Case study: 220.565 zł* w 11 dni ze sprzedaży kursu online

Wiecie, co się liczy? Peja rapował, że szacunek ludzi ulicy. Ale gdyby mnie dać do ręki mikrofon, to zdecydowałbym się na coś zgoła innego. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że Liczy Się… Strategia.

Pod koniec marca ruszyłem ze sprzedażą kursu na temat strategii w małej i średniej firmie. Był to jeden z największych projektów – być może nawet największy – jaki do tej pory zrealizowałem. Mnóstwo przygotowań. Ogrom pracy. Ale efekty… No cóż. Też całkiem całkiem 🙂

Kochani, dzisiaj są moje 31 urodziny, więc – zgodnie z hobbickim zwyczajem – mam dla Was prezent. Dokładne podsumowanie minionej kampanii. Tak jak obiecałem: z cyferkami, konkretami i opisami krok-po-kroku co i jak. Wierzę, że ten tekst okaże się naprawdę pomocny dla części z Was.

Bo ja może nie jestem najpopularniejszym blogerem, może nie wrzucam codziennie świeżego wpisu, może nie mam na koncie tysiąca współprac z największymi markami, ale myślę, że swoją robotę wykonuję nie najgorzej. I wiem już na sto procent, że czasami idąc wszystkim pod prąd, a jednak wciąż naprzód, możemy zawojować świat.

To co? Przechodzimy do konkretów? 🙂

164 – tyle osób mamy na pokładzie

164.438 zł – taka kwota już została przez uczestników wpłacona

56.127 zł – tyle powinni dopłacić uczestnicy, którzy wzięli produkt na raty

220.565 zł –jeśli wszyscy uczestnicy spłacą raty taki będzie ostateczny wynik kampanii

Jest nieźle 😉

Z tego co mi wiadomo na palcach jednej ręki można policzyć osoby, którym w Polsce udało się zrobić akcję promocyjną na ponad 200 tys. zł. Jestem bardzo zadowolony tym bardziej, że akcję w 100% wykonaliśmy bez wsparcia partnerskiego. Od początku do końca działania wykonaliśmy w oparciu o własne zasoby.

Jak przebiegała cała kampania?

Etap 1 – badania rynku

Tak naprawdę wszystko zaczęło się jeszcze w 2016 roku. Będąc na Teneryfie nagrałem 4 materiały video. Na koniec każdego z nich oferowałem możliwość bezpłatnych konsultacji.

Chciałem przyjąć po 15, maksymalnie 20 osób na każdą turę, ale za pierwszym razem popełniłem błąd, który sporo mnie kosztował.

Co takiego zrobiłem? Opublikowałem wpis na blogu, upubliczniłem video na YouTube i poszedłem pod prysznic. Kiedy wróciłem i zajrzałem w ankiety było już ponad 60 zgłoszeń!

W panice zacząłem edytować wpis, żeby wyłączyć link do ankiety, ale kiedy ja to robiłem, kolejne 20 osób wypełniało już ankietę.

Zatem na start miałem 80 osób i każda z nich miała obiecaną co najmniej godzinną konsultację.

Czy to się opłacało? Wtedy miałem ochotę strzelić sobie w głowę, bo przez kilka tygodni nic innego nie robiłem, tylko rozmawiałem z ludźmi na Skypie.

Dzisiaj uważam, że te konsultacje to była najlepsza rzecz jaką mogłem zrobić. Podczas rozmów dowiedziałem się takich rzeczy, jakich nigdy w życiu nie dałaby mi żadna ankieta. Poznałem prawdziwe problemy ludzi, którzy prowadzą małe i średnie firmy.

Właśnie dlatego, że tak dużo osób zapisało się na konsultacje między pierwszym, a drugim nagraniem zrealizowanym na Teneryfie było 4 miesiące przerwy.

Przy kolejnych wpisach, w których informowałem o możliwości bezpłatnych konsultacji już nie odchodziłem od klawiatury 😉 W sumie przeprowadziłem 134 bezpłatne konsultacje.

Mimo, że konsultacje były bezpłatne, to prawda jest taka, że całkiem nieźle na nich zarobiłem, bo część osób po prostu chciała ze mną dalej pracować, ale już na zasadach komercyjnych. Pomagałem im przy marketingu, strategii, delegowaniu, tworzeniu treści itp.

Etap 2 – własne testy

W ankietach jakie wysyłałem do uczestników zadałem pytanie „Jakich 3 rzeczy obecnie najbardziej pragniesz się nauczyć?” 86% ankietowanych zaznaczyło pierwszą odpowiedź, czyli „Jak pracować strategicznie nad firmą? (organizacja całościowej strategii dla biznesu)”

Na konsultacjach wychodziło to samo. Często ludzie mają klientów, ale:

  • nie mają pojęcia skąd oni przychodzą
  • nie mają stabilnego źródła, które systematycznie przyprowadza nowe osoby do ich biznesu
  • wydają pieniądze na reklamę, ale nie mierzą jej skuteczności (dlatego mnóstwo pieniędzy wyrzucana jest w błoto)
  • nie mają pomysłu co można zrobić, żeby klient kupił więcej
  • nie wiedzą co zrobić, żeby klient chciał wracać
  • nie ma pomysłu na to, żeby klienci pomagali nam w rozwijaniu firmy poprzez robienie marketingu szeptanego

Dlatego zeszły rok był dla mnie „rokiem strategii”. Uczyłem się na ten temat jak opętany i miałem zabrać się za tworzenie kursu, ale stwierdziłem, że lepszym rozwiązaniem będzie przetestowanie tego wszystkiego na sobie.

Dlatego wszystko co wiedziałem o strategii włożyłem do projektu LiczySieNauka.tv, który stał się naszym polem do eksperymentów.

Pod koniec października ruszyliśmy z wdrażaniem całej strategii. Po 37 dniach, czyli na koniec listopada projekt odnotował wynik 19.912 zł.

Postanowiłem nieco mocniej odkręcić kurek. W grudniu na reklamę wydałem 3.697,62 zł, ale taka inwestycja dała 22.088,76 zł. To daje ROI na poziomie 497%!

Także jak widzę lokaty obiecujące 3% rocznie, to nawet moje skarpetki umierają ze śmiechu 😉

Styczeń był rekordowym miesiącem. Na reklamy wydałem 6.160,23, ale zarobiliśmy 36.157,63 zł. Tym razem zwrot z inwestycji wyniósł 487%. Poniżej screeny z dwóch miejsc, bo w styczniu przenosiłem się z kursami na własną platformę.

Można przyjąć dla uproszczenia, że każda złotówka włożona w reklamę daje 5 zł zwrotu. Wiem, że ten wynik może być jeszcze lepszy.

W lutym na reklamę 4.840,95, ale tu już zaczęły się przygotowania do kampanii, więc nie pilnowałem reklam jak należy. Miały one słabszą skuteczność i dało to wynik 19.066 zł, zatem ROI było na poziomie „zaledwie” 294%.

Etap 3 – Kampania

Pierwsze kroki kampanii nie były niczym spektakularnym. Pojawiły się dwa artykuły, w których delikatnie informowałem o tym, że zbliża się kampania.

Pierwszy artykuł „34 rzeczy, które musisz wiedzieć o prowadzeniu firmy, jeśli nie chcesz, żeby rynek Cię rozjechał” pojawił się 26 lutego. Informacja o tym, że zbliża się kampania znajdowała się dopiero przy 28 punkcie, zatem dotarły tam tylko osoby, które naprawdę były zainteresowane treścią artykułu.

Drugi artykuł, w którym pojawiła się informacja o zbliżającej się kampanii to „Czy Twoja firma przetrwa? Analiza 5 sił Portera„. Opublikowałem go 23 marca. Tam również zapisy na listę zainteresowanych były wplecione w treść artykułu.

Video 1 

27 marca pojawiło się pierwsze nagranie z kampanii ( Jak zbudować niesłychanie silną przewagę nad konkurencją?).

Celowo dałem tylko video, bo było mocno się przy nim napracowaliśmy i zależało mi, żeby jak najwięcej osób zapoznało się właśnie z tym formatem. Wiem, że wśród moich czytelników jest wiele osób, które preferują wersję tekstową i jakby była od razu dostępna, to pewnie wybrali by właśnie ją.

Jednak skoro się nie pojawiła, to część z tych „czytających” zobaczyła także video.

Pod koniec pierwszego nagrania informowałem o tym, że jest dostępny bonus w zamian za odpowiedź na pytanie „co jest w tym momencie największym wyzwaniem w Twoim biznesie?”

Osoby, które udzieliły odpowiedzi w komentarzach na to pytanie dostały materiał bonusowy, czyli video w którym omawiałem działania strategiczne, jakie robiliśmy  w naszej odnodze edukacyjnej.

Dopiero następnego dnia (28 marca) wysłałem informację o tym, że dostępna jest wersja tekstowa.

Dlaczego wersja tekstowa nie pojawiła się od razu?

Po pierwsze: jak wspomniałem wcześniej zależało mi, żeby jak najwięcej osób zapoznało się z wersją video.

Po drugie: miałem pretekst, żeby ponownie puścić w świat informację o tym artykule. Zarówno w mailingu jak i na Facebooku napisałem, że:

  • wersja tekstowa jest już dostępna
  • pod materiałem pojawiło się 159 komentarzy
  • i że cieszę się, że materiał został tak super przyjęty 🙂

Dzięki temu, że informacja o tym materiale pojawiła się dwukrotnie udało się dotrzeć do znacznie większej ilość ludzi.

Video 2

30 marca pojawiło się drugie nagranie na temat modelu abonamentowego ( Zobacz jak dużo pieniędzy przechodzi Ci koło nosa – model abonamentowy)

Tak, znów tylko nagranie. Widziałem, że chwyciło to przy pierwszym nagraniu i postanowiłem to powtórzyć. Zatem jednego dnia video, a dopiero następnego ponowny mailing i ponowna informacja na facebooku, o tym że dostępna jest także wersja tekstowa.

Video 3

Trzecie nagranie:  Jaką GENIALNĄ rzecz zrobił Solorz (i dlaczego powinieneś zrobić to samo?) pojawiło się 5 kwietnia. Tym razem jednocześnie wrzuciłem video i wersję tekstową.

Wszystkie trzy nagrania pokazywały jak dzięki dobrej strategii można uzyskać mocną przewagę nad innymi firmami, które działają na tym samym rynku.

Na koniec każdego nagrania wspominałem też, że niebawem rusza kurs „Liczy Się Strategia”, i że jak ktoś chce dostać informacje o starcie sprzedaży 12 godzin przed oficjalnym uruchomieniem sprzedaży, to niech wpiszę się na tzw. listę „early birds”.

Wyglądało to tak:

Sprzedaż

Zgodnie z obietnicą osoby wpisane na listę „Early Birds” dostały informację 12 godzin przed oficjalnym startem.

W poniedziałek, 10 kwietnia o 20:00 wysłałem mail z linkiem do oferty. O 20:05 wpadła pierwsza transakcja. O 20:09 druga 😃 Do północy na koncie było 11.973 zł.

Następnego dnia (wtorek 11 kwietnia) o 8:00 rano wysłałem maila do listy klientów, natomiast o 12:00 poszedł oficjalny mailing do wszystkich pozostałych osób, które są zapisane na moją listę.

Do północy 11 kwietnia, czyli po 28 godzinach sprzedaży przychody wyniosły 44.177 zł. To już był świetny wynik, a przed nami było jeszcze 10 dni sprzedaży.

sprzedaż kursu online - przychody z pierwszego dnia

Wtedy już miałem pewność, że to całe planowanie, zmiany w scenariuszach nagrań, robienie poprawek, a potem poprawek do poprawek nie poszło na marne.

„Będą raty?”

Wszystko szło bardzo dobrze, ale od początku sprzedaży skrzynkę mailową zalewało jedno pytanie: „czy będą raty?”

Nie planowałem wprowadzania rat, ale musiałem szybko podjąć jakąś decyzję. Ustaliliśmy, że pakiet Silver będziemy oferować w opcji 2 x 499 zł, pakiet Gold w opcji 2 x 999 zł, a pakiet Platinium w opcji 3 x 1670 zł.

Dzięki temu do kursu dołączyło dodatkowe 68 osób. Całkiem sporo. Już wiem, że następnym razem trzeba lepiej zaplanować opcję ratalną, bo teraz wszystko podpinaliśmy na szybko.

Jakie były koszty?

Szczerze mówiąc ciężko mi przeliczyć ile pieniędzy wydałem na całą kampanię, bo tak naprawdę nawet na etapie bezpłatnych konsultacji zarobiłem pieniądze (18.000zł). Projekt LiczySieNauka.tv, który był naszym „polem testowym” wygenerował 97.223 zł przychodu, i 82.226 zł zysku (przed opodatkowaniem).

Co do samego kursu to musiałem zapłacić za nagrania, montaż, transkrypcje. Z tym zmieściłem się w 6.000 zł. Natomiast koszty reklamy na Facebooku to 3.350,49 zł. Reklamę  włączyłem dopiero w drugim dniu sprzedaży, czyli wtedy, gdy już spłynęło 44.000 zł. Dzięki temu nie ruszałem własnych oszczędności, tylko szybko obróciłem pieniędzmi, które pochodziły z pierwszych sprzedaży.

sprzedaż kursu online - wydatki na reklamę

Także na ten moment pewne koszty, to 10.000 zł, ale kurs cały czas powstaje. Szacuję, że całkowity koszt wyniesie ok. 16.000 zł.

5% na Akademię Przyszłości

W ofercie wspomniałem, że 5% przychodu z każdego sprzedanego kursu przeznaczę na wsparcie Akademii Przyszłości. Wierzę w ten projekt, wierzę w jego ideę, wierzę w ludzi, którzy za nim stoją.

Wiem też, że dzieciaki które Akademia Przyszłości wspiera bardzo potrzebują tego, żeby pokazał im, że mogą mieć wpływ na to, jak będzie wyglądało ich przyszłe życie. Nie muszą powielać patologicznych wzorców, które niestety życie im zaserwowało. Jednak, żeby to się stało musi być jakiś bodziec z zewnątrz. Ktoś musi pokazać, że można inaczej. Ktoś musi wspierać i podać rękę w trudnych chwilach.

To właśnie robi Akademia Przyszłości i cieszę się, że mogę wpierać ten projekt przynajmniej od strony finansowej. Na konto Akademii Przyszłości przelałem 8.222 zł. Jak zaksięgują się wpłaty z rat i będę znał ostateczny wynik, to ponownie zrobimy przelew. Dzielę się zyskami z potrzebującymi, bo wiem, że dobro powraca. Pomaganie jest ważne.

Co poszło nie tak?

Starałem się zaplanować tą kampanię tak dokładnie jak tylko się da. Rozpisywałem różne scenariusze i zastanawiałem się co może pójść nie tak. Jednak plany planami, a życie życiem.

Pierwszy błąd – niezaplanowane raty

To sprawiło, że musieliśmy na szybko szyć jakieś rozwiązanie, które byłoby satysfakcjonujące zarówno dla nas, jak i dla uczestników.

System płatności z jakiego korzystam, to tPay i oni tam mają płatność ratalną, ale idzie to przez Alior Bank. Krótko mówiąc jest to normalna pożyczka. Z jednej strony jest to dobre, bo ja od razu dostałbym pieniądze, a osoba zainteresowana spłacałaby raty takiej wysokości jakie sobie ustaliła, przez taki czas jaki wybrała. Plus jest taki, że ja w ogóle nie przejmowałbym się pisaniem do ludzi o kolejne raty. Tym zająłby się bank i… no właśnie. Oni się nie pierdolą – że tak się nieładnie wyrażę.

Osobiście coś mi zgrzytało w tym rozwiązaniu. Niby ludzie są dorośli, sami odpowiadają za swoje decyzje, ale no po prostu nie chciałbym się dowiedzieć, że gdzieś kogoś ściga komornik za nieterminowe spłacanie rat pożyczki, która została zaciągnięta na mój kurs.

Może przez takie podejście nigdy nie dorobię się wielomilionowego biznesu. No trudno. Wierzę, że krótkoterminowo straciłem może kilka, czy kilkanaście tysięcy nie namawiając ludzi na tą opcję, ale po prostu wiem, że jak ktoś ledwo wiąże koniec z końcem, to ten kurs nie jest dla niego.

Drugi błąd – brak dedykowanej strony

Oczywiście specjalnie pod ten projekt kupiłem domenę liczysiestrategia.pl, ale były jakieś problemy techniczne i nie mogłem podpiąć pod nią oferty. Był jakiś problem z DNSam. Nie miałem czasu, ani chęci, żeby z tym walczyć i ostatecznie ofertę puściliśmy z generatora getall. Jak się okazuje można zrobić kampanię na 200 tys. zł  dla projektu, który nie ma ani swojego logo, ani własnej domeny 😊

Trzeci błąd – system mailingowy

Dzień przed startem kampanii musiałem przenieść wszystkie swoje listy do innego systemu wysyłającego mailingi. Czasami zgłaszaliście, że maile ode mnie wpadają u was do spamu. Każda taka sytuacja to dla mnie potencjalna strata pieniędzy, więc przenieśliśmy listy do GetAll, oraz do MailerLite.

Niestety z decyzją zmiany systemu mailowego zwlekałem do ostatnich chwili, co szybko się zemściło. Listy nie chciały się poprawnie wgrać, duplikowały się kontakty, jedne bazy się zaimportowały, a inne nie, no jeden wielki cyrk na kółkach. Na szczęście support z GettAll stanął na wysokości zadania. Podesłaliśmy bazy w plikach .csv i admini wgrali bazy ręcznie. Naprawdę zrobili mega robotę.

Co teraz?

Jak widać teraz niewiele się dzieje. Jestem mniej aktywny na blogu i na Facebooku. Mamy bardzo dużo pracy z uczestnikami kursu. Stajemy na uszach, żeby jak najbardziej im pomóc i u niektórych osób już widać niesamowite efekty, ale na chwalenie się wynikami uczestników jeszcze przyjdzie czas.

Poza tym trwają prace nad serią trzech potężnych artykułów. Tak to może wyglądać z zewnątrz, że wszystko toczy się nieco wolniej, ale wierzcie mi, że „na zapleczu” naprawdę się dzieje.

Tak na koniec: moi drodzy ten wpis ukazuje się dzisiaj nie bez powodu. Dzisiaj kończę 31 lat. Jeżeli uważacie ten wpis za wartościowy, to zróbcie mi mały prezent i udostępnijcie go dalej. Będzie mi bardzo miło 😊

Jeśli macie jakieś pytania odnośnie kampanii, to zapraszam do komentarzy.

Case study: 220.565 zł* w 11 dni ze sprzedaży kursu online
4.6 (92.63%) 19 votes