34 rzeczy, które musisz wiedzieć o prowadzeniu firmy, jeśli nie chcesz, żeby rynek Cię rozjechał

Wyzwania przedsiębiorcy

Powiedzmy sobie jasno: prowadzenie własnej firmy nie należy do rzeczy specjalnie prostych. Z pewnością nie jest to rozwiązanie dla każdego.

Pełna odpowiedzialność za podejmowane decyzje, nienormowany czas pracy, niepewność czy ponoszone inwestycje kiedykolwiek się zwrócą, mnóstwo papierologii, podatki, kontrole, ZUSy, Urząd Skarbowy… to wszystko skutecznie zniechęca. Ktoś mógłby zapytać: po co rezygnować z ciepłej i pewnej posady? I nie byłoby to pytanie zupełnie bezpodstawne.

Pracując na etacie doskonale wiesz, w jakich godzinach masz być w biurze, znasz zakres swoich obowiązków i wiesz, ile zarobisz. To daje komfort, ale z drugiej strony nakłada na Ciebie również mnóstwo ograniczeń (oczywiście etat etatowi nierówny).

Z kolei Twoja firma jest Twoją marką. Ty za nią odpowiadasz. Ty ją kreujesz. To prestiż, ale także olbrzymie obciążenie.

Wybór między tymi dwoma ścieżkami bardzo często wydaje się wypadkową sytuacji życiowej, osobistych preferencji i tego, w którą stronę zawieje wiatr, jak się to mówi 🙂

Ile firm zostało założonych w wyniku wyłącznie tego, że kogoś wkurzył szef? Kiedy spojrzymy na liczby, okaże się, że… po prostu zbyt wiele.

Wiecie, że 80% firm upada w ciągu dwóch pierwszych lat? Gazeta MSP, która te dane podaje, powołuje się na badania ujawniające główne przyczyny bankructw takich przedsiębiorstw: obciążenia podatkowe, ograniczenia prawne i ograniczony dostęp do zewnętrznych środków finansowania.

Ale chwila moment! Czy pozostałe 20% działa w oderwaniu od tej rzeczywistości? Czy te 20%, które uparcie funkcjonuje nadal, nie płaci podatków, nie podlega (coraz bardziej skomplikowanemu) prawu? Czy nie potrzebuje pieniędzy do funkcjonowania?

Oczywiście nie twierdzę, że irracjonalnie wysokie podatki czy chaos prawny sprzyjają nam, przedsiębiorcom, bo tak nie jest. Ale co mamy zrobić? Usiąść i płakać? Zwalać winę za wszelkie niepowodzenia na zły i niesprawiedliwy system? Zamykać firmę i biec po zasiłek?

Są ludzie, którzy czekając na „lepsze czasy” tak właśnie robią. Ale umówmy się: te „lepsze czasy” prawdopodobnie nigdy nie nadejdą.

Zawsze będzie wiał jakiś wiatr. Czasem lekki i pozornie niegroźny – zupełnie jak morska bryza – a kiedy indziej będzie to tajfun zrywający dachy. To, co do nas należy, to odpowiednie przygotowanie się na taką ewentualność i świadomość, że ona na pewno kiedyś nadejdzie.

Bo prowadzenie własnej firmy to nie tylko praca. To coś znacznie więcej.

Czujesz się przestraszony? To dobrze. Taki był mój zamiar.

Bo wiesz, co różni odwagę od głupoty? Świadomość zagrożeń.

Zależy mi na tym, byś otwierając własną firmę wiedział, jakie niebezpieczeństwo może czyhać za rogiem – dzięki temu będziesz doskonale wiedział, jak sobie z nim poradzić. I temu właśnie chcę poświęcić niniejszy artykuł.

Firmy upadają, bo ich właściciele byli słabo przygotowani do ich prowadzenia. Podeszli do tematu zbyt optymistycznie, zrobili złe założenia i przeliczyli swoje możliwości. Mam nadzieję, że tym artykułem pomożemy przygotować ludzi na to, co ich czeka na swoim 🙂

 

TY

1. Zarządzanie sobą w czasie

Każdy ma tyle samo czasu – to chyba jedyna sprawiedliwość na tym świecie.

Albert Einstein, Leonardo Da Vinci, Thomas Edison – każda z tych postaci dysponowała dwudziestoma czterema godzinami na dobę i ani minutą więcej. Dlaczego więc o wspomnianych wcześniej panach pamiętamy, ich nazwisko zna każde dziecko, a o miliardach innych ludzi nigdy nie słyszeliśmy?

 

Wydaje się, że sekretem nie jest zarządzanie czasem jako takie. Tu chodzi po prostu o ustalenie priorytetów. O skupianie się na tym, co naprawdę ważne, co popycha Cię do przodu, co przybliża do realizacji celu.

O zarządzaniu sobą w czasie powstają opasłe tomiszcza. Każdy trener ma w swojej ofercie szkolenie z tego zakresu. Problem w tym, że spora część z nich próbuje łamać prawa fizyki i sprawić, by w jednej dobie upchnąć co najmniej dwie…. Ale to straszny bezsens.

Musimy przecież spać, jeść. Potrzebujemy kontaktu z innymi ludźmi. Wymagamy odpoczynku i spuszczenia pary od czasu do czasu. Jesteśmy ludźmi, nie robotami. Na dłuższą metę nie wolno nam przeginać, bo serio – więcej z tego szkody, niż pożytku.

Jeśli czujesz, że zarządzanie sobą w czasie nie jest Twoją mocną stroną, pobierz sobie mojego darmowego ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty” (dostępny również w wersji audio!).

Kliknij tutaj i odbierz bezpłatnego ebooka „Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty!”

Tylko, żeby na pobraniu go się nie skończyło. Przerób sobie ten materiał i zacznij stosować moje rady. Inaczej to bez sensu 🙂

2. Motywacja

Wiesz, że bez szefa (a zatem bez perspektywy, że za niewykonaną robotę ktoś zdrowo Cię opieprzy) już nie będzie tak łatwo zasiąść do biurka i zrobić to, co zrobione być powinno? 😀

Nie chcę przez to powiedzieć, że jedyną rolą szefa jest dyscyplinowanie pracownika. Zresztą, otwierając własny biznes niejako odwróciłeś rolę – prowadzenie firmy bardzo często (choć nie zawsze) wiąże się z tym, że sam wejdziesz w buty pracodawcy. Dobrego? Złego? Kierowaniu zespołem poświęcimy osobny materiał.

Chcę jedynie zwrócić uwagę na fakt, że pracując na swoim nie jesteś już zależny od niczyich poleceń. Robisz to, co sam uważasz za słuszne, w takich ilościach, które uważasz za rozsądne i dokładnie wtedy, kiedy chcesz. No bo nawet jak masz umówione spotkanie z klientem, a stwierdzisz, że pieprzysz to i nigdzie się pójdziesz, to… co się stanie? Nic. Poza tym, że nie złapiesz tego zlecenia i na nim nie zarobisz.

I choć ten podrozdział nazywa się „motywacja”, to przekornie uważam, że słowem-kluczem, swoistym rozwiązaniem tego problemu jest coś innego. Coś, co nazywamy determinacją.

Motywacja jest chwilą. Czasem przychodzi, a czasem nie. Czy to znaczy, że to ona ma wyznaczać nam godziny pracy? Nie wróżę sukcesu człowiekowi, który pracuje w ten sposób.

Ja bardzo często nie mam w sobie za grosz motywacji do działania. Dzisiaj na przykład nie mam w ogóle motywacji do tego, żeby tworzyć te materiały. Jestem jednak zdeterminowany. Mam swoje cele, mam swoje marzenia, mam swoje plany. Są konkretne rzeczy, które chcę osiągnąć. I teraz, czy jest słońce, czy jest deszcz, to ja idę dalej – dzięki determinacji. Czy mi się chce, czy mi się nie chce, ja dalej robię swoje.

Dlatego pozwól, że w tym miejscu polecę Ci mój artykuł, z którym OBOWIĄZKOWO powinieneś się zapoznać, jeśli motywacja nie jest Twoją mocną stroną. Kliknij TUTAJ, by przeczytać tekst „Jak się zmotywować do rzeczy, których nienawidzisz?”? Czeka w nim na Ciebie dokładnie 10 naprawdę mocnych wskazówek, które – gorąco w to wierzę – sprawią, że przejdziesz jak czołg nawet przez te znienawidzone obowiązki.

3. Zaangażowanie

Jak zaangażowanie wpływa na efekty Twojej pracy? To dość proste:

Zwiększa pozytywną postawę wobec pracy i wspomaga silniejszą identyfikację z nią,

Wpływa na ogólnie lepsze samopoczucie i zdrowie psychiczne (pozytywna emocjonalność),

Zmniejsza ryzyko wypalenia,

Realizacja zadań na wysokim poziomie prowadzi do wzrostu postrzeganej samoskuteczności, a zatem i większego optymizmu przy podejmowaniu wyzwań.

Zauważ, że osoby z największymi osiągnięciami są tak naprawdę maniakami tego, co robią. Mają wręcz obsesję na punkcie tematu, którym się zajmują.

Pytanie: czy to gwarantuje sukces? Oczywiście, że nie. To też zależy od szczęścia. Od wspomnianej wcześniej determinacji. I od wielu innych czynników.

Ja jestem przekonany, że szczęściu trzeba pomóc. Jeżeli ktoś rzeczywiście coś cały czas robi, ciśnie i ciężko pracuje i – co istotne – robi to długo i systematycznie, to w końcu ten czynnik szczęścia w którymś momencie się pojawi. I coś wystrzeli.

Cytując wielkiego myśliciela naszych czasów (:D), Krzysztofa Gonciarza:

„Bo jak się napierdala, to nawet jak nie wychodzi, to wychodzi”. Amen.

4. Podejmowanie ryzyka

Zakładam, że jeśli ktoś myśli o otwieraniu własnego biznesu albo już go prowadzi, to jednak jego granica ryzyka jest przesunięta nieco dalej niż ma to miejsce u przeciętnego zjadacza chleba. Mimo wszystko ryzyko – a przede wszystkim jego racjonalna, zdrowa i obiektywna ocena oraz oszacowanie ewentualnych strat/korzyści – nadal stanowi olbrzymie wyzwanie dla każdego z nas. Ale tak było zawsze.

Jesteś w stanie wyobrazić sobie świat, w którym taki na przykład Kolumb i jemu podobni nigdy nie podjęliby w pewnym momencie ryzyka? I to jakiego! Przecież jego wyprawa opierała się na niesprawdzonej teorii, w którą nie wszyscy wtedy wierzyli, że Ziemia jest kulą!

Nie brakowało takich, którzy przekonywali go, że już nigdy nie uda mu się wrócić do domu. A jeśli by ich posłuchał i przestraszony nigdy nie wypłynął na pełne morze?

O różnicy między głupotą, a ryzykiem, pisałem wyżej, więc nie będę już tego tematu rozwijał.

5. Zmiana nawyków i przekonań

Nawyki i przekonania – każdy ma jakieś. Niektórzy na przykład myją zęby przed śniadaniem, inni po śniadaniu, jedni obgryzają paznokcie, a jeszcze inni nie są w stanie zasnąć przy otwartych drzwiach. Dlaczego o tym piszę? Bo nawyki i przekonania są pioruńsko istotną kwestią przy budowaniu swojego biznesu (może nie akurat to obgryzanie paznokci, ale… czytaj dalej :))

Jeśli masz na przykład przekonania, które są sprzeczne z tym, co chcesz zrobić, to nieświadomie będziesz sabotował swoje działania. Zaczniesz działać na pół gwizdka, albo odpuścisz na ostatniej prostej, albo roztrwonisz zarobione pieniądze bo uznasz, że… nie zasługujesz na nie.

Uważam, że jest kilka podstawowych spraw, które należy przepracować z samym sobą przed rozpoczęciem własnej działalności. Pomoże nam to później uniknąć (albo chociaż załagodzić) nadchodzących konfliktów natury wewnętrznej 🙂

 „Co powiedzą najbliżsi?”.

Ok, bez wsparcia oraz zrozumienia rodziny i przyjaciół faktycznie prowadzenie własnej firmy jest cholernie trudne. Własna firma jest trochę jak dziecko – bywa kapryśne, nieprzewidywalne i nieznośne, ale kochać i zajmować się nią trzeba 😀 Jeżeli będziesz się jej poświęcał wbrew swojemu najbliższemu otoczeniu, wewnętrznym okiem (niczym wytrawny jasnowidz) dostrzegam wokół Ciebie chmurę niedającej Ci żyć frustracji.

Dlatego zadbaj odpowiednio wcześniej o zrozumienie ze strony Twoich najbliższych! Jak? Zacznij od TEGO artykułu!

Twoja reakcja na feedback

Niby wszyscy wiemy, że feedback, jakikolwiek by nie był, to rzecz pożądana i przydatna, bo pozwala nam ulepszyć produkt, usługę…  Jednak nie jest łatwo przyjąć słowa krytyki.

To zawsze trochę boli, kiedy słyszymy, że projekt, w który wnieśliśmy ogrom czasu i serca, nie jest idealny, że wymaga ulepszeń, że część rozwiązań trzeba zmienić i że nie wszystko jest takie super, jak nam się wydawało. Jak wobec tego zachowamy się, kiedy usłyszymy słowa krytyki?

Jedna uwaga – weźmy tylko poprawkę na to, od kogo płynie ten feedback, OK? Bo jeśli ze swoim biznesem celujesz do młodych matek, to fakt, że Twój produkt nie podobał się sześćdziesięcioletniemu wujkowi Staszkowi, nie oznacza jeszcze, że jest zły 😀

Z całym szacunkiem dla wujka Staszka!

Odpowiedzialność

To wina rządu, rodzice mnie nie nauczyli, mieszkam w małym mieście, nie znam języków, brak mi pewności siebie, nie wiem jak, nie znam się, to wina konkurencji, szef to drań, pracownicy są leniwi, nie mam czasu, nie mam pieniędzy, taki los.

Tak oczywiście – wszyscy są winni, tylko nie TY.

Oczywiście ironizuję. Przecież nie na wszystko mamy wpływ. Życie to cholernie skomplikowana struktura. Znacie teorię efektu motyla? Że niby machnięcie skrzydełkami tego owada może spowodować niosącą zniszczenie burzę z piorunami na innym kontynencie.

W firmie wszystko działa czasem podobnie. Jednak jeśli ta burza już przyjdzie (nawet totalnie nie z Twojej winy) i jeśli już wszystko zdąży zniszczyć, spalić, zrównać z ziemią, po czym okaże się, że nic z tego nie było na przykład ubezpieczone i zostajesz z niczym, to tak, wtedy to już będzie Twoja wina. I co z tego, że nie Ty sprowadziłeś burzę? Szukaj sobie winnego. Motylki potrafią szybko latać 😉

Pewność i wiara W SIEBIE

Przebiec maraton, którego trasa ma 42km? To jest niemożliwe. Przejść ultramaraton „Kierat”, którego trasa liczy 100km? Niemożliwe! Zbudowanie małej, ale dochodowej firmy? Niemożliwe!

Ale… ja to wszystko zrobiłem. Skoro ja to zrobiłem, to znaczy, że to wcale nie jest niemożliwe. Skoro coś jest możliwe… to dlaczego Ty miałbyś również tego nie osiągnąć?

No bo niby dlaczego nie? Czy są inni ludzie, którzy to robią? Jeżeli tak, to to oznacza, że po pierwsze, to jest możliwe, a po drugie: dlaczego nie miałbyś to być Ty? Dlaczego Ty nie miałbyś być następny, który też tego dokona? Drąż temat dalej: jak to zrobić?

Nie chcę, by to brzmiało jak jakieś motywacyjne brednie, ale – do jasnej cholery – bez wiary w siebie i w to, że jeśli chcesz, to dasz radę, nie ma nawet co zabierać się za biznes. No sorry 😀

Asertywność

Według portalu bankier.pl powyżej 7000 zł zarabia ok. 3,47 % Polaków. Powyżej 14 000 zł już tylko 0,06%. To oznacza, że jeżeli interesują Cię zarobki pozwalający żyć na dobrym poziomie musisz patrzeć co robi większość i… działać inaczej.

Bo patrząc na cyferki dochodzimy do dość okrutnego wniosku, że wszyscy się mylą. Cóż, może tak być.

Cierpliwość

Efekty nie przychodzą od razu, dlatego cierpliwość i ciężka praca to dwa słowa, które musisz wyryć głęboko w swojej podświadomości jeśli chcesz, by Twój biznes wypalił.

„Zasługujesz na to, żeby zarabiać”

To wewnętrzne przekonanie sam musiałem przepracować, bo dochodziło już do tak absurdalnych sytuacji, że po udanej kampanii po prostu trwoniłem pieniądze sam nie wiem na co do momentu, aaż osiągały poziom, jaki uznawałem za „ok”. Przecież to było chore!

Postaraj się nie popełniać mojego błędu i po prostu wbij sobie do głowy, że zarabianie jest OK, że sprzedawanie jest OK i że nikt nie może od Ciebie wymagać tego, żebyś całe życie był biedny.

6. Chwytanie zbyt wielu srok za ogon

Rozpoczynanie miliona projektów naraz to cholernie niebezpieczna pokusa, której jednak strasznie łatwo ulec. A prowadzi ona w prostej linii do tego, że żaden z projektów po prostu nie zostanie ukończony. Masz więc rozgrzebanych ileś tam rzeczy, żadna z nich nie jest doprowadzona do końca, żadna nie zarabia, a Ty wciąż masz wrażenie (bardzo słuszne zresztą), że urabiasz sobie ręce po łokcie.

Odpowiednia dyscyplina w tym zakresie wymaga ogromnego samozaparcia. No bo niby wiesz, co chcesz robić, niby wszystko masz dokładnie zaplanowane, a tu nagle wpada Ci do głowy jakiś super-ultra-turbo pomysł, który podoba Ci się tak bardzo, że masz chęć rzucić wszystko inne w cholerę, więc to robisz, a później ta sytuacja się powtarza i powtarza znowu i znowu… Straszna wizja. Ale wiecie co? W tą pułapkę sam bardzo często daję złapać 😀

Ja jestem człowiekiem, który uwielbia wymyślać nowe rzeczy, obmyślać jakieś strategie, ale dopieszczanie jakichś szczegółów i szczególików to już dla mnie istna mordęga. Muszę się z tym strasznie pilnować.

7. „Zagubienie się” w pracy

Przyjmuje się, że przeciętny człowiek spędza w pracy co najmniej jedną trzecią swojego życia. Jak to wygląda w przypadku przedsiębiorców? Cóż… ciężko powiedzieć. Bo w przypadku przedsiębiorców nie da się chyba całkiem rozdzielić tych dwóch sfer.

To firma określa nasze tempo i styl życia. Jasne, że nie samą pracą żyje człowiek, ale podróżnik przemierzający niewielką łódką środek oceanu też nie spędza całego swojego czasu na zwijaniu/rozwijaniu żagli czy doglądaniu tych wszystkich niezrozumiałych dla zwykłego śmiertelnika pomiarów.

Przecież musi spać. Pewnie może poczytać sobie książkę. Myślę, że pozwala sobie od czasu do czasu na zwykłe siedzenie na rufie i podziwianie tego pięknego i przerażającego zarazem bezkresu wód, prawda?

No chyba, że nadciąga sztorm. Albo łódka zaczyna przeciekać. Wtedy ta sytuacja ulega zmianie. Podobnie jak jego priorytety.

Własna firma jest jak taka łódka, na której płyniesz przez rozległe oceany. Woda czasem jest spokojna, a czasem chce rozwalić w drobny mak Twoją łajbę, a Ciebie wciągnąć na samo dno.

Jakie masz szanse? To zależy od Twojej łódki, od tego jak dobrze ją znasz oraz od tego, co sam potrafisz i tego, jak wiele czasu poświęciłeś na trening.

Wielu z Was, przy okazji pytania o wyzwania przedsiębiorcy, wskazało właśnie na work-life balance. Ale wiecie co? Moim zdaniem takie coś nie istnieje, zwłaszcza na samym początku rozwijania swojej firmy. No po prostu nie.

Wiem to po sobie, oraz widzę to obserwując innych przedsiębiorców: po prostu są takie etapy, kiedy życie prywatne całkowicie schodzi na drugi, trzeci plan i kiedy jedyne co się robi, to się ciśnie z tematem, dopieszcza kolejny projekt, prawie nie wychodzi się z biura 😀

Oczywiście z jakimś umiarem, nie dwadzieścia cztery godziny na dobę – nie jesteśmy robotami, a śmierć z wyczerpania (choć podobno zdarza się zwłaszcza wśród managerów wyższego stopnia w Japonii) nie jest specjalnie przyjemną perspektywą.

No bo do cholery, ja jakoś nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, że w środku jakiegoś olbrzymiego projektu czy jakiejś kampanii zakrojonej na bardzo szeroką skalę, ja po ośmiu godzinach schodzę jak gdyby nigdy nic z mojego biura do salonu i przestaję myśleć o tym, czego dotyczy moja praca.

Nie. W takiej sytuacji, ja tym wszystkim po prostu żyję! Czy w takich chwilach jestem zagubiony w pracy? Ależ oczywiście. I powiem Wam więcej – nie uważam takiego chwilowego (podkreślam: chwilowego!) zagubienia za coś złego.

Moja żona to rozumie, a często nawet sama przeżywa to wszystko razem ze mną, więc myślę, że moje życie jakoś bardzo na tym nie cierpi. Grunt to potem odpowiednio się „odnaleźć”. Złapać oddech. Ale i tutaj co niektórych zaskoczę – ja w trakcie takiego weekendu, w który zmuszam się do jakiegoś relaksu, po prostu nie mogę już doczekać się poniedziałku. Mam ochotę wstać i popracować. Chyba jestem pod tym względem niereformowalny 😀

Pomimo tego nie mówię, że praca jest najważniejsza. Kiedy moja córeczka zaczyna na przykład chorować i trzeba z nią jechać do szpitala, to w nosie mam cały ten biznes. Po prostu wsiadam w auto i jadę, niech się wali i pali.

8. Dbanie o siebie i o swoje zdrowie

Ciężko zarabiać pieniądze leżąc w trumnie. Chyba, że jest się takim Michaelem Jacksonem, Kurtem Cobainem czy innym artystą z jakimśtam dorobkiem twórczym, któremu tragiczna śmierć mogłaby nieźle pomóc przy promocji nowej płyty. Zakładam jednak, że takich osobników wśród czytelników tego bloga szukać na próżno.

A tak poważnie – wiem, że w codziennej liście to-do­ punkt pod tytułem „poranne bieganie” często przegrywa z odpisywaniem na maile, dopieszczaniem nowej strategii, testowaniem reklam, umawianiem się na spotkanie i tak dalej.

Albo znowu siedziałeś nad jakimś projektem do białego świtu i po prostu zaspałeś, złapałeś moralnego kaca z powodu skrajnie nieproduktywnego poranka i znowu rzuciłeś się w wir pracy, co by zagłuszyć wyrzuty sumienia albo też naiwnie uznałeś, że „okej, nie pobiegałem rano, ale po południu na pewno poćwiczę”, po czym odchodząc od komputera w późnych godzinach wieczornych byłeś już tak padnięty, że o jakiejkolwiek siłowni nie było mowy. Ja to przerabiałem.

Wiem jednak, że nie można tak do sprawy podchodzić. Naprawdę.

Dbanie o siebie (nie mam tu na myśli jedynie ćwiczeń, ale także zdrową dietę i odpowiednio długi sen) powinno mieć u Ciebie najwyższy z możliwych priorytetów. No bo kurde, życie mamy tylko jedno, prawda? Wiem, że to banał, ale jak cholernie prawdziwy!

Poza tym wierz mi, że dbanie o siebie znajdzie odzwierciedlenie w Twojej kondycji, a to przełoży się na Twoje efekty. Pracować wcale nie trzeba baaaardzo dużo. Czasem lepiej jest pracować mądrze 🙂

9. Dzielenie się ze światem swoimi planami

Mam super pomysł na biznes, ale nikomu o nim nie powiem. Bo mi go ukradną!

Taaaak, oczywiście! Wszyscy już ustawiają się w kolejce 😀

Nie mam pojęcia skąd to się bierze, ale bardzo często ludzie boją mówić głośno o swoich pomysłach. Ja tymczasem uważam, że to jedna z najlepszych rzeczy (o ile nie najlepsza), jakie można zrobić dla powstającej firmy.

Bo jeśli pomysł naprawdę będzie genialny, to wierz mi – konkurencja i tak się pojawi. I tak będą Cię kopiować. Ale potem. Bo cierpliwie poczekają aż wykonasz całą brudną, cholernie ciężką i kosztowną robotę 😀

Jeśli Twój biznes wypali, to jest spora szansa, że ich także. Powiem nawet więcej: będą w lepszej sytuacji, niż Ty!

Tymczasem dzieląc się swoim pomysłem odpowiednio wcześniej, zawsze może się znaleźć ktoś, kto Ci pomoże. Dostaniesz szybką informację zwrotną: słuchaj, to rób, tego nie rób, to jest w ogóle bez sensu, to sobie daruj, a ja tu mam kontakt do takiego gościa, który może Ci pomóc, a tu znam taką babeczkę, która również może Ci dołożyć jakichś fajnych informacji, a jakbyś potrzebował pieniędzy, to tu mamy takiego fajnego inwestora….

Napisałem to przy okazji reakcji na feedback, ale powtórzę i tutaj: wiem, że takie wystawienie się na krytykę nie jest łatwe i może nie być przyjemne, ale jeśli informacje zwrotne płyną od osób, które mają pojęcie o biznesie, to wierz mi, że będzie to bezcenne doświadczenie.

10. Przyjmowanie pomocy

Brak zdyscyplinowania, złe nawyki, słabe umiejętności komunikacyjne, nieumiejętność delegowania, niska odporność na porażki, wiedza na temat marketingu i sprzedaży leży i kwiczy – to wszystko i wiele, wiele więcej wyjdzie na wierzch, jak weźmiesz się za konkretną robotę.  Ale spokojnie – nie Ty pierwszy i nie ostatni. Po prostu będziesz musiał nad tym pracować. A to sprawi, że za jakiś czas będziesz zupełnie inną osobą.

I przy okazji odkryjesz, że skoro tak naprawdę nie znasz się na wszystkim i nie jesteś w stanie robić wszystkiego, to nie zostanie Ci nic innego, jak przyjąć pomoc od innych osób. To nie zawsze i nie dla każdego jest doświadczenie łatwe i przyjemne. Kolejna rzecz, którą trzeba przepracować.

11. Wymagania w stosunku do siebie i do innych

W prowadzeniu własnego biznesu jest jedna rzecz, którą im szybciej się zrozumie, tym lepiej dla i dla nas,  i dla klientów oraz pracowników. Naprawdę wszystko będzie lepsze jak pogodzisz się z jednym prostym faktem – nie jesteś alfą i omegą. Nie możesz wszystkiego kontrolować. Nie da się wszystkiego nauczyć. Nie ma możliwości, żeby każdą czynność wykonać na mistrzowskim poziomie.

Życzę miłego leczenia się ze swojego perfekcjonizmu 😉

…chyba, że jesteś jedną z tych totalnie bezkrytycznych osób, której podoba się absolutnie wszystko. Wtedy powodzenia w nabywania chociaż minimalnych cech perfekcjonisty!

Znowu sprawdza się stare powiedzenie – skrajności, czego by nie dotyczyły, nigdy nie są dobre. Szukajmy złotego środka. „Za złe każmy, za dobre wynagradzajmy” czy jakoś tak. Realne wymagania, moi drodzy.

12. Pomysł na siebie

Są ludzie, którzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak osobowość – jest jedynie zestaw pełnionych przez nas ról. Ja tak daleko raczej bym się nie posuwał, ale mimo to sposób, w jaki się opiszemy, może sporo powiedzieć o nas samych.

W jakiej kolejności wymienimy nasze funkcje? Biznesmen, mąż, ojciec, syn, amator sklejanych modeli samolotów? Powiesz o sobie: szef czy kierownik? Partner czy współpracownik?

Przy kwestii pomysłu na siebie pojawić się może pytanie w sumie zasadnicze: po co Ci własna firma? Czy zależy Ci jedynie na stworzeniu stanowiska pracy dla siebie samego czy to może kwestia czegoś więcej? Chcesz być jak zwykły, szeregowy pracownik (tylko z ZUSem na głowie) czy myślisz jak przedsiębiorca i po głowie chodzi Ci skalowanie biznesu, ekspansja na inne rynki, kombinowanie, testowanie, zatrudnianie… i tak dalej? A może coś po środku? A może nie wiesz? Dobrze jest się nad tym zastanowić.

13. Pokusa „odkrywania koła na nowo”

Czy wiesz o tym, że statystycznie znacznie łatwiej jest wygrać w Lotto niż zbudować drugiego Facebooka, Googla czy Apple’a? Spójrz proszę na te liczby: od 1996 do 2003 roku „szóstkę” w totka trafiło 972 osoby w Polsce, co daje 57 osób rocznie. Rok ma 52 tygodnie, a zatem średnio częściej niż co tydzień ktoś staje się milionerem za sprawą skreślania jakichś cyferek.

Tymczasem Google działa od 1998 roku, Facebook od 2004. Większość innych, znanych marek jest własnością jednego albo drugiego giganta, tych innych niezależnych można policzyć na palcach obu rąk. Liczba wciąż mało imponująca. Więc czy robienie czegoś, czego jeszcze nie rynek nie zna ma sens? Tak, ale to zabiera mnóstwo czasu i energii. Nie mówiąc już o pieniądzach. Musisz mieć tego świadomość.

Jakie są zagrożenia bycia pierwszym?

– nie masz konkurencji (teraz nie masz konkurencji!), a więc nie masz także żadnych danych, możliwości nauki na doświadczeniu innych;

– nie masz pewności, jaki model biznesu najlepiej będzie zastosować; nie wiesz jak będziesz zarabiał;

– rynek musisz zbudować samodzielnie od zera, bo taki praktycznie nie istnieje;

– nie istniejesz w głowach ludzi, którzy do tej pory świetnie sobie radzili bez Ciebie;

Przy okazji zauważ, że Google nie wymyśliło wyszukiwarki, Apple nie wymyśliło telefonu, a Starbucks nie wymyślił kawy 😉

14. Skąpstwo/rozrzutność

Podkreślam raz jeszcze: żadna skrajność nie jest dobra, a znalezienie tak zwanego złotego środka pomiędzy nimi… cóż, do łatwych rzeczy nie należy, o ile jest w ogóle możliwe. Większość ludzi miota się z jednego bieguna na drugi dążąc do jakiejś stabilizacji.

No bo z jednej strony wydawać pieniądze na wszystko, co kiedyś gdzieś może się przydać (np. po to, żeby uniknąć podatku….) do zbyt rozsądnych rzeczy nie należy, ale z drugiej – trzymanie całego utargu w skarpetce i rwanie włosów z głowy przy okazji wydawania każdej złotówki doprowadzi do tego, że osiwiejesz ze stresu w przeciągu kilku nocy.

FIRMA

15. Cashflow i inwestycje

Poprawny cashflow – czyli taki przepływ pieniędzy, który nie wpędzi Cię w pewnym momencie w długi – to kwestia przede wszystkim dobrej organizacji i świetnego planu oraz żelaznej dyscypliny.

Często ludzie, kiedy tylko wpadają im w ręce pieniądze, zaczynają je wydawać. Nie myślą o jutrze. Nie zastanawiają się, czy taki przypływ gotówki zdarzy im się też za miesiąc, za dwa i nie martwią się tym, co zrobią, jeśli jednak żadnego przelewu ich bank po prostu nie zarejestruje, albo jeśli nagle pojawi się konieczność wydatku na coś niezbędnego w funkcjonowaniu firmy. Brak podobnej refleksji często kończy się sporą sumką na minusie, czego nie życzę absolutnie nikomu.

Dlatego nie żałuj czasu na matematykę w swojej firmie. Bądź szczery i obiektywny. Podchodź do sprawy realistycznie, nie pozwalaj sobie na hurra optymizm w planowaniu przyszłych wydatków. Unikaj podejścia jakoś to będzie.

Jasne, nie bój się inwestowania pieniędzy w coś, co ma spore szanse przynieść Ci korzyści – nie chodzi tutaj o to, by trzymać pieniądze w skarpetce. Pisałem zresztą o tym przy wyzwaniu dotyczącym nadmiernego skąpstwa czy rozrzutności. Tutaj również należy znaleźć rozsądne podejście, choć na nieco innym poziomie.

16. Podatki

Ten punkt zacznę od krótkie historyjki 😀

Pewne małżeństwo – Staszek i Hania – prowadzące na co dzień niewielką rodzinną firmę w Pcimiu Dolnym, postanowiło wybrać się na dwutygodniowy urlop na Wyspach Kanaryjskich. Jednak nagle PUFF, z silnika samolotu, którym lecieli, zaczyna wydobywać się czarny dym! Za chwilę z drugiego!

Maszyna zaczyna tracić wysokość, pikuje w dół, piloci robią co mogą, jednak wszędzie wokół tylko bezmiar wód, ktoś krzyczy „wszyscy zginiemy!”, ale nie, jeden z pilotów wypatrzył kawałeczek lądu, resztkami sił skierował tam tracący jakąkolwiek sterowność aeroplan….

Rozbili się na jakiejś wysepce pośrodku niczego. Sceneria niczym z serialu LOST, znikąd pomocy, wśród ludzi jedna wielka panika, nie wiadomo co robić.

Nagle bohater naszej historii odzywa się do swojej żony:

– Kochanie, a ZUS opłaciłaś?

– Opłaciłam, skarbie, opłaciłam – odpowiada, zdziwiona TAKIM pytaniem w TAKIEJ sytuacji.

– A pensje dla pracowników przelałaś? – Staszek nie ustępuje, drąży dalej.

– Przelałam, przelałam – Hania zaczyna się już martwić, że przez wypadek jej mąż postradał zmysły.

– A do Skarbówki przelew zrobiłaś?

– Jasna cholera… nie, o tym na śmierć zapomniałam – mówi powoli kobieta….

…a Staszek uradowany rzuca się jej na szyję, całuje i krzyczy:

– JESTEŚMY URATOWANI!!! TE SKURWYSYNY WSZĘDZIE NAS ZNAJDĄ!!!

Bo jak to mówią – w życiu pewna są dwie rzeczy. Śmierć i podatki 😀

A teraz tak poważniej. Jestem świadomy, że nikt nie lubi, jak dobierają mu się do kieszeni, a tak często postrzegamy podatki. Sam nienawidzę chwil, w których muszę zrobić przelewy podatkowe. Serio, niejednokrotnie byłem w stanie bliskim zawałowi serca, kiedy uświadamiałem sobie, co mógłbym za te pieniądze kupić 😀

Jest w nas dość oczywista niechęć do płacenia podatków. Dlatego całkowicie rozumiem ludzi, którzy kombinują, jak te przepisy obejść, w jaki sposób zapłacić państwu jak najmniej, ale czasem śmieszy mnie ogrom tych wysiłków 😀

Są tacy, którzy tyle czasu i energii poświęcają wyszukiwaniu kolejnych luk w prawie, że gdyby zamiast tego zajęli się normalną pracą, to wyszliby na tym dużo, dużo, dużo lepiej.

Mam wrażenie, że takim osobnikom zależy nie tyle na zapłaceniu jak najmniej, co na świadomości, że kogoś wykiwali. W tym przypadku – państwo.

Bo jest w nas chyba jeszcze jakaś pozostałość z poprzedniego systemu polegająca na tym, że nie czujemy się odpowiedzialnymi za nasz kraj. Uważamy go za jakiś oderwany od społeczeństwa twór. Nie chodzi tutaj nawet o jakiś patriotyzm, co o zwykły rozsądek.

Możemy mówić, że nie czujemy się przywiązani do Polski i może nawet tak jest, ale jednak jeśli mieszkamy tutaj, to korzystamy z tych dróg, chodzimy tutaj do lekarza, tutaj prawdopodobnie odebraliśmy edukację, tutaj byliśmy na studiach, nasze dzieci bawią się na tutejszych placach zabaw i tak dalej. Wszystko to wymaga pieniędzy. No sorry.

Oczywiście można dyskutować o tym, czy te pieniądze są dobrze wykorzystywane. Na pewno nie wszystkie. Na pewno olbrzymia ich część jest marnotrawiona, przejadana, ale cóż… nie ma sytuacji idealnych. Nigdy nic nie będzie wszystkim pasowało.

To tyle jeśli chodzi o teorię, bo w praktyce też podatków nie znoszę i dlatego zachowania pełni zdrowia psychicznego przy regularnym przelewaniu na konto skarbówki niemałych sumek uważam za całkiem spore wyzwanie.

17. Prawo

Nie wiem, jak Wy, ale ja lubię znać reguły gry. W sensie, że dobrze wiedzieć, co wolno, czego nie wolno i tak dalej. Tymczasem polskie prawo (zwłaszcza podatkowe) jest nieprzejrzyste, niestabilne, a nierzadko też absurdalne. To nie jest tylko moja opinia. Według ankiety Deloitte EMEA Tax Certainty Survey, 75% przedsiębiorców powiedziało to samo. Ciekawe, co powiedziało pozostałe 25%?

Na poparcie tej tezy kilka cyferek. Jak podaje portal pracodawcyrp.pl: „prawie wszystkie artykuły w ustawach podatkowych ulegały zmianom (w okresie 2001–2011 zostało przeprowadzonych łącznie 1600 zmian). Prym w niestabilności (czyt.: częstej liczbie zmian) prawa podatkowego wiedzie ustawa o podatku od towarów i usług. Przez siedem lat od wejścia w życie ustawy VAT (w 2004 roku) zmieniono 698 przepisów, natomiast sam artykuł 2 (dotyczący definicji słownikowych) został zmieniony aż 14 razy.”

Raport Paying Taxes 2015, przygotowany przez firmę PwC oraz Bank Światowy podaje, że właściciele firm w Polsce potrzebują około 286 godzin (w przeliczeniu to jest 36 dni roboczych) tylko na to, żeby uporać się z 18 obowiązkowymi opłatami podatkowymi.

To znaczy, że jesteśmy na mało zaszczytnym 87. miejsce (spośród 189 badanych krajów) pod względem stopnia łatwości płacenia podatków. Chociaż z drugiej strony…. Jednak może być gorzej.

Zawsze to jakieś pocieszenie. Niewielkie, ale zawsze.

Tak czy siak, pełna orientacja w naszym prawie stanowi nie tyle wyzwanie, co – moim zdaniem (ale nie tylko!) – rzecz absolutnie niemożliwą. Już nawet księgowi przestali udawać, że ogarniają, co się dzieje.

Z tym wiąże się punkt kolejny ➡️

18. Biurokracja

Biurokracja w założeniu nie była czymś złym. Max Weber, który to pojęcie powołał do życia, miał w intencji stworzenie „idealnego modelu zarządzania” i faktycznie – jego postulaty miały sens, przynajmniej w czasach, w których przyszło mu żyć (przełom XIX i XX wieku, kiedy to większość organizacji funkcjonowało jednak inaczej, niż obecnie).

I tak Weberowska biurokracja przewidywała istnienie takich rzeczy, jak:

– Wysoko posunięta specjalizacja i podział funkcji;

– Regularne, z góry ustalone kryteria awansu;

– Ustalone z góry wynagrodzenia.

Co prawda, wymagał on też, by każda decyzja miała formę pisemną, miało to jednak charakter przeciwdziałający wszelakim naruszeniom.

Tak czy siak, coś po drodze poszło nie tak. Dzisiaj, zamiast „idealnego modelu zarządzania” mamy bezsensowną papierologię, sztywność procedur, wyuczoną bezradność (nikt nie chce podejmować decyzji ryzykownych i nierutynowych), bezkrytyczną lojalność wobec organizacji, tak zwany syndrom paragrafu 22 (namnożenie ponad miarę szczegółowych, nieskoordynowanych, a nawet wzajemnie sprzecznych przepisów) i wiele, wiele innych.

Wszyscy to znamy.

Dotyka to jednak nie tylko urzędów, z którymi jako właściciele firm czasem musimy mieć jakąś styczność, ale czasem także zwykłych przedsiębiorstw, nawet niespecjalnie dużych.

Poza tym… Wiecie, że gdybyśmy podzielili sumę drukowanych stron aktów prawnych przez liczbę dni w roku, okazałoby się, że codziennie powstaje ponad 70 stron nowych przepisów? To znaczy, że – według różnych szacunków – musielibyśmy poświęcać samym tylko zmianom w prawie dotykających prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce, około czterech godzin dziennie! Powodzenia 😀

I jeszcze taka ciekawostka – według OECD polskie PKB mogłoby zwiększyć się o 14 proc. w wyniku ograniczenia biurokracji. wnioski zostawiam Wam 🙂

19. Delegowanie

Kiedyś cierpiałem na poważną chorobę. Okradała mnie z energii, czasu i pieniędzy. Ta choroba to: „ja to najlepiej zrobię sam”. Harowałem jak wół od świtu do nocy. Uważałem, że jak nie będę nikomu nic zlecał, to więcej pieniędzy zostanie w kieszeni. Takie myślenie trzeba wysadzić w powietrze.

To rak, który niszczy Ciebie i spowalnia rozwój firmy.

Dlatego powoli zacząłem delegować zadania. Nie zawsze było łatwo. Delegowanie zadań to przede wszystkim dzielenie się odpowiedzialnością ze swoimi pracownikami. Wiem, że sama świadomość tego potrafi spędzać sen z powiek startującym (choć nie tylko) przedsiębiorcom.

Odpowiednie i mądre postępowanie z ludźmi z którymi pracujemy, i których zadania do wykonania zależą od nas, to bez wątpliwości jeden z aspektów dobrze prosperującej firmy. Brak świadomości możliwości i umiejętności swoich pracowników lub strach przed utratą kontroli jest jak pistolet, który przystawiasz sobie do skroni.

Ford Motor Company – firma, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, przed I wojną światową miała niemal 50% udziałów na całym rynku motoryzacyjnym w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem lata czterdzieste oznaczały dla niej stratę w wysokości około miliona dolarów dziennie. Dlaczego?

Do oczywistych względów ekonomicznych, które doszły do głosu w tamtym czasie, ogromne znaczenie miał sposób prowadzenia przedsiębiorstwa. Henry Ford nie potrafił dzielić się władzą. Wszystkie decyzje podejmował całkowicie samodzielnie i nie słuchał opinii doradców. Nie delegował odpowiedzialności.

Zlecał zadania, otaczał się pracownikami z konkretną wiedzą i umiejętnościami, ale decyzyjność zostawiał sobie.

Tylko tego brakowało, żeby jeszcze sam zaczął montować swoje auta na linii produkcyjnej 😀

20. Budowa zespołu

Co jest największą wartością firmy?

To pytanie pewnie mogłoby świetnie się sprawdzić na rozmowie kwalifikacyjnej do jakiejś korpo, ale proszę, zastanów się nad nim. Oczywiście nie ma na nie złej odpowiedzi, a sposób rozumowania, jaki zaprezentuję w kilku następnych zdaniach, jest tylko moją propozycją.

Uważam, że największą wartością firmy są ludzie. Zespół, który jednoczy się pod płaszczykiem wspólnego celu. Indywidualiści, którzy popychają firmę do przodu, nadają jej charakteru i przyspieszają rozwój.

Oczywiście, nie jest to coś, z czym zgodzi się każdy. Taki na przykład Michał Szafrański w swoim artykule „Własna firma – co warto wiedzieć zanim zaczniesz” stwierdza:

„Z wyboru jestem tzw. solopreneurem i prowadzę firmę, której założeniem jest pozostanie jednoosobową”.

Michał, zamiast zatrudniać, wynajmuje zewnętrzne firmy, bo w takim modelu pracuje mu się lepiej. Nie każdy jednak mógłby podobny sposób funkcjonowania wdrożyć u siebie, dlatego ‘budowa zespołu’ również została zaliczona w poczet największych wyzwań przedsiębiorcy.

Bo jak rekrutować pracowników? Gdzie ich szukać? Jak rozwiązać kwestie płacowe? Stała pensja czy wynagrodzenie zależne od efektów? Jakich efektów? Jak je mierzyć? Peter Drucker, jeden z najwybitniejszych uczonych zajmujący się naukami o zarządzaniu twierdził co prawda, że tym, czego nie można zmierzyć, nie da się zarządzać, ale czy to zawsze jest prawda?

To nie są proste kwestie.

21. Kontrola pracowników

Douglas McGregor w 2. połowie XX wieku sformułował dwie przeciwstawne teorie dotyczące pracowników. Pierwsza z nich, teoria X, zakłada że ludzie nie lubią pracy i unikają jej, jak tylko mogą. Według tej teorii, ścisła kontrola i nadzór pracownika jest jedyną opcją wymuszenia na nim efektywnej pracy na zadowalającym poziomie.

Teoria Y z kolei mówi coś zupełnie innego: według niej, praca jest naturalna dla ludzi i ci po prostu chcą się w niej spełniać, bo kierują się zwyczajną, wewnętrzną motywacją. Zakłada ona też, że w odpowiednich warunkach pracownicy chętnie podejmują odpowiedzialność i wykazują się dużą kreatywnością oraz, co też ważne, ludzie najczęściej wykorzystują w organizacjach jedynie część swoich talentów i inteligencji, ponieważ nie mają warunków do tego, by się wykazać.

Jak myślisz, która z tych teorii odzwierciedla rzeczywistość?

Moim zdaniem ta, w którą się wierzy. To jak w tej indiańskiej przypowieści o dwóch walczących w każdym z nas wilkach, gdzie jeden reprezentuje strach, złość, zazdrość, smutek, żal, chciwość, arogancję, użalanie się nad sobą, poczucie winy, urazę, poczucie niższości, kłamstwa, fałszywą dumę i poczucie wyższości, a drugi to radość, zadowolenie, zgoda, pokój, miłość, nadzieja, akceptacja, chęć zrozumienia, hojność, prawda, życzliwość, współczucie i wiara.

Który z nich wygra?

Ten, którego nakarmisz.

Może więc kontrolę lepiej jest zamienić na wsparcie? Ciężko to jednoznacznie ustalić. Według klasycznej definicji, zarządzanie składa się przecież z następujących etapów:  planowanie i podejmowanie decyzji, organizowanie, przewodzenie, tj. kierowanie ludźmi oraz kontrolowanie, a kontrolowanie, w dużym skrócie, polega na sprawdzaniu, czy osiągane efekty są plus minus zgodne z tym, co założyliśmy.

Upewniamy się czy na przykład działania członków organizacji rzeczywiście zbliżają organizację do przyjętych przez nią celów. W jakiś sposób trzeba się z tym uporać.

22. Procesy

Myślisz, że spisywanie procedur i procesów jakie zachodzą w firmie, to domena wielkich korporacji? Otóż błąd. Każda firma, nawet działalność jednoosobowa powinna mieć spisane procedury działania. W jaki sposób powstają produkty? Jak się robi zamówienie? Jak wygląda proces sprzedaży? Jak wygląda wysyłka i kontakt z klientem?

Taka „księga firmy” niesłychanie usprawnia działanie, przyspiesza realizację konkretnego zadania i co najważniejsze: chroni nas przed głupimi błędami. Bo wydaje nam się, że jak coś robiliśmy już 100 razy, to doskonale wiemy co i jak. A potem okazuje się, że zapominamy o totalnych błahostkach, które czasami mogą być bardzo kosztowne.

23. Zdobywanie klientów

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości w 2014 roku zrealizowała badanie, z którego wynika, że utrata klientów to drugi czynnik powodujący utratę płynności finansowej (zaraz po opóźnieniach w regulowaniu zobowiązań przez kontrahentów). Tyle tylko, że żeby stracić klienta, to najpierw trzeba go w ogóle mieć.

Jak rozwiązać ten problem? Zastanów się, kim jest Twój klient, czego potrzebuje, czego szuka, gdzie jeszcze możesz go znaleźć. Poświęciłem temu osobny materiał: Robimy profil idealnego klienta.

Później musisz przykuć jego uwagę. Gdy ktoś słucha, możesz do niego mówić. Gdy jednak nie słucha, to choćbyś się dwoił i troił, nic z tego nie będzie.

Skąd więc wziąć z klienta? Z polecenia, dzięki znajomym, z portali ogłoszeniowych, poprzez ulotki?

Tak, też, ale prawdziwe wyzwanie polega na tym, że nie możesz ustawać w poszukiwaniu coraz to nowych, coraz bardziej efektywnych dróg dotarcia do osoby zainteresowanej Twoimi usługami.

Musisz też dać się znaleźć tym, do których ty dotrzeć nie możesz.

24. Utrzymanie relacji z klientami

Znacznie łatwiej i taniej sprzedać coś klientowi, który Cię zna, który Ci ufa i który uważa Cię za sprawdzonego sprzedawcę. W drugą stronę też to działa: łatwiej sprzedać coś komuś, kogo znasz. Po prostu lepiej zdajesz sobie wtedy sprawę z jego potrzeb.

Jest o tyle ważne, że działamy na rynkach konkurencyjnych, a nasi klienci są osobami coraz bardziej świadomymi i coraz bardziej wymagającymi, a do tego mają wprost nieograniczony dostęp do informacji.

Minęły czasy, gdzie sprzedawca mógł się czuć pewnie, bo prowadził jedyny sklep z danej branży w całej okolicy.

Teraz mamy Internet. Wiesz to po sobie. Nie pasuje Ci gdzieś cena albo obsługa klienta? Idziesz gdzie indziej albo zamawiasz przez Allegro. Proste 🙂

Jednak z drugiej strony, badania przeprowadzone przez AchieveGlobal pokazały, że 65% ankietowanych firm nie chce zmieniać swojego dostawcy. Oznacza to, że większość klientów liczy na utrzymanie współpracy z obecnymi dostawcami. Ceny i warunki schodzą dla nich na drugi plan (choć nadal mają znaczenie). To jest szansa dla Ciebie. Po prostu utrzymanie klienta jest znacznie prostsze i tańsze, niż pozyskanie nowego.

Odpowiadaj, potwierdzaj, zapewniaj i pytaj – efektywny kontakt z klientem to częsty kontakt. Dbanie o to, aby kontrahent wiedział, ze traktujesz go wyjątkowo i nieustannie dbasz o potrzymanie poprawnych relacji? Pytania o jego oczekiwania oraz o to, czy jest zadowolony z dostarczonych produktów i usług?

To nie wydaje się trudne…. Pod warunkiem, że masz pięciu klientów. A jeśli jest ich znacznie więcej? Jak to ugryziesz?

25. Konkurencja

Konkurencja – Twoje największe przekleństwo i błogosławieństwo zarazem 🙂

Uzasadnienie przekleństwa nie wydaje się trudne: podbierają Ci klientów, kopiują pomysły, jakaś ich ewentualna wpadka może rzutować na całą branżę i tak dalej.

Ale te same czynniki decydują o tym, że ciągle pracujesz nad swoim biznesem. Czujesz oddech konkurencji na karku, więc ciśniesz: szukasz nowych klientów, kombinujesz nad kolejnymi rozwiązaniami. Idziesz naprzód. Rozwijasz się.

Wchodząc na rynek, przyjmuje się konkurencję za punkt odniesienia. Nie chcesz być gorszy. Później postanawiasz być lepszy.

Spójrz na to: Henri Matisse i Pablo Picasso, Steve Jobs i Bill Gates. Dlaczego tak łatwo możemy zestawić tych ludzi w pary? Bo byli największymi konkurentami. Tak zaciekłymi, że aż bliskimi. Obserwowali się, nieustannie deptali sobie po piętach. Uczyli się nie tylko na podstawie swoich błędów, ale też na podstawie błędów swoich konkurentów. Zaciekła walka, która sprawiła, że wszyscy doskonale znamy ich nazwiska.

26. Marketing

Skończyły się czasy, w których za prawdę objawioną przyjmowano powiedzenie „siedź w rogu, a ujrzą Cię”. Obecnie możesz mieć najlepszy produkt na rynku, ale jeśli nie zadbasz o odpowiedni marketing… to świata nie zwojujesz.

Ale z drugiej strony mówią też, że w dzisiejszych czasach można nawet sprzedać – za przeproszeniem – gówno, byleby było opakowane w ładny papierek. Coś może w tym jest.
Ja jednak jestem przekonany, że takie podejście prędzej czy później się na człowieku zemści. Właśnie dlatego uważam, że na samym początku trzeba postawić siebie w miejscu klienta i szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, czy będąc kimś z zewnątrz nie żałowałbym zakupu takiego produktu. To jest najważniejszy etap marketingu.
Następnie trzeba się naprawdę postarać, by jedno szło w parze z drugim. Dobry produkt i równie dobry marketing, gdzie pod „dobry” uważam „skuteczny”.

27. Content

Specjaliści zajmujący się marketingiem znanych marek zauważyli, że internauci niechętnie klikają w reklamy, ale potrafią bardzo dużo czasu i energii przeznaczać na poszerzanie wiedzy na interesujące ich tematy. Chociaż chyba nie trzeba być specjalistą, by dojść do takich wniosków, prawda?

No ale skoro tak, to znaczy, że warto pomóc potencjalnym klientom w ważnych dla nich kwestiach, budując tym samym zaufanie do siebie jako do marki.

Agresywny przekaz reklamowy w ten sposób zostaje zastąpiony (lub uzupełniony) przez przyjazny, ludzki, pomocny marketing przychodzący. Klient otrzymuje od danej marki wartościowy przekaz (rozrywkowy lub edukacyjny), a w zamian odwdzięcza się sympatią, a często także lojalnością wyrażającą się poprzez zakupy.

Produkcja dobrych jakościowo treści wymaga niemałych nakładów czasu oraz wysiłku, ale gwarantuję Wam, że warto 🙂

28. Pozycjonowanie firmy na rynku

Co łączy największe marki na świecie? To proste! Wszystkie są perfekcyjnie pozycjonowane na rynku. Co to znaczy?

Pozycjonowanie to odpowiedź na pytanie do kogo kierujemy nasz produkt. To nadanie marce charakteru.

W książce Marketing. Teoria i przykłady: autor dzieli pozycjonowanie ze względu na: konkurentów, atrybuty, korzyści funkcjonalne lub użytkowe, pochodzenie produktu, przeznaczenie i sposoby korzystania, kategorię użytkownika, kategorię produktu, jakość i/lub cenę.

Ten termin jest bardzo ściśle związany ze strategią przedsiębiorstwa, w związku z tym pozwolę sobie na małą reklamę:

Prace nad kursem dotyczącym właśnie strategii w małych i średnich firmach właśnie zbliżają się ku końcowi. W najbliższym czasie pojawi się więcej informacji, ale jeśli jesteście zainteresowani tym, żeby wdrożyć skuteczną strategię w swojej firmie to zapiszcie się poniżej. Otrzymacie informacje o starcie całej kampanii jako pierwsi 🙂

29. Automatyzacja i optymalizacja procesów

W trakcie rozwoju firmy bardzo szybko się okaże, że ręczna obsługa wszystkich procesów zajmuje tylko czasu, siły, energii, że jest po prostu bez sensu. Rzecz totalnie niewspółmierna do zysku. Biznes tymczasem dąży do uproszczeń, do optymalizacji i automatyzacji, na co pozwala obecna technologia.

W efekcie coraz więcej procesów biznesowych i technologicznych odbywa się z minimalnym udziałem człowieka. Za taki ekstremalny przykład może posłużyć Amazon, który przymierza się do otworzenia całkowicie zautomatyzowanego sklepu, gdzie nie uświadczysz ani jednej kasjerki 🙂

Jak już wspomniałem, to mocno ekstremalny przykład. Domyślam się, że Ty nie dysponujesz budżetem Amazona, który pozwoliłby na opracowanie podobnych technologii 😀

Jednak automatyzacja mailingów, procesów sprzedażowych czy księgowych jest już możliwe przy relatywnie niskim nakładzie pieniężnym, wymaga jednak od Ciebie świadomości tego, co jest możliwe, opłacalne, jak to obsługiwać. Ogrom know-how do opanowania.

30. Patologie organizacyjne

Patologie to wszelkie rodzaju nieprawidłowości, do których w zasadzie dochodzi wszędzie tam, gdzie są ludzie 🙂 Jak to ktoś ładnie ujął: niedoskonałości mamy po prostu wpisane w DNA.

Z jakimi patologiami najczęściej spotykamy się w firmach?

Może to być brak akceptacji panujących w organizacji reguł postępowania czy niedostosowanie do obowiązujących wartości, norm i zachowań. To dotyczy zwłaszcza nowych pracowników.

W przypadku nieco starszych stażem pracowników, często mówimy o konflikcie ról pełnionych przez członków danej grupy. Mogą też występować problemy w komunikowaniu się w relacjach przełożony – podwładny (np. mur milczenia).

W przypadku nieodpowiedniego kierowania zespołem, może się pojawić syndrom zaniku odpowiedzialności.

Takie rzeczy, jak pracoholizm, biurokratyzm czy organizacyjną schizofrenię już sobie pokrótce omówiliśmy.

Walka z tym wszystkim może się wydawać czasem równie efektywna, co wtaczanie głazu na górę przez Syzyfa.

31. Zaplecze techniczne

Wiecie, że w 2008 roku blisko 20% firm utraciło dane z powodu awarii sprzętu komputerowego, a prawie 15% z powodu nieumyślnego skasowania plików przez pracownika, kradzieży lub zawirusowania sprzętu?

Teraz mamy jednak 2017 i jest już na szczęście jest już znacznie lepiej….

Czy aby na pewno?

Ty kiedy ostatni raz robiłeś kopię zapasową? 😀

32.  Zaplecze informacyjne

Wspomniany już dzisiaj Peter Drucker stwierdził, że jednym z podstawowych źródeł problemów nowoczesnych firm jest ich zbytnie skupienie na czynnikach wewnętrznych (kosztach oraz procesach) i stracenie z oczu podstawowego zadania: poszukiwania nowych szans biznesowych i budowania trwałych przewag konkurencyjnych.

Jak to robić? Na podstawie danych. Będąc na rynku po prostu MUSIMY je analizować i działać na ich podstawie, nie na podstawie własne „wydaje mi się, że…”.

W tej chwili rzadko występuje problem totalnego braku danych (no chyba, że upierasz się przy tym, by wynaleźć koło na nowo, o czym pisałem we wcześniejszych punktach). Teraz prawdziwym wyzwaniem jest ich nadmiar – jak w tym szumie informacyjnym odnaleźć to, co nas naprawdę powinno interesować? Skąd wiedzieć, które wskaźniki zignorować? Jak nie przeoczyć czegoś naprawdę istotnego?

33. Negocjacje

Przy prowadzeniu własnej działalności gospodarczej codziennie podejmujemy tysiące decyzji, które mogą wpłynąć na zwiększenie przychodów i obniżenie kosztów funkcjonowania firmy (albo odwrotnie :D). Dlatego negocjacje są wręcz chlebem powszednim dla właścicieli firm, nie zaś elementem filmów akcji. Samo słowo „negocjacje” już bardzo dużo mówi nam o naturze tego procesu: pochodzi z łaciny, gdzie “negociare” oznacza pertraktuję, handluję, prowadzę rozmowy handlowe.

Negocjacje zawsze są wyzwaniem. Kiedy ustąpić, a kiedy próbować postawić na swoim mimo wszystko?

34. Zarządzanie projektami

Aż 61% przedsiębiorców uważa, że największym wyzwaniem w prowadzeniu biznesu jest skuteczne i efektywne zarządzanie projektami – wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Maconomy wśród przedstawicieli branż usługowych.

Nic dziwnego. Trzeba ogarniać milion rzeczy jednocześnie: ludzi (których zawsze za mało), czas (który zawsze się kończy), zadania (których zawsze zbyt wiele), racjonowanie ryzyka (które jest zawsze, choć wolelibyśmy, by go nie było wcale)…. Nie ma lekko 😀

Kochani, a jak Wy podchodzicie do swoich codziennych wyzwań w życiu przedsiębiorcy? Jak godzicie życie zawodowe z prywatnym? Macie jakieś swoje sprawdzone metody na neutralizację stresu, presji, niepewności? Piszcie w komentarzach!

PS: Jeśli ktoś nadal nie ma mojego bezpłatnego ebooka Przestań jęczeć i weź się wreszcie do roboty, to niech go sobie w końcu pobierze – wystarczy kliknąć tutaj 😉

PPS: Pamiętaj, że jeśli jesteś zainteresowany powstającym właśnie kursem na temat strategii,to zostaw swój e-mail poniżej – na pewno go wtedy nie przegapisz.

Proszę Cię o pomoc

Staram się by to to co piszę i nagrywam było dla Ciebie wartościowe. Naprawdę BARDZO zależy mi na Twojej opinii, więc wyraź ją. Jeśli uważasz, że coś można poprawić, to śmiało pisz. Nie obrażę się 🙂 Będę wdzięczny jeśli pomożecie mi poprawić to co robię.

Jeśli podoba Ci się ten lub inne teksty, to nie chowaj tego tylko dla siebie. Pomóż mi dotrzeć do innych osób, którym moje nagrania i artykuły mogą w jakimś stopniu pomóc. Może wśród znajomych masz kogoś, komu warto podesłać ten artykuł?

Może masz w swoim kręgu osoby, które zamierzają założyć firmę, albo takie, które od niedawna ją prowadzą? Podeślij im ten tekst: naprawdę wierzę, że pomoże im w lepszym prowadzeniu firmy i naświetli o co jeszcze należy zadbać.

Jeśli ten tekst był dla Ciebie pomocny, to kliknij „lubię to”, lub udostępnij artykuł na Facebooku. Będzie to dla mnie sygnał, że te godziny spędzone na pisaniu miały sens.  Z góry bardzo dziękuję i naprawdę chylę czoła, że doczytałeś do samego końca 😀

34 rzeczy, które musisz wiedzieć o prowadzeniu firmy, jeśli nie chcesz, żeby rynek Cię rozjechał
5 (99.09%) 22 votes