałem planowanie i weryfikacja, czyli planujemy do przodu ile wydamy na co w danym miesiącu i drugi element, czyli spisywanie wydatków. Na bieżąco sprawdzamy, czy ten plan, który założyliśmy na początku miesiąca, zgadza się z naszą rzeczywistością. Jeżeli coś się rozjeżdża, to trzeba reagować. „Okej, to skoro na jedzenie brakuje, bo wydaliśmy do połowy miesiąca więcej niż planowaliśmy na cały miesiąc, to może z rozrywki trzeba przenieść trochę pieniędzy na jedzenie, żebyśmy mieli co do garnka włożyć, no trudno”.

B.P: Planowanie, kontrola…

M.Sz.: Czyli tak: pierwsza rzecz – wydajemy mniej, niż zarabiamy. Druga – prowadzenie budżetu, spisywanie wydatków. Trzeci element – budowanie pewnej, ja to nazywam, poduszką finansową. Tak to się zresztą powszechnie nazywa. Czyli budowanie pewnych oszczędności, które pomagają przeżyć w trudnej sytuacji kilka miesięcy – ja wskazuję od 6 do 12 miesięcy. Czyli: pokrywasz koszty życia przez ten czas bez zarobków. Bo różne sytuacje w życiu są.

I czwarty, absolutnie najważniejszy element, czyli stałe zwiększanie zarobków. Jakby nie ma innej opcji.

B.P: Edukacja, awanse? Bo wiesz, my akurat prowadzimy firmy, ale są ludzie, którzy pracują w określonych godzinach.

M.Sz: Dodatkowe zajęcia gdzieś tam na boku, rozwijanie nawet swojego hobby, które być może przekuje się w dodatkowe źródło dochodu. To znaczy, hobby to może złe określenie, bo hobby to takie coś, co z założenia nie zarabia, bo to coś fajnego, co robimy, ale nie jest obliczone na zarabianie.

B.P: Jak Twoje kręgle!

M.Sz: Tak! Jak moje kręgle kiedyś! Grałem w kręgle kiedyś… Worek bez dna. Możesz tam wrzucić dowolną ilość pieniędzy.

Ale znowu, jeżeli podchodzimy do tego w sposób taki planowy, to myślimy sobie: „okej, mam jakieś zajęcie na boku, które mi się podoba bardziej niż moja praca etatowa. Okej, to rozwijajmy tam swoje zdolności, umiejętności, poprawiajmy swój warsztat i być może kiedyś będziemy na tym zarabiać”.

Zwiększanie zarobków jako najlepszy sposób oszczędzania. Myślę, że te 4 zasady i koniec. I myślę, że jeśli ktoś je człowiek w życie implementuje, to żadna inna magia – znaczy wiedza – nie jest mu do niczego potrzebna. On już ma tą podstawową wiedzę. To już powoduje, że jego sytuacja będzie dużo, dużo lepsza niż tych osób, które w ogóle nie myślą o swoich finansach.

B.P: Jeszcze jedna rzecz apropos zamieniania hobby czy pasji w późniejszą, być może, monetyzację. Ostatnio rozmawiałem z człowiekiem, który robi zdjęcia, tak jak mówisz, hobbystycznie. Ma fajny sprzęt, kupił sobie na wakacje. Robi zdjęcia dzieciom, żonie, wiesz o co chodzi. I nagle się okazuje, że z pracą coś nie bardzo, i właśnie… może brak tej poduszki. Chciałby coś zrobić, ale jednak ciepła posadka kusi.. Wiesz o co chodzi. Brak tej poduszki powoduje, że ludzie nie mają pola manewru.

M.Sz: Ogólnie jest tak – w książce mówię o tym wprost – jak nie masz żadnych oszczędności, to jesteś na smyczy swojego pracodawcy. Jeżeli masz kredyt hipoteczny i nie masz żadnych oszczędności, to jesteś na smyczy banku. Taka jest prawda. Trudno jest być na tyle odważnym w życiu (albo na tyle nieodpowiedzialnym, bo to różnie można nazywać), żeby nie mając oszczędności powiedzieć „dobra, to w takim razie rzucam etat i będę robił coś innego, bo coś mi się w pracy przestało podobać”. Albo nawet „zmieniam pracę”.

Sama zmiana pracy, jeżeli nie mam oszczędności, też jest ryzykowna. Zmieniając pracę prawdopodobnie u nowego pracodawcy rozpoczynamy z czystą kartą, od zera. Jakiś okres próbny. A co będzie, jeśli po tym okresie próbnym będzie jednak „dziękujemy”? A co będzie, jeśli się okaże, że w tej nowej pracy nie jest tak fajnie, jak się spodziewaliśmy, że będzie? Więc to jest ryzyko.

I teraz, żeby to ryzyko zniwelować w jakimśtam stopniu, warto budować sobie ten margines bezpieczeństwa, taką poduszkę bezpieczeństwa. Jeśli ją mamy, podejmujemy odważniejsze decyzje w życiu. I to jest też tak, że wielu czytelników mówi mi to wprost: dzięki temu, że te osoby odłożyły pewne oszczędności, po prostu nie boją się podejmować takich decyzji, które z perspektywy innych osób mogą być uznane za ryzykowne.

B.P: Tak było w Twoim przypadku. Przejście z etatu na blogowanie.

M.Sz: Dokładnie tak było. Ja w ogóle zrobiłem taki, można powiedzieć, karkołomny zabieg. Ja poszedłem do banku po kredyt inwestycyjny na moją działalność. Oczywiście to nie był żaden kredyt inwestycyjny – ja zrefinansowałem koszty poniesionego zakupu mieszkania. Kupiłem mieszkanie za gotówkę i po prostu uznałem, że bardzo źle się czuję bez gotówki na koncie. Po prostu wypstrykałem się ze wszystkich pieniędzy.

Poszedłem do banku i powiedziałem „okej, jednak poproszę o kredyt refinansujący”. Dostałem kredyt hipoteczny. Można go otrzymać również po zakupie mieszkania, w ciągu dwóch lat. To taka informacja dla osób, które gdzieś tam będą mnie oglądać i chciałyby w ten sposób swoją sytuację ze stanem konta poprawić.

Z tym, że ja to traktowałem jako kredyt inwestycyjny. Czyli, krótko mówiąc, zacząłem palić pieniądze z kredytu hipotecznego. Czy to było ryzykowne? Tak, to było ryzykowne, ale jednocześnie miałem ten bufor, że na dwa lata życia mi pieniędzy nie brakowało. Nawet przy zerowych zarobkach.

Myślę, że bardzo ważny aspekt poruszasz. Warto o tym pamiętać. Nawet, jeżeli rozpoczynamy jakąś działalność gospodarczą, otwieramy własną firmę… to warto mieć takie oszczędności. Warto się do tego przygotować. Przygotowanie do prowadzenia biznesu to nie jest tylko to, że zastanowimy się, jaką nazwę powinna mieć firma i co wpisać w PKB i opracujemy logo i zastanowimy się, jaki fajny nowy komputer sobie kupić.

B.P: Przez 5 lat swojego działania nie miałem logo… Więc można bez logo, a często ludzie myślą, że to najważniejsze… Zamiast się zastanowić komu sprzedać.

M.Sz: Tak… co będziesz robił? Jak będziesz dopieszczał klienta? Dlaczego on miałby zapłacić za Twoje usługi?

Jeżeli nie ma dobrych odpowiedzi na te pytania, to tym bardziej powinniśmy być przygotowani. To znaczy: mamy pewien czas, który pozwoli nam znaleźć nasz model biznesowy. Dzięki temu, że przygotowaliśmy sobie wcześniej taką poduchę, z której po prostu możemy dobierać pieniądze nie martwiąc się. Możemy skupić się na planowaniu swojego biznesu i realizowaniu go nawet z takim założeniem, że przez pierwsze pół roku czy rok nie będzie wychodził. Że po prostu nic nie zarobi. Ale wciąż mamy bezpieczeństwo. Bo jeżeli nie mamy, co do garnka włożyć, to…

B.P: Stresująco się wtedy rozwija biznes, nie?

M.Sz.: Taak. Zaczynamy myśleć o pieniądzach. A ja uważam, że w ogóle myślenie o pieniądzach w działalności typu, jaką ja na przykład wykonuję, czy jaką Ty wykonujesz… uważam, że stawianie pieniędzy na pierwszym miejscu to błąd. Zawsze trzeba na pierwszym miejscu (w mojej opinii, można się też ze mną nie zgadzać) postawić tą wartość, którą ja daję dla tego kogoś, kto ma mi te pieniądze zapłacić. Dopiero jak ta wartość jest, to wtedy…

B.P: Wraca. Zwielokrotnione.

M.Sz: Dokładnie.

B.P: Michał, książka… Ja dostałem wersję w pdfie, ale to jest kobyła. Ja dostałem jeszcze wersję, która miała ponad 700 stron!

M.Sz: To była jeszcze robocza wersja!

B.P: Ile wyszło w druku?

M.Sz: Wiesz co… w przeciwieństwie do niektórych autorów książek, mnie zależy przede wszystkim, żeby wcisnąć jak najwięcej. Więc jest font bezszeryfowy, bo jest węższy, a jednocześnie równie dobrze czytelny. Myślę, że wyjdzie około 500-540 stron. Tak celujemy.

B.P: To i tak jest kobyła. Z tego można było zrobić, z resztą tak jak Ci napisałem, spokojnie dwie części.

Natomiast ona ma bardzo spójną linię. To są totalne fundamenty. Jeszcze wielu rzeczy, mówisz, nie poruszyłeś. Powiedz mi, przez jaki proces ona przeprowadza czytelnika? Dla kogo jest ta książka i przez jaki proces ma ona przeprowadzić?

M.Sz: Dobra, to najpierw powiem, dla kogo ona jest, a później pokażę ten proces. Myślę, że to rzeczywiście istotne.

Przede wszystkim, to nie jest książka dla osób zadłużonych. To też tak jest, że ja w zeszłym roku opracowałem taki kurs „Pokonaj swoje długi”. Kurs bezpłatny, pięciotygodniowy. Każdy, kto ma długi, powinien przez niego przejść. I jest udokumentowane, że kurs pomaga. Jest kilkanaście tysięcy osób, które przez niego przeszło. Bardzo wiele z nich z długami się już uporało. Większość zdecydowana jest gdzieś tam w tym procesie, bo to w gruncie rzeczy proces na lata, jeśli ktoś ma olbrzymie zadłużenie. Więc książka nie jest dla nich, dla nich jest ten kurs.

Książka to fundament, który się rozpoczyna od momentu, w którym tych długów nie mamy albo już jesteśmy na prostej i po prostu chcemy pójść dalej. Czyli stopniowo budować swoje oszczędności, zastanowić się, w jaki sposób i ile powinniśmy uzbierać na naszą emeryturę. Dowiedzieć się, jakie zagrożenia czyhają na nasze pieniądze, kto na nie poluje i jakie techniki są stosowane, żeby się do tych naszych pieniędzy dobrać.

Ja mówię, że taką idealną grupą docelową dla tej książki jest przedział wiekowy, powiedzmy, od momentu nastoletniego, do osób, które są w swoich latach trzydziestych. To idealna grupa docelowa.

Osoby, które kończą studia, wchodzą na rynek pracy, za chwilę będą zarabiały mniejsze bądź większe pieniądze, bądź już nawet są na tym rynku pracy, ale mają na głowie (bądź zaczynają mieć na głowie) rodzinę, budują własne gospodarstwo domowe i mają jeszcze wystarczająco dużo czasu, żeby – jeśli dzisiaj mają jakiś bałagan w finansach – to go uporządkować i mieć szansę, żeby do momentu emerytury (kiedykolwiek ją planują) rzeczywiście odłożyć realne oszczędności. To jest najlepsza definicja tego, dla kogo jest ta książka.

Ja mówię o tej książce, że to podręcznik, który każdy z nas przeczytać w szkole. Że to jest totalny fundament finansów osobistych, w zasadzie coś, co powinno być elementem edukacji szkolnej. Niestety – nie jest. I to jest ten problem.

B.P: Tak, zamiast tego uczymy się budowy pantofelka…

M.Sz.: Nie chcę powiedzieć, że szkoła daje wiele nieistotnych informacji, ale prawda jest taka, że nie daje istotnych informacji z dziedziny finansów osobistych. A ta dziedzina dotyczy absolutnie każdego z nas. Każdy z nas ma portfel. Czy to w torebce, czy w kieszeni, ale każdy z nas ma portfel. Po prostu.

Więc tak wygląda grupa docelowa.

I drugi element – przez jaki proces przeprowadzam? Znowu: to jest pewna gradacja, pewna ewolucja kogoś, kogo ja nazywam finansowym ninja. Tutaj znowu pojawiają się czasami zarzuty: „a, ninja to jest definicja amerykańskiego golasa. Typu osoby, które nie mają zarobków, pracy, majątku, a jednocześnie są idealnymi biorcami kredytów w Stanach Zjednoczonych.

B.P: Ale też to określenie ma trochę – nawet w Polsce, nie bałeś się tego? – taki pejoratywny wydźwięk….

M.Sz: Tak, bałem się! Część osób tak to kojarzy! Ja się z tym rozprawiam w pierwszym rozdziale. Mówię wprost – owszem, to jest ta łatwa droga. To znaczy, takim ninja może być każdy. Takim amerykańskim golasem. Nie trzeba dużej filozofii. Wystarczy wydawać więcej, niż się zarabia.

Ale ja mówię o tej drugiej drodze. Taki prawdziwy ninja, który przez samodoskonalenie dochodzi do kunsztu, który jest chętnie opłacany przez innych. Ninja to byli szpiedzy, zabójcy, ale za ich pracę im sowicie płacono. I byli bardzo skuteczni w tym wszystkim.

Może nie zachęcam nikogo do zabijania, tak bym powiedział. Chodzi o to, żebyśmy byli takimi ninjami w obszarze finansów. Że potrafimy trzymać wszystko pod kontrolą i świetnie się w tym poruszamy.

Proces. Więc proces wygląda tak, że najpierw jest trochę takiej pracy i treningu mentalnego. Tutaj chodzi o to, żeby – po pierwsze – dobrze poruszać się w dziedzinie finansów osobistych, żeby wytrwać w pewnym procesie i oszczędzania i zwiększania zarobków i takiej codziennej dbałości o nasze finanse, to musimy mieć dobrą motywację. Musimy wiedzieć, po co to robimy. To wcale nie jest prosta droga. To znaczy… oszczędzanie wcale nie jest łatwe. Trzeba to sobie uczciwie powiedzieć. Jest to jakieś odmawianie sobie czegoś, po to, żeby na coś innego mieć kiedyś gdzieś.

B.P: Wiele osób, z którymi rozmawiam, mówi: przecież nie wiesz, czy do jutra dożyjesz. Po co oszczędzać? Baw się. Carpe Diem.

M.Sz: Tak, ale wiesz, łatwo to odbić. Statystyki pokazują, że średni wiek w Polsce wynosi tyle i tyle w przypadku mężczyzn i tyle i tyle w przypadku kobiet. Dlaczego zakładasz, że jutro umrzesz? Raczej nie. Raczej jest wysokie prawdopodobieństwo, że będziesz żyć długo.

W ciągu ostatnich piętnastu lat, średni wiek w Polsce wydłużył się o cztery lata. Czyli, krótko mówiąc: zakładając, że mamy jeszcze te 30 lat życia przed sobą, to prawdopodobnie wydłuży się to jeszcze o osiem lat. Powiedzmy. Stanie się to ze względu na medycynę i tak dalej i tak dalej. Różne powody są. Czyli, krótko mówiąc, grozi nam raczej to, że będziemy długo żyli. Pytanie jest: za co my będziemy żyli, jeżeli będziemy żyli – nie wiem – 90 lat? 100 lat?

B.P: ZUS? (śmiech)

M.Sz: (Śmiech)

B.P: Widzisz! Jedna rzecz! Bardzo ważna! Nie mam jej tu spisanej, ale podajesz ją w książce.

Jak tam było pytanie odnośnie tego, że ludzie nie mają pojęcia o tym, że będą golasami na emeryturze…

M.Sz: Tak…

B.P: To jest tragiczne!

M.Sz: Przejdę dalej, co jest dalej w książce. Czyli najpierw te fundamenty: po co, dlaczego. Jak mamy tą motywację, to przedstawiam zestaw narzędzi, czyli mówię: arsenał finansów. Co masz do dyspozycji? Kalkulator finansowy, jako narzędzie, na którym powinniśmy potrafić różne rzeczy policzyć – budżet domowy, poduszka finansowa, wpływ procentu składanego, inflacja, jak to wszystko wpływa, ile my tych pieniędzy będziemy mieli w perspektywie krótko-, średnio- i długoterminowej.

I jak to już mamy opanowane, opanowane mamy te narzędzia, to przechodzimy dopiero do planowania finansów. Czyli planujemy: okej, dobra, na co potrzebuję pieniądze? W jakim horyzoncie czasowym? Kiedy chcę przejść na emeryturę? Bo być może wcale nie w wieku emerytalnym, być może chcę na nią przejść mając 50 lat czy 40 lat. Zależy, ile tej drogi jeszcze przed sobą mam. To w takim razie, ile pieniędzy powinienem posiadać, żeby móc sobie samemu wypłacać emeryturę?

Bo wiadomo, że z ZUSu niewiele będziemy tych pieniędzy mieli.

B.P: Ale ludzie nie mają tej świadomości.

M.Sz: No właśnie, no właśnie. Też w książce pokazuję wyniki badań, z których jasno wynika, że raptem 37% osób spodziewa się, jaka ta emerytura będzie. Większość nie ma o tym zielonego pojęcia, wręcz uważają niektórzy, że będą mieli na emeryturze więcej pieniędzy….

B.P: 70% ostatniej wypłaty! Albo nawet, że będzie to równe!

M.Sz: Tak. Te braki w edukacji są gigantyczne.

Jak już przejdziemy przez ten proces planowania, to znaczy wiemy, gdzie jesteśmy i wiemy, dokąd dążymy, no to… po kolei przedstawiam sposoby, które nam służą na tej drodze.

Tych sposobów wyróżniam cztery.

Pierwszy to jest oszczędzanie oczywiście, ale o oszczędzaniu akurat nie piszę za dużo w książce, bo to jest tematyka mojego bloga. W większości przedstawiam podstawowe zasady, praktyki, praktyczne wskazówki w najważniejszych obszarach oszczędzania. Tych, które najwięcej nas kosztują.

W przypadku reszty odsyłam po prostu do konkretnych artykułów na blogu.

Drugi obszar to zarabianie i zwiększanie zarobków.

Trzeci obszar to optymalizacja podatkowa. To jest taki obszar, który prawdopodobnie dla osoby, która pierwszy raz sięga po książkę, ma kilkanaście lat czy jest jeszcze na studiach, to dla niej będzie to opowieść o żelaznym wilku. Może nie czarna magia, bo ja starałem się pisać tą książkę tak, żeby wszystko było zrozumiałe dla osób bez wiedzy finansowej, ale jednak w pewnym sensie opowieść o żelaznym wilku, dlatego, że ta osoba jest dopiero na początku drogi. Ale też wierzę w taki efekt, że osoby, które przeczytają tą książkę, będą do niej wracać, kiedy tylko zauważą, że pewne informacje, które były podane, będą dla nich w pewnym momencie potrzebne.

B.P: Ale Michał, tak jest. U mnie na blogu jest też tak, że czytają mnie młode osoby, ludzie, którzy wchodzą na rynek pracy, studenci. I ktoś czyta, bo czyta. Wszystko co ja podeślę, on przeczyta. I na przykład pojawiają się artykuły w stylu „jak motywować ludzi do pracy?”, gdzie wiesz – on jeszcze nie zatrudnia, nie jest przedsiębiorcą. Albo jak ktoś coś takiego przeczyta, to mija jakiś czas i nagle ta sytuacja się pojawia i wtedy wie, co ma zrobić. Albo sobie szybko wróci, bo myśli „ja wiem, ja o tym czytałem…”.

M.Sz: Właśnie o to mi chodzi. Podobnego efektu może nie tyle się spodziewam, co jest on wysoce przeze mnie pożądany.

Czwarty obszar… czyli tak: oszczędzanie, zarabiania, optymalizacja podatkowa i… inwestowanie.

I tu przede wszystkim skupiam się… bo to nie jest książka o inwestowaniu, to dla jasności. To jest raczej książka o tym, jak nie inwestować, ewentualnie… jakie koszty wiążą się z różnymi formami inwestowania. Dlatego, że niestety bardzo często wpadamy w sidła firm, które proponują różne formy inwestowania, a nie potrafią sami zweryfikować, na ile prawdą jest to, co oni mówią. Ci wszyscy doradcy i tak dalej.

Generalnie daję takie narzędzia, które pozwalają przynajmniej zorientować się, gdzie są zagrożenia. I myślę, że to jest kluczowe.

Czyli te cztery obszary. Jeden obszar z dziedziny oszczędzania, na którym się szczególnie skupiam, to mieszkanie. Wynajmować czy kupować? Co jest bardziej opłacalne i w jakiej sytuacji? Jak sobie to policzyć? Jak tutaj zaplanować? Jak przygotować się do wzięcia kredytu hipotecznego, na którym można zaoszczędzić naprawdę kolosalne pieniądze, jeśli tylko odpowiednio się przygotujemy? Pokazuję ten proces pół roku przed – co należy zrobić, żeby dostać kredyt z dobrymi warunkami.

B.P: Wiesz co… ja właśnie, czytając tę książkę… chyba właśnie przy tym rozdziale, w którym piszesz o tym, czy wynajmować czy kupować, na czym można zaoszczędzić, jak się można dogadać z jakimś doradcą i tak dalej i tak dalej… ja sobie myślę, że jak ktoś to czyta w wieku osiemnastu czy dwudziestukilku lat… i kupi tą książkę i zastosuje się choćby do części… to jest niebotyczny zwrot z inwestycji.

Ja w sumie lekko gdzieś tam notowałem, że nawet kilkaset tysięcy złotych można spokojnie zaoszczędzić stosując się do tych wskazówek.

M.Sz: Wiadomo, że to jest książka. Ona ma swoją cenę i tyle. A to, ile ktoś z niej wyniesie, to jest kwestia tej konkretnej osoby. Na ile będzie chciała tą wiedzę zastosować w praktyce. Ja starałem się, by to była książka praktyczna. Żeby ta teoria była ograniczona do minimum i żeby dawać same konkretne wskazówki.

Nie wiem, czytałeś. Sam scenariusz negocjacyjny, czy to z pracodawcą, czy z deweloperem w kontekście zakupu mieszkania… Same te wskazówki potrafią naprawdę bardzo dużo pieniędzy wycisnąć. Czy tak będzie?

B.P: Zobaczymy!

M.Sz: Wszystko w rękach czytelników J

B.P: Chcę się odnieść do książki, do jednego fragmentu. Ponieważ bardzo głośno się o Tobie zrobiło w momencie, kiedy wracając z Berlina napisałeś wpis odnośnie jednej lokaty bankowej.

M.Sz: W BGŻ…

B.P: I przyszła Ci z tego bardzo fajna prowizja. Wtedy też pojawiło się, nie na Twoim blogu – u Ciebie społeczność jest grzeczna, kulturalna i jeśli ktoś chce to ładnie i grzecznie zapyta. Ale wtedy napisała o tym i gazeta i różnego rodzaju inne media… i tam pojawiały się komentarze: „tak, z jednej strony, wiesz, tutaj ludzie biorą prowizję, a z drugiej strony gdzieś zachęcasz do oszczędzania”. Chciałbym odnieść się do tego fragmentu…

M.Sz: Śmiało.

B.P: Ja go przeczytam i chciałbym, żebyśmy o tym porozmawiali.

„Powszechną praktyką jest wabienie klientów przez banki przeróżnymi promocjami – niektóre z nich są naprawdę ciekawe – po to, by za chwilę potraktować ich jak balast i odbijać sobie koszty tzw. akwizycji, czyli pozyskania nowego klienta. Banki są w tym mistrzami. Doskonale wiedzą, ile warty jest dla nich nowy klient i wiedzą, ile średnio przyniesie im pieniędzy przez cały okres współpracy.”

W ogóle, lifetime value… ja myślę, że każdy przedsiębiorca powinien sobie to określić. TU akurat warto brać z banków przykład.

M.Sz: Tak, tak… to jest standardowa praktyka biznesowa.

B.P: I dalej: „dzięki temu wiedzą, ile mogą wydać na pozyskanie nowego klienta. Dlatego proponują tablet, bony na zakup roweru lub gotówkę. Niestety, najczęściej po okresie promocji, wspaniałomyślność się kończy. Klientom przychodzi zapłacić za usługi banku”.

I teraz, moje pytanie. Czy nie boisz się, że jak ktoś przeczyta o tym w Twojej książce… że są te promocje – bo wiesz, jesteś jedynym blogerem, który o tym pisze. Jest przecież cała nisza blogerów finansowych, którzy o podobnych sprawach piszą, rozpracowują różnego rodzaju umowy bankowe, prowizje i tak dalej. Potraficie również nacisnąć na bank, też była taka sytuacja, prawda? Potraficie wywiązać taką presję, żeby bank się wywiązał z tego, co obiecał, więc też macie siłę negocjacyjną.

Ale jednak, czy… nie boisz się, że ktoś to przeczyta i za chwilę wróci, Ty będziesz reklamował jakąś promocję i wiesz… „aha, tak, Szafrański dostanie z tego prowizję, a za trzy miesiące bank zacznie mnie doić”?

M.Sz: Ja powiem wprost – nigdy nie było tak, że zachęcałem i obiecywałem gruszki na wierzbie. Ja mówiłem wprost. Tak samo jestem beneficjentem tego typu modeli afiliacyjnych, jak również zachęcam czytelników do tego, żeby niepotrzebne rachunki czy niepotrzebne inne produkty finansowe po prostu zamykali. I to jest w interesie banku, żeby w jakiś sposób… żeby znaleźć taki sposób i takie argumenty, żeby przekonać te osoby, które przychodzą do nich jako nowi klienci…

B.P: żeby nie było odpływu?

M.Sz: Tak, żeby nie było odpływu. Żeby zaproponować im fajne warunki pozostania. Ja myślę, że dopóki się nie nauczą (a powoli się uczą i to też jest fajne) tego, jak lojalizować klientów bardziej zaawansowanymi technikami, niż takie proste: damy ci tableta, a później o tobie zapomniemy, bo już jesteś naszym klientem, więc teraz cię będziemy doić.

Ja tego typu praktyk nie pochwalam, w związku z tym mam też nadzieję, że pisząc to zupełnie wprost spowoduję, że prędzej czy później rzeczywiście ta oferta banków będzie dużo bardziej atrakcyjna. I sposoby zatrzymywania klientów też będą takie, można powiedzieć, atrakcyjne z perspektywy klienta.

B.P: Ja powiem Ci, że też się tego nauczyłem przy telecomach. To też jest to, że wiesz, kurcze! Nowi abonenci mają znacznie lepsze warunki, niż Ty, który jesteś lojalny 6-7 lat.

M.Sz: Ja doradzam zupełnie wprost. Nie podoba Ci się ta oferta? Skacz! Skorzystaj z następnej promocji, następnej promocji, następnej. To ty masz zarabiać, jako klient banku, a nie one na Tobie. Oczywiście one na Tobie i tak zarabiają, ale niech to przynajmniej nie będzie w takich opłatach pobieranych co miesiąc w bardzo prosty sposób. Niech zarabiają obracając pieniędzmi, które Ty tam masz. To jest sytuacja win-win. Gorzej, jak przestaje być win-win.

Czy banki mnie z tego powodu nie lubią? Tak, zdecydowanie mnie nie lubią. Wiesz, jeden z takich najbardziej znienawidzonych materiałów na moim blogu to artykuł „jak zamknąć konto w banku X, Y, Z” i tak dalej i tak dalej. Tam chyba 6 banków było podanych i ja dobrze wiem, że siedzą i zgrzytają zębami.

Ale nie jest moim celem dopieszczanie banków, nie oszukujmy się. Ja jestem klientem banków i dlatego też jestem zawsze po stronie czytelników mojego bloga.

To, że przedstawiam im ciekawe propozycje, to ok. Ale za chwilę mówię „słuchaj, bank Ciebie pozyskał, ale tak naprawdę, jeśli chcesz uciec z tego banku, to proszę bardzo. Wygląda to tak i tak”.

KONIEC CZ.1

Kliknij tutaj, aby przejść do drugiej części

Jak zostać finansowym ninja? Wywiad z Michałem Szafrańskim cz.1
4.3 (86.67%) 6 votes