5 zasad, dzięki którym zaistniałem

Pod koniec każdego roku, w czasie poświątecznym czy też już przedsylwestrowym, wiele osób robi podsumowania ubiegłych dwunastu miesięcy. Jest to czas wyznaczający pewną symboliczną granicę między tym, co było, a tym, co będzie.

Z minionego roku jedni są niesamowicie zadowoleni, a inni mocno zawiedzeni. Takie życie.

Były lata, kiedy sam odpuszczałem sobie takie podsumowanie. W zasadzie sam nie wiem dlaczego. Może nie było się czym chwalić? Może czytałem podsumowania u innych osób i stwierdzałem, że na ich tle wypadam blado? A może skoro wszyscy robili podsumowania, to postanowiłem, że zrobię coś na przekór i pójdę własną ścieżką? Sam nie wiem. W ostatnim roku coś się jednak zmieniło 😀

Mam świadomość, że napisanie „to był najlepszy rok w moim życiu! W styczniu osiągnąłem to, a w lutym to, a marzec to w ogóle był superultrazajebisty!” zamiast zmotywować może… zdołować.

Sam kiedyś byłem strasznie sfrustrowany patrząc na osiągnięcia innych ludzi. Jeden robił szkolenie u międzynarodowego trenera, drugiego zapraszali do telewizji, trzeci zwiedzał świat niczym Wally, a ja? Ja tymczasem mieszkałem w kawalerce i ledwo wiązałem koniec z końcem.

Kiedy zabierałem się do pisania tego artykułu, to zastanawiałem się czy tytuł nie jest zbyt bufonowaty. Może powinien brzmieć „5 zasad, dzięki którym udało mi się zaistnieć”. To by było takie polskie.

Takie: „oj tam…daj spokój, to nic takiego, poszczęściło mi się”.

Cholera, skąd to się w naszym narodzie bierze?

Dlaczego jak coś osiągamy, to tak ciężko przechodzi przez gardło: „Tak, mam to bo na to zapracowałem, zarywałem noce, uczyłem się i dlatego dzisiaj tak sobie fajnie żyję”.

Tak szczerze gdybym napisał, że mi się udało, to czułbym się z tym obrzydliwie, bo ja wiem ile musiałem wykonać pracy, żeby to wszystko rozkręcić.

Dlatego dzisiaj nie będę się powoływał na żadne badania, statystyki, dowody itd.

Dzisiaj będzie o tym, jakie zasady w ciągu kilku ostatnich lat sprawiły, że całkiem nieźle sobie radzę.

Kliknij tutaj i odbierz bezpłatnego ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty!”

Jeśli jeszcze nie jesteś zapisany na newsletter, to kliknij tutaj i zapisz się. Na początek dostaniesz ode mnie 175-stronicowego ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty!”.

Tytuł jest nieco prowokacyjny, ale w środku znajdziesz mnóstwo konkretnej i praktycznej wiedzy.

Ebooka pobrało już ponad 54.000 osób! Dostępny jest w formatach: pdf, mobi, ePub. Dostępny jest także w formie audiobooka, zatem idealna sprawa na spacer, do biegania, podczas dojazdu na uczelnię lub do pracy. To jest całkowicie bezpłatne.

Aby pobrać ebooka kliknij w okładkę.

przestań jęczeć

„Ok Bartku, wszystko jasne jak słońce. Zapisuję się, biorę ebooka
i rozumiem, że mogę się wypisać w każdej chwili.”

1. Bądź Oddany.

Oddanie jest piekielnie ważne. Kiedy chcesz do czegoś dojść, to nie możesz być tylko zainteresowany danym tematem. Musisz być jej całkowicie oddany (przynajmniej na jakiś czas).

Osoba zainteresowana tylko czyta książkę. Osoba oddana przerabia tą książkę dwadzieścia razy i stosuje w praktyce to, czego się nauczyła.

Osoba zainteresowana marzy o tym, żeby kiedyś mieć swój biznes. Osoba oddana idzie do urzędu i składa wniosek o założenie działalności.

Osoba zainteresowana przegląda blogi, fora i książki np. o odchudzaniu, a osoba oddana kupuje karnet na siłownię i idzie ćwiczyć. Albo kupuje dresy, buty i zaczyna biegać. A jak nawet tego nie ma, albo nie może sobie na to pozwolić, to idzie na spacer w tym co ma.

Z oddaniem niestety jest tak, że aby czemuś się poświęcić, z czegoś innego trzeba zrezygnować.

Swego czasu zajmowałem się prowadzeniem kursów szybkiego czytania i efektywnej nauki. Na początku były to tylko kursy grupowe, a później tylko i wyłącznie praca indywidualna.

Moi podopieczni mieli świetne efekty i w zasadzie nie musiałem wydawać pieniędzy na reklamę, bo za efektami szła bardzo dobra reputacja i Klienci z polecenia.

Naprawdę można było zarobić na tym dobre pieniądze, ale problem polegał na tym, że całymi dniami nie było mnie w domu.

Wyjeżdżałem rano i wracałem późnym wieczorem. Spędzałem dużo czasu w samochodzie, bo Klientów miałem rozsianych po całym Śląsku.

W międzyczasie cały czas prowadziłem blog i tak naprawdę czułem, że to jest właśnie to, co mnie najbardziej kręci. Uwielbiam pisać artykuły i nagrywać video. Uwielbiam się uczyć, sprawdzać w praktyce co działa i później się tym dzielić. To jest po prostu moje powołanie.

Pewnego pięknego dnia stwierdziłem, że kończę z kursami. Żadnych nowych klientów. Kończę pracę z tymi, których obecnie prowadzę i zamykam ten rozdział w swoim życiu.

Naprawdę nie była to łatwa decyzja bo cały czas miałem chętnych, którzy gotowi byli płacić naprawdę duże stawki.

To, że dzisiaj blog należy do ścisłej czołówki w swojej kategorii jest efektem tego, że przez pewien czas nie liczyło się nic więcej.

Czy to jedyny sposób? Moim zdaniem jeżeli chcesz w jakimś temacie zaistnieć to nie możesz robić kilku rzeczy na raz.

Później jak już masz wszystko poukładane, część rzeczy jest zautomatyzowana lub oddelegowana, to pewnie, że możesz coś dołożyć. Jednak na początku bycie skupionym niczym laser na jednym temacie bardzo pomaga. No i szybciej widać efekty.

2. Zdystansuj się i płyń pod prąd.

Sprawa numer dwa to dystans. Pisząc o dystansie nie mam na myśli tego, że masz się zdystansować od swojej rodziny czy znajomych, choć jestem jak najbardziej za tym, żeby świadomie otaczać się ludźmi, którzy w ten czy inny sposób powodują, że nasze życie jest ciekawsze.

W tym punkcie bardziej mam na myśli to, że chcąc zrealizować swoje marzenia trzeba płynąć pod prąd.

Bo przecież można iść do normalnej pracy, wziąć kredyt na trzydzieści lat i dać sobie z tym wszystkim spokój.

Dlatego na początku naprawdę jest ciężko i jeżeli myślisz o własnym biznesie, to przygotuj się, że pierwsze dwa, trzy lata pełne są nerwów, błędów i frustracji.

To nie jest takie łatwe kiedy Twoi znajomi imprezują, a Ty nie, bo pracujesz nad firmą. Nie wyjeżdżasz na wakacje, bo pracujesz nad firmą. Jeździsz przeciętnym autem albo komunikacją miejską, bo pracujesz nad firmą.

Oni wszyscy może i nie zarabiają kokosów, ale już spłacają kredyty hipoteczne, mają duże telewizory, wyjeżdżają na wakacje… a Ty nie.

Bo pracujesz nad firmą.

Utrzymanie tego pod kontrolą wcale nie jest takie łatwe. Bo z jednej strony wiesz, że pracujesz w imię czegoś większego. Dzisiaj rezygnujesz z pewnych rzeczy na rzecz tego, żeby przyszłość była lepsza.

Natomiast z drugiej strony nie masz pewności, czy wyniki rzeczywiście będą zadowalające. Nie wiesz, czy własny biznes będzie drogą do wolności. Może się okazać, że firma zamiast do wolności i szczęścia doprowadzi Cię do ruiny finansowej, zdrowotnej i psychicznej.

Przyznam, że wielokrotnie pojawiały mi się w głowie takie myśli, żeby to wszystko zamknąć w cholerę i iść do normalnej pracy, ale gdzieś w głębi duszy czułem, że jeszcze trochę i pojawią się efekty. Chwała Bogu, że nie odpuściłem 🙂

3. Porażka w biznesie jest jak pot na treningu.

W każdej książce na temat biznesu i w wielu poradnikach z rozwoju osobistego czytałem o tym, że na mojej drodze pojawią się porażki. Niby o tym wiedziałem, ale na początku naprawdę jest to bolesne jak raz za razem lądujesz na deskach.

To mogą być różne rzeczy:

  • źle zainwestowane pieniądze
  • ktoś korzysta z Twoich usług i nie płaci
  • tworzysz blog, piszesz artykuły, ale czytelników jakoś nie widać

i miliony innych sytuacji, które pojawiają się po drodze i potrafią naprawdę skutecznie zniechęcić do jakiegokolwiek działania.

Mam na koncie wiele porażek. Wiele projektów nie wyszło tak jak chciałem. Straciłem dużo czasu, energii i pieniędzy. Dzisiaj nadal pojawiają się problemy, ale chyba skóra już trochę mi stwardniała.

Gdzieś kiedyś przeczytałem ciekawą metaforę odnośnie porażek, która dość mocno zapadła mi w pamięć. Nie przytoczę tego słowo w słowo, ale konkluzja była taka, że jak idziesz na siłownię, albo wychodzisz biegać to wiesz, że się zmęczysz i spocisz.Po prostu jesteś na to przygotowany. Jeżeli się nie spociłeś, to znaczy, że trening był słaby.

Z biznesem i różnego rodzaju porażkami jest bardzo podobnie.

Porażka jest „potem” sukcesu. Jeśli ich nie ponosisz, to efektów też długo nie będzie widać na horyzoncie.

Kliknij tutaj i odbierz bezpłatnego ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty!”

Jeśli jeszcze nie jesteś zapisany na newsletter, to kliknij tutaj i zapisz się. Na początek dostaniesz ode mnie 175-stronicowego ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty!”.

Tytuł jest nieco prowokacyjny, ale w środku znajdziesz mnóstwo konkretnej i praktycznej wiedzy.

Ebooka pobrało już ponad 54.000 osób! Dostępny jest w formatach: pdf, mobi, ePub. Dostępny jest także w formie audiobooka, zatem idealna sprawa na spacer, do biegania, podczas dojazdu na uczelnię lub do pracy. To jest całkowicie bezpłatne.

Aby pobrać ebooka kliknij w okładkę.

przestań jęczeć

„Ok Bartku, wszystko jasne jak słońce. Zapisuję się, biorę ebooka
i rozumiem, że mogę się wypisać w każdej chwili.”

Mnie w poradzeniu sobie z porażkami zawsze bardzo pomagały trzy rzeczy.

Pierwsza to biografie. Jak poczytałem z jakimi problemami musieli się mierzyć ludzie, którzy osiągnęli ogromny sukces, to moje problemy okazywały się błahostką. To zawsze dodawało mi siły.

Druga rzecz, która zawsze mi pomagała, to świadomość, że mam w swoim kręgu znajomych kogoś, kto z takim problemem prawdopodobnie też się borykał.

Wtedy sprawa jest dużo prostsza, bo w razie czego dzwonisz, mówisz co się dzieje, a po drugiej stronie usłyszysz:

A dlaczego nie zrobisz tego tak i tak?”.

Nagle coś, co Ciebie dręczyło od tygodni ktoś rozwiązał w dziesięć sekund 😀

Dlatego wbrew powszechnej opinii ja uważam, że znajomości są cudowne. Wiem, że być może przez Twoją głowę przemknęła teraz myśl: „łatwo Ci powiedzieć, ale ja nie mam znajomości”.

No cóż, ja też ich nie miałem. Nikt się nie urodził z zeszytem pełnym kontaktów pod pachą. To jest coś, co trzeba sobie wypracować, a w dobie internetu jest to naprawdę dużo prostsze.

Trzecia rzecz, która zawsze mi pomaga, to pogodzenie się z tym, że zawsze coś stanie mi na drodze. A to coś z serwerem, a to system do mailingu, a to prąd wysiądzie itd.

Po prostu już się przyzwyczaiłem, że mogę się doskonale przygotować, a mimo to może wydarzyć się coś, na co absolutnie nie mam wpływu.

Dlatego schemat działania wygląda mniej więcej w taki sposób:

a) tworzenie planu – spisuję sobie jakie kroki muszę wykonać, co będzie mi potrzebne, co mam, czego nie mam, kto może mi pomóc, gdzie trzeba zadzwonić, na co trzeba uważać itd. Krótko mówiąc tworzę najlepszy plan jaki na dany moment potrafię przygotować.

b) realizacja – jak plan jest gotowy i ułożony, to działamy.

c) podsumowanie – po każdym projekcie robię podsumowanie. Co było dobrze? O czym zapomniałem? Czego trzeba robić więcej? Czego trzeba robić mniej? Z czego całkowicie zrezygnować? Co wdrożyć?

d) aktualizacja – zaktualizowanie planu i ponowne działanie 🙂

Po prostu porażka występuje u mnie jako element szerszego planu. Nie wszystko muszę wiedzieć, nie wszystko muszę potrafić, nie ma wszystkim muszę się znać i najszybciej widzę postępy jak braki weryfikowane są w prawdziwym życiu, a nie na papierze.

Dlatego realizując jakiś projekt nie spinaj się, że są jakieś turbulencje. Zapisz sobie wszystko, popraw i działaj ponownie.

4. Trampolina wybija tych, którzy na nią wskoczą.

W życiu każdego przedsiębiorcy (no może prawie każdego) pojawia się coś, co nazywam trampoliną. To jest wydarzenie lub okazja, która jeśli zostanie dobrze wykorzystana, to istnieje ogromna szansa na to, że Twoja firma znajdzie się na zupełnie innym poziomie.

Taką trampoliną może być poznanie kogoś, kto skieruje Twoje życie na zupełnie inne tory. To może być duże zlecenie lub wyjątkowo udana kampania promocyjna.

Krótko mówiąc – to takie chwile, że jesteś w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu, z odpowiednimi ludźmi i właściwymi zasobami.

Gdyby przenieść to na grunt sportowy, to taką trampoliną będzie bramka, która padnie przy wyniku zero do zera w 90 minucie meczu.

Jednak taką bramkę może strzelić tylko ten zawodnik, który jest na boisku.

Ten który jest aktywny, rozgląda się, szuka okazji i w końcu dostaje swoją szansę. Natomiast takiej szansy nie dostanie zawodnik, który siedzi na ławce rezerwowych.

W rozwoju osobistym i biznesie takimi „zawodnikami grzejącymi ławkę” nazwałbym wszystkich tych, którzy czytają książki, blogi, pojawiają się na różnego rodzaju klubach i szkoleniach, ale generalnie w ich życiu niewiele się zmienia bo nie wdrażają wiedzy w życie, a to jest kluczowe.

Tu należy poruszyć jeszcze jedną kwestię. Z moich obserwacji i wielu przeprowadzonych rozmów wynika, że rzadko kiedy ktoś odnosi sukces za pierwszym podejściem (chyba, że jest to firma otrzymana w spadku po rodzicach i to taka, która jest bardzo dobrze poukładana. Albo nazywa się Bill Gates).

Sam startowałem od zarabiania na programach partnerskich, a konkretniej posiadałem kilkadziesiąt stron, na których można było zamówić na swój telefon dzwonek, tapetę lub logo 😀

Klient płacił 10,98zł a ja z każdego takiego zamówienia miałem ok. 3zł. Nie powiem, swego czasu naprawdę można było na tym nieźle zarobić, ale później pojawiły się nowe telefony i rynek załamywał się z tygodnia na tydzień.

Później chciałem robić szkolenia dla rodziców przedszkolaków, ale tu popełniłem wiele kosztownych błędów i musiałem odpuścić.

Dopiero zajęcie się szkoleniami z zakresu szybkiego czytania i efektywnej nauki, a następnie zajęcie się na poważnie blogowaniem było czymś, co diametralnie zmieniło moje życie nie tylko pod kątek finansowym, ale nade wszystko pod względem odczuwanego szczęścia 🙂

5. „Pewnego dnia” nie działa.

To jest tekst, którym możesz wytłumaczyć wszystko.

„Nie mogę teraz założyć firmy, bo jestem na studiach.”

„Teraz nie warto zabierać się za ten projekt bo jest kryzys.”

„Teraz mam małe dzieci, ale jak je odchowam, to zabiorę się za siebie.”

„W to nie warto wchodzić bo jest duża konkurencja”.

Niestety takie podejście zwyczajnie nie działa. Prawda jest taka, że nie ma właściwego momentu, ani na to, żeby schudnąć, nauczyć się języków, założyć biznes czy blog.

Jeszcze jak mieszkałem w Olkuszu, to przez jakieś siedem miesięcy prawie codziennie jeździłem do Katowic, Sosnowca, albo Gliwic.

Miałem do przejechania od 40 do 80 kilometrów i np. na trasie Olkusz – Katowice osiem razy są światła. Zazwyczaj wyglądało to tak, że na jednych udało mi się załapać na zielone, a na innych musiałem stać.

Jak trafiłem na godziny szczytu, to na niektórych światłach stałem dwa, a nawet trzy razy. Oczywiście najpiękniejsze było to jak na całej trasie trafiłem na tzw. „zieloną falę” i nigdzie nie musiałem się zatrzymywać, ale taka sytuacja miała miejsce może raz w miesiącu.

To mi dało do myślenia, bo widzisz nawet jak musiałem stać na wszystkich światłach to i tak dojechałem do celu. Tylko 15 minut później.

Niestety większość ludzi czeka aż na trasie będą mieli tylko „zielone światła”. Zamiast zacząć jazdę czekasz aż wszystko będzie idealnie poukładane. No to teraz trzymaj się krzesła i przeczytaj powoli:

nigdy nie będzie idealnej sytuacji, żeby zacząć coś zmieniać. NIGDY! Jeżeli masz coś zrobić, to zacznij tu gdzie jesteś i z tym co masz. Zrób najmniejszy możliwy krok.

Przez ostatnie lata kierowałem się tymi zasadami i u mnie doskonale się one sprawdzają. Mam nadzieję, że pomogą także Tobie 🙂 Czy to wystarczy, aby się przebić?

Niestety nie. Po drodze trzeba opanować jeszcze szereg umiejętności, ale to temat na inny artykuł.

Jeśli chcesz, to weź sobie te zasady do serca i zacznij wreszcie realizować swoje marzenia. Twórz takie życie, jakie chcesz.

Już najwyższy czas.

Brakuje Ci motywacji do działania? Chcesz poznać konkretne i sprawdzone wskazówki dotyczące produktywności?

Mnóstwo skutecznych wskazówek dotyczących motywacji, produktywności i skupienia znajdziesz w ebooku: „Przestań jęczeń i weź się wreszcie do roboty”, którego udostępniam całkowicie bezpłatnie. Dostępny jest w formatach pdf, mobi, ePub. Jest także w wersji audiobooka, więc jest to idealne rozwiązanie do samochodu, do słuchania podczas biegania czy spaceru.

v2 - Kopia

Tytuł jest nieco prowokacyjny, ale w środku znajdziesz mnóstwo konkretnej i praktycznej wiedzy.

Ebooka pobrało już ponad 54.000 osób! 

Kliknij Tutaj i Pobierz Ebooka

5 zasad, dzięki którym zaistniałem
4.5 (89.09%) 110 votes

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o
rezyserzyciapl
Gość
rezyserzyciapl

Bartku, a co zrobić ze znajomymi, kiedy ma się fajne pomysły na projekty czy wspólne podróże i na początku każdy jest hurrra nastawiony, a potem niektórzy robią milion wymówek i projekty spalają na panewce?
Może napiszesz artykuł o takim sprzyjającym środowisku?

Justyna Gasiewicz
Gość
Justyna Gasiewicz

Jaki projekt masz na myśli ? 🙂 Ja jestem zainteresowana

rezyserzyciapl
Gość
rezyserzyciapl

Pomysłów na projekty mam mnóstwo.. od wspólnych podróży autostopem np.na Woodstock czy Mazury, przez bieganie maratonów, tworzenie vlogów, kończąc po zwykłe zorganizowanie grilla latem 😉
Tzn mam wrażenie, że w tym wszystkim blokuje mnie moja najlepsza przyjaciółka i jej najbliższe otoczenie, których próbuję zarazić na siłę optymizmem, determinacją.
Natomiast moja paczka znajomych jest już inna. Mam już rozwiązanie problemu: nie branie pod uwagę przyjaciółki jeżeli chodzi o realizację marzeń. Jej strata 🙁

Kasia - Po Sukces Na Szpilkach
Gość
Kasia - Po Sukces Na Szpilkach

Ja bardzo często łapałam się na tym, że rezygnowałam ze swoich planów tylko dlatego, bo uważałam, że nie nadszedł jeszcze odpowiedni moment. Teraz jak myślę ile rzeczy można było zrobić wcześniej, to naprawdę szkoda mi tego straconego czasu. Przykład? Jeszcze 2-3 miesiące temu twierdziłam, że na spotkaniach blogerskich zacznę się pojawiać dopiero wtedy, jak będę już “dużą blogerką”. Ale potem pomyślałam…a niby czemu nie teraz? Co stoi na przeszkodzie? Dziś dostałam maila z potwierdzeniem i w styczniu wybieram się do Gdyni na SeeBloggers. Nie ma co odkładać tego na później! 🙂

Weronika Młynarczak
Gość
Weronika Młynarczak

A nowy rok jest idealnym czasem na zmiany. Jakoś łatwiej odciąć grubą kreską to, co było od tego, co może być teraz. Postanowienia noworoczne mam spisane. Mam nadzieję, że nie będę się migać od dążenia do celu i nie przeszkodzi mi to, że “mieszkam w dziurze, z której nie ma jak się dostać do miasta”. Tak, to moja wymówka w każdej sprawie…

Maciej Sobos
Gość
Maciej Sobos

Czytając Twój artykuł wyobrażam sobie jak ja kiedyś takowy napiszę 🙂 Jednak długa droga jeszcze przede mną. Wiele razy zaczynałem jakiś projekt i nie wychodziło. Jednak wierzę, że uda mi się w końcu. Bartku dodałeś mi wiele otuchy. Dzięki.

Kaśka / #DigitalGirls
Gość
Kaśka / #DigitalGirls

Świetny tekst. Doskonale opisałeś trampolinę (pkt 4) i oddanie (pkt 1). Wielu ludzi myśli, że po kursie czy lekturze zmieni się ich życie. Tymczasem tylko zaangażowanie i aktywne działanie przynosi efekty.

Paweł Zieliński
Gość
Paweł Zieliński

Twórz życie jakie chcesz mieć 🙂 I to jest właśnie to. Potrzeba wiele pracy, ale jak dowodzisz Ty i mnóstwo innych osób DA się osiągać pożądane rezultaty jeśli ma się wystarczająco dużo determinacji.

Pozdrawiam

Marek
Gość
Marek

Dobry tekst. Czysty realizm odzierający ze złudzeń, że sukces można osiągnąć siedząc w fotelu i kiwając palcem w bucie. No, chyba że ktoś jest resortowy czy ustawiony w jakiś inny sposób 😉 No ale tekst nie jest kierowany do nich.

Podoba mi się przesłanie punktu piątego – nigdy nie ma odpowiedniego czasu na zmianę. Szczególnie jak ktoś “przespał” czas 20-25/27 lat. Później życie nabiera tempa, czas się kurczy i przyspiesza. Przyznam, że dla mnie jest to trudna sprawa. Mój demon nazywa się – “eee, już za późno, co ty chcesz chłopie zrobić?” Ostatnio się z nim mocuję.
Dzięki za ten tekst
pozdrawiam

KasiaP
Gość
KasiaP

Bartku, piszesz, że trzeba się poświęcić czemuś w całości. Czy to czemu się poświęcasz ma być Twoją pasją, czy może to cokolwiek co wymyślisz, żeby zarobić pieniądze? To znaczy początkiem biznesu ma być pasja do czegoś czy myśl “na czym można zarobić”?

Pyt2: Poznaliśmy się na żywo i trudno nie zauważyć, że jesteś ekstrawertykiem, ale jakie masz rady dla introwertyków? Którzy mimo oczywistych wad mają wiele zalet, ale nawiązywanie miliona znajomości i pukanie do każdych drzwi skończy się dla nich kompletnym załamaniem?

Mateusz Nowak
Gość
Mateusz Nowak

Cześć Bartku,

Twój post ukazał się akurat w momencie, kiedy sam mam do
zrobienia podsumowanie całego roku. Najbardziej wartościowy jest dla mnie punkt
2. Niby od zawsze człowiek wie, że sukces to walka i że kosztuje to sporo
wyrzeczeń, jednak w praktyce wychodzi to zupełnie inaczej. To, że wiemy coś,
nie znaczy, że wykorzystujemy w praktyce (dokładnie tak, jak z wiedzą ze szkoleń).

W tym roku zainspirowałeś mnie ilością projektów, bo było u
Ciebie naprawdę głośno!

Życzę Ci jeszcze większych sukcesów w 2015 roku!

KosmitaNadaje
Gość
KosmitaNadaje

Hej Bartek, Fajnie, że wypełniasz tę Internetową przestrzeń! – Jeszcze większego powodzenia w przyszłym roku! 🙂 Popraw drobnostkę w tekście: “szkolenie u międzynarodowe trenera”. Ja swego czasu odpuściłem podsumowanie roku na zasadzie “zrobiłem to i to” – oczywiście jest to ważny element, ale bardzo krótki, żeby tylko przypomnieć sobie co się działo i spojrzeć z perspektywy roku. Takie podsumowanie sprawdza się w przypadku miesiąca albo kwartału, a rok? … Teraz podsumowuję pytając siebie: czy w tym roku żyłem naprawdę zgodnie ze swoimi wartościami? Jak z moim zdrowiem i kondycją? Czy dość czasu przeznaczyłem na prawdziwy odpoczynek? Czy wystarczająco dzieliłem się… Czytaj więcej »

Paweł
Gość
Paweł

Wszystko fajnie! Tylko…..
No właśnie brakuje tylko recepty jak znaleźć tą swoją pasję, na której da się jeszcze zarobić? Nie każdy ma szczęście ją spotkać.
Pozdrawiam i gratuluję osiągnięć.

Aldona Cwynar
Gość
Aldona Cwynar

Świetne podsumowanie. Twój przekaz jest bardzo prawdziwy: dużo tutaj przystępnie podanych faktów. Własna firma to wyzwanie i nie zawsze
pierwszy pomysł na biznes okazuje się strzałem w dziesiątkę. Dobrze, że piszesz o tym jak trudna jest droga do osiągnięcia choćby małego sukcesu.

Pozdrawiam i gratuluję:)

Robert
Gość
Robert

Zawsze jak się wczytam w twój artykuł, to mam takiego jokera że aż się chce więcej 🙂 Ps dzięki za przypomnienie na mailu, bo mimo iż natrafiłem na ten artykuł na samym początku gdy się pojawił i przeleciałem go po łebkach, żeby sprawdzić treść do której miałem wrócić tego samego dnia, oczywiście co?! nie wróciłem bo … hehe można powiedzieć brak wpisania w kalendarz hehehe ale dzięki za wyręczenie. Ps1 jak koncentrowałeś się na robieniu bloga, wiesz cała wiązka laserowa na jednym celu, to z czego żyłeś, utrzymywałeś rodzinę, mieszkanie, zobowiązania itp.? jak możesz opisz to szerzej Ps2 fajnie to… Czytaj więcej »

Arek
Gość
Arek

Witaj,
Właśnie sam od kilku dni siedzę nad podsumowaniem roku. Ale im częściej je czytam tym bardziej przekonany jestem że czegoś w nim brak. Dzięki Tobie dzisiaj skończę swoją treść.

Dziękuję za ten rok i do usłyszenia w przyszłym.

Pozdrawiam
Arek.

Magda Książek
Gość
Magda Książek

Pierwszy raz w życiu nie robię żadnych podsumowań, ani postanowień noworocznych. Czuję się z tym dobrze i czuję ten spokój, bo wiem, że wreszcie obrałam dobry kierunek i realizuję, można powiedzieć, marzenia.
Z oddaniem niestety jest tak, że aby czemuś się poświęcić z czegoś innego trzeba zrezygnować.
To był mój problem, ale teraz już wiem, że łapanie zbyt wielu srok za ogon nie ma sensu. Ok, zrobię jedno postanowienie: będę jeszcze bardziej oddana!

Agnieszka Czapska
Gość
Agnieszka Czapska

Teks bardzo życiowy i wartościowy:)Zawarłeś w nim Bartku wiele ciekawych wskazówek. Moim zdaniem coś, czym chcemy się zająć powinno być naszą pasją, ponieważ trudno oddać się czemuś całkowicie, czego nie lubimy. Powinniśmy dążyć do doskonałości w dziedzinie, której chcemy się poświęcić. Jeśli to, co robimy, przynosi nam satysfakcję, łatwiej będzie nam się temu poświecić. Jednocześnie staniemy się bardziej wiarygodni i może nam to pomóc przekształcić pasję w dochodowy biznes. Ważna jest metoda małych kroków, konsekwencja i systematyczność oraz nie odkładanie ciągle na potem. Kiedyś uczestniczyłam w pewnym szkoleniu, na którym Pan, który je prowadził, polecił nam, aby prowadzić tzw. Dziennik… Czytaj więcej »

Kamil Kwosek
Gość
Kamil Kwosek

Nie zawsze łatwo jest pogodzić, jak w moim przypadku, pracę na etacie z wieloma innymi działalnościami – społeczną, zawodową poza główną pracą i jeszcze prowadzenie bloga – zwłaszcza niszowego. Wymaga to bardzo dobrej organizacji pracy i całego dnia, wytyczanie mniejszych celów pośrednich, zaangażowania i duuużej koncentracji, a i często krótkiego snu – niestety… W przypadku bloga – nie da rady skupić wokół siebie zbyt wielu czytelników, skoro grupa docelowa jest stosunkowo niewielka. W 2014 planu zamierzeń nie tworzyłem, a więc też jakiegoś konkretnego podsumowania nie robię. Wiem że był bardzo dobry, owocny i satysfakcjonujący. Tym razem jednak postanowiłem skonkretyzować plany… Czytaj więcej »

Joanna
Gość
Joanna

Świetny artykuł – w prosty sposób wskazuje na sedno sprawy !!! Determinacja i konsekwencja to cechy Twoich działań, których i sobie i innym blogerom życzę !!!! Piszesz w bardzo przystępny sposób, lekko czyta się Twoje posty i zawsze chce się wracać na Twojego bloga. Jesteś charyzmatyczny.
Najlepszego w Nowym Roku !!!!

Dawid Lasociński/Swiathegemona
Gość
Dawid Lasociński/Swiathegemona

Podoba mi się porównanie “porażka w biznesie, jest jak pot na treningu” Podobno ludzie, którzy zbankrutowali lecz nie poddali się i ponownie otworzyli firmę, odnoszą większe sukcesy, niż ci, którzy nigdy nie zaliczyli porażki. Nie życzę nikomu bankructwa, lecz chcę się podzielić z wszystkimi moim ulubionym cytatem z księdza Twardowskiego: „W życiu najlepiej, kiedy jest nam dobrze i źle.
Kiedy jest nam tylko dobrze – to niedobrze”

Lazy Paulo
Gość
Lazy Paulo

Mój rok 2014 był beznadziejny pod każdym względem, ale podjąłem męską decyzję, że to się więcej nie powtórzy, w nowy rok wkraczam z zapałem i chęciami wielu zmian. Liczę, że to się uda :). Dzięki za kolejny świetny post, właśnie dzięki takim blogom odzyskuję chęci by żyć i coś zmieniać 🙂

Arkadiusz Stolarek
Gość
Arkadiusz Stolarek

Mam nadzieję, że twoje wskazówki przydadza sie w tym roku. A będą potrzebne.

http://arkadiuszstolarek.pl/

Halina Miga
Gość
Halina Miga

Przyjemnie poczytać taki artykuł.

Od pierwszej chwili darzę Ciebie wielkim szacunkiem, Twoje porady to sedno życia.

Następnych sukcesów i w 2015 bądź równie szczęśliwy w pracy i ze swoją rodziną, jak w roku ubiegłym.

Navy Light
Gość
Navy Light

Czuję i mam nadzieję, że rok 2015 będzie przełomowy w moim życiu. Skupię się na pisaniu bloga, będę wyznaczać sobie cele i dążyć do ich realizacji. Cieszę się, że trafiłam na tego bloga!:)

Monika
Gość
Monika

Co lubię czytając Twojego bloga? Bo piszesz tylko i wyłącznie o rozwoju osobistym i są to notki długie , z konkretami, powiem szczerze ,że robię sobie screeny twoich notek i zapisuję w telefonie. Kiedy mam gorszy dzień, przeczytam sobie i motywacja od razu wzrasta 🙂

Druga rzecz to prowadzisz swój biznes ale nie promujesz się na chama ze swoimi produktami. I dlatego wracam do Twojego bloga niezmiennie od początku Twojej blogowej kariery 😉

btw. prowadziłeś wykład kiedyś wykład na UEK’u kiedy jeszcze planujesz pokazać się w Krakowie?

Mro Kata
Gość
Mro Kata

Super tekst. Porazki, bledy i inne katastrofy bizowe…to jest tylko taka interpretacja, bo szklanka jest albo do polowy pusta, albo pelna ;o) Mysle ze najbardziej odczuwa sie “porazke” gdy zwiazana jest ze strata pieniedzy, bo liczby widac czarno na bialym. Jednak nie sa to porazki a szansy, ktore udaly sie mniej lub gorzej 😉 Strate zainwestowanych pieniedzy mozna zaliczyc jako drozsze doswiadczenie, otrzepac kurz z marynarki i isc dalej 😉 Trzeba takie szansy tylko weryfikowac i zdecydowac co ma sens a co nie, dokad plynie za duzo naszej energii i nie ma zadnych efektow. Mysle ze do tego bardzo dobre… Czytaj więcej »

Maciej Budkowski
Gość
Maciej Budkowski

Bardzo fajny tekst, zwłaszcza ta historia ze światłami.

Aquarius
Gość
Aquarius

🙂 Nic dodać nic ująć Świetny artykuł, zresztą to nic dziwnego na tej stronie 🙂 Oj wiem co to znaczy punk1, w zeszłym roku zwolniłem się z pracy którą lubiłem, po to by realizować się jako przedsiębiorca, podobnie jak moja żona, zwolniliśmy się w tym samym tygodniu w odstępie kilku dni, oczywiście wszystko żeśmy przeanalizowali co nie zmienia faktu że byliśmy numer jeden na językach rodziny ;-), między czasie pisałem i pisze bloga, teraz pracuję na kontrakcie za granicą, za dwa-trzy miesiące wychodzi moja druga książka/program rozwoju :-). Czeka mnie jeszcze sporo pracy z rozwinięciem kilku pomysłów, budowa domu (nie… Czytaj więcej »

Kinga
Gość
Kinga

Zbliża się koniec roku… Serio, tak długo nie byłam na blogu? Dziwnie się czyta, że miałeś wszystkiego dość. Chcący się poddać Bartek Popiel… to przecież oksymoron 🙂 Porównanie do boiska pamiętam. Ten cytat mam nawet na puzlach z moim marzeniem. Na razie przyklejone 2 części 🙂

Aleksander Skrzypek
Gość
Aleksander Skrzypek

Jak najbardziej się zgadzam.Zaangażowanie na maxa,przygotowanie na porażki,pojawiająca się trampolina,dystans,rozpoczęcie od razu.Dodałbym jeszcze walkę z sabotażami.Przepracowanie tego elementu dodaje skrzydeł.

Lou
Gość
Lou

Kiedy słyszę wymówki typu “nieee, bo minie dużo czasu zanim będzie widać efekty” myślę sobie, że przecież czas i tak ucieka, i tak kiedyś minie to ‘dużo czasu’ więc spokojnie można zaczynać działanie już teraz.

Joanna Kloska
Gość
Joanna Kloska

Dzięki za motywację. W zasadzie większość z wymienionych zasad dzielnie stosuję. Na pewno najmocniej pierwszą, bo jak już się zawezmę, to zawsze mocno się w to angażuję i potrafię sobie odmówić innych rzeczy. Jestem z tego dumna.

Natomiast największy problem u siebie widzę, jeśli chodzi o te porażki. Boję się ich, bo nie mam jeszcze tyle pewności siebie, żeby uwierzyć, że potrafię poradzić sobie z każdym problemem.

mm
Gość
mm

A jak pogodzić to oddanie z życiem rodzinnym? Jak się ma dzieci które muszą w tym czasie siedzieć na świetlicy szkolnej do 17. Trudne.. zostając w ukochanej pracy na dłużej od razu mam wyrzuty sumienia.

Michał
Gość
Michał

To chyba najważniejszy artykuł dla mnie, który przeczytałem na Twoim blogu. Od dłuższego czasu notuje kilka porażek – mniejszych lub większych. Równocześnie notuje ogrom sukcesów więc jakoś to się równoważy. Najgorszy jest jednak klient, który nie płaci. A nie płaci dużo, na tyle dużo, że mimo przygotowania budżetu domowego i rezerw finansowych zaczynają szybko topnieć. I spinam tyłek i robię ostro na górkę i pracuje ciężej i mocniej. I czasem przychodzi ten najgorszy moment, kiedy masz dosyć i myślisz sobie, ze wszystko jest przeciwko Tobie. To dokładnie ten sam moment kiedy zatrzymujesz się na szlaku, spocony, zmęczony i zniechęcony. Równoczesnie… Czytaj więcej »

Juli
Gość
Juli

Witam ! Jakiś inny ten artykuł … Jakiś lepszy …. Dawka o własnym życiu zdawkowana … Taki nie na sile … Naprawdę świetny ! Mądry ! Moze jest szansa na taki o tym jak nie wiadomo co wybrać ,jak wszytko do okoła jest takie same w swojej hierarchii ważności . Kiedy nie borykamy sie cz tylko co…