2014 – jeden wielki kosmos!

podsumowanie 2014

Jeśli chodzi o podsumowanie, to w zasadzie zastanawiałem się czy w ogóle je zamieszczać skoro nie zdążyłem go opublikować w zeszłym roku. Ale z tymi podsumowaniami, to jest tak, że pisze się je trochę dla ludzi, żeby ich zainspirować i pokazać, że można, a trochę, a może przede wszystkim dla siebie.

Dobrze zebrać w jednym miejscu wszystko co było ok i wszystko co poszło nie tak. Zresztą wspominałem ostatnio o robieniu takiego podsumowania przy każdym projekcie a myślę, że każdy rok możemy uznać za osobny projekt 🙂

Niestety końcówka roku nie była dla mnie zbyt pomyślna bo się całą rodziną pochorowaliśmy o czym pisałem na fanpage, ale to nie miejsce i czas na marudzenie 😀

Zacznę od podziękowań.

Moi drodzy wszystko co wypiszę poniżej (poza punktem 1) osiągnąłem dzięki wam. Ten blog ma już 6 lat i przez ten czas zebrała się tu naprawdę fantastyczna społeczność.

Dziękuję za to, że jesteście, czytacie moje wpisy i oglądacie video. Choć spora część tu tylko wpada, przeczyta, obejrzy i nie da ani lajka, ani komentarza nie zostawi (no ładnie to tak?), to i tak was kocham smyki wy moje.

Ta społeczność mocno się zmieniła. Na początku większość czytelników studiowała. Teraz większość ma rodziny, spora część posiada własne firmy, a jeszcze większa cześć myśli o tym, żeby własny biznes założyć.

Dziękuję za wszystkie wasze maile. Wszystkie czytam, choć nie na wszystkie jestem w stanie osobiście odpowiedzieć. Niemniej wasze wiadomości zawsze są dla mnie bardzo cenne i jak czytam, że dzięki temu co robię ktoś założył biznes, przebiegł maraton, wyjechał w długą podróż, skoczył na spadochronie czy zrobił inną przełomową rzecz, to serce rośnie.

Dziękuję za to, że kupujecie moje produkty, zgłaszacie się na konsultacje i przychodzicie na szkolenia. Staram się jak mogę, żeby miało to dla was jak największą wartość.

Dziękuję także za to, że jak zaczynałem lekko odlatywać, to pojawili się ludzie, których śmiało nazwać aniołami stróżami. Czasami musiałem przyjąć wasze słowa krytyki. Niektóre uwagi były dla mnie kubłem zimnej wody, ale o tym później.

Dziękuję, tak szczerze i prosto z serducha, że jesteście.

Dobra idziemy dalej, bo wedle ostatnich trendów w blogowaniu ten wpis powinien już dobiegać końca, a ja nawet jeszcze nie zacząłem. Już tak mam, że jak zacznę gadać, to ciężko mnie wyłączyć.

W takim razie co dobrego:

1. Rodzinka

Powiększyła nam się rodzina. W lutym urodziła się Anastazja.

 

Bartek Anastazja tata

Anastazja córka Uśmiech

Jej pojawienie się na świecie totalnie zmieniło mi życie, a muszę się wam do czegoś przyznać – jeszcze kilka lat temu byłem mocno przekonany, że ja w ogóle nie chcę mieć dzieci.

Bo to takie małe, robi śmierdzące kupy, wymiotuje, wydajesz mnóstwo pieniędzy na ubranka, zabawki i edukację. A później dziecko rośnie, zaczyna pyskować, wpada w różne perypetie i masz święty spokój dopiero jak pójdzie na swoje. No, ale to może potrwać 20 lat, więc w ogóle po co?

Serio, takie miałem myślenie, ale kilka wydarzeń dość mocno zmieniło moje spojrzenie na tą sprawę.

Choć jak mała zwymiotowała kilka razy podczas jazdy samochodem, albo zrobiła kupala w dopiero co przebraną pieluszkę, albo obudziła się z płaczem kiedy spędzaliśmy czas najprzyjemniej jak tylko można, to zastanawiam się nad tym, że może jednak kot też nie byłby taki zły 😀

O tym dlaczego nie chciałem mieć dzieci i co się zmieniło napiszę osobny artykuł.

2. Szkolenia

To był pierwszy rok, kiedy postanowiłem tyle czasu i energii poświecić na organizację szkoleń otwartych.

Napawa mnie to dumą, bo jeszcze w grudniu 2013 miałem obawy czy to wszystko w ogóle ma sens. No wiecie, moja żona miała za 3 miesiące rodzić, a ja sobie wymyśliłem, że od nowego roku zrobię wszystko inaczej niż do tej pory 😀

Do tego kiedy mówiłem o swoich planach to pojawiały się głosy w stylu: „Bartek, rynek szkoleniowy jest zabetonowany” / „Będzie Ci bardzo ciężko konkurować z tymi, którzy są w tym biznesie od lat” itd.

Na całe szczęście miałem to wszystko całkiem dobrze przygotowane i miejsca na pierwsze szkolenie (Extreme Productivity), które organizowaliśmy w styczniu wyprzedaliśmy w 4 dni.

Bardzo dobrze wspominam to szkolenie także z tego powodu, że dzięki jednej z naszych klientek- Ani, na szkoleniu pojawiła się telewizja Superstacja 🙂

No nie powiem, dostałem wiatru w żagle i uwierzyłem, że jednak można.

A o to teledysk z tego szkolenia:

Później odbyły się takie szkolenia jak:

„Think Big”, „Motywacja 2.0”, „Sztuka komunikacji”, „Nowoczesne Strategie Sprzedaży”, „Marketing Machine”.

Szkolenie Bartek - Warszawa 1

Szkolenie Bartek - Warszawa 2

Szkolenie Bartek - Warszawa 3

Szkolenie Bartek - sala szkoleniowa

 

3. Współpraca

Dotarło do mnie, że jak wszystko będę robił sam,to się wykończę. Dlatego bardzo chciałem mieć wokół siebie ludzi, którzy pomogą nadać odpowiedni kształt wszystkiemu co robię.

Podchodziłem do tego tematu kilka razy i rok 2014 był przełomowy. W tym momencie współpracuję bliżej z czterema osobami, które pomagają w takich kwestiach jak organizacja szkoleń, odpowiadanie na maile, nagrywanie materiałów, montaż video, programowanie i grafika.

Dzięki delegowaniu uwolniłem dość duże pokłady czasu na to, żeby znacznie więcej pracować nad firmą niż w firmie.

Ola, Maciek, Krzysiek, Kamil – chcę wam OGROMNIE podziękować za pomoc i wnoszenie własnych pomysłów. Mam też świadomość tego, że nie jestem typem, z którym się łatwo współpracuje, ale chyba nie było aż tak źle 😉

Jedna wskazówka dla wszystkich, którzy szukają osób do pomocy: nie bójcie się stawiać na młodych! Z czterech wyżej wymienionych osób trzy w 2014 roku obchodziły 18-stkę.

Zresztą kto z was był na szkoleniach na żywo, ten miał okazję się przekonać, że młody wiek nie oznacza braku dojrzałości czy profesjonalizmu, a wręcz przeciwnie.

4. Filmy

Jeśli chodzi o tworzenie materiałów video, to wznieśliśmy się na nowy poziom, a będzie jeszcze lepiej bo niebawem zamierzam dokupić kilka nowych zabawek.

Mimo, że filmów gdzie pokazaliśmy swoje możliwości powstało zaledwie kilka, to zapewniam was, że w 2015 będzie tego zdecydowanie więcej 🙂

W tym miejscu muszę się odwołać do poprzedniego punktu. Co prawda na nagraniach głównie widać mnie, ale wierzcie mi, że tak naprawdę największą rolę odgrywają tutaj osoby, które stoją „na zapleczu”.

Gdyby nie Maciek, który ustawia cały sprzęt, lampy, mikrofony itd. to nagrywałbym wszystko pewnie z pięć razu dłużej. Dzisiaj moja rola kończy się na tym, że mam stanąć przed kamerą i mówić.

Drugą osobą jest Krzysztof, który zajmuje się montowaniem wszystkich moich nagrań. Współpracujemy już ponad dwa lata i piękne jest to, że Krzysiek doskonale rozumie moją wizję.

Dobierze odpowiednią muzykę, zrobi odpowiednie przebitki. Naprawdę, jeśli dostaję materiał do wglądu to czepiam się drobnostek w stylu „w tej i tej sekundzie wyskakuje napis i tam jest literówka” 😉

W 2014 roku najchętniej oglądaliście te dwa nagrania:

5. Studio

W 2013 roku robiłem taki objazd po Polsce ze szkoleniem: „Totalna Metamorfoza Live!”.

Tam w jednej z prezentacji miałem taki slajd, który był wizualizacją mojego celu. Pokazując go uczestnikom mówiłem, że mam takie marzenie, że kiedyś wejdę do studia, kliknę jeden przycisk na listwie i zapalą się lampy, załączą się kamery i wszystko będzie gotowe do nagrywania.

Na realizację tego marzenia potrzebowałem niecałego roku.

Tak wyglądał slajd, który pokazywałem na szkoleniach (jeśli pijesz kawę albo coś jesz, to lepiej połknij, bo jak zobaczysz mój fotomontaż, to oplujesz ekran ze śmiechu 😀 )

Gotowy?

Tadam!!!

Biuro Fotomontaż

A tak to wygląda teraz.

 

Studio Green Screen Nagrywanie

Studio Green Screen Nagrywanie Dzieci

W minionym roku kilka osób zrealizowało tutaj materiały promocyjne na swoje strony, blogi czy pod konkretne materiały promocyjne.

W 2015 roku będę chciał ściągnąć tutaj więcej osób, które chciałyby nagrać jakieś video, ale nie mają sprzętu, nie wiedzą jak to nagrać, nie wiedzą jak zmontować i jak przekazać treść, żeby widzowie oglądali nagranie do samego końca (nawet jeśli trwa kilkanaście minut), a nie wyłączyli go po trzech sekundach.

Jak porównywałem sobie ceny, to niektóre studia za godzinę wołają tyle ile my chcemy za cały dzień. Także jeśli chcesz nagrać zjawiskowe video, to zapraszam do kontaktu i ustalimy szczegóły 🙂

6. Produkty

Przez te kilka lat działania stworzyłem kilkanaście różnego rodzaju kursów online. Część z nich jest już wycofana, ale niektóre mimo, że zostały stworzone już jakiś czas temu nadal nie doczekały się godnych konkurentów 😉 Poza tym w szufladzie leżały nagrania ze szkoleń.

W końcu udało się wszystko w miarę sensownie poukładać.

7. Mniej pracy

Mimo, że w tym roku statystyki bloga mocno poszybowały w górę, robiłem szkolenia otwarte i dla firm, miałem kilkadziesiąt konsultacji, to ogólnie rzecz biorąc pracowałem mniej.

W ubiegłych latach wstawałem, biegałem, brałem kąpiel, jadłem śniadanie i pracowałem do upadłego. Często poświęcałem także weekendy.

Czy żałuję? Ani trochę! Gdyby nie tamta praca dzisiaj nie byłbym tu gdzie jestem.

Natomiast odkąd pojawiła się Anastazja pracuję mniej. W weekendy zazwyczaj staram się mieć wolne, a w ciągu dnia schodzę na dół ok. 18:00 / 19:00.

Dygresja

Powiem wam, że to jest naprawdę rewelacyjne jak się patrzy jak dziecko z dnia na dzień się zmienia. Najpierw cieszysz się jak macha rączkami i nogami. Później zaczyna się przekręcać z plecków na brzuch i to jest wydarzenie, o którym musisz poinformować całą rodzinę ( to jest ten moment, w którym łapiesz się na tym, że robisz rzeczy, z których niedawno się nabijałeś obserwując znajomych publikujących na fejsie zdjęcia swojego dziecka).

Następnie zaczyna siadać, później chce się podnieść, aż pewnego dnia widzisz, że złapało się łóżka, stołka czy czegokolwiek innego i stoi. STOI CZAISZ!!! Coś co jeszcze kilka miesięcy temu nie potrafiło się przekręcić z pleców na brzuch teraz stoi 😀 Następnie z Twoją pomocą robi pierwsze kroczki. A potem idziesz w odstawkę.

Z tego płyną dla mnie dwa wnioski:

1. Współczuję rodzicom, którzy muszą oddać swoje dziecko po kilku miesiącach do żłobka, bo muszą wrócić do pracy.

Nie widzą jak dziecko samodzielnie robi to pierwsze samodzielne powstanie, pierwsze kroki, pierwsze samodzielne dojenie z butli, pierwsze klaskanie itd. No to są niby takie małe chwile, ale one dla mnie są magiczne.

W takich momentach dziękuję Bogu, że tak zaprojektowaliśmy nasze życie, że śniadanie, obiad i kolację jemy razem. Ciszę się, że mnie te przełomowe momenty nie ominęły. Może Oli udałoby się coś tam nagrać telefonem i później mi pokazać, ale to już nie to samo.

2. W taki sam sposób jak podchodzę do rozwoju swojego dziecka zacząłem podchodzić także do realizacji celów.

Tzn. kiedyś wyznaczałem sobie jakiś cel, planowałem go i strasznie pragnąłem to osiągnąć. Myślałem o danej rzeczy wręcz obsesyjnie.

I co? I jajco! Nic z tego nie wychodziło. Im bardziej czegoś pragnąłem, tym ciężej było mi to osiągnąć. Zmieniłem to i teraz do realizacji czegokolwiek podchodzę w taki sam sposób, w jaki obserwuję rozwój dziecka.

Nadal wyznaczam cele, nadal je planuję, ale już się tak nie napalam. Nie ma tego obsesyjnego pragnienia, że ja za wszelką cenę muszę to mieć. Po prostu idę po to tak, jakbym szedł po bułki do piekarni.

Tak jak nie planuję kariery dla Anastazji. Nie mam jej wizji jaka ma być jak będzie dorosła. Po prostu cieszę się z każdego małego etapu.

Paradoksalnie takie uwolnienie się od pragnienia tej ostatecznego celu spowodowało, że znacznie szybciej osiągam to co chcę, a efekty przechodzą moje najśmielsze oczekiwania.

Czasami to co zaplanowałem jest zaburzone przez jakieś wydarzenie, ale nauczyłem się z tym godzić. Akceptuję to bo to oznacza, że życie chce, abym do tego celu dotarł inną drogą (często znacznie szybszą!)

8. Mniej wiedzy

W 2014 roku przerobiłem znacznie mniej szkoleń i przeczytałem znacznie mniej książek niż w latach ubiegłych.

Natomiast poszło to w taką stronę, że jak coś przerabiałem, to w zasadzie na bieżąco wdrażałem i widzę, że taki układ przynosi mi zdecydowanie lepsze efekty.

Bardzo polecam i zachęcam właśnie do tego, żeby okres między zdobyciem wiedzy, a jej wdrożeniem był możliwie jak najmniejszy. A najlepiej uczyć się w locie 😀

9. Korona Maratonów Polskich

W kwietniu w Dębnie zrobiłem ostatni z pięciu maratonów, które wchodzą w skład korony (Kraków, Warszawa, Wrocław, Poznań, Dębno).

Na zrobienie korony jest dwa lata, ale dobrze, że w 2013 nieco przycisnąłem i domknąłem wszystko za jednym razem.

10. Disneyland

Zawsze jako dzieciak chciałem jechać do Disneylandu. Jak się okazało Ola też o tym marzyła, więc postanowiliśmy zrobić prezent komunijny w postaci takiego wyjazdu mojej chrześnicy. Pojechaliśmy pod koniec sierpnia i choć pogoda była w kratkę, to i tak było super 🙂

disneyland wakacje

disneyland myszka miki

Zatem moja chrześnica dostała coś, co się nigdy nie zepsuje, czego nikt jej nie zabierze i z czego się nie wyrasta, czyli wspaniałe wspomnienia, a my po latach spełniliśmy przy okazji dziecięce marzenia.

Czekam aż Anastazja trochę podrośnie bo muszę jej kupić duży zestaw Lego Technics. Wiem, że ona o takim marzy, tylko jeszcze o tym nie wie.

12. Przeprowadzka

Na początku maja przeprowadziliśmy się do domu. Całe życie i ja i Ola mieszkaliśmy w blokach, więc jest to spora zmiana. Nie chcieliśmy się rzucać na głęboką wodę, więc póki co wynajmujemy dom, ale… już widzę jak ciężko byłoby wrócić ponownie na bloki.

Na dole mieszkamy, na piętrze mam studio i miejsce do pracy. Minus jest taki, że do najbliższego sklepu jest ok. 3 km, ale za to kosztuje nas to tyle, że w Warszawie ciężko by było za podobną stawkę znaleźć kawalerkę 🙂

13. Ludzie

W minionym roku z racji tego, że dużo bywałem tu i tam miałem okazję poznać wiele fantastycznych osób.

Jest w tym coś fascynującego. Kiedyś marzyłem o tym, żeby poznawać ludzi sukcesu, a dzisiaj mogę z nimi normalnie porozmawiać. Jakże wiele mitów i stereotypów wtedy prysnęło. Nagle okazuje się, że oni nie mają ochroniarzy, nie jeżdżą limuzynami, nie ubierają się u najdroższych projektantów świata. W dużej większości mijając tych ludzi na ulicy w ogóle do głowy by mi nie przyszło, że są właścicielami firm, które mają obroty liczone w milionach.

Mało tego – są to osoby ludzie niezwykle mili, ciepli, przyjaźni i pomocni.

Ogromnie się cieszę, że mogłem was wszystkich poznać, porozmawiać i uścisnąć dłoń.

Jednak o jednej osobie, która ubarwiała swą obecnością moje szkolenia muszę wspomnieć 😀

Niezwykły przedsiębiorca, importer, właściciel sklepu SuperPasty.pl, a kiedyś zawodnik sumo z ogromnymi sukcesami.

Marek – człowiek legenda. Facet, który na szkolenia przybywał z walizką past, szczoteczek i płukanek.

Poza tym, że Marek jest niezwykłym przedsiębiorcą, to jeszcze jest niezwykle sprytnym marketingowcem, o czym możecie się przekonać słuchając jego piosenki, która ma już ponad 3 miliony wyświetleń na youtube.

Uwaga – tylko dla dorosłych!

Ok, tyle o rzeczach, z których jestem zadowolony. Czas na porażki.

1. Newsletter i Facebook.

Bardzo chciałem w 2014 osiągnąć dwa progi. Pierwszy to liczba osób, które odebrały pakiet ebooków oraz audiobooków. W tej chwili materiały te pobrało ok. 25.000 osób, a chciałem przekroczyć 40.000.

Zatem jeśli jeszcze nie pobrałeś tych materiałów, to możesz to zrobić klikając w przycisk poniżej 🙂

Drugi próg, to liczba fanów na fanpage. Na dzień dzisiejszy to ponad 6000 osób, a liczyłem na to, że przekroczymy 10.000.

Tylko do siebie mogę mieć pretensje, że tych wyników nie osiągnąłem.

Co z tym zrobię?

Na pewno będę częściej publikował artykuły i materiały video. Uwielbiam się dzielić wiedzą. Myślę, że wychodzi mi to równie dobrze zarówno w formie pisanej jak i mówionej dlatego duża część materiałów będzie pojawiała się zarówno w formie tekstu, jak i audio, oraz video.

Dobre materiały zawsze przyciągają uwagę i działają latami 🙂

2. Bezowocne spotkania.

Niestety za osobistą porażkę przyjmuję to, że tyle razy wyjeżdżałem z domu na różne spotkania, które miały być początkiem nie wiadomo czego, a ostatecznie nic z tego nie wynikło.

Czasami ktoś chciał coś zrealizować, widział mnie jako partnera w tym projekcie no i trzeba się było spotkać.

Jako, że generalnie lubię ludzi, to wsiadałem w samochód i jechałem. Wysłuchałem jakieś ogólne punkty i w 7 sprawach na 10 nic z tego nie wynikło. Albo współpraca miała się odbywać na warunkach, które dla mnie były nie do przyjęcia.

Co z tym zrobię?

Postanowiłem, że w 2015 zanim gdziekolwiek ruszę się z domu będę prosił o przesłanie maila z konkretami co to za projekt, kto dokładnie ma to realizować i jaka dokładnie ma być moja rola. Żadnego „jak się spotkamy, to Ci wszystko opowiem”.

3. Problemy organizacyjne.

Zmiany na szczeblu rodzinnym, oraz mnogość różnego rodzaju projektów spowodowały, że zawiodłem pewną grupę osób. Coś obiecałem i obietnicy nie dotrzymałem. Coś miałem wysłać, a nie wysłałem.

Zwykle jak ktoś się upomniał, to nie było problemu. Np. na jakimś szkoleniu powiedziałem, że podeślę konkretne linki. Szkolenie trwało jeszcze jeden dzień i kompletnie wyleciało mi to z głowy.

Jak ktoś się upomniał na zasadzie: „Hej Bartek, możesz mi podesłać te linki, o których mówiłeś?” to raz, dwa i załatwione. Ale są i tacy, którzy się nie upomnieli i najzwyczajniej w świecie im podpadłem.

Przez ostatnie tygodnie staram się prostować wszystkie takie rzeczy, więc jeśli jesteś Klientem, coś miałem dosłać albo udostępnić, a tego nie zrobiłem, to bardzo Cię przepraszam i proszę, nie obrażaj się, tylko napisz w tej sprawie. Żałuję za grzechy i obiecuję poprawię.

Co z tym zrobię?

Nie wiem czy potrafię to u siebie zmienić. Po prostu jestem typem człowieka, który pędzi do przodu. Bach, bach projekt zrobiony, no lecimy dalej!

Kocham nadawać rozpęd, jestem dobrym strategiem, ale nienawidzę wykańczania projektów. Nienawidzę! Takich małych bzdurek, które często jak się okazuje mają ogromne znaczenie. To właśnie takie małe rzeczy mogą sprawić, że Klient się nie upomni, a po prostu zagłosuje nogami i nigdy więcej się nie pojawi.

Dlatego muszę mieć kogoś, kto będzie nade mną stał i pilnował czy wszystko mamy zrobione.

Bo to, że ja dostanę od kogoś maila, że coś tam mam zrobić, to wcale nie oznacza, że to zrobię. No powinienem, ale zawsze mam coś do zrobienia, więc potrzebuję, żeby ktoś się mnie jeszcze 5 razy zapytał czy to już jest wysłane, wgrane itp. Nie znoszę jak ktoś mi tak mędzi nad uchem, więc dla świętego spokoju po prostu wreszcie daną sprawą się zajmę.

Krótko mówiąc wszystko się sprowadza do określenia dobrych procedur. Na szczęście mam wśród bliskich znajomych kogoś, kto ma takie rzeczy w swojej firmie doprowadzone do perfekcji.

Wstępnie mam to już rozpisane i myślę, że w ciągu kilku najbliższych tygodni będzie widoczna poprawa.

4. „Zróbmy coś razem!”

Kolejna rzecz, która totalnie nie wypaliła to wspólne projekty. Za często godziłem się na to, żeby wspierać inicjatywy na zasadzie „zróbmy coś razem, a później podzielimy się zyskiem”.

Do takich projektów byłem zapraszany wspólnie ze znajomym, który również dość prężnie działa.

Niestety w kilku przypadkach tylko my byliśmy tymi, którzy wiosłują. Dawaliśmy za darmo swoje know-how, swoje narzędzia i sprzęt, a po czasie wychodziło, że to my jesteśmy tą stroną układu, której najbardziej zależy, i która wszystko ciągnie.

Co z tym zrobię?

Mam mocne postanowienie, żeby w tym roku całkowicie zrezygnować z takiej postawy. Całkowicie to za dużo powiedziane, bo dwa projekty, które współorganizuję już są w toku, ale stoją za tym naprawdę kompetentni ludzie, więc z przyjemnością dołączyłem.

Natomiast poza tymi dwoma projektami już żadnych akcji tego typu. Na to konto mogę napisać kilka tekstów czy nagrać materiały video, czy po prostu spędzić czas z rodziną.

To takie cztery moje największe bolączki, ale zamierzam w 2015 solidnie popracować nad każdym z nich.

Tyle jeśli chodzi o 2014.

Jakie mam plany na 2015?

  • Z pewnością będzie znacznie mniej szkoleń otwartych. Może 3-5 razy w całym roku.
  • Będzie więcej tekstów, nagrań video i prawdopodobnie ruszę także z podcastem (gratka dla biegaczy i tych, którzy dużo czasu spędzają za kółkiem)
  • Mam w planach przygotować serię nagrań video w nieco innym formacie. Na ten moment nic więcej nie mogę napisać 🙂
  • Na jesieni chciałbym skończyć pisanie kolejnej książki.
  • Przekroczyć 50.000 osób na newsletterze i 15.000 fanów na fanpage.
  • Wakacje – w tym roku chciałbym zrobić sobie wolne trzy razy po dwa tygodnie.

Jak uda się to wszystko zrealizować choćby w połowie, to i tak będę bardzo zadowolony 😀

Jaki dla was był rok 2014 i jakie macie plany na 2015? Śmiało, dzielcie się w komentarzach bo ciekawi mnie czy wycisnęliście z tego roku ile tylko się da.

2014 – jeden wielki kosmos!
4.56 (91.25%) 112 votes