Co zrobiłem, że nie pisałem nic na blogu przez pół roku, a zarabiałem pięciocyfrowe kwoty?

Prowadzisz firmę i korzystasz z mediów społecznościowych? Jaka jest Twoja strategia? Co by się stało, gdybyś przestał publikować? Czy treści, które wytworzyłeś nadal będą generować nowych klientów?

W tej notatce opiszę jakie ja mam do tego podejście (które jest zupełnie inne od tego, co obecnie głoszą różni specjaliści od budowania marki). Pokażę konkretne cyfry, przychody, screeny ze statystyk.

Samo gęste!

Social media zupełnie zmieniły nasz świat. Facebook, Instagram, Snapchat, Messenger, YouTube pomagają zdobywać klientów bez względu na wielkość firmy. Korzystają z tego zarówno korporacje jak i freelancerzy. I bardzo dobrze!

Tylko jak w tym wszystkim widzę mały problem, bo widzę jak to działa u niektórych moich znajomych. Udostępniają zdjęcia, piszą notatki na Facebooka, robią live’y i…

Zdobywają w ten sposób klientów! 🙂

Czyli wszystko się zgadza, prawda? No nie do końca.

Jeśli też tak działasz, to wszystko ładnie, pięknie tylko po kilku dniach najczęściej wracasz do miejsca, w którym byłeś. Znowu wrzucasz zdjęcia, znowu piszesz, znowu robisz instastory. Bez tej ciągłej „dopałki” nie dotrzesz do nowych osób.

Lubię social media, dzięki nim wiele cudownych idei rozprzestrzeniło się z prędkością światła, ale mam z nimi taki problem, że treści, które są tam publikowane mają niesłychanie krótkie życie.

  • Zdjęcie wrzucone na instagrama po 48h przestaje kogokolwiek interesować.
  • Post na FB żyje dwa, może trzy dni i znika w czeluściach Facebooka.
  • Live może mieć duże zaangażowanie, ale po kilku dniach już nikt go nie obejrzy (chyba, że jest elementem większej strategii, ale to temat na książkę).

Bloguję od 2008 roku. W grudniu minie 10 lat jak jestem w tym temacie i przez ten czas chyba co nie co zdążyłem się nauczyć. Mam sporo wniosków i nie ukrywam, że miałem nosa, co do tego, na jakie treści stawiać.

W maju 2009 roku napisałem artykuł “Własna firma czy etat?“. Ten artykuł po dziś dzień sprowadza czytelników na mojego bloga, bo zajmuje wysoką pozycję w Google.

Treść nadal jest aktualna, chociaż dzisiaj napisałbym ten artykuł trochę inaczej 🙂

W sierpniu 2009 roku napisałem artykuł “Dlaczego warto czytać książki?“. I… on też sprowadza ludzi na blog po dziś dzień.

W marcu 2010 napisałem artykuł “Jak przezwyciężyć nieśmiałość?” i… tak, on też cały czas ściąga czytelników na blog. I oni tam wchodzą, i czytają, i przeglądają inne artykuły, i zapisują się na newsletter, i kupują produkty 🙂

Takich artykułów, które zajmują czołowe miejsca w Google mam dużo, dużo więcej:

Czy potrafisz sobie wyobrazić post na Facebooku, który zbiera lajki, komentarze, jest czytany i udostępniany przez 10 lat?

Nie ma szans!

Na Facebooku i Instagramie treść dzisiaj jest i jutro jej nie ma. Dzisiaj robisz live’a, a jutro nikt o nim nie pamięta (chyba, że dopalisz go reklamą).

Zaczynając swoją przygodę z blogowaniem gdzieś podskórnie czułem, że zamiast wkładać czas i energię w treści krótkie i ulotne, lepiej będzie pracować nad artykułami, które będą aktualne przez lata. Patrzę na biznes długofalowo, a nie tylko, żeby się “nahapać” tu i teraz. Zarówno w życiu jak i w biznesie wolę maraton od sprintu.

Intuicja mnie nie zawiodła, co za chwilę pokażę.

Jakie są efekty takiego podejścia?

W tym roku napisałem tylko jeden artykuł (trochę mi wstyd z tego powodu), ale po 10 latach bycia na froncie postanowiłem wykorzystać sprzyjające okazje i nieco zmienić charakter pracy.

Dlatego prawie cały ostatni rok działałem mocniej w usługach. Pomagałem wprowadzać na rynek nowe produkty, projektowałem i wdrażałem działania strategiczne, udzielałem konsultacji.

Przez ten czas kiedy działałem “na zapleczu” z fantastycznymi ludźmi i niesamowicie odpocząłem psychicznie. Ilość maili w skrzynce spadła niemal do zera, moja aktywność na fanpage ograniczała się do kilku notatek w miesiącu. Takie zapadniecie się pod ziemię dobrze mi zrobiło.

Był to też okres sprawdzenia jakie będą efekty tego, na co pracowałem przez ostatnie lata, i szczerze mówiąc jest lepiej niż się spodziewałem.

Oto statystyki z bloga z ostatnich 3 miesięcy (prawie, bo kiedy piszę te słowa jest 26.06).

Jak widać blog w tym czasie zanotował 148 tysięcy odsłon i 88 tys. uu (unikalnych użytkowników). Średnio ok. 30 tys. UU miesięcznie. Jak na blog, na którym kompletnie nic się nie dzieje przez pół roku, to całkiem niezły wynik.

Bywało znacznie lepiej, ale…

…przez ten czas moje produkty wejściowe (kosztują do 100zł) zakupiło 469 osób, co dało przychody w kwocie 46.589,00 zł.

To są pieniądze, na których zarobienie nie pracowałem jakoś super aktywnie. W 99% to efekt tego, co wypracowałem przez wcześniejsze lata. Wychodzi plus minus 15 tys. zł przychodu miesięcznie (podkreślam – przychodu!). Nie są to jakieś kosmiczne pieniądze, ale mało też nie jest. Oczywiście taki stan nie utrzyma się na wieki. Z czasem te kwoty zaczęłyby maleć, bo moim zdaniem nie ma w 100% dochodu pasywnego.

Mimo wszystko jest to budujące, że w razie gdybym musiał z jakiejś przyczyny (np. zdrowotnej) przestać na jakiś czas pracować, to jest jakieś źródełko gwarantujące przez jakiś czas dodatkowe przychody.

Dlatego mimo całego szaleństwa związanego z promowaniem się w social mediach nadal uważam, że najlepsza długofalowa strategia, żeby “zarabiać na autopilocie” to tworzenie wartościowych i ponadczasowych treści, czyli tzw. filarówych artykułów. O tym jak je tworzyć pisałem szczegółowo tutaj.

Co jeszcze daje taka strategia? A no to, że dzisiaj możemy trochę eksperymentować, robić usługi i szkolenia za stawki, o których wiele osób z mojej branży może pomarzyć.

Dlaczego w ogóle się na to zdecydowałem? Powody są dwa: po pierwsze, jak już pisałem, potrzebowałem odpoczynku. Ostatnie dwa lata to bardzo dynamiczny rozwój firmy, kupiliśmy mieszkanie, przeniosłem się do nowego biura i zwyczajnie, po ludzku, byłem zmęczony.

Drugi powód jest taki, że klienci tego potrzebowali. To od nich wyszły pytania

„Bartek, a czy Ty jesteś w stanie zrobić to dla mnie od A do Z?”

Odpowiedź była twierdząca, więc uznałem, że taka praca to będzie miła odmiana i bez wątpienia przy okazji sam się wiele nauczę.

Efekty naszej pracy (piszę naszej, bo zrobiłem to razem ze swoim zespołem i zaufanymi podwykonawcami) są na tyle dobre, że odnogi usługowej w ogóle nie reklamuję, polegamy wyłącznie na rekomendacjach i mamy więcej chętnych, niż jesteśmy w stanie obsłużyć.

Dobra i zła wiadomość

Zacznę od dobrej. Mała zmiana kierunku spowodowała, że jako przedsiębiorca czuję się znacznie bezpieczniej. Mamy zestaw zupełnie nowych kompetencji, mamy listę firm gotowych na współpracę (to bardzo budujące, kiedy możemy decydować z kim chcemy pracować, a w jakie projekty na pewno nie wchodzimy).

Zła wiadomość jest taka, że przez czas, kiedy pracowaliśmy dla innych, w odstawę poszły wszystkie moje projekty.

LiczySieWynik.pl – brak nowych treści, brak nowych produktów, brak szkoleń.

LiczySieNauka.tv – nadal niewiele zrobiliśmy w celu rozbujania tego projektu.

Co dalej?

Praca w usługach jest świetna, zarabiamy na tym naprawdę godziwe pieniądze, ale problem polega na tym, że te działania się nie skalują. Żeby zarabiać ciągle trzeba coś robić, bo nie da się tego “uproduktowić”.

Teraz lekko odbiegniemy od tematu, ale ten akapit wyłapią tylko Ci, którzy dokładnie czytają cały tekst. Jak ktoś tylko skanuje tekst to raczej tego nie zauważy, a leniwi już dawno odpadli. Została czytelnicza elita, zatem jeśli to czytasz, to gratuluję i gdybym był blisko, to bym Cię uściskał.

Do rzeczy: pod tekstem znajduje się szary myślnik, który jest linkiem. Jak w niego klikniesz, to artykuł rozwinie się o dodatkową część i masz jedną z niewielu okazji, żeby zajrzeć mi do kieszeni i zobaczysz o jakich kwotach jest mowa w naszych działaniach usługowych. Zobaczysz tam screeny z konkretnymi kwotami, ale umówmy się, że na temat tego ukrytego artykułu rozmawiamy w komentarzach bardzo dyskretnie, żeby nie wyglądało to zbyt podejrzanie. Jeżeli ktoś się wyłamie to ląduje u mnie na czarnej liście. No dobra, to teraz cichaczem wracamy do głównego wątku.

Ustalamy z klientem zakres pracy (szkolenie, konsultacja, wdrożenie od A do Z), działamy, robimy podsumowanie, wystawiamy fakturę i dostajemy przelew. Jak klient jest zadowolony (a robimy wszystko co w naszej mocy, żeby był), to wraca z kolejnymi zleceniami i poleca nas dalej.

To jest super, ale taka praca, to cały czas wymiana czasu na pieniądze. Do jej wykonania “czynnik ludzki” jest niezbędny i ostatnio mocno się zmóżdżam nad tym, jak to sensownie poukładać.

Jaki wniosek z tego wszystkiego płynie? 

Usługi są trochę jak krótkie, efemeryczne treści, o których pisałem wyżej. Dają pieniądze dopóki bierzesz w nich udział. Trener personalny chcąc zarobić musi pojawić się u klienta, żeby przeprowadzić trening. Tak samo promowanie biznesu przez posty na Facebooku, live’y i instastories wymaga aktywności.

Natomiast biznes “spakowany do pudełka” przynosi efekty latami, tak jak artykuły filarowe. Dlatego lepszym rozwiązaniem dla trenera personalnego byłoby to, żeby zamiast każdorazowo przeprowadzać treningi 1 na 1 mógłby taki trening nagrać, i sprzedawać na skalę masową. Czyż nie właśnie to zrobiła Ewa Chodakowska?

Co nam wynika z tej układanki?

Gołym okiem widać, że najgorsza z możliwych opcji, to promowanie biznesu usługowego za pomocą szybkich i ulotnych treści. Takie zestawienie wymaga najwięcej zaangażowania.

Nieco lepiej jest jak za pomocą jakościowych treści promujemy biznes usługowy (oczywiście takie treści same się nie zrobią, więc to też na początku wymaga zaangażowania).

W miarę dobre będzie także promowanie za pomocą social mediów biznesu, który jest uproduktowiony. Trzymając się przykładu trenera personalnego wyglądałoby to tak, że ma nagrane swoje treningi i sprzedaje je jako kurs online lub na DVD, i jednocześnie promuje te produkty na Instagramie, Facebooku, Twitterze itp.

Natomiast sytuacja idealna jest wtedy, gdy mamy treści, które ściągają do nas ludzi przez całe lata, i za pomocą tych treści promujemy biznes, który jest “uproduktowiony” (kursy online, książki, ebooki, usługi abonamentowe, softwere, usługi typu SaaS).

Pracowanie nad tą ostatnią opcją jest o tyle dobre, że po jakimś czasie daje stabilność, skalowalność i możliwość np. eksperymentowania z usługami, jak to było w moim przypadku 🙂

„Bartek, ale skoro to tak dobrze działa, są z tego pieniądze i Klienci tego chcą, to nie szkoda Ci tego zostawiać?”

No pewnie, że szkoda, bo w grę wchodzą naprawdę niezłe pieniądze, ale wiem, że życie jest tylko jedno, w związku z tym trzeba je przeżyć za pierwszym razem najlepiej jak się da. Jestem przekonany, że znajdziemy jakieś dobre rozwiązanie.

Nie poszedłem w usługi tylko ze względu na pieniądze. Bardziej chodziło o moje zmęczenie. Potrzebowałem spokoju, wyciszenia i schowania się przed całym światem. Gdyby nie pojawiła się okazja do wejścia w usługi, to po prostu zrobiłbym sobie dłuższy urlop, ale skoro mogłem spożytkować swoją wiedzę i umiejętności inaczej niż zwykle (czytaj: działając na zapleczu w innych firmach), to uznaliśmy, że taki „mały romans” z usługami dobrze nam zrobi, i tak też się stało, ale teraz czas wrócić do tego, co dla nas najważniejsze 🙂

Z najbliższych rzeczy, które planujemy w ramach bloga to:

  • nagranie zupełnie od nowa kursu „Extreme Productivity”. Ci z was, którzy już go posiadają dostaną bezpłatnie nową wersję całkowicie za darmo.
  • w przygotowaniach jest cały cykl artykułów na temat rekrutacji. Już dawno bym to wypuścił, ale wszelkie działania porządkowe związane z wejściem RODO pokrzyżowały mi plany.
  • Będą też inne większe rzeczy, ale wszystko w swoim czasie.

Także powoli, na spokojnie, cały czas do przodu.

Rozpisałem się trochę, ale po takiej przerwie trochę mi się zatęskniło za pisaniem do Was 😊

Ps. Jeśli jeszcze nie miałeś okazji, to szczerze zachęcam do pobrania ebooka: “Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty!”. To 175 stron samych konkretów. Zero lania wody. Ebook dostępny w formatach pdf, mobi i ePub.

To nie wszytko! Dostępna jest także wersja audio (również całkowicie bezpłatnie). Zatem jeśli nie masz czasu czytać, ale dużo czasu spędzasz w samochodzie, to niechaj ten audiobook umili Ci podróże. Na spacery, biegi czy jako podkład do domowych porządków też świetnie się nada.

Jeśli uznasz, że nie chcesz otrzymywać wiadomości, to możesz się wypisać jednym kliknięciem. Zatem pełen luzik 😀

Aby pobrać ebooka kliknij w okładkę.

przestań jęczeć

„Ok Bartku, wszystko jasne jak słońce. Zapisuję się, biorę ebooka
i rozumiem, że mogę się wypisać w każdej chwili.”

_
Co zrobiłem, że nie pisałem nic na blogu przez pół roku, a zarabiałem pięciocyfrowe kwoty?
4.5 (90.37%) 27 votes

29
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
15 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
Bartek PopielAdrianSławekMariusz KobakKasia Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Krystyna
Gość

Też mam kilka takich “wpisów filarowych” i potwierdzam, że od kiedy zyskały dobre miejsca w googlu, większość czytelników właśnie te wpisy czyta. Ja tylko informuję na Facebooku, jak napiszę coś nowego (a rzadko ostatnio piszę), tymczasem na blogu ponad 50 tysięcy użytkowników przez ostatnie trzy miesiące.
Szkoda tylko, że wciąż brak mi odwagi, żeby pójść jeszcze krok do przodu i choć trochę spieniężyć bloga…

Michał
Gość

To jest właśnie siła Google, może zdobycie ruchu z Google nie jest tak proste jak działania w SocialMedia, gdzie w krótkim czasie możemy mieć wielkie Boom, ale za to Google daje stabilny ruch. Dobrze przygotowane treści i wartościowa w oczach google domena to gwarancja sukcesu na lata, jak pokazał Twój przykład.

Dawid
Gość

Potwierdzam, że posiadanie kluczowych artykułów na blogów, nawet na blogu niedużym, takim jak mój, ale długo prowadzonym, są artykuły sprzed 3-4 lat, które w miesiąc w miesiąc przyciągają sporo ludzi. Tylko trzeba uważać, aby nie popełnić błędu atrybucji, bo nie każdy bloger może stworzyć takie artykuły, zazwyczaj są to tematy eksperckie i w dziedzinach, które się nie starzeją.

Maciek
Gość
Maciek

Cześć Bartek, odnośnie Twojej rozkminy, skojarzył mi się wywiad który ostatnio słuchałem. Tam są dwa fragmenty z których można wyciągnąć wnioski odnośnie dobrego zarządzania firmą: W nowej firmie, dobry “szef” sam wszystko robi, w dojrzałej ma zaufany zespół, który w pełni samodzielnie, wykonuje za niego część obowiązków tak że ten szef nie musi myśleć o tym co musiał na początku robić sam. Patrząc na Ciebie z perspektywy ok 5-6 lat widzę że zbliżasz się do dojrzałości… A prosto od siebie mogę tylko doradzić: Rób to co Ci sprawia przyjemność! http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103454,23608962,millenialsi-sa-zaje-sci-ceo-w-neoteric-opowiada-jak-robi.html

Kasia
Gość
Kasia

Bartku, jako wspólniczka firmy widzę, że warto mieć dwie nogi (a czasem nawet trzy, ale raczej nie więcej). Jeśli możesz pozwolić sobie na dwa zespoły, z których każdy jest odpowiedzialny za osobną gałąź biznesu, to szłabym w to. Wielokrotnie w naszej branży (usługowo-produkcyjnej) były okresy zastoju. Firmy nie zlecały nam dużych kontrahentów i nie realizowaliśmy projektów, które są najbardziej opłacalne dla nas. Wtedy ratowała nas druga noga – mniejsza marża na produktach, ale “coś się działo”, mogliśmy wolniej, ale jednak nadal iść do przodu. Sądzę, że jeśli sprawdzasz się w usługach i sprawia Ci to frajdę, to warto w to… Czytaj więcej »

Magdalena
Gość
Magdalena

Witam. Mam podobne zdanie, jeżeli chodzi o drugi filar firmy. Zawsze dobrze mieć jakaś alternatywę. Puki wszystko idzie super, to bardzo się cieszę, ale bywa tak w każdej branży, ze przyjdzie czas przestoju i wtedy masz inne, dodatkowe źródło utrzymania siebie, firmy, a i ludzie pracujący u ciebie zawsze będą czuli stabilny grunt pod nogami. Tak wiec jak masz takie możliwości, to inwestuj w przyszłość, a zobaczysz ze się to opłaci. Pozdrawiam

Małgorzata
Gość
Małgorzata

chcę pogbrać e-booka, klikam w okładkę i … nic ;(

Tomek
Gość
Tomek

Witaj Bartku i Czytelnicy! Dzięki za artykuł! Jest super. Hasło “(…)już dawno odpadli” najbardziej mi się podobało ;). Ale do rzeczy. Jakiś czas temu przesłuchałem Twoją książkę o jęczeniu i braniu się do roboty, słucham podcastów u Michała Szafrańskiego, ostatnio właśnie się zastanawiałem, czemu u Ciebie tak cicho i czy te Mastermindy tak Cię angażują czy może macie bardzo dobre trunki do biznesowych rozmów! 🙂 Dzięki Livesmarterowi i promocjom bankowym odłożyłem nieco grosza, walka z długami ciągle trwa, gdyż zwiększanie dochodów nie idzie tak szybko, jakby się chciało. Ale – stworzyłem wraz z zespołem aplikację do zarządzania promocjami bankowymi. BankoMoc… Czytaj więcej »

Dawid
Gość

Artykuły filarowe to rzeczywiście absolutna podstawa. Ja napisałem jeden ogromny (siedziałem nad nim z miesiąc), ale od dwóch lat przyciąga jakieś 80% użytkowników do mojego bloga 😉

Justyna
Gość

Bartku, czytam Cię od dawna, ale to będzie mój pierwszy komenatarz 🙂

Zgadzam się, że blog i fundamentalne artykuły przyciągają lepiej klientów. Po urodzeniu synka w ogóle nie byłam aktywna w social mediach, na blogu też cisza, a mimo to ciągle miałam nowe klientki… choć widzę też, że gdy jestem bardziej aktywna również w socialach, to klientów jest więcej. W każdym razie po tej sytuacji nie boję się przerw w aktywności on-line.

A co do Twojego dylematu Bartku, to Michał Szafarański chyba to powiedział, że trzeba dywersyfikować dochody, więc te dwie odnogi brzmią całkiem spoko 😉

Joanna Sitarz
Gość

Social media jest jak najbardziej dobrą strategią na szybkie zdobycie publiki. Gdy kto zaczyna i chce mieć efekt szybciej to warto zacząć od social media. Przygotować jakiś przynajmniej jeden produkt i robić pod to marketing na social i w ten sposób można zacząć ściągać ruch od razu a więc i od razu zarabiać… ale jest dokładnie tak jak piszesz Bartku, ze to wszystko jest jak “motyle życie”… przestajesz to robić, to natychmiast przestają być efekty.. Dlatego jednocześnie KONIECZNIE trzeba prowadzić bloga (oczywiście wiedzieć co dokładnie robić aby od razu się to jak najlepiej pozycjonowało), to jest projektem długoterminowym ale dokładnie… Czytaj więcej »

Kasia
Gość

No to masz Bartku faktycznie duży problem. Gdybym miała wybierać, skupiłabym się na tym, co przynosi mi więcej satysfakcji i co lepiej rokuje na przyszłość. Ale, tak jak pisało tu kilka osób, jeżeli ma się zaufanych pracowników i dobre zespoły to zarządzanie wieloma “nogami” powinno się udać. Fakt – tworzenie zespołów jest niewątpliwie trudne i pracochłonne. Również wypracowanie pożądanej kultury organizacyjnej wymaga czasu i cierpliwości, lecz myślę, że warto. A skoro tak dobrze Ci idzie w obu gałęziach, szkoda by było rezygnować z jednej z nich. Ja bym nie spoglądała na to jak na “rozproszenie uwagi i zasobów”. Tak czy… Czytaj więcej »

Mariusz Kobak
Gość

Bartek, piszę ten komentarz drugi raz bo Twój system komentarzy nie przepuścił mnie na smartphonie w dwóch przeglądarkach. Kazał mi bez końca przepisywać kod captcha. Dziwna sprawa, ciekawe czy ktoś jeszcze miał ten problem 😉 Ale do rzeczy! Traktuję Twój wpis jako motywację do działania. W sensie do pracy nad rozwojem bloga po godzinach w pracy na etacie 🙂 Rzeczywiście po stworzeniu kilku wpisów na blogu niektóre są wysoko w google i ściągają coraz więcej ruchu. Powoli, systematycznie ale do przodu 🙂 co prawda każdy taki dolarowy wpis to długie godziny pracy na przygotowanie porządnego artykułu. Czy Twoim zdaniem warto… Czytaj więcej »

Sławek
Gość

U mnie problem jeszcze nie jest aż na taką skalę, ale też miotam się pomiędzy usługami, a produktami on-line (szkoleniami).

Adrian
Gość

Też staram się tworzyć artykuły filarowe – zajmują mi naprawdę dużo czasu i wysiłku. Robię je zgodnie z zasadami SEO. Niemniej jednak bardzo słabo się pozycjonują w google. Wręcz przeciwnie – najlepiej spisują się te, po których w ogóle się tego nie spodziewałem. Przyczyny widzę dwie – być może nie pisze na dostatecznie popularne tematy, albo wymaga to więcej czasu. Co o tym sądzisz Bartku? Po jakim czasie powinniśmy zobaczyć efekty takich artykułów?